Czy poetycka księżniczka wyrosła na Złą Królową? Nazywana też Ewą Demarczyk polskiej poezji, Cybernetyczną damą, Tancerką słowa — Ewa Sonnenberg — poetka, eseistka, pianistka, performerka. W swych najnowszych tekstach zabiera nas do krainy zamętu, nikczemności, dusznych z pożądania toalet i coraz bardziej dojmującej, totalnej kontroli. W miejsce nieoznaczone, gdzieś między Wielkim Wybuchem a niewiadomą, ku której zmierzamy, budując ochoczo nasz wspólny, całopalny stos, który okaże się raczej wysypiskiem śmieci. W świecie gdzie wszyscy jesteśmy samozwańczymi królami, a słowo Ja wyrasta ponad sacrum, gdzie każdy chce być kimś, choć przeważnie bywa nikim, nakręcając spiralę własnej frustracji. Czy w kolejnej poetyckiej krainie Ewy Sonnenberg panuje niepodzielnie zbiorowy król zniszczenia? A może Crazy — dama z tasakiem — w swym prawdziwie wolnym wcieleniu jako Ms. Hyde? Każda z tych postaci niesie w sobie zatrutą drobinę zwierciadła z bajki o Kaju i Gerdzie. W niej odbija się krzywy, okaleczony obraz naszego świata. A może jednak pójdziemy w ślady Marii Antoniny i zdobędziemy się w końcu na gremialne przepraszam, zrobiłam to niechcący, zanim połknie nas znienacka zielona żaba? Wybór jak zwykle należy do Czytelnika. Szymon Kantorski
……………………………………………

Dzień króla

w mieście pojawili się ludzie w koronach na głowach
przeciskali się w tłumie
nagle co drugi człowiek stał się królem
każdy z królów szukał swoich poddanych swojego królestwa i zamku
wszystko co istniało miało należeć do króla
słowo „mieć” stawało się ważniejsze od słowa „być”
królewskie szaty jak kurtyna opadały na cały świat
każdy z królów szukał swoich poddanych
kogoś głupszego od siebie by nad nim górować
jednak królów było więcej niż poddanych
zapanowało zamieszanie bo jak jeden król mógł spełniać rozkazy innego króla
tak zaczęła się walka między królami który z nich jest ważniejszy
królestwa okazały się czymś nieuchwytnym
jak wirtualna schadzka mikroprocesora ze sztuczną inteligencją
królestwa okazały się czymś tak małym jak neutrino
w pewnym momencie osiągnęły prędkość światła i znikły
a zamki poszły na daleki spacer w towarzystwie biszkoptów estetyki
surrealizmu i swoich kaprysów
rozmawiały o niewystarczającym działaniu pola elektromagnetycznego
i powolnym wyczerpywaniu się energii słonecznej
nic to nie dało
królów było coraz więcej teraz każdy chciał być królem
nosić koronę w dzień i w nocy
podczas snu i uprawiania seksu
nastała moda na bycie królem
„to nic trudnego każdy tak może make it!”
pojawiały się napisy reklamowe
na każdej ulicy panował jakiś król
Ewa Sonnenberg
roiło się od króli i koron
przez co nikt nie był pewny następnego dnia
królowie na ulicach mijali się niemo
jedyne co odczuwali to wrogość i chęć panowania nad innymi
niekiedy korona jednego króla zahaczała o koronę innego króla
powstały specjalne szkoły gdzie uczono jak być królem
jak w widowiskowy sposób oddzielić swoje ja od ja innych ludzi
jak mówić na tyle niezrozumiale by sprawiać wrażenie mądrego władcy
jak wybudować wokół siebie mur własnego królestwa by stać się niedostępnym
jak panować by nikt się nie zorientował że nie jest się królem
jak ogłupiać w sposób skuteczny i systematyczny chwytać w pułapkę materii
każdy z królów chciał zaznaczyć swoją obecność
planując co zrobić by przebywać w każdym domu
każdy król chciał posiadać rząd dusz
każdy król miał swoją prawdę którą walczył z innymi prawdami
każdy król w imię swojej prawdy manipulował rzeczywistością
chciał zrównać wszystko do poziomu swojego myślenia
na świecie panował głód i toczyły się wojny
ale królowie udawali że tego nie ma
że istnieje jedynie plastikowa wyidealizowana korona
ćwiczyli się w obietnicach których nigdy nie dotrzymywali
specjalizowali się w dawaniu słowa które wykreślali z rejestru słów
sztukę obiecywania doprowadzili do perfekcji
za ich plecami doskonaliła się sztuka tracenia
świat pochłaniał ogień i śmierć
ale królowie udawali że nie ma śmierci
że istnieje tylko uśmiech i zabawa w wieczność
a ogień to coś co próbuje wchodzić im w drogę
chcieli ugasić każdy płomień
chcieli przekłamać każdą śmierć
tak jak ich korona była fałszem
tak też każdy ich gest był fałszywy
próbowali zaszachować świat i ludzi
trzymać na uwięzi swoich lęków obaw obsesji i słabości
oczywiście udawali że tkwi w nich tylko siła
zakazali płaczu i łez
zakazali mówić o duszy
jedno i drugie wyszło z użycia stając się niemodne
skazane na pośmiewisko i szydercze komentarze
skąd tyle koron
jakby ktoś zbudował fabrykę koron w kształcie korony
zarabiał na tej masowej produkcji
korony były anonimowe i każdy mógł ją mieć
to od człowieka zależało czy sięgnie po nią
wyrzekając się siebie i stając się królem jednego dnia
jakby wszyscy zwariowali
każdy chciał zostać królem
przeforsować swoje ja stanąć w centrum świata
przekonać do swojej prawdy choćby nawet była nikczemna
przebywać w otoczeniu tych co przyklaskują
każdy król widział teraz tylko siebie
swoje cele i szedł do nich po trupach
nie było już marzeń
a jeśli to musiały pasować do marzeń króla
nic nie mogło się wydarzyć bez jego zgody
wszystko było pod kontrolą
każdy z królów narzucał swój sposób widzenia
jakby nic nie istniało poza nimi
każdy chciał być kimś
zostawić po sobie ślad
naznaczyć świat swoim istnieniem
choćby to miały być bolesne i zbrodnicze blizny
tylko zwierzęta patrzyły obojętnie na to co się działo
jakby ludzie ich nie dotyczyli

Wrocław, styczeń 2018
 

Rubbish

ktoś sprzątnie nas z powierzchni Ziemi
zanim odwrócimy się za siebie
zanim odmówimy zwinne frazesy
jak śmiecie wyrzuci do kubła po odpadkach
z napisem „mieszane” i wywiezie na wysypisko śmieci
budzimy się z myślą o kolejnym dniu
który trzeba przetrwać
odzyskać z niego choć jedną chwilę
taką nie ocenzurowaną taką poza systemem
taką która nie figuruje w oficjalnym spisie chwil
poza powszechnym rejestrem dozwolonej dawki optymizmu
tam odnajdziemy nowe przyjście
jak niepotrzebne z niepotrzebnym stają się sobie potrzebni
stworzymy w ten sposób nowy mit
będziemy zalegać w pudłach historii
i na półkach w bibliotekach
ktoś odczyta nowe tu i teraz
moment w którym powstaje ten wiersz
zanim wyczyszczą obraz ze zbędnych dodatków duchowych
pozostanie płaska i śliska przestrzeń
niemająca nic wspólnego z człowiekiem
odpady zaginionych cywilizacji
każdy z nas przeczuwa ten upadek
minione nie oznacza zapomniane
recykling charakterów
formatowanie osobowości
miłość obywa się bez szczególnych słów
duża doza przypadku i kontrolowanej konieczności
reakcja emocji na chemię organizmu
sen ucieszył się że jest poza tym wszystkim
poza braniem i dawaniem
poza tymi sztuczkami z przydziałem dobra i zła
reglamentowane sumienie
poczucie że jest się człowiekiem staje się coraz bardziej trudne
w otoczeniu ścisłych kalkulacji trudno odnaleźć siebie
moralność jest ciągle przykuta do skały
stwarza pozory że niby jest
że robi dobrą robotę między tymi którzy w nią nie wierzą
ktoś umywa ręce od tego że jesteś śmieciem
preparuje plastikową rzeczywistość z przybranym imieniem luksusu
dobro w bezpiecznych granicach na tyle by wystarczyło do pierwszego
miłość bywa zarobkiem gdy w grę wchodzi przeforsowanie pewnych racji
szmatławe wiersze i filozofie
wiedza jak śmieci zalega od podłogi po sufit
w pomieszczeniu gdzie szuka się prawdy
technologie przerabiania człowieka w śmiecia
nikt ci tego nie powie
wszyscy udają i mówią: jesteś wielka jak sexy doll
zamiast po prostu powiedzieć wprost: ty śmieciu
ruiny wykonują desperackie gesty
jesteśmy zaprogramowani na życie w złudzeniach
odpalają jakieś prawo do siebie
farmakologiczne protezy podtrzymują nas w stanie stabilnym
tabletka na „keep smiling” i na „nie rób nic wbrew nam”
szlam słów które wpadają do ścieków
nikt nie liczy się w twoim być
osoby o wielu twarzach przechodzą ci drogę
mijając się z prawdą
spryciarze lawirują między dyktatorem a pijanym mistrzem
zresztą wszyscy jesteśmy pijani
sprzedają nas na soldach i na jesiennych wyprzedażach
wybrakowany model życia
moduły zdarzeń dziwnie nie pasują do siebie
ustalają za nas reguły gry
w tej grze chodzi o to by pozbyć się przeciwnika
nie możemy się poddać
będziemy bezskutecznie walczyć o użyteczność
ale to co z nas jest bezużyteczne
płonie na wysypiskach śmieci

Wrocław, wrzesień 2017
 

Motyl na śniegu

dopiero gdy poznamy swoją kosmiczną tożsamość
możemy wchodzić w związki z innymi ludźmi
wzajemną obecnością zagłuszamy to co czujemy do siebie
dlatego odchodzimy wymieniając się między sobą sercami
znajdziesz mnie moje ciało będzie leżeć na drodze
jak bezdomny księżyc jak kamień jak mgła jak motyl na śniegu
prawdziwa bliskość jest wtedy gdy między nami otwiera się
nieskończona przestrzeń nie przebędzie jej dotyk
czasami jakieś spojrzenie sprzed kilku tysięcy lat
zanim się pojawił już był
niebo jest zeszytem z rysunkami dziecka
poznać dziecko to poznać siebie
Bóg jest małym chłopcem który niesie srebrną tacę z moją szatą
nic nie trzeba wyjaśniać to wszystko jest obrazem
widzianym z tak bliska jak krew która krąży w żyłach
ukochany dla którego płoną powieki a rzęsy są jak rzeki krwi
co mam ci podarować żebyś wciąż był przy mnie
co mam ci opowiedzieć
żebyś łączył mnie z historią swojego życia
kiedyś przekroczymy tę granicę za którą ja i ty już od dawna jesteśmy

 
Zielona żaba

połknęłam zieloną żabę
niektórzy mówili że to świat
że otoczenie miało dość tego co byle jakie
nie wiem czy to była przynęta
by wyłowić mnie z oceanu możliwości
czy nagroda za czekanie na rzeczy wielkie

zielona żaba zamieniła się w księżyc
stałam się od środka satelitą samej siebie
na kartce przesłanej z przeszłości nie było żadnych słów
tylko obraz z sygnałem świetlnym
jak światło w tunelu
w zapisanym tkwiłoby to co trzeba ominąć
przeszkoda wieloznaczności unicestwiałaby zrozumienie

połknęłam coś niewidzialnego
nagle głową dotknęłam nieba
chmury były na wysokości moich ust
dmuchałam w nie jak dmucha się w papierowy wiatrak
Don Kichot miał niezłą zabawę
a ja byłam jego wyśmiewaną włócznią

połknęłam strach
był przezroczysty i dotkliwy
odczuwalny jak ślepiec który nie zna drogi
po omacku szukałam punktów odniesienia
w tej całości zwanej „stań się już dziś”
strach zamieniał słowa w szklane kule
toczyły się przede mną z przerażającą przyszłością
strach zamienił słowa w kamienie
ludzie rzucali nimi we mnie
stałam się wtedy też kamieniem
jakby podobne przyciągało podobne

coś połknęło Ziemię
teraz znajdowała się w dziwnym pomieszczeniu
niektórzy pisali że to laboratorium gdzie
bada się wpływ ludzi na wszechświat
teraz ludzie zaczęli połykać siebie nawzajem
porozumiewawcze uśmiechy
między tymi którzy mieli pełne żołądki
i tymi z pustymi żołądkami

połknęłam głód i głody
które właśnie walczyły z tym co mnie dotyczyło
„przepraszam zrobiłam to niechcąco”
mówiła Maria Antonina do kata gdy nadepnęła mu na stopę
tuż przed wykonaniem wyroku
ale to ktoś inny nadepnął historii na stopę i jej słaby punkt
zrobiło się zamieszanie
jej „przepraszam” brzmi jakby to nie ona mówiła
ale ostrze gilotyny

połknęłam toczącą się poprzez stulecia głowę
teraz zamiast siebie mam koronę i królewski rozkaz
kupuję bezdomnym ciastka za ostatnie pieniądze
niech jedzą ciastka jeśli nie mają na chleb
biała róża na grobie Marii Antoniny w Saint-Denis
połknęłam tę różę i teraz widzę cielesność śmierci
przychodzą do mnie zmarli
skarżą się że jest im źle
przychodzą umierający i mówią
że boją się śmierci
jakbym potrafiła połknąć również śmierć
pożreć ją zachłannie jak pożera się uczucie miłości

połknęłam niewidzialną drogę Buddy i jego nauki
nie powiem żeby to było łatwe
przełknąć tysiące luster i rzesze ludzi
działających wbrew sobie
poustawiać to wszystko żeby pasowało do siebie
i nie odczuwać nic prócz współczucia dla żywych istot
rosłam i rosłam aż zobaczyłam że kosmos to zwykły kamień
malałam i malałam aż policzyłam wszystkie ziarenka piasku na pustyni
jedno i drugie było tylko moim złudzeniem
wiedza która przynależy zaledwie do tego świata
jakiś mistrz uderzał we mnie i krzyczał:
to nie mnie szukałaś ale Boga
to nie za mną tęskniłaś ale za Bogiem
to nie mnie kochasz ale Boga
zrobiła się przestrzeń między mną a światem
nikt nie umiał jej nazwać ani wypełnić
pustka w której nie ma nikogo oprócz słów mistrza

połknęłam ten odległy spacer na księżycu
treść wiersza którego nie wolno zapisać
oduczyłam się mówienia prawdy
bycie miłym zastąpiło bycie prawdziwym
nie żebym tchórzyła
raczej staram się być mniej widoczna
domysły i niepewność naszych czasów
że nie dorastamy do tego co jest nam dane
że wątpimy w każdy odruch obecności

połknęłam żołnierza księdza i listonosza
panoszyli się we mnie
dyktując warunki gry
zmieniając mój życiorys
informując o błędach
stałam się poczekalnią lub przechowalnią bagażu
niektórzy nazywali to bagażem doświadczeń
to czego brakowało mi we mnie
brakowało mi w ludziach
to co było we mnie
nie istniało w ludziach
teraz byli w centrum uwagi jak w sali balowej
ktoś tańczy ktoś śpiewa a obok katastrofa
rozpisuje moje ciało na jałmużnę świata

Wrocław, 13 listopada 2017
 

Wyrwany język

grozili jej gdy napiszesz ten wiersz
zamienisz się w garść piasku
gdy uwolnisz te słowa
wybudujemy kraty wokół ciebie
gdy ujawnisz znaczenia
skończy się twoje życie
ale ona widziała tylko swoich braci
ich ciała prześwitywały między chmurami
słyszała ich głosy jak echo Wielkiego Wybuchu
mogła mówić do nich tylko swoimi wierszami
zabierali ją wtedy daleko do siebie
z bólem potem wracała na Ziemię
wszystko zamieniało się w słowa
chleb mówił do niej głosem dziecka
to jeden z nich przybierał tak wiele postaci
tylko ona wiedziała że to on
słoneczna łódź z której widziała swoje wcielenia
i podróż nocna do księżycowej krainy
jakby we śnie dostała od nich drzewo
na jego liściach połyskiwały jej wiersze
„przebudziłam się obok mnie leżał jeden liść”
gdy to napisała spojrzała w okno
nagle ukazało się drzewo i zalśniło
tylko raz w życiu mogę się tutaj pojawić
tylko raz w życiu mogę wykraść dla ciebie
tych kilka słów od moich braci
współistniała razem ze swoimi wierszami
ci którzy chcieli odebrać jej wszystko
wyczekiwali co będzie dalej
wypróbowywali do czego zdolne są słowa
odtąd drzewo pojawia się w każdym miejscu i w każdym czasie
możecie to sprawdzić
nie ma nic co byłoby przed nim zakryte
oddycha spojrzeniem
jego oddech jest błękitem w piersiach jej braci
to było dawno temu
wszyscy wtedy byliśmy dziećmi
nie wiedzieliśmy o okrucieństwie przeznaczenia
nie toczyliśmy wojen i bratobójczych walk
grozili jej wybudujemy mury wokół twoich wierszy
będziesz jak powietrze lub odrzucony kamień
przemilczana jakby cię nigdy nie było
na twoje miejsce znajdziemy tysiące podobnych
nic nie zostanie po tobie
twoje imię wymażemy z pamięci pokoleń
ale drzewo nie ustępowało
jeden z braci mówił:
jestem górą z komnatą błyskawic
przybywam pod postacią błysku
bądź wierna swojej poezji
chroniła się w cieniu drzewa słaba i krucha
zastanawiając się dokąd sięga cień słowa
odchodziła razem z nim pozostawiając wiersze
wiedziała że ich korzenie sięgają wygnanego oceanu
w którym kiedyś odbiła się twarz Boga

Wrocław 29 października 2017
 

* * *

Crazy kroiła mięso, wyobrażała sobie, że są to wielkie kutasy,
które ćwiartuje tasakiem. Mięso poddawało się uderzeniom ostrza,
jakby miało stosunek z tasakiem. Idiotyczne – pomyślała –
wszystko można sprowadzić do seksu. Do pizdy i chuja.
Może świat to tylko pizda i chuj i nic więcej.
Może świat nie wychodzi poza drzwi kibli w galeriach,
gdzie dostaje się parę groszy, by coś zjeść, i z powrotem iść do takiego kibla.
Miała dość tych kibli, gdzie napaleni faceci jarali się na widok jej pizdy.
Budzili w niej wstręt, tylko ich pieniądze nie budziły w niej wstrętu.
Ich odrażające, nabrzmiałe, obślizgłe fiuty w zwodzie.
Jakby mogli, włożyliby takiego nawet do muszli klozetowej
byle zrobić sobie dobrze. Jak tacy kolesie się podniecali to różnie
do niej mówili, zapominali się i wychodziło całe ich chamstwo:
ty kurwo wystaw pizdę, Crazy grzecznie wystawiała pizdę,
patrząc na gruby portfel, który wystawał z wyjściowej marynarki.
Kolesie pod krawatem i ci bardziej na luzie w sportowych koszulkach.
Kurwa, wszyscy tacy sami, jak ten fiut co staje, wchodzi i wytryska.
Najbardziej chamscy byli ci pod krawatem, niewyżyci kolesie
z niedojebaną żoną w domu. Tacy mieli wyobraźnię. Naoglądali się porno,
a potem eksperymentowali, testując swoje możliwości seksualne.
Ćwiartowane mięso raz po raz brudziło krwią jej ręce. Krew to też seksualne.
Kiedyś taki jeden tak mnie rżnął, że całą pizdę miałam zakrwawioną.
Jak już zrobił swoje, powiedział: spadaj, kurwo. Crazy spojrzała na mięso
wiszące na hakach, wydawało jej się, że to wielkie kutasy,
które kiedyś w nią wchodziły. Cena każdego kawałka to jak cena za kiblowy seks.
Faceci to obmierzłe skurwysyny.

………………………………………….
Ewa Sonnenberg — poetka. Publikacje w pismach literackich w Polsce i za granicą. Wiersze tłumaczone na język angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, szwedzki, turecki, rosyjski, węgierki, słoweński, słowacki, czeski, serbski, macedoński, bośniacki, włoski, ukraiński. Opublikowane tomiki: „Hazard” (Wrocław, 1995), „Kraina tysiąca notesów” (Dzierżoniów, 1997), „Planeta” (Katowice, 1997), „Smycz” (Wrocław, 2000), „Płonący tramwaj” (Kraków, 2001), „Lekcja zachwytu” (Kraków, 2005), „Pisane na piasku/Written on send” (Kraków, wyd. Ha–art., 2007), w angielskim przekładzie Katarzyny Jakubiak, „Rok Ognistego Smoka” (Kraków, 2009), „Wiersze zebrane” (Wrocław 2014, Biblioteka Rity Baum), „Hologramy” (Poznań 2015, WBPiCAK), poemat prozą „Obca” (Szczecin 2015, wydawnictwo Forma). Ukazała się również książeczka „Paź królowej. Bajka dla zakochanych” (Kraków, 2006) oraz „Encyklopedia szaleńca” (Wrocław, 2006, w bibliotece „Rity Baum”). W 2006 ukazał się wybór wierszy „Imperium łzy” w Belgradzie oraz „Nieobliczalni” w Bania Luce (2016) w tłumaczeniu Biserki Rajcic. W 2009 ukazał się wybór wierszy „ Spowiedź” w Skopi w tłumaczeniu Risto Jaceva. Była stypendystką Kultury Niezależnej w Paryżu, dwukrotną stypendystką (2001, 2008) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Za tomik „Hazard” otrzymała nagrodę im. Georga Trakla (1996), 2008 Nagrodę dla najlepszego poety festiwalu Ilinden/Skopie, Macedonia, 2012 Nagrodę Czterech Kolumn za całokształt twórczości. W 2016 została finalistką Orfeusza — Nagrody Poetyckiej im. K. I. Gałczyńskiego za tom „Hologramy”. Wiersze prezentowane w wielu antologiach m.in. Rosyjskiej: „Polskie poetki”, Petersburg, 2002 Szwedzkiej: „17 Polskich poetów” Sztokholm, 2003, „Jag i forsta och sista person/Poetki polskie”, Sztokholm, 2008. Słoweńskiej: „Akslom poljska nazaj”, Ljubljana, 2005, Amerykańskiej: „New European Poetry”, Graywolf Press, Saint Paul, Minnesota, 2008. Serbskiej: „International Writers Colony. Cortanowci”, Serbia Literary Society, Belgrad 2008, Hinduskiej: „Aria“ translations by Sudeep Sen, Yeti Books&Monsoon Editions, Mulfran Press, India, England 2009 , Niemieckiej: „Das Unsichtbare Lieben.
Anthologie polnischer Lyric“, K.Gutke Verlag, Köln, 1998, Artur Becker, „Ein Kiosk mit elf Millionen Nachten“, Stint, Bremen 2008. Rosyjskiej: “ Było, jest, będzie” ( Collection wierszy polskich poetów) , Wahazar, Moscow, 2009. , Hiszpańska: “Poesia a Contragolpe”, Antologia Polskiej Współczesnej Poezji (1960 – 1980) pod redakcją Abel Murcia, Gerardo Beltran, Xavier Farre, Prensas Universitaires de Zaragoza, 2012 , Serbska: “Moi poeci XX wieku” w tłumaczeniu Biserki Rajcic, Belgrad, Treci Trg, 2012, Tureckiej z okazji Festiwalu poetyckiego , “Wiersz Istambułu. Poeci Świata”, Istambuł 2013, Amerykańskiej: “With our eyes wide open”, West End Press, Albuquerque New Mexico 2014. Hiszpańska: “El cerezo crece…” Uniwersytet w Grenadzie, redakcja: Joelle Guatelli- Tedeschi, Grenada 2015. Niemiecka: “Dzieciństwo w Polsce. Dzieciństwo w Niemczach” verlag Heidi Ramlow, Berlin 2015. Amerykańska: “Scattering the Dark/An Anthology of Polish Women Poets”, redakcja i przekład Karen Kovacic, USA 2016, Polskiej: “Przewodnik po zaminowanym terenie” redakcja Krzysztof Śliwka, Wrocław 2016. Prezentacja wierszy z tomu „Wiersze zebrane” w języku włoskim na blogu Paolo Statuti: www.musashop.wordpress.com.. Wiersze ukazywały się w pismach za granicą m.in.: „Literaturkreis Lichtungen” (Graz, 1996), „Nagy Vilag” (Budapeszt, 2002), „Gulf Coast” (USA, 2003), „ Lyrikvannen” (Sztokholm, 2003), „Poesie” (Paryż, 2004), „Romboid” (Bratysława, 2004), „Apokalipsa” (Ljubljana, 2004), „Lyric” (USA, 2005), „Apokalipsa” (Ljubliana, 2006), „Polityka” (Belgrad, 2007), „Treci trg” (Belgrad, 2007), „Blesok” no. 54 (Macedonia, 2007), „Heviz” (Budapeszt, 2007) „Treci trg” (Belgrad 2008). W „OEI” (Sztokholm, 2008) ukazał się jej artykuł o młodej poezji polskiej. Ostatnio ukazały się wiersze w piśmie „Nuovi Argomenti” we Włoszech (2014) i w Waxwing Magazine w USA (issue V – spring 2015). Publikowała na portalach internetowych: PKP Zin, Helikopter, sZAFa, Pro_Arte, Śląska Strefa Gender, Pisarze.pl, Eprawda.pl Jej twórczość była prezentowana w I i II programie Polskiego Radia. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Wiersze prezentowane w „Inter-„ pochodzą z przygotowywanego do druku tomu „Schizofrenia&company”.
………………………………………
Więcej: Facebook
Foto na stronie głównej: Krzysztof Sobczyk
16.01.2018

EWA SONNENBERG — Lady & Ms. Hyde
20 votes, 5.00 avg. rating (99% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter. Znajdź nas na FB.
[2] Komentarze

Co o tym sądzisz?