Z przyjemnością przedstawiamy Wam wywiad z Maciejem Moskwą — fotoreporterem, współzałożycielem kolektywu dokumentalistów TESTIGO — trzykrotnym laureatem nagrody Gdańsk Press Photo, laureatem Zdjęcia Roku BZ WBK Press Foto 2014, oraz zwycięzcą Grand Press Photo 2015.
[Foto: Maciej Moskwa źródło: portfolio]


Portal Eprawda.pl: Wiemy, że dużo podróżujesz. Często wyjeżdżasz. Gdzie teraz jesteś?

Cześć, jestem w drodze do Kosowa, za trzy dni zaczynam tam kurs „BHP” dla korespondentów ze stref konfliktu. Równolegle, na trasie do Djakowicy staram się zachęcić nasze polskie redakcje do opublikowania materiału, który kilka dni temu zbierałem w Palestynie.

Jak było w Palestynie?

Ciężko, konflikt w Gazie wyraźnie rozdrapuje nie gojące się rany między dwoma narodami. Z jednej strony widziałem rakiety Hamasu latające nad blokami mieszkalnymi w Ashkelon, z drugiej widziałem jak armia izraelska strzela ostrą amunicją do demonstrantów, albo eskortuje osadników izraelskich, którzy pod osłoną nocy katują palestyńskie rodziny w ich domach.

A jak materiał? Jesteś zadowolony ze zdjęć?

Przy tych tematach, ograniczeniach w poruszaniu się, często też podczas samego robienia zdjęć ciężko jest sobie powiedzieć, że zrobiło się tyle ile by się chciało. Zrobiłem kilka zdjęć, które oddają emocje panujące na Zachodnim Brzegu. Zadowolenie fotografa to sprawa drugorzędna.

Wróćmy zatem na chwilę do przeszłości. Od ilu lat jesteś fotoreporterem? Pamiętasz swój pierwszy “poważny” temat?

Pierwszą pracę dla redakcji wykonałem w 2007 roku. Zdecydowanie nie pamiętam swojego „pierwszego razu”.

Dlaczego prawie wszystkie zdjęcia prasowe są czarno-białe? Znajomi laicy w kwestiach fotografii, zawsze mnie o to pytali. Jeden z nich nawet stwierdził, że czarno-białe zdjęcia są “płaskie”.

Przy tym pytaniu zawsze czuję się bezsilny. Przy obrazie czarno-białym mój mózg od razu pracuje na innych falach, skupiam się, odczytuję kształty, wyobraźnia pracuje. Czerń i biel to też kolory, tęcza też może być płaska. Swoją drogą, prasa boi się czerni i bieli, redakcje chcą koloru, najlepiej podkręconego z otwartymi cieniami z błogosławieństwem suwaka „clarity” z programów do obróbki zdjęć. W kolorowych zdjęciach  mamy teraz więcej szczegółów niż byśmy pomyśleli.

A czy to prawda, że fotografowie lubią by ich zdjęcia wyglądały bardziej dramatycznie niż rzeczywistość? Dlatego usuwają kolory i podkręcają kontrast. Nie wspominając o innych sztuczkach. Różowe majtki na płocie obok zabitego żołnierza wyglądałyby zbyt prozaicznie.

Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać dramatu panującego w miejscu konfliktu. Właściwie każdy przypadek należy rozpatrywać z osobna, nie wiem czy można to lubić. Może bardziej chodzi o zatrzymanie widza, o to żeby w tych wyrazistych kontrastach i głębokich czerniach dostrzegł jeszcze wydarzenie, które te kontrasty rysują na fotografii.

To fakt, że żadne zdjęcie nie oddaje prawdziwej ludzkiej tragedii i dramatu. Dochodzimy tutaj do kwestii, która wzbudza wiele kontrowersji wśród zwykłych czytelników. Kevin Carter był oskarżony o to, że  wykonał słynne  zdjęcie, ale nie pomógł małej dziewczynce i zostawił ją na pustyni na pewną śmierć. Co byś zrobił na Jego miejscu — geniealne zdjęcie albo życie człowieka?

Wybieram normalność, zdrowie i życie.

Porozmawiajmy chwilę o tym. Spodziewałem się takiej odpowiedzi, ale jak w takim razie wytłumaczyć reporterów, którzy nie mają żadnych zahamowań? James Nachtwey w swoim filmie “War photographer” opowiadał, że wojny i katastrofy zawsze przyciągały wiele hien.

Takich reporterów nie można tłumaczyć, zresztą co to znaczy hiena? Ktoś, kto pokazuje za dużo? Czy może ktoś, kto po powrocie więcej opowiada o sobie niż o tragedii, którą powinien tam dokumentować? Myślę, że często robi się więcej hałasu o tym, że ktoś decyduje się pojechać w strefę konfliktu, niż o tym co tam się dzieje. To jest patologia, która toczy media. Przy okazji porwania Marcina Sudera w Syrii media pytały mnie tylko o to jak bardzo niebezpiecznie tam jest i jak się nielegalnie przekracza granicę.

Jak się nielegalnie przekracza syryjską granicę? [śmiech — przyp.red.].

Piechotą, chyba, że wybiera się przeprawę przez Orontes. Zresztą o szczegóły lepiej pytać któregoś z milionów uchodźców. Dodaliby jeszcze jak traktują ich pogranicznicy, przemytnicy i parę innych wisienek.

Myślę, że chodzi o kogoś, kto w dziennikarstwie szuka rozgłosu i pieniędzy a nie etyki. Na czym polega dokładniej ta patologia, o której wspomniałeś? Media szukają już wyłącznie taniej sensacji?

Pieniędzy się w dziennikarstwie nie znajdzie. Rozgłos, możliwe, Tańca z Gwiazdami i tak się nie przebije. Media nie szukają wyłącznie taniej sensacji, po prostu proporcje są zachwiane. Mam wrażenie, że mój kontakt z mediami w kwestii Syrii zbyt często ocierał się o fakt pracy w nieprzyjaznym środowisku i zbyt rzadko poruszał istotne kwestie tego co się dzieje z ludźmi, którzy są w tym konflikcie uwięzieni.

Jak długo byłeś w Syrii? Wiemy, że tam trwa wojna ale co się tam teraz dzieje? Co widziałeś?

W Syrii spędziłem łącznie trzy tygodnie wiosną 2013 roku. W chwili obecnej kraj jest dotknięty najpoważniejszą klęską humanitarną XXI wieku, miliony uchodźców, ponad 170 tys. zabitych, obecność ekstremalnie zradykalizowanych religijnie grup fanatyków, plus rząd który masowo morduje cywili w nalotach. Piekło na ziemi.

Pamiętasz coś szczególnego?

Wszystko tam jest szczególne. Spojrzenia dzieci, uściski dłoni dorosłych. Pamiętam swój strach gdy słyszałem pierwszy raz strzelające tanki, pamiętam bezsilność wśród żyjących pod ziemią uchodźców, chłopca któremu pocisk urwał dłoń i nogę, Khalida, Raeda, Khaldouna i dziesiątki innych. Pamiętam nocne przejazdy ambulansem, gdzie sanitariusz sam oferował mi trzymanie broni dla własnego bezpieczeństwa, pamiętam kiepskiej jakości baklawy i dzieciaki z FSA, pogrzeb Mohlesa i Danę co hijab zrzuciła i robi rewolucję pod znakiem zielonego liścia. Przerwij mi lepiej.

Co jeszcze?

Jest jedna rzecz, która wynagrodziła cały trud jeżdżenia tam. Kiedy w styczniu pojawiłem się z moim przyjacielem Rafałem w ruinach „Martwych Miast”, w miejscowości Serjilla poznaliśmy tam Samar, dziewczynkę cierpiącą na leiszmaniozę. Ta choroba nieleczona zabija, w między czasie paskudnie szpeci ciało, głęboki niegojącymi się ranami. Zrobiliśmy zdjęcia, porozmawialiśmy. Nie sądziliśmy,że będziemy w stanie pomóc. Wróciliśmy tam półtora miesiąca później z misją PAH-u. Okazało się, że Samar będzie można pomóc. To największy „fotograficzny” sukces jaki można odnieść.

To rzeczywiście musi dawać nieopisaną satysfakcję. Myślę, że lekarze czują to samo kiedy ratują ludziom życie. Wspominałeś o tym sanitariuszu. Jak wygląda kwestia broni podczas pracy fotoreportera? Na filmie „Byliśmy żołnierzami” jest taka scena, w której zaprawiony w boju sierżant wciska młodemu korespondentowi z aparatem, karabin automatyczny do ręki tuż przed atakiem Japończyków. Podczas natarcia zaczyna z niej strzelać i ta broń ratuje mu życie. Z drugiej strony jest podobno zasada, że dziennikarzom nie wolno nosić broni bo to właśnie gwarantuje im bezpieczeństwo?

Mogę tylko powiedzieć, że oczywiście nie dotknąłem tamtej broni. Bronią dziennikarza musi pozostać długopis, dyktafon, aparat i kamera. Oczywiście nie ma dogmatu, nikt nie wie jak się zachowa w danej sytuacji. Czym innym jest jechać ambulansem w czarną noc gdy strach ma wielkie oczy a czym innym jest czekać, aż przyjdzie ktoś kto bez żadnych wątpliwości brutalnie się z nami rozprawi. Mam nadzieję,że nie będę musiał mierzyć się z takimi problemami. Dziennikarz, który zdecyduje się dotknąć broni, naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo wszystkich swoich kolegów i koleżanki, którzy przyjadą w to miejsce pracować.

Jak traktowali Cię Syryjczycy? Jak traktuje się  fotoreporterów z Zachodu w takich krajach jak Syria. Izrael czy np Egipt.

Syryjczycy traktowali mnie bardzo dobrze, żyłem wśród nich. Jedliśmy to samo, piliśmy to samo, słyszeliśmy to samo. Ale przecież nie można uogólniać, czasem musi się pojawić nieufność, po obu stronach-to normalne. Moim zdaniem nie ma różnicy czy jest się w Polsce, Rosji, Syrii czy Irlandii. Ludzie wszędzie są tacy sami, dobrzy i źli, ufni i podejrzliwi.To czas i własna otwartość na nowe, na obcego są kluczem do dobrego traktowania. W Izraelu podróżując z Jerozolimy do Ashkelon usłyszeliśmy alarm rakietowy. Pociski Hamasu leciały w najbliższej okolicy, kierowca zatrzymał autobus i ludzie wyskoczyli na zewnątrz. Poznaliśmy tym sposobem małżeństwo, które zaprosiło mnie i kolegę do siebie na noc. Potem już u nich w domu syreny wyły jeszcze dwa razy. Poznaliśmy się lepiej, zbudowaliśmy zaufanie. Nie udało się to w Hebronie, gdy na ulicy izraelscy żołnierze pomimo, że stałem przed nimi godzinę i próbowałem dokumentować atak izraelskich osadników na Palestyńczyków kazali mi i ludziom zebranym rozejść się pod groźbą użycia broni.
 
Wielu młodych ludzi czytając biografie znanych fotoreporterów lub relacje takie jak Twoje, marzy o tym by robić to samo. Sprzedać wszystko, kupić aparat i wyruszyć przed siebie. Wojny, trzęsienia ziemi. Katastrofy. Co byś im powiedział? Warto?

Jeśli ktoś chce to naprawdę robić to nikogo nie będzie pytał o kalkulację zysków i strat. Mogę tylko potwierdzić to, co powiedział mi starszy kolega, fotoreporter: „Jeśli dotykasz zła, rzeczy ciemnych to pamiętaj, że one zostawiają ślady”. Z jednej strony przez krótką chwilę jest się w stanie nieważkości, nic nie jest zależne od nas, wszystko jest niesamowicie intensywne to bardzo szczególne doświadczenie. Jednak nie można się w tym zatracić, trzeba pamiętać że pomimo iż przeżywamy tak jak każdy uwikłany w sytuację to jednak mamy tam jeszcze zadania, proste wytyczne — być, rejestrować, przekazywać dalej. Kilka dni temu obok mnie strzelano do ludzi ostrą amunicją, rzucali kamieniami w izraelski checkpoint wojskowy. Ci młodzi ludzie ledwo dorzucali do celu a w ciągu dwóch godzin ponad dwudziestu z nich zostało postrzelonych w tym jeden w głowę. Wtedy ja sobie zadawałem pytanie czy warto.

Więc dlaczego? Wspomniany wcześniej James Nachtway powiedział kiedyś, że fotografuje te wszystkie zbrodnie i cierpienie by ludzie się opamiętali i przestali zabijać. A Ty? Dlaczego to robisz?Dlaczego zostałeś fotoreporterem?

Wiesz, nie robię tego często. Nie mam złudzeń odnośnie efektów jakie przynosi fotografowanie w takich miejscach. Zdjęcia nie powstrzymują walczących, pozwalają za to wiedzieć i widzieć tym którzy są „na zewnątrz”. To element budowania zbiorowej świadomości. Mam wrażenie, że to element jakiejś globalnej komunikacji, przeciwwaga dla cukierkowej wersji rzeczywistości. Zaledwie kilka h podróży od Gdańska i można znaleźć się w świecie, gdzie wszystko jest do góry nogami, warto być tego świadomym. Ludzie w takich miejscach proszą, żeby to głośno powiedzieć. Więc mówię, pokazuję i czuję, że dla kogoś to jest ważne. Może to egoistyczna pobudka. W tym dialogu i tak jest się tylko małym pyłkiem.

Ale nawet ziarnko piasku potrafi zatrzeć tryby wielkiej maszyny. Czy zgadzasz się z tym słynnym zdaniem, że „jedno zdjęcie potrafi zmienić świat”?

Czasem to zmienianie świata ma bardzo przyziemny charakter, przykład Samar, zdobycie dowodów na obecność leiszmaniozy w tamtym rejonie. Maszyna wojny się nie zatarła ale kilka dzieciaków ma się lepiej bo ktoś zajął się ich problemem, do tego trzeba było pojechać na miejsce zrobić zdjęcia. Liczenie na coś więcej może rozczarować. Nigdy nie wiemy kogo zdjęcia poruszą i co z tą wiedzą zrobi.

Zadam prozaiczne pytanie: skąd brać na to wszystko pieniądze? Skoro sprzedanie zdjęć prasowych za dobre pieniądze jest bardzo trudne. Zwłaszcza gdy ktoś dopiero zaczyna. Nie ma „nazwiska”, legitymacji prasowej, akredytacji, nic. Jak zostać etatowym współpracownikiem Reutersa albo AP?

Odnośnie etatu to się nie wypowiem, co do całej reszty, cóż… Na pierwszy wyjazd do wojennej Syrii miałem około czterysta euro na cały miesiąc łącznie z pobytem w Turcji. Jeśli jest się gotowym spać po ludziach, jeść w najtańszych miejscach, czasami sobie gotować to powinno się udać. Wysłannicy mediów korporacyjnych mają czasem na jeden dzień pobytu większy budżet niż wolny strzelec na dwa tygodnie, trzeba umieć się w tym odnaleźć i pracować pomimo wszystko.

Czy przed wyjazdem za granicę w konkretny rejon, starasz się o jakieś akredytacje lub posługujesz jakaś legitymacją prasową? To może być konieczne w kontaktach z oficjalna władzą.

Od 2009 roku działam w ramach kolektywu Testigo Documentary. Publikujemy, pojawiamy się w mediach ogólnopolskich, to pomaga. Wolni strzelcy, którzy chcą pracować w tym zawodzie mogą wstępować chociażby do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, legitymacja nie otwiera wszystkich drzwi, ale warto ją mieć, w Izraelu i Palestynie była niezwykle pomocna.

Początkujący „wolny strzelec” nie ma żadnych szans by znaleźć się w samym centrum wydarzeń i wykonać zdjęcia lepsze niż etatowy fotograf z Reutersa, który ma nie tylko załatwione akredytacje u miejscowych polityków i wojskowych ale pieniądze na łapówki, przewodników i informatorów. Na miejscu co widać często w TV jest zawsze wielu fotoreporterów. Zawsze ktoś jest pierwszy. Robi się tłok. Zgadzasz się z opinią, że “romantyzm” tego zawodu skończył się na początku lat 90-tych?

Wolni strzelcy nie zawsze powinni ścigać się z mediami głównego nurtu, właściwie wręcz powinni wkradać się w te obszary, które są pomijane przez rekinów rynku medialnego. Bólem jest to, że pogłębione historie o profilu konfliktowym muszą konkurować o miejsce i jakiekolwiek środki z rozrywką.

Fotoreporter Maciej Moskwa (z lewej). Foto: Mateusz Ochocki.

Fotoreporter Maciej Moskwa (z lewej). Foto: Mateusz Ochocki


Jeśli chodzi o bycie pierwszym, czasem to i tak nic nie zmienia. W 2011 roku trafiłem na wybuch pierwszych zamieszek w Damaszku, początek rewolucji w Syrii. Materiał nie poszedł nigdzie, trwał benefis Adama Małysza.

Jak skomentujesz fakt rewolucji medialnej jaka się dokonuje od kilkunastu lat, wraz z upowszechnieniem na rynku tanich aparatów cyfrowych, smartfonów  i Internetu. To powoduje, że sami powstańcy mogą nakręcać krótkie  filmy i publikować je w sieci. Każdy może być fotografem i dziennikarzem?

Szanse są równe dla wszystkich, fakt posiadania nożyczek nie z każdego czyni fryzjera. Dziennikarstwo to nie tylko rejestracja, trzeba jeszcze sporo warsztatu, świadomości posługiwania się językiem mówionym, pisanym i wizualnym. Trzeba mieć coś do powiedzenia, posiadać umiejętności analityczne, wtedy to ma sens. Człowiek pierwotny tez miał dostęp do narzędzi rejestracji, co nie znaczy że każdy je wykorzystywał.

Czy oprócz fotografii prasowej, wykonujesz jakieś inne zlecenia? Inne tematy?

Obsługi, konferencje, śluby, różności.

Czytałem o takim nowym trendzie w fotografii ślubnej — młode pary zamawiają sobie pornograficzne, ok, erotyczne sesje z nocy poślubnej…

A to ja jeszcze nie jestem trendy [uśmiech — przyp.red.]. U mnie ciągle klasyka, przygotowania, ceremonia, wesele i wiesz… plener osobnego dnia.

Opowiedz o swoim najlepszym, czy może najważniejszym zdjęciu. Jakie były kulisy jego powstania?

Nie widzę podium dla takiego zdjęcia. Wiem, które momenty były dla mnie ważne, rozwijające, muszę też przyznać, że bardzo szybko zapominam o swoich zdjęciach, wolę myśleć o tych które jeszcze mogę zrobić. Pewnie jeszcze przyjdzie czas na refleksję nad tymi, które powstały.

Co myślisz o paparazzi? Wielu z nich uważa się za „dziennikarzy śledczych”

Ja się nad nimi w ogóle nie zastanawiam. Dziennikarz śledczy pracuje, żeby obnażyć jakąś patologię, paparazzi jest patologią. Filozofia na użytek własny, pewnie pomaga im przyglądać się rano w lustrze. Fuj.

Najgorsza chwila w karierze?

Jeśli chodzi o mocne rzeczy, hmmm… Ja aż tak specjalnie ich nie przeżywam. W Kafranbel w Syrii zaliczyliśmy z kolegą ostrzał rakietowy, jeden z pocisków spadł na pobliski dom ze sklepikiem. Na miejscu zginął człowiek inny został ranny. Sytuacja była surrealna bo chwilę wcześniej piliśmy mate z rebeliantami, którzy odpalili radio i mogli mniej więcej określić w jaką część miasta polecą następne pociski. Tym sposobem biegliśmy po ciemku przylepiając się do ścian budynków i chowając po wnękach domów. Podczas tego samego pobytu doszło do bójki z użyciem kolb karabinów. Wracaliśmy akurat z wywiadu, staliśmy w zakorkowanym miasteczku kiedy na masce naszego samochodu wylądował człowiek, inny okładał jego głowę kolbą Ak-47 .Jednocześnie puścił serię w powietrze a finalnie skierował broń na człowieka , który opierał się o maskę. Tym samy wszyscy w samochodzie byli na linii strzału. Sytuacja sama się wyklarowała, bo ktoś inny zaczął strzelać w powietrze i naszego strzelca szybko spacyfikowano. Chodziło o korek. Porywczy kierowcy, tyle że z dostępem do broni.

Najprzyjemniejsza?

Z tymi „naj” to zawsze jest ciężko, znowu się trochę wykręcę i powiem, że to kombinacja  momentów, interakcji z ludźmi. Kubek herbaty nad Wisłą, Orontesem czy Hari Rud zawsze cieszy. Z tego roku pamiętam poruszający moment. Wędrowałem wzdłuż granicy turecko-syryjskiej, na cienkiej nitce przygranicznego asfaltu poznałem dwóch braci uciekinierów z Aleppo. Szli piechotą, nie chcieli płacić przemytnikom, ich celem było Reyhanlie gdzie mieli odszukać przyjaciół ze swojego miasta. Zamieniliśmy kilka zdań, szybko stało się jasne ,że razem nie uda się nam złapać stopa do głównej drogi. Bracia szli przodem, Rafał, Dunja i Ali i ja za nimi. Moment w którym złapali okazję, wskoczyli szybko na pakę i zaczęli się oddalać w stronę bezpieczniejszej przyszłości był jak 6 w totka.

Jak postrzegasz tzw dziennikarzy obywatelskich? Publikujących na swoich blogach albo serwisach typu — TVN/Kontakt24. Jako zagrożenie czy uzupełnienie Twojej pracy?

Zdecydowanie uzupełnienie, zastanawiam się tylko dlaczego serwisy o których wspomniałeś nie wynagradzają ludzi dostarczających im materiały. Jeśli chodzi o zagrożenie, to zagrożeniem jest trend nie płacenia. Dla przykładu, tydzień temu przyjechałem z relacją z Hebronu, skontaktowałem się z redakcją Na Temat. Chcieli opublikować zdjęcia, założyć mi bloga i oczywiście to wszystko BEZ PŁACENIA. Podobne propozycje miałem już wcześniej od czołowych polskich serwisów informacyjnych.

Może to tylko „polska specjalność”, gdyż zachodnie agencje dla dziennikarzy społecznych typu DEMOTIX wypłacają honoraria. Przy okazji, powiedz jak funkcjonuje Wasza agencja TESTIGO. A tak na marginesie, ten portal, czyli EPRAWDA — też nie wypłaca honorariów autorom, gdyż w założeniu jego celem jest szeroko pojęta edukacja społeczna. Nie mamy na to środków, gdyż nie przynosi nam to żadnych dochodów. Czy takie inicjatywy są złe?

Testigo to projekt, który po trosze jest oparty na współpracy i rozwoju poszczególnych uczestników, z drugiej strony to grupa profesjonalistów, którzy najprościej mówiąc – „są do wynajęcia”. Wszystko zaczęło się od Ekspedycji Wisła — Marka Kamińskiego, którą obsługiwali fotograficznie absolwencie Sopockich Szkół Fotografii WFH, Tak się złożyło , że po półtora miesięcznym projekcie postanowiliśmy zawiązać kolektyw łączący ludzi, którzy chcą zajmować się reportażem. W chwili obecnej,jesteśmy na etapie rozwijania kolektywu, przyjęliśmy nowych członków w ramach TESTIGO Network, osiągnęliśmy już pierwsze sukcesy w konkursach Grand Press Photo i BZ WBK Press Foto, publikacje naszych członków pojawiają się między innymi w Polityce. Wspominasz o edukacji społecznej. Szkoda bardzo, że właśnie media o takiej misji są bez środków, a giganci, których redakcje nie pracują za darmo proponują wolnym strzelcom zero PLN. To samo tyczy się NGO — organizacji pozarządowych, gdzie pracownicy dostają regularnie pensje, ale nie widzą problemu w proszeniu fotografów o przekazywanie ich zdjęć za darmo w słusznym celu. Proszę nie zrozum mnie źle, nie jestem chodzącym kalkulatorem. Ale to wszystko prowadzi do tego, że później pracuje się za przysłowiową miskę zupy (w najlepszym wypadku). Odbija się to na naszym bezpieczeństwie podczas pracy w terenie i ograniczonych możliwościach zgłębiania tematu.

Doskonale to rozumiem i popieram. To tak szeroki temat, że wykracza poza ramy Naszej rozmowy. Wróćmy do fotografii. Wymień jedno nazwisko swojego „ulubionego” fotografa i powiedz dlaczego go cenisz.

Tradycyjnie już będę się opierał pojęciu „naj” [śmiech — przyp.red.]. W zeszłym roku brałem udział w warsztatach z amerykańskim fotografem Stanleyem Greenem z agencji NOOR. Muszę powiedzieć, że wywarł na mnie ogromne wrażenie, jego album Open Wound ze zdjęciami z Czeczeni jest po prostu kwintesencją obrazu, który mnie porusza i wrzuca w „fotograficzny” nastrój. W Polsce bardzo mi się podobają klatki Mariusza Foreckiego, w ogóle starsi koledzy to mieli dobrze, że na filmach musieli pracować. Wymieniłem dwa nazwiska.

Jak fotografujesz? Idziesz na żywioł a później dokonujesz selekcji, czy „myślisz” nad każdym zdjęciem, zwracając uwagę na światło, kolor, kadr.

Fotografuję tak jak pozwala mi miejsce, sytuacja, ludzie. Oczywiście staram się pracować zgodnie z zasadami rzemiosła, jednak czasem rzeczywistość w której pracuję przyspiesza, trzeba skupiać się nie tylko na tym co widać w wizjerze, ale również na tym co może być tuż obok czy kilkaset metrów dalej. Tym samym czasem ujęcia ważne dla jakiejś historii powstają nie w wyniku jakiegoś przemyślnego kadrowania, tylko z prostego faktu bycia w odpowiednim miejscu z aparatem.

Moim zdaniem Twoje zdjęcia są na światowym poziomie. Czysty, „lekki” kadr, wyczucie chwili, nieskazitelna edycja. Ile czasu zajęło Ci dojście do takiego poziomu rzemiosła? Jesteś samoukiem czy studiowałeś fotografię?

Ciężko dźwignąć taki komplement [uśmiech — przyp.red.]. Przyjemnie łechcze to „miłość własną”. Jeśli chodzi naukę fotografii to wyglądało to tak. I komunia święta, dostaję Smienę, ktoś wkłada tam rolkę slajdu. Rolka nigdy nie została wywołana. Następnie w 2005 roku idę do Sopockich Szkół Fotografii. Na tamtym etapie, wiedziałem tylko tyle, że chcę jeździć po świecie, robić zdjęcia i utrzymywać się z tego. Moja wiedza fotograficzna kończyła się na 3 wykresach które rozrysował mój ojciec Mieczysław, a dotyczyły pojęć czasu naświetlania, przysłony i głębi ostrości. Dwa lata później, byłem już po stażu w Gazecie Wyborczej, pracowałem na cyfrze, analogu, regularnie siedziałem w ciemni, spodobało mi się.

Mam jeszcze jedno pytanie, na które czeka wielu fotoamatorów – jakiego używasz sprzętu podczas najważniejszych zleceń. Jakie body dokładnie i obiektywy?

Canon 5dII, do tego na ogół 3 stare stałki 24/2.8 35/2 50/1.8MKI. Raz na ruski rok zabiorę ze sobą 100/2.  To jest zestaw , którym robię reportaż. Na komercję pożyczam czasem od kolegów jakiś zoom czy inne rybie oko. Mam jeszcze Arcę Swiss 4×5 ale to bardziej fetysz niż narzędzie w moim przypadku.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.

Dziękuję, również życzę samych sukcesów w rozwijaniu EPRAWDY.

Z Maciejem Moskwą rozmawiał Christopher Gretkus
25.07.2014 – 3.08.2014. Kosowo – Gdańsk
…………………………………….
Christopher Gretkus (1970) — wydawca portali Eprawda i Novelmasters, fotograf. W latach 90-tych publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 roku w MOK wydał tom wierszy pt. „Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył 3-częściowy poemat prozatorski „Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem „Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
…………………………….
Maciej Moskwa — (1982 r.) gdańszczanin, absolwent Sopockich Szkół Fotografii. Współzałożyciel kolektywu dokumentalistów TESTIGO. Laureat Zdjęcia Roku BZ WBK Press Foto 2014, trzykrotny laureat nagrody Gdańsk Press Photo. Finalista Grand Press Photo 2013 , Manuel Rivera-Ortiz Foundation Grant oraz PhotoPhilantrophy 2014. Z aparatem odwiedził 4 kontynenty przywożąc zdjęcia publikowane między innymi w Poznaj Świat, Gazecie Wyborczej, National Geographic Traveler, Tygodniku Powszechnym, Przekroju i miesięczniku Polska Zbrojna. Uwielbia obraz czarno-biały, perskie dywany i kawę z kardamonem. W 2013 roku dokumentował skutki wojny domowej w Syrii.
………………
Więcej: Blog|Testigo
Foto: Mateusz Ochocki (www.kfp.pl). Gdańsk. Nadbałtyckie Centrum Kultury 03.09.2015. Uroczystość wręczenia nagród XIX Konkursu Fotografii Prasowej Gdańsk Press Photo 2015 im. Zbigniewa Kosycarza. Na zdjęciach: Maciej Moskwa (pierwszy z lewej) — zdobywca nagrody Grand Prix oraz Maciej Kosycarz i Larego Okey Ugwu — dyrektor Nadbaltyckiego Centrum Kultury.
03.08.2014. Gdański

MACIEJ MOSKWA — Zło zostawia ślad
7 votes, 4.36 avg. rating (87% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.
[3] Komentarze

Co o tym sądzisz?