Jedne to przechodziły, drugie są w trakcie, przed kolejnymi otwarte pole — pole walki o zachowanie młodości i uporczywe przeciąganie na swą stronę odchodzącej urody. Wrogiem na owym polu jest kolejna pojawiająca się na twarzy zmarszczka. Wrogiem, którego trzeba pokonać wszelkimi dostępnymi środkami. Kolejnym przeciwnikiem są dolegliwości fizyczne związane z metryką. A to coś w dupie nieoczekiwanie strzyknie — a to kolano się zablokuje przy wchodzeniu po schodach. Jeśli zetkniemy tych dwóch wrogów, czyli zmarchy i PESEL, przywołamy kolejnego wroga, który tylko czeka by odpalić bombę, robiącą w naszej głowie psychiczny lej nie-do-zasypania. Niestety, we współczesnym społeczeństwie góruje przykaz nakazujący być coraz młodszym i piękniejszym (jak znany prezenter — Krzysztof) do ostatniego oddechu, czyli momentu, w którym musimy być aktywni na rynku prywatnych kontaktów jak i zawodowych relacji pracodawca — klient — Ja. Zarówno kobiety — w większości, ale i mężczyźni w mniejszości — ulegają tym idiotycznym, niepisanym nakazom bycia atrakcyjnym za wszelką cenę.

Przechodząc ulicami Warszawy, na każdym niemal kroku spotykam kobiety z wstrzykniętymi w usta litrami jakiegoś płynu,

deformującym tę część twarzy, która już nią nie jest, a staje się kawałkiem peklowanego mięsa, zwanego niegdyś ustami. Wypchane wardzioły do granic możliwości, wywołują jedynie współczucie — człowiek ma ochotę podejść do takiej osoby jak ofiary przemocy domowej. Odruchem człowieczeństwa jest udzielić „hialuronowej pani” pierwszej pomocy przedmedycznej i zaproponować założenie jej partnerowi niebieskiej karty. Niestety może się okazać, że to my będziemy oskarżeni o nieuzasadniony atak na dobra osobiste, powstrzymania procesu podtrzymywanej urody i zwalczania młodości.

W Polsce na rynku działa ponad 2,5 tys. klubów fitness, w których 2,8 mln Polaków zostawia rocznie 3,68 mld złotych. Foto i źródło: materiały prasowe

W Polsce na rynku działa ponad 2,5 tys. klubów fitness, w których 2,8 mln Polaków zostawia rocznie 3,68 mld złotych. Foto i źródło: materiały prasowe


Za taki stan rzeczy, moim zdaniem odpowiedzialne są wszelkiego rodzaju media, które próbują robić z naszych mózgów konserwę z mielonego gówna. Pokazują jak musimy wyglądać żeby czarować otoczenie, co mamy żreć żeby mieć piętnaście centymetrów w talii, czym sobie podcierać dupę, czym jeździć do pracy, nawet w jaki sposób parkować samochód bez użycia rąk. Naszym zadaniem jako odbiorców wszelkiego rodzaju stymulatorów bycia na topie, jesteśmy spychani na kalectwo umysłowe, czyli podświadomie przestajemy samodzielnie myśleć i podejmować dotyczące NAS, decyzje.
Media lepiej wiedzą jaki mamy gust i co nam najlepiej smakuje. Podobną rolę w tej kwestii, odgrywają kontakty towarzyskie. Nie należysz do Naszego Kółka Idiotów, dopóki nie masz wykupionego abonamentu w salonie urody, nie zrywasz się rano na siłownię z nażelowanym „metro seksualnym trenerem osobistym”, nie ważysz czterdzieści kilo, nie pływasz po Wiśle jachtem popijając szampana, nie żresz lanczów, branczów, sranczów i suszi.

Ostatnio widziałem program, w którym zamieniły się dwie panie miejscami zamieszkania. „Dama” z miasta pojechała do jakiejś wsi, by przez trzy dni moczyć tipsy w końskim łajnie. Ta ze wsi została poddana eksperymentowi czy wytrzyma tyleż samo czasu żrąc homary, kupując ze łzami w oczach, ciuchy za dwa tysiące od sztuki. Ten sam problem dotyczy jak wcześniej napisałem również tak zwanych mężczyzn. Solarium, siłownia, basen, kosztowne kosmetyki, wizyty w salonach urody. Pilingi, dupy czesanie, pieski z kokardami na ogonkach. Pan ma być ładny i atrakcyjny. Owszem — ma konkurować z kobietą. Tak naprawdę, zastanawiam się czemu to wszystko ma służyć? Ten botoks, wymazywanie roku urodzenia z dowodu osobistego, chęć zaimponowania wszystkim i wszystkiemu.

Z drugiej strony — są pokazywani w tych samych mediach ludzie, którzy żyją za 500 plus, wychowują piątkę dzieci, robiący zakupy z kartą Biedronki.

Myślę, że ja jako klient Biedronki — jak i ci, którzy poddają się urodowej propagandzie wciskania sobie w dupę botoksu — zastanawiamy się i za chuja nie możemy pojąć, czemu to wszystko ma służyć.

………………………………………………….
Andrzej Syska Szafrański — absolwent Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Dyplom z malarstwa u prof. Ewy Pełki. Od osiemnastu lat zajmuję się malarstwem artystycznym. Należę do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie. Jestem jedynym w powojennej Polsce twórcą panoram. Autorem dwunastometrowego obrazu „Panorama Świętokrzyska”, ukazująca wydarzenia związane z pobytem Marszałka Józefa Piłsudskiego w Kielcach w 1914 roku. Panorama była prezentowana w oddziale Panoramy Racławickiej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, oraz w Muzeum Historii Kielc. Moją pasją jest pisarstwo. Doświadczenia nabyte przez ostatnich kilka lat przy tworzeniu krótkich opowiadań, skłoniły mnie do napisania książki pt. „Żółta czapka”, wydanej przez Novae Res z Gdyni. Współpracowałem między innymi z wydawnictwem „Dedal”, w którym były publikowane moje felietony oraz recenzje z wydarzeń artystyczno kulturalnych.
…………………..
Więcej: Blog
14.06.2018. Warszawa

ANDRZEJ SYSKA SZAFRAŃSKI Uroda
10 votes, 2.75 avg. rating (58% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie — subskrybuj nasz newsletter.
[6] Komentarze
  1. Mnie uczono, ze wygladu innych ludzi, a zwlaszcza kobiet sie nie ocenia i nie krytykuje bo to swiadczy o brakach w wychowaniu i kulturze osobistej.

  2. Autor tego tekstu pewnie jest podstarzalym hipisem z dlugimi, przetluszczonymi wlosami, który nie rozumie zmieniajacej sie rzeczywistosci. Zyj i pozwól żyć innym.

  3. Korporacje szukają nowych rynków zbytu na swoje śmieciowe produkty. Przemysł kosmetyczno-modowo-fitnesowy to olbrzymia kasa. Więc wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. To sie fachowo nazywa „społeczna presja”

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.