Wszedłem do rozpalonej do czerwoności speluny, przesiąkniętej wódą, cygarami, kurestwem i muzyką. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, co akurat nie było czymś niezwykłym w tych warunkach. Przeciskając się między wijącymi się w dzikim tańcu ochlajmordami, podszedłem do stolika, przy którym siedziała jakaś liżąca się beznamiętnie para pedałów. Po krześle stojącym obok mojej nogi, wszedłem na stolik. Przez chwilę tkwiłem na nim bez ruchu, po czym powolnym ruchem głowy, zacząłem rozglądać się po sali. Dźwięki z głośników na tej wysokości, mocno przebijały się do moich uszu. Zdjąłem buty. Powoli wprowadzając biodra w rytm muzyki, zacząłem rozpinać koszulę. Guzik po guziku. Moje ciało pląsało, poddając się każdej napotkanej w gęstym powietrzu nucie. Gdy odsłoniłem swój porośnięty tors, miękkim ruchem zsunąłem z siebie marynarkę, wraz z lekko już przepoconą koszulą. Niewielki tłum zaczął się gromadzić u moich stóp. Przeraźliwie głośne tony, zaczęły konkurować z gęstym dymem papierosowym, który zasłaniał mi światło dobiegające od strony bufetu. Miałem wrażenie, że wszystko wokół płonie, topi się, zastyga, wynurza, kłębi, rozpada i błyska. Poczułem na sobie czyichś dotyk, potem kolejny. Wijąc się jak pustynny wąż, jednym ruchem ręki odpiąłem pasek u spodni, po czym delikatnie przeniosłem dłonie na guziki rozporka, następnie gwałtownym ruchem rozdzieliłem łączący je materiał. Tłum wokół mnie wzbierał z każdą chwilą, a muzyka rozszarpywała bezlitośnie moje kości i skórę. Rękę, którą przytrzymywałem spodnie, wyciągnąłem po kieliszek z wódką, jaki podała mi jedna z tańczących podemną kobiet. Spodnie bezwładnie opadły na stół. Jednym zamaszystym gestem wlałem w siebie mocny trunek, porzucając szkliwo w przestrzeni knajpy. Czułem, że muzyka jeszcze mocniej wypełnia spelunę. Dym z cygar zaczął przyklejać się do mojego ciała, które było w tej chwili odziane jedynie w pasiaste spodenki. Zacząłem czuć na sobie coraz więcej dłoni, a każda z nich próbowała zerwać ze mnie to co mi zostało na biodrach. Zwinnie wywijając się z rozpalonych dotyków damskich i męskich rąk, sięgnąłem do kieszeni marynarki, leżącej pod moimi stopami. Niepostrzeżenie wyjąłem z niej pistolet, po czym strzeliłem dwa razy w sufit. Nagle, jakby jednym chirurgicznym cięciem, wszystko umilkło. Muzyka przestała grać, a ludzie wokół patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Nikt nie uciekał, nikt nie krzyczał.Wszyscy stali wpatrzeni w moją uzbrojoną dłoń. Wtem, czując, że jestem panem tej meliny, krzyknąłem:
— Gdzie jest ta kurwa Miriam?
 
………………………………………………….
Andrzej Syska Szafrański — absolwent Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Dyplom z malarstwa u prof. Ewy Pełki. Od osiemnastu lat zajmuję się malarstwem artystycznym. Należę do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie. Jestem jedynym w powojennej Polsce twórcą panoram. Autorem dwunastometrowego obrazu „Panorama Świętokrzyska”, ukazująca wydarzenia związane z pobytem Marszałka Józefa Piłsudskiego w Kielcach w 1914r. Panorama była prezentowana w oddziale Panoramy Racławickiej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, oraz w Muzeum Historii Kielc. Moją pasją jest pisarstwo. Doświadczenia nabyte przez ostatnich kilka lat przy tworzeniu krótkich opowiadań, skłoniły mnie do napisania książki pt. „Żółta czapka”, wydanej przez Novae Res z Gdyni. Współpracowałem między innymi z wydawnictwem „Dedal”, w którym były publikowane moje felietony oraz recenzje z wydarzeń artystyczno kulturalnych.
……………………….
Więcej: Blog
Foto: C.Gretkus
27.08.2013. Warszawa

Rozpalona do czerwoności speluna. ANDRZEJ SYSKA SZAFRAŃSKI Knajpa Dehart
26 votes, 4.46 avg. rating (89% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie — subskrybuj nasz newsletter.
[2] Komentarze

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.