Wszyscy Go opuścili. Wszyscy Go zawiedli — nawet Ci, których obowiązkiem była ochrona Jego zdrowia i życia. Budzi się, wstaje, je śniadanie. Potem przygotowuje się do podróży. Wsiada do podstawionej pod gmach pałacu limuzyny i wysiada już na lotnisku. Wchodzi wraz z małożonką na pokład samolotu Tupolew Tu-154, by 10 kwietnia 2010 roku odlecieć w swój ostatni lot do Smoleńska.

Lot przebiega spokojnie. Samolot jest sprawny i nie sprawia żadnych problemów technicznych. Nadlatują nad stare, rzadko używane lotnisko wojskowe pod Smoleńskiem.
Potem rozpoczyna się cykl wydarzeń, które po kilku latach zostaną określone mianem „smoleńskiej religii”.
Tymczasem jest 8.40 rano i szorując podwoziem po ogołoconych z liści krzakach i wierzchołkach niewielkich drzew, olbrzymi kadłub Tupolewa przemyka nad ziemią jak cień śmierci. W kabinie samolotu przebywa już wtedy generał polskiego lotnictwa — formalnie przełożony kapitana statku powietrznego.
Niestety piloci popełniają kilka poważnych błędów — przede wszystkim źle odczytują realną wysokość Tupolowa od pasa lotniska i nie mają pojęcia, że samolot leci zboczem kotliny i poziom gruntu przed nimi stale się podnosi. Lecą na autopilocie we mgle. Brzmi jak szaleństwo? Bo tym własnie jest, to zbyt szybkie opadanie w kierunku ziemi, w mgle bez żadnych urządzeń do nakierowania samolotu. Bez bezpośredniej widoczności terenu i pasa lotniska.
Nawet, kiedy przebywający w kokpicie generał polskiego lotnictwa wymawia zdanie: Zmieścisz się śmiało… i słychać jak ktoś odlicza metry dzielące samolot od ziemi: 30, 20, 10, w akompaniamencie wycia sygnału ostrzeżenia PULL UP TERRAIN AHEAD, kapitan za sterami samolotu nie stara się poderwać maszyny w powietrze, by uniknąć zderzenia z powierzchnią ziemi. Robi to dopiero wtedy, gdy samolot ścina skrzydłem brzozę — i jest już za późno na ratunek. Kapitan i generał liczyli na to, że jeszcze chwila i się uda – zniknie ostatni obłok mgły i zobaczą pas do lądowania. Wylądują.
Jednak samolot znajdował się nie tam gdzie powinien i lecieli o wiele za nisko.

Człowiek, który siedział za sterami tego samolotu, miał obowiązek zwiększyć ciąg i poderwać maszynę już wtedy kiedy zawył alarm PULL UP — jednak nie zrobił tego ponieważ piloci wykonywali manewr lądowania, a nie odejścia. Gdyby im się udało — poklepano by ich po plecach protekcjonalnie i powstałaby jakaś kolejna zabawna anegdotka w stylu: nasi wylądują nawet na drzwiach od stodoły. Wszyscy rozeszliby się zadowoleni w kierunku podstawionych limuzyn, odjeżdżających na cmentarz w Katyniu.
Jednak im się nie udało — bo nawet technicznie, nie byli przygotowani do podjęcia takiego ryzyka. To była rosyjska, a raczej smoleńska ruletka we mgle i szczęście właśnie się odwróciło od Prezydenta i jego dziewięćdziesięciu pięciu współpasażerów.

Katastrofa polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku (również katastrofa smoleńska[3]) – katastrofa lotnicza, do której doszło w Smoleńsku w sobotę, 10 kwietnia 2010 roku o godz. 8:41 czasu środkowoeuropejskiego letniego (CEST) (10:41 ówczesnego czasu moskiewskiego letniego). Zginęło w niej 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, a także załoga samolotu. Źródło -- Wikipedia

Szczątki polskiego samolotu pasażerskiego Tupolew Tu-154, który uległ katastrofie lotniczej, do której doszło w Smoleńsku w sobotę, 10 kwietnia 2010 roku o godz. 8:41. Zginęło w niej 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych, duchowni, przedstawiciele ministerstw, organizacji kombatanckich i społecznych oraz osoby towarzyszące, stanowiący delegację polską na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, a także załoga samolotu. Źródło — Wikipedia


Potem zaczęły krążyć plotki, że generał polskiego lotnictwa, po udanej wizycie w Katyniu miał cieszyć się długo oczekiwanym awansem z rąk Prezydenta. Według raportu MAK, generał był pod wpływem alkoholu. Kto był faktycznym kapitanem Tupolewa 154, 10 kwietnia 2010 roku nad Smoleńskiem? Generał stojący za za plecami swoich podwładnych. Dobry hollywodzki scenarzysta z pewnością podrasowałby ten dialog: Zmieścisz się kurwa śmiało, żebym mógł wreszcie dostać ten pierdolony awans. Nie byłaby to przesada.

Mija sześć lat. Narodziła się już religia smoleńska i od kilku lat zatruwa umysły Polaków.
Rząd RP w osobie swoich najwyższych przedstawicieli, oficjalnie wspiera alternatywną wersję przyczyn Katastrofy w Smoleńsku, czyli spisku i zamachu na Prezydenta RP. Daje temu wyraz, pojawiając się tłumnie na premierze obrazu filmowego „Smoleńsk”, lansującego taką właśnie alternatywną wersję wydarzeń. Nie znam drugiego takiego państwa na świecie, gdzie to demokratycznie wybrany rząd, a nie manipulatorzy i frustraci, na przekór faktom i dowodom, kreuje i promuje spiskową teorię dziejów. Ewenement na skalę światową. Nobel za idiotyzm. Medal za perfidię.

Czasami mówi się o tym, że władza to największy znany tylko nielicznym narkotyk. Sama myśl, że od kogoś zależy przyszłość państwa i to jak będą wyglądały czołówki polskich gazet następnęgo dnia, musi być dla tego kogoś źródłem niemal boskiego upojenia swoim wpływem i znaczeniem. Jestem Bogiem. Jestem Panem życia i śmierci. Władza to poczucie, że jest się w samym centrum zainteresowania, że jest się kimś niezwykle ważnym. Dlatego polscy politycy posuwają się do najpodlejszych fauli, aby jak najdłużej utrzymać się w świetle jupiterów na scenie politycznego teatru, a raczej teatrzyku. Zwłaszcza politycy marni, ponieważ narkotyk władzy działa najsilniej na ludzi małych i marnych.

Czym jest władza w tym kraju?
Jest intratnym stanowiskiem czyli biurkiem. Biurkiem w okazałym biurze, w dobrej, chronionej rządowej dzielnicy, w porządnnie zbudowanym gmachu. Władza to przyzwoity samochód służbowy z kierowcą. Władza to posiadanie służbowej karty kredytowej. Władza to własny folwark ludzi od wykonywania poleceń. Władza to dobra, stała pensja i wysoka emerytura. To pokazywanie się na „salonach”. To telewizyjne występy. To budowanie koneksji na przyszłość, aby już nigdy nie zejść poniżej ustalonego poziomu życia. Władza to nie premier. Nie prezydent. Nie marszałek Sejmu. Władza to służby specjalne. Policja. Wojsko. To jest władza, a nie to, co serwuje ciemnemu ludowi TVP i TVN. Nie mylmy władzy z polityką.

Największym problemem tego kraju jest jego konserwatyzm, słusznie kojarzony ze środowiskami prawicowo-narodowymi. To konserwatyzm w pejoratywnym znaczeniu tego słowa, czyli nurt społeczny krytukujący i hamujący postęp, oświecenie, nowoczesność i tolerancyjność. Źródłem największych problemów w Polsce jest kościół katolicki i archaiczny system edukacji. Efektem tego jest powstawanie społeczeństwa, nie radzącego sobie z wyzwaniami współczesnego świata. Społeczeństwa nieufnego, niewykształconego i zdemoralizowanego.

Samolot nie zderzył się z ziemią sam.
Pośrednio katastrofę spowodował generał polskiego lotnictwa. Bezpośrednio kapitan za sterami Tupolewa Tu-154 Lux. Cała reszta to didaskalia do tragedii polskiej w wielu odsłonach i z nieoczekiwanymi zmianami akcji. Nie ulega wątpliwości, że niezawodny w takich wypadkach red. Adam Michnik, kazał napisać i wydrukować na ten temat nie jeden artykuł.
Co jest większym powodem do obywatelskiej dumy? Wybudowanie w centrum stolicy pomnika obrazującego pechowy los, wstydliwe zaniedbania, dzień kompromitacji w historii narodu — czy pomnika chwały, radości i dumy — w osobie, na przykład króla Jana Sobieskiego. Francuzi w najbardziej reprezentacyjnych częściach Paryża, wznoszą łuki tryumfalne na cześć swoich wielkich wyczynów i zwycięstw. Rząd RP chce wznosić pomniki cmentarne, aby na wieki wieków przypominały społeczeństwu i wszystkim obcokrajowcom przebywającym w Warszawie, jak bohatersko umiemy polec w wypadku lotniczym.

……………………………………..
Christopher Gretkus (1970) — wydawca portali Eprawda i Novelmasters, fotograf. W latach 90-tych publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 roku w MOK wydał tom wierszy pt. „Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył 3-częściowy poemat prozatorski „Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem „Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
………….
Więcej: Portfolio|Puff of black|Czarne światło|Youtube|Amazon
Foto na stronie glównej: fragment brzozy, w którą uderzyło skrzydło Tupolewa.
05.11.2016

C. GRETKUS „Zmieścisz się śmiało”
30 votes, 4.59 avg. rating (91% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.
Jeden komentarz

Słuchamy Cię uważnie...