Czytelnictwo książek w Polsce? Słyszałem o takim zjawisku, jednak nie potrafię sobie przypomnieć kiedy dokładnie to było. W naszym kraju — z czterdziestoma milionami ludzi — statystycznie na jednego obywatela przypada przeczytane pół strony na trzy lata, sumując noworodków, młodzież, kobiety, mężczyzn i starców. Najbardziej zdumiewa mnie jednakże środowisko ludzi, określających siebie inteligentami — posiadającymi tzw. wykształcenie wyższe. Jak zdołałem się zorientować, ilość przeczytanych książek przez wspomnianą grupę, to dwie kartki rocznie na pół osoby plus okładka — statystycznie. A to, że dzieci płaczą, a to że staremu trzeba żarcie ugotować, a to, że pranie trzeba zrobić, a to, że samochód trzeba umyć, a to, że buty trzeba wypastować, a to, że ptaki fruwają tyłem, a to, że to i tamto — wymówek do niesięgania po książkę jest tyle, ile ludzi unikających kontaktu z nimi. Dwa słowa: szkoda gadać.

Skąd się bierze taka postawa ludzi do nieczytania książek? Skusiłem się na wnikliwą analizę owego zjawiska i doszedłem do wniosków kilku. Po pierwsze — w narodzie jest mglista świadomość tego, że książki są źródłem nie tylko wiedzy, ale może przede wszystkim tego, że czytanie ich, zmusza nasze komórki mózgowe do długowieczności, logicznego myślenia, analizowania, pobudzania wyobraźni. Zmuszają do refleksji, dają radość! Po drugie, a może powinno być jako po pierwsze — brak przekazu pokoleniowego, który powinien zabrzmieć jak traktat „O zaletach czytania książek”.

Skąd młody człowiek ma wiedzieć, że czytanie jest mu po prostu niezbędne jak kebab z ulicznej budki,

jak cola z lodówki, skoro rodzice nie mają nawyku, lub zwyczaju, czy nawet ludzkiej potrzeby przekazania tradycji czytania swym pociechom? Po trzecie — i tu może nie wykażę się oryginalnością, gdy oświadczę, że książkę wyparły zdobycze cywilizacji w postaci gier komputerowych, czy setek kanałów telewizyjnych w domowych telewizorach, które nie zmuszają człowieka do myślenia, a wręcz myślą za niego. Po małe czwarte — o czym już mało kto pamięta, kiedyś był zwyczaj pisania do siebie listów — zwykłym długopisem — na zwykłej kartce papieru, co również skłaniało adresata do czytania, często bardzo osobistych wynurzeń nadawcy.

Dosyć tego wyliczania. Przejdę zatem do małej, aczkolwiek optymistycznej części mojego wywodu. Otóż, jeśli już czytamy, to czym się sugerujemy przy wyborze książki? Z kolejnych moich obserwacji wynika, że kieruje nami oczywiście… reklama. Im większy szum wywoła wydawca wokół książki, tym potężniejsze poruszenie będzie wśród jej nabywców. Pamiętam kilka lat wstecz, jak półki księgarń pustoszały po pojawieniu się pobudzającej okolice lędźwi książki Pięćdziesiąt twarzy Greya. Potem Jo Nesbo prowadził nas do zakamarków swojej wyobraźni, czy cieszące się powodzeniem przygody Harrego Pottera rozgrzewają gimbazę do czerwoności. Co dalej? Mam wrażenie, że niektórzy sądzą, iż tylko trzech autorów jest na całym świecie. No, może jeszcze Joanna Chmielewska, ale o niej słyszało starsze pokolenie. Gdybym dziś zadał komuś pytanie o imię i nazwisko autora, który otrzymał ostatnio nagrodę Nike — bo ta chyba jest najbardziej popularna — to sądzę, że większość by nie wiedziała, a część byłaby zdziwiona, że firma sportowa zajmuje się wydawaniem książek.
Andrzej Syska Szafrański
Wydawnictwa prześcigają się w wydawaniu książek, a te z grubym portfelem, nawet polują na autorów najbardziej „wziętych”, by na nich jak najwięcej zarobić, oczywiście tłumacząc potencjalnemu nabywcy, że to bestseller wszechczasów, w którym czytelnik może przeczytać najbardziej pikantne szczegóły z życia gwiazdy telewizji. Stąd też na kuszące propozycje wydawców rzuca się coraz więcej ludzi z pierwszych stron gazet, którzy spisują ze swego życia co się da, bo wiadomo, że i tak głodny sensacji człek to kupi, gdyż człek uwielbia żyć życiem swoich idoli, a jeśli nawet nie idoli, to pani lub pana z telewizji. W dniu pojawienia się książki, znany i popularny gwiazdor z telewizji pokazuje się we wszystkich możliwych mediach, macha książką na prawo i lewo, a media również mają z tego zysk, który nazywa się „oglądalność”. Słupki oglądalności skaczą, interes się kręci. Najlepiej by było, gdyby takiej promocji towarzyszył jakiś skandal, lub autor danej książki dał kilka dni wcześniej publicznie komuś równie znanemu w pysk.

Owszem. W dzisiejszych czasach wszechobecnego Internetu, każdy mniej znany, lub początkujący autor jest w stanie dotrzeć do możliwie dużej liczby potencjalnych czytelników. Powstały liczne blogi, których ambitni autorzy, proponują tych mniej znanych i mniej popularnych autorów — i chwała im za to. Jednak mimo wszystko twierdzę, że popularyzację czytelnictwa, powinno się rozpocząć od chwili narodzin dziecka. Tak. To jak spadek po bogatej ciotce. Czytanie małym dzieciom, to zjawisko często ignorowane przez rodziców, którzy uważają, że noworodek potrafi tylko jeść, sikać i spać. Nic bardziej błędnego. Po pierwsze — tu znowu wyliczanka — wyrabiamy w sobie jako rodzicach, nawyk czytania dziecku, które ten nawyk przejmuje. Po drugie — dziecko rośnie i nawet nie zdążymy się zorientować, że samo zaczyna lgnąć do książek. Po trzecie — pokażmy, że w świecie promującym komputerowe gry, smartfony, lajki na fejsbuku, hejty, Zenki Martyniuki i Twarze Greya jest taki bardzo szeroki, rozbudowany klub ludzi kochających literaturę piękną. Może będę teraz nazbyt naiwny, ale i sentymentalny, bo marzy mi się społeczeństwo oczytane i żyjące na co dzień taką właśnie literaturą. Czego sobie i Państwu życzę.

………………………………………………….
Andrzej Syska Szafrański — absolwent Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Dyplom z malarstwa u prof. Ewy Pełki. Od osiemnastu lat zajmuję się malarstwem artystycznym. Należę do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie. Jestem jedynym w powojennej Polsce twórcą panoram. Autorem dwunastometrowego obrazu „Panorama Świętokrzyska”, ukazująca wydarzenia związane z pobytem Marszałka Józefa Piłsudskiego w Kielcach w 1914 roku. Panorama była prezentowana w oddziale Panoramy Racławickiej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, oraz w Muzeum Historii Kielc. Moją pasją jest pisarstwo. Doświadczenia nabyte przez ostatnich kilka lat przy tworzeniu krótkich opowiadań, skłoniły mnie do napisania książki pt. „Żółta czapka”, wydanej przez Novae Res z Gdyni. Współpracowałem między innymi z wydawnictwem „Dedal”, w którym były publikowane moje felietony oraz recenzje z wydarzeń artystyczno kulturalnych.
13.01.2018. Warszawa

ANDRZEJ SYSKA SZAFRAŃSKI „Nieczytelnictwo”
10 votes, 4.55 avg. rating (91% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter. Znajdź nas na FB.

Co o tym sądzisz?