Europa

stało się: odbezpieczyła granat, włożyła go sobie w usta. wykryto resztki
nasienia w odłamkach — grupa A rozeszła się po świecie. oficerowie mają
przy sobie brąz. śledztwo drga, a drzwi są zamknięte. zajrzyjmy do środka:
(dziurka od klucza nie jest zaklejona) Tristero zdejmuje wygięte okulary,
patrzy w lustro, widzi dym i tempo opadania. krztusi się ze śmiechu. wolność
nie jest funkcją w gruncie rzeczy, ale dramat jednostki nie jest sednem
lustra; ani płonące szyby w Iraku, ani chiński mur, ani nic, co jest widoczne
z kosmosu — jedynie dym uwięziony w pozbawionej znaczenia chwili
moment pozbawiony wieczności.
 

Polowanie

miał tę szczególną przewagę, że pił i rodził ustami: bierzcie i
jedzcie z tego wszyscy, to nie jest bowiem ciało jego, to tylko
wybrana sztolnia, parking zarośnięty — wszystko — skończone
i nieskończone jednocześnie. niech więc kaszlą przez zasłonę
na twarzy szczęśliwi ci, którzy jeszcze nie umarli. niech suną
stabilni jak żółwie, by zapełnić puste miejsca, w których zmarł
czyjś strach. tego, co zobaczył, jako chłopiec już nie odklei.
jeśli będzie gotów odnajdzie tamten pistolet na wodę, i strzeli;
tam, na skraju rzeczy stoi płot, zwierzę, a jego ryj spoufala się
z robakami. a za tym płotem — echo — zagubionego lęku.
Aleksandra Zbierska

Jak będę dorosły nigdy nie będę żołnierzem

powiedział dzieciak stojący obok Piłsudczyków. I jego twarz
znalazła się w słońcu. Miał twój podbródek. Dziś święto
Maryjne, można by się rozluźnić, ale ludzie wyglądają na
spoconych — nie ma to nic wspólnego z płcią, ani z deszczem,
to tylko kolejny próg alchemii strachu. Doskonałość —

mówiłeś głaszcząc mój kark, a ja zaciskałam uda słysząc
ryk zwierzęcia. Przez chwilę pomyślałam, że będzie ci
dobrze, jeśli uwierzysz we wszystko, o czym piszę — mały
cudzołożniku, mój biedny koźle ofiarny, kocham cię —
prawie. Można by się rozluźnić, dziś święto Maryjne, i
słowo zapala się o słowo, polując na obietnice.

Ponieważ „przyszłość” nie jest opcją, rytm stawania się,
rodzenia/umierania jest tylko kolejnym progiem zmienności;
więc wprawiajmy się w pożegnaniach. Jest północ,
za oknem siąpi deszcz, światła gasną jedno po drugim.
Jeszcze bromek sodu i twoje lunarne spojrzenie, a moje id
winno się ukorzyć.
 

Prosto, za drogą (tam był mały mostek)

w żadnym z okien nie paliło się światło, tylko szlugi — jedna od drugiej
jednocześnie, nim zrozumiałam, że siedliskiem woli są narzędzia
płciowe. I prośba: żebym przestała się schizować. Przyjechał taksówką.
Dziwny. Nerwowy. Z dziewczyną, mną, którą przesuwał z pozycji w
pozycję — pozornie, ponieważ mosty się pali, kopie się dół przykrywa
gałęziami i pali się, pali. Każdy mit ma swoich, naturalnych wrogów —

skoro jestem femme fatalne. Potem widziałam księdza w twoich butach.
Obaj nie macie gustu. Obaj gadacie do nikogo, bo wszyscy umarli,
umierają albo stoją w kolejce po kapcie — na przykład (Czołgał się
na brzuchu. Tego samego lata, na moich oczach, wskroś tej samej drogi)
przebiegła ta kobieta z obrazu Rembrandta albo Chełmońskiego,
w wełnianym płaszczu kąpielowym, któremu pozwoliła się rozchylić
 

Bardziej jeszcze sami

przycina piętę, by wcisnąć stopę w baletkę z Lidla
(bez mężczyzny jest jakaś niepełna). i już: wieszczą —
pizdencjusze, nieroby, bohaterowie globalnej wioski,
mityczni kochankowie z przyrządem do życia, bo
ważna jest ciągłość. zostanie tylko jeden. i jest.
jak zawsze & jak wszyscy — wchodzą do łóżka i śpią.
 

Narysujcie mi dom

podjeżdża autobus z napisem: koniec, wlecze za sobą pustą sieć; za kierownicą
srebrnołuska ryba: jestem, jak przeźrocze, ta granica jest prawie widoczna. nie!
strach przed nieznanym nie daje się opisać, jakiś zwierzęcy instynkt — to nie jest
świadome, lecz bardzo mocno trzyma przy życiu — czas się czegoś chwycić —
narysujcie mi dom, park, wiosnę, cyprys, i dwa cienie. kłopot jest z milczeniem?
niech śpiewają ptaki, i ludzie w kościołach, krety w ziemi, zbiorowe mogiły –

pojedyncza śmierć się nie liczy. jeszcze pójdę na koniec świata, i tu przystanek:
porzucona gazeta, zaczynam czytać: w jakiś podstępny sposób wszyscy jesteśmy
sobie bliscy — teraz? zaraz? co tu robi ta kobieta ze szmatą? zetrzeć to do czysta —
wydłuża palec w moją stronę / za każdym razem, gdy ją widzę, płacze / wszystko
jest możliwe, lecz nie wszystko się uda — więc wiosna? wszystko / wszystko
już było, teraz żółkną liście — więc jesień? no tak, przyroda się nie myli.

 
W zapowiedzi użyto fragmentów omówień Andrzeja Mozgi i Ewy Bieńczyckiej do książki Aleksandry Zbierskiej pt. „Biegnij” wyd. „Mamiko”. Prezentowane wiersze pochodzą z książki pt. „Byłam w pałacu Chaba”, która ukaże się wiosną 2018 roku.
……………………………………..
Aleksandra Zbierska — urodzona w roku 1968. Absolwentka poznańskiego „Studium Piosenkarskiego” im. Czesława Niemena. W latach 1987-89 występowała na deskach kabaretu „W a r s z t a t ” w Warszawie na Nowym Świecie. Laureatka konkursów literackich, m.in. Jacka Bierezina, Łódź 2008, a także Konkursu na zbiór wierszy im. Scherffera von Scherffensteina w Brzegu, którego pokłosiem jest debiutancki tomik autorki pt: „W i b r u j ą c e u c ho”. W 2009 r. wydała swoją drugą książkę poetycką — „P a n o p t i k o n” , Wyd. Black Unicorn. Wiersze publikowała w pismach, m.in. Odrze, Pograniczach, Arteriach, Ricie Baum, Tyglu Kultury, Wakacie oraz kilku antologiach, m.in. “Przewodnik po zaminowanym terenie”, Ośrodek Postaw Twórczych, Biuro Festiwalowe IMPART 2016, antologii poezji kobiet „S o l i s t k i” 1989–2009, „Free Over Blood”. New Polish Poets Series, Zeszyty Poetyckie / OF F P r e s s , Londyn 2011. W grudniu 2017 r. nakładem wydawnictwa Mamiko, Nowa Ruda ukazała się jej najnowsza książka pt: “B i e g n i j”.
…………………..
14.12.2017

ALEKSANDRA ZBIERSKA „Europa” i inne wiersze
17 votes, 4.94 avg. rating (98% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter. Znajdź nas na FB.
[6] Komentarze
    • Gakko, dziękuję. te spostrzeżenia podniosły mnie na duchu – myślałam, że trudno zrozumieć o czym piszę, że ostatecznie piszę dla siebie, zresztą wszyscy tak myślimy krygując się trochę, że możemy to nawet zamknąć gdzieś, pod kluczem. a jednak odbiorca i rezonans jaki wywołuje, daje wiarę w sens dalszej drogi. i nie chodzi o krytykę, bo ta zdrowa jest bardzo potrzebna, ( niejednokrotnie stawiałam jej czoło) ani o pochlebstwa, chociaż te robią więcej szkody niż pożytku – chodzi o interakcje, tak, to jednak się liczy – mądre spojrzenie człowieka z drugiej strony ekranu i jego cichutkie – puk, puk, jestem, czuję, odbieram. puk, puk, pozdrawiam z mojej strony ekranu – ciebie Gekko! i wszystkich innych, którzy czytali lub czytać będą tych kilka wierszy – napiszcie czasem o własnych odczuciach – takie małe coś od siebie – opowiedzcie, jaki jest wasz świat i jak te nasze światy mogłyby się spotkać w tym cudownym wirtualu – tej dodatkowej przestrzeni do życia, tworzenia i współistnienia, przede wszystkim. wesołych świąt!

      • Każdy prawdziwy artysta pisze dla siebie. Prawdziwy, to znaczy szczery i uczciwy wobec siebie. Oczyswiście, są też artyści piszący dla rozrywki innych — żeby zarobić — nie oceniam ich. Twoja poezja jest jak łamigłówka, jak seans psychoanalizy — wymaga nieludzkiego skupienia. Wydaje mi się, że jesteś prawdziwą poetka, czyli kimś własnie szczerym i uczciwym wobec siebie. Piszesz dla samego aktu pisania — nie dla ludzi. Dawniej mówiło się — dla chwały Boga. Jesteś tylko Ty i Twoje wizje, Twoje myśli. Czy ktoś będzie w stanie czerpać z tego satysfakcję? — Szczerze mówiąc, nie wiem. Ja czytając Twoje wiersze częsciwo taką satysfakcję czułam, ale w wielu fragmentach treść była dla mnie zagadką — po prostu nie byłam w stanie odgadnąć sensu czy znaczenia wielu zdań. Intuicyjnie czułam, że ten głębszy sens tam jest, ale nie byłam w stanie go zrozumieć. Zaznaczam, że raczej poezji nie czytam -))). Może dlatego.

Co o tym sądzisz?