Na półwysep Pelješac trafiłam przypadkiem. Czasami wystarczy zdać się właśnie na przypadek by znaleźć się jakieś 1500 kilometrów od własnego domu, w miejscu, które od razu złapie człowieka za serce. To właśnie zdarzyło mi się w 2013 roku. I tego lata zjawiłam się tam ponownie. Jest wiele czynników, które o tym zdecydowały. Zdarza się, że trafiamy gdzieś i wydaje się nam, że to jest nasze jedyne miejsce na ziemi, w którym możemy się czuć dobrze.

Południowa Dalmacja. Półwysep Peljesac. Foto: Agnieszka Lingas-Łoniewska.

Południowa Dalmacja. Półwysep Peljesac. Foto: Agnieszka Lingas-Łoniewska


W którym czujemy się wolni i dostrzegamy piękno otaczającego nas świata. Dla mnie taką krainą jest Południowa Dalmacja i półwysep Pelješac. Tak naprawdę wiele czynników przemawia za tym, że czuję się tam wyśmienicie ale zanim do tego przejdę, przybliżę nieco tę krainę oliwkami i winem płynącą. Pelješac leży w Dalmacji Południowej, na północny-zachód od Dubrownika, jest częścią Chorwacji i administracyjnie należy do dystryktu dubrownicko-neretwańskiego. Ukształtowanie terenu jest skalisto-górzyste, wraz z całym pasmem Gór Dynarskich. Największe i główne miejscowości to: Orebić, Trpanj, Janjina i Ston.
W Trpanj spędzam kolejne już wakacje, ale cały półwysep jest mi niezwykle bliski i niezmiennie zachwyca mnie swoim pięknem. Dojechać tutaj można w dwojaki sposób: zjeżdżając z autostrady w kierunku miasteczka Ploce by wsiąść na prom, płynący do Trpanj. Można też objechać półwysep dookoła, łącznie z dwukrotnym przekroczeniem granicy z Bośnią i Hercegowiną. Przerobiłam obie trasy i powiem szczerze, że każda z nich ma swój niespotykany urok, ale jednak bliższa mi jest wycieczka naokoło półwyspu, ponieważ płynąc promem nie zobaczymy bośniackiego Neum i w końcu nie trafimy do Stonu, który koniecznie należy zwiedzić. Ston otoczony jest prawie 900-metrowym średniowiecznym murem (zwanym Europejskim Chińskim Murem), jest to pozostałość z czasów Republiki Dubrownickiej, kiedy to miasteczko stanowiło jeden z ważnych punktów obrony przed Turkami. Teraz Ston słynie z wydobycia soli i hodowli małż oraz ostryg. W centrum miejscowości znajduje się mural namalowany na ziemi, przedstawiający tory, jest to miejsce nadające się do robienia ciekawych fotografii. Ston dzieli się na Mali Ston i Ston, obie miejscowości słyną także z urokliwych starówek i ze wspomnianego wyżej muru.
Po drugiej stronie półwyspu trafimy do Orebića, największej miejscowości na Pelješacu. Najwyższym szczytem miasteczka i całego półwyspu jest góra Świętego Eljasza (Svety Ilija), o wysokości ponad 960 metrów. Podobno góra stanowi ochronę przed złą pogodą, nie dopuszczając do gromadzenia się deszczowych chmur nad Orebićem i Korčulą. Użyłam słowo „podobno”, bo dzisiaj, gdy piszę te słowa, niebo nad Pelješakiem jest ciemne i półwysep cały tonie w deszczu. Ale to lipiec, typowa pora monsunowa dla południowej Chorwacji. Wracając do Orebića, jest to miasteczko typowo turystyczne i stanowi bazę wypadową na pobliską wyspę Korčula, której główne miasto o takiej samej nazwie, nosi miano Małego Dubrownika. Miasteczko słynie z pięknych kamieniczek, wąskich uliczek, które zachowały niezmieniony XIII wieczny układ i jako domniemane miejsce urodzin słynnego podróżnika, Marco Polo. Zostało to wykorzystane przez handlowców i w Korčuli można spotkać sieć klimatycznych sklepów „Marco Polo”, gdzie turyści mogą zaopatrzyć się w stare mapy, kompasy, lunety, pachnącą lawendę, pergaminowe notesy oprawione w skórę, globusy i wiele innych gadżetów, które powinien posiadać prawdziwy globtrotter.
Gdy promem lub drogą lądową dotrzemy do Trpanj, przywita nas miasteczko małe, ale pełne życia, którego centrum stanowi w sumie jedna uliczka, prowadząca do przystani promowej. Trpanj położone jest między górami a krystalicznie czystym morzem, mieszkańcy utrzymują się głównie z rybołówstwa, produkcji wina i oczywiście turystyki. Trpanj jest małe, ale znajduje się tutaj aż pięć kościołów. Poza tym urokliwe plaże, przejrzyste wody Adriatyku i przepiękna śródziemnomorska roślinność sprawiają, że jest to idealne miejsce na wypoczynek. Wieczorami, w małym centrum miasteczka odbywają się liczne występy lokalnych zespołów, organizowane są „noce rybaka”, dni smakowania pelješackich specjałów, a także wybory miss plaży i inne imprezy atrakcyjne dla turystów.

Nocami słychać fale uderzające o skaliste brzegi, cykady, a tej kakofonii dźwięków towarzyszy wycie szakali,

które zamieszkują okoliczne góry i wzgórza. Niewątpliwą zaletą jest także to, że nie ma tutaj nawału turystów, jest dużo plaż, od żwirkowych po kamieniste, a także wiele malowniczych zakątków w zupełnym odosobnieniu, gdzie można zaznać ciszy i spokoju. Dla mnie to miejsce idealne, pozbawione wszechobecnej komercji, krzykliwości i tandety. Na każdym kroku można za to spotkać przyjazną konobę, w której skosztujemy lokalnych trunków (wino, rakiję, travaricę), i posmakujemy muli lub ostryg. Postanowiliśmy wziąć przepis na mule w zalewie z białego wina, pietruszki i czosnku. Zakupiliśmy mule od trpanjowskiego rybaka i sami przyrządziliśmy to smaczne danie. I muszę się pochwalić, że wyszło nam wyśmienicie. No, ale jedzenie w pelješackich konobach ma też swój nieodparty urok i jeśli chcemy poczuć klimat południa, powolnego życia pozbawionego napięcia i pośpiechu, to na pewno warto chociaż raz udać się tam na kolację.
Tak jak wspomniałam, trafiłam tu przypadkiem w ubiegłym roku. Na początku przeraziła mnie odległość z Wrocławia, zwłaszcza, że jechaliśmy samochodem. Jednak droga jest całkiem niezła, a męki podróży wynagradza to wszystko, co w wielkim skrócie opisałam powyżej. Te miłe dla oka, ucha, powonienia i smaku okoliczności przyrody sprawiły, że wymyśliłam fabułę do kolejnej powieści, której akcja rozgrywa się właśnie na tym półwyspie pachnącym także dziką lawendą. To właśnie lawenda, rosnąca dziko, pomiędzy skalistymi wyłomami, nieokiełznana i silna, zwróciła moją uwagę i stała się jednym z powodów, dla których pokochałam ten półwysep.Zachęcam do wizyty w czarownym zakątku Południowej Dalmacji, jednym z wielu miejsc na ziemi, które na pewno warto odwiedzić. A dla zainteresowanych podaję przepis na mule robione własnym sumptem.
Składniki dla 4 osób:
4 kg muli, 1 litr białego wina, duży pęczek pietruszki, 6 ząbków czosnku, 100g oliwy z oliwek

Sposób przyrządzenia:
Na początku należy oczyścić mule z morskiego osadu i poobcinać wodorosty. Najlepiej robić to bezpośrednio w morzu, na dużym sitku. Następnie, po powrocie do domostwa rozgrzewamy oliwę, wrzucamy drobno posiekany czosnek, przysmażamy delikatnie, za chwilę dorzucamy posiekaną pietruszkę (na krótko). W osobnym garnku przygotowujemy wywar dla muli. ½ litra wina uzupełniamy wodą tak, aby przykryć mule. Do tego wrzucamy zasmażkę z czosnku i pietruszki. Gotujemy to do momentu, aż mule się otworzą. Pozostałe ½ litra wina przyjmujemy podczas gotowania potrawy, aby odpowiednio przygotować kubki smakowe.
Smacznego.
…………………………………
Agnieszka Lingas – Łoniewska — wrocławianka, pisząca książki łączące sensacje z romansem, kochająca zwierzaki, Within Temptation i jeszcze kilka ostrzejszych dźwięków. Autorka książek: Bez przebaczenia (debiut), trylogia Zakręty losu, Zakład o miłość, Szósty, W zapomnieniu, Dirty World (wydana w USA, w 2014 r. ukaże się w Polsce pod tytułem Brudny świat), W szpilkach od Manolo, Łatwopalni, Obrońca nocy
Brudny świat, Przebudzenie — Łatwopalni II, Wybaczenie — Łatwopalni III, Laureatka konkursu na kryminalne opowiadanie z Dolnym Śląskiem w tle. Ma także na swoim koncie udział w antologiach literackich: Książki Moja Miłość, 31.10 Halloween po polsku, Zatrute pióra. Tworzy w internecie stronę „Czytajmy Polskich Autorów, która ma na celu propagowanie polskiej prozy, prowadzi bloga z recenzjami, organizuje cykliczne konkursy, w których można wygrać książki polskich autorów.
……………..
Więcej: Strona autorska|Blog|polscyautorzy.pl
foto: Agnieszka Lingas-Łoniewska
28.07.2014 Wrocław

AGNIESZKA LINGAS – ŁONIEWSKA Półwysep Pelješac
5 votes, 4.00 avg. rating (81% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie — subskrybuj nasz newsletter.
[3] Komentarze
  1. Jak zwykle Pani nie zawiodła. Super się czyta :-) chociaż na chwilę można się przenieść w tak urocze miejsce… dziękuję i pozdrawiam :-)

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.