O cyberprzestrzeni, blogosferze, tworzeniu i podsłuchiwaniu, porozmawiamy dziś z Michałem Fedorowiczem — autorem bloga „Kulturą w plot”, za który otrzymał tytuł Bloga Roku 2014, w konkursie organizowanym przez Onet.
[Foto: Michał Fedorowicz i materialne prasowe]


Portal Eprawda.pl: Jaka jest prawda o Was — blogerach?

Mam spory kłopot z wypowiadaniem się o blogerach i blogosferze ze względu na fakt, że do tej pory działałem raczej na jej peryferiach. Dopiero udział w konkursie Blog Roku sprawił, że po raz pierwszy mogłem zobaczyć innych entuzjastów pisania w Internecie na żywo. Myślę jednak, że proporcje są równe — niektórzy szukają popularności, inni chcą się po prostu dzielić swoją wiedzą czy twórczością. Są osoby, którym udają się obie rzeczy, co też pokazuje przykład Radka Kotarskiego.

Dlaczego założyłeś stronę internetową?

Na początku myślałem, że z potrzeby pisania. Ale wszystko zaczęło się w momencie, kiedy podczas pisania kolejnych łatwych i wycelowanych w niewymagającego użytkownika tekstów w internecie, zauważyłem, jak wiele ciekawych tematów ucieka mi sprzed nosa. Nie od razu wziąłem się jednak za pisanie z prawdziwego zdarzenia. Zmiana nastąpiła po około roku wrzucania czego popadnie na KWP, często nie do końca zamykającego dany temat. Dopiero kiedy jeden z czytelników zasugerował, że jeśli chcę z tym zrobić coś więcej, muszę skończyć z wrzucaniem wpisów dla samego wrzucania i zająć się sprawniejszą selekcją. Podziałało.

Czyli nie zaliczasz się do krytyków tego epokowego wynalazku jakim jest globalna sieć? Głoszących tezy o upadku literatury, kultury i dziennikarstwa, ponieważ w sieci każdy może publikować to na co ma ochotę.

Krytyków? W żadnym wypadku. To dzięki Internetowi kultura wreszcie ma szansę dotarcia pod każdą strzechę. Problem tylko w tym, aby opakować ją w taki sposób, by internauci sięgali po nią równie chętnie, co po zdjęcia kotów i kompilacje upadków na YouTube. To, że w Internecie każdy może publikować to, na co ma ochotę jest największą zaletą globalnej sieci. Bo gdzieś w tym gąszczu informacji, ktoś na pewno znajdzie coś wartościowego.

Pamiętasz czasy „bezsieciowe” czyli lata 80-te? Miały wiele zalet. Ludzie by się pośmiać spotykali się w kawiarniach a nie na fejsie. Człowiek jest stworzony by dziennie przebiec 20 km, a nie łamać sobie kark gapiąc się w monitor. Artykuły czytało się w gazetach i ktoś dbał o to by były na wysokim poziomie. Czy czasy, w których żyjemy obecnie, to regres czy rozwój cywilizacji?

Z lat 80. pamiętam zaledwie końcówkę, ale kolejna dekada była niemal identyczna. Dopiero upowszechnienie się Internetu zmieniło zdecydowanie sposób w jaki spędzamy czas wolny. Różnica jest tak wielka, że jeśli zacząć opowiadać naszym dzieciom o tamtych, w sumie dość nieodległych czasach, na pewno wzdrygają się na samą myśl braku dostępu do sieci. Trudno jednak powiedzieć, że nastąpił zdecydowany regres cywilizacji, nawet w związku z tym, że teraz życie rozgrywa się głównie w portalach społecznościowych. Mimo wszystko te ostatnie, wciąż jednak służą głównie po to, by ułatwić ze znajomymi kontakt offline, a potem zaprezentować innym, co robiliśmy, kiedy w końcu udało nam się odłożyć smartfona. Ale tylko od nas zależy, czy kolejne pokolenie będzie potrafiło spojrzeć na sieć w podobny sposób. I daleki byłbym od formułowania tezy, że cywilizacja już osiągnęła punkt kulminacyjny rozwoju. Jeśli dokładniej przyjrzeć się teoriom i przewidywaniom futurologów czy pisarzy science-fiction, okaże się, że jeszcze wiele przed nami.

Nie da się ukryć, że tysiące, o ile nie miliony ludzi na całym świecie marzy o tym by zaistnieć w sieci. Tobie się udało. Twoja strona zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Blog Roku 2014, organizowanym przez Onet. Jak odebrałeś przyznanie tego tytułu i jaka była droga do osiągnięcia tego sukcesu?

To było jak grom z jasnego nieba. Na galę finałową jechałem popatrzeć, jak robi się tak dużą imprezę, a okazało się, że organizatorzy i jury zaplanowali dla mnie nieco więcej. Ku zaskoczeniu również wszystkich zebranych na widowni. Dlatego trudno mi powiedzieć, jaka jest droga do osiągnięcia sukcesu. Trudno, bo o prawdziwym sukcesie będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy wszyscy zaskoczeni pokiwają głową i zgodzą się z decyzją jury.

Michał Fedorowicz -- laureat nagrody Blog Roku 2014. Foto: M. Stankiewicz.

Michał Fedorowicz — laureat nagrody Blog Roku 2014. Foto: M. Stankiewicz


A to może się stać dopiero, gdy uda się utrzymać poziom, który ostatecznie przyczynił się do tego niespodziewanego wyróżnienia. Nie marzyło mi się zaistnienie w sieci pod własnym nazwiskiem. Tak jak wspominałem w wywiadzie prowadzonym przez Alicję Kosterską, zgłaszając się do konkursu, działałem poniekąd wbrew sobie, chcąc spróbować czegoś nowego. Ani przez myśl mi nie przyszło, że będę musiał w konsekwencji odpowiadać na takie pytania. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo się z tego wszystkiego cieszę, bo pojawia się możliwość na przynajmniej małą odmianę w moim życiu.

Jakie wrażenie wywarli na Tobie inni laureaci konkursu obecni na gali?

Nie ze wszystkimi miałem okazję porozmawiać. Prawdę mówiąc, udało się tylko z jednym laureatem tegorocznej edycji konkursu. Bardzo mnie jednak zaskoczyli inni nominowani oraz osoby zaproszone na galę, które brały udział w poprzednich edycjach. Najwięcej czasu rozmawiałem z osobami, które na co dzień poruszają się po podobnym obszarze tematycznym. Dużo radości sprawiło mi spotkanie z Kasią Czajką ze zwierza popkulturowego, z którą miast o wrażeniach z wieczoru, zaczęliśmy rozmawiać o Jamesie Joysie. To tylko pokazuje, że niezależnie od okoliczności, o kulturze, nawet tak specyficznej i wzniosłej, da się rozmawiać.

Porozmawiajmy przez chwilę na tematy czysto techniczne. Twój blog ma schludny lay-out.
Masz jakiegoś doradcę do spraw grafiki? Korzystasz z pomocy zawodowego web dewelopera?

Do szablonu radzę się nie przyzwyczajać, bo już przed samą galą miał ulec mocnemu liftingowi. Już wkrótce będzie się prezentował nieco bardziej okazale, ale tak jak w przypadku poprzednich, stawiam tutaj na czytelność. Osobiście nie lubię, kiedy coś przeszkadza mi w lekturze tekstów w Internecie i tak samo nie chcę psuć czytelnikom przyjemności z czytania czy oglądania zdjęć na KWP. Przyznam też, że zdumiewa mnie pozytywny jego odbiór, gdyż zawsze uważałem go za bardzo oszczędny i stosunkowo prosty. Ta jego wersja została oparta na zakupionym formacie i lekko przerobiona przez samego twórcę. Chociaż nie ukrywam, że sam lubię nieco „dłubać w silniku” bloga, tak jednak nie mam odpowiednich umiejętności, by stworzyć coś od zera na własną rękę.

W dziale „współpraca”, na KWP można przeczytać zdanie: „stale rosnące grono czytelników, spragnionych tego czego nie znajdą nigdzie indziej w polskim Internecie”? Czego nie można znaleźć w polskim Internecie?

Dział współpraca wkrótce również zostanie nieco przerobiony. Mimo iż przyciąga wzrok potencjalnych reklamodawców, nie ma w nim jednak tego, czego szukają na blogach. Po przeczytaniu kilku rad bardziej doświadczonych w blogowaniu koleżanek i kolegów powoli zaczynam rozumieć, czego tam brakuje. Na pewno nie brakuje odrobiny zarozumiałości, co widać w przytoczonym fragmencie. Nie jest tak, że do końca wiem, czego brakuje w polskim internecie. Ale zanim coś na KWP opublikuję, sprawdzam, czy kto inny nie poruszył danej tematyki. W ten sposób blog sprawia wrażenie, jakby faktycznie na żadnej innej stronie w tej części sieci nie można było znaleźć podobnych informacji.

Jak tworzysz swoje posty? Skąd czerpiesz pomysły? Nie obawiasz się, że pewnego dnia skończy się wena?

Zacznę może od końca — pomysłów raczej mi nie zabraknie, gdyż kultura to pojęcie szerokie i bogate w niewyczerpalne złoża. Trudnością jest nieraz znalezienie wartościowego tematu w odpowiednim czasie, tak aby utrzymać regularność. Założyłem, że na KWP pojawiać ma się przynajmniej 2-3 wpisy tygodniowo i usilnie się staram, by częstotliwość nie zmalała.
Po znalezieniu tematu, pisanie jest już czynnością najmniej czasochłonną. Oczywiście zdarzają się teksty, które powstają nawet dwa czy trzy dni, ale całość zamyka się najczęściej w kilku godzinach.
Jeśli zaś chodzi o samo szukanie tematów, to stworzyłem sobie listę źródeł, którą kilka razy dziennie przeglądam. W ciągu doby przeglądam nawet do tysiąca różnych stron w internecie, w większości jednak oceniając ich atrakcyjność już po kilku pierwszych zdaniach. Dodam, że nie zawsze to co zaciekawiło mnie, wydaje się interesujące również dla czytelników. Czasem też zachodzę w głowę, dlaczego dany temat „nie chwycił”.

Bardzo zależy Ci na tym „żeby temat chwycił”?

Zależy mi przede wszystkim, aby dotrzeć z kulturą do jak największej liczby czytelników. Moim priorytetem nie są jednak statystyki, ale ciekawe treści — tak jak mówisz, często mniej popularne, ale bardziej wartościowe. Na szczęście to, co do tej pory lądowało na KWP, spełniało jednocześnie oba te kryteria.

Początki bywają trudne. Każdy wydawca internetowy czy bloger ma chwile zwątpienia. Nie wie czy jego projekt „przyjmie” się w cyberprzestrzeni. Zawsze wiedziałeś, że KWP przetrwa?

KWP od początku było przemyślane jako projekt długofalowy. Wielokrotnie już wspominałem, że ostatecznie zostanie przekazane mojemu synowi — w momencie, kiedy będzie na to gotowy. I chociaż część osób patrzy na to z dużym politowaniem, naprawdę mam zamiar dotrzymać słowa i przez kolejne 15 lat trwać w pisaniu. A świadomość, że KWP przetrwa pojawia się za każdym razem, gdy po okresach kryzysowych, które zawsze się zdarzają przy pisaniu, znajduję jednak czas i siłę, by napisać coś nowego.

Czy był taki moment, że nic nie wychodziło i chciałeś zamknąć stronę?

Prawdę mówiąc do tej pory nie jestem do końca pewny, że się udało, gdyż trudno tak naprawdę zdefiniować udanego bloga. Jeśli to taki, który wywołuje emocje i burzę komentarzy, to na pewno nie jest to KWP. Jeśli to źródło, które jest cytowane, to może małymi kroczkami drepczę w kierunku sukcesu, ale przede mną jeszcze daleka droga. Najgorsze momenty to takie, kiedy uważam, że temat jest interesujący, ale bardzo długo nie ma jakiegokolwiek odzewu. Najgorsza jest właśnie obojętność, dlatego zdecydowanie bardziej wolę krytykę. Nawet mało konstruktywną. Zamykać bloga nigdy nie chciałem, ale w pierwszym półtoraroczu, zdarzały się chwile zwątpienia i dłuższe przestoje. Ostatecznie zawsze jednak do tego wracałem, bo wrodzony, często irytujący upór nie pozwala mi nie kończyć raz otwartego projektu.

Jaki stosunek do sztuki i kultury mają młodzi Polacy?

Z przykrością stwierdzam, że kultura i sztuka najczęściej kojarzą się z czymś nudnym, ewentualnie skierowanym do starszego odbiorcy. Młodzież ma niestety najczęściej zdecydowanie mniej ambitne zainteresowania. Po części właśnie dlatego staram się sprzedawać treści kulturalne w sposób, który dotrzeć może zarówno do starszego, jak i młodszego odbiorcy. Nie zawsze się to udaje, ale każdy nawet najmniejszy sukces cieszy.

Co myślisz o popkulturze, celebrytach, tabloidach, paparazzich?

Z podanej wyliczanki wykreśliłbym słowo popkultura, gdyż ma zdecydowanie więcej pozytywnych konotacji niż reszta terminów. Co więcej, jest częścią składową kultury, nieco zmieniającą szerszy odbiór tej ostatniej. O gwiazdach, tabloidach i paparazzich zdania dobrego raczej nie mam. To wręcz zaprzeczenie tematyki, w której na co dzień się zajmuję. Promocja najczęściej osób bez talentu, rzeczy bez wartości przez ludzi bez skrupułów.

Uważny obserwator świata po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że obok oficjalnego nurtu społeczno-politycznego, istnieje olbrzymi obszar kultury alternatywnej. Jest wiele środowisk, zwłaszcza w USA i Europie zachodniej, które starają się otworzyć ludziom oczy na inny styl życia. Walczą z bezmyślną konsumpcją, z degradowaniem środowiska naturalnego, z tandetą kultury masowej i kultem pieniądza. Ci ludzie odmawiają udziału w wyścigu szczurów. Nie jesteś alternatywny?

Bardzo jest mi trudno sklasyfikować samego siebie — wolę tę kwestię zostawić osobom trzecim. Kiedyś wydawało mi się, że każdy bez wyjątku ścigać się będzie z innymi szczurami, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jest od tego ucieczka. Obecnie od pieniędzy zdecydowanie bardziej wolę spokój i zdrowy rozsądek, ale wiem, że bez tych pierwszych nie mógłbym cieszyć się tymi ostatnimi. Nie mogę więc powiedzieć, że się nie ścigam, wszak pracuję w korporacji, ale w przypadku zejścia z toru i dyskwalifikacji płakać nie będę.

Czy sieć jest jeszcze wolna? Pytam w kontekście niedawno ujawnionych afer podsłuchowych w USA.

Sieć może była wolna jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu, ale rządy poszczególnych państw coraz mniej przychylnie patrzą na to, co w internecie się dzieje i do czego może prowadzić zbytnia swoboda. Piszę tu szczególnie o krajach, w których Internet jest oficjalnie cenzurowany – niestety jest ich coraz więcej, a cenzura, do tej pory charakterystyczna dla ustrojów zbliżonych do totalitarnych zaczyna się rozprzestrzeniać również w tych rejonach świata, które słyną z demokracji i swobód obywatelskich. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo wielu dowodów na łamanie tajemnicy korespondencji, podsłuchy i inwigilacje, tak naprawdę stosunkowo niewielu użytkowników globalnej sieci się tym przejmuje. Większość oburza się dopiero wtedy, gdy ktoś chce im odebrać darmowy (i, nie ukrywajmy, dość ambiwalentny moralnie) dostęp do kultury. Cieszy mnie, że ludzie tak bardzo pragną mieć kontakt z filmem, muzyką, literaturą, ale jednocześnie niepokoi, że przesłania im to konsekwentnie i po cichu odbierane wolności obywatelskie.

Akceptujesz świat taki jaki jest czy szukasz sposobów aby go zmienić?

Samemu świat zmienić trudno i tylko wybitne jednostki potrafią tego dokonać. Ja się do nich nie zaliczam, ale robię co mogę, by przynajmniej na polu na którym działam, było choć odrobinę lepiej. Sam jednak do końca nie wiem, co w moim wypadku znaczy „lepiej”.

Często piszesz o filmach i dlatego chcę zasięgnąć Twojej opinii w pewnej kontrowersyjnej kwestii. Wystarczy posiedzieć przed TV w dowolny dzień tygodnia, poskakać trochę po kanałach, by bez trudu zauważyć, że wybuchy, krew, bijatyki, gwałty i kradzieże plus stosy pieniędzy i karabinowych łusek, błyskają na ekranie niczym w kalejdoskopie. Dlaczego największe sukcesy komercyjne odnoszą filmy przesycone agresją i przemocą? Przykład: „Pulp Fiction”, „Rambo”, „Terminator”, „Avatar” i wiele innych.

Pytanie jest dla mnie o tyle trudne, że osobiście nie mam nic przeciwko filmom zawierającym wymienione przez Ciebie elementy. Co więcej, bardzo wiele z nich wpisuje się w mój gust filmowy, co może zaskakiwać, kiedy weźmiemy pod uwagę tematykę bloga. Filmy pełne przemocy, wybuchów i krwi zdają się wypełniać tę wewnętrzną, dość prymitywną potrzeba poznania tego, czego na co dzień raczej próżno szukać w najczęściej szarej codzienności. Dopóki ta przemoc jest umowna, przerysowana, dopóty nie powinna nikomu szkodzić. Oczywiście jestem za ograniczeniami wiekowymi i mojemu dziecku takich produkcji oglądać nie pozwolę.

Wszystko wskazuje na to, że przemoc jest na świecie zalegalizowana ale to rzeczywiście temat na odrębną dyskusję. Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.

Z Michałem Fedorowiczem rozmawiał Christopher Gretkus
11.03.2015 Gdańsk

…………………………………….
Christopher Gretkus (1970) — wydawca portali Eprawda i Novelmasters, fotograf. W latach 90-tych publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 roku w MOK wydał tom wierszy pt. „Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył 3-częściowy poemat prozatorski „Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem „Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
……………………………..
Michał Fedorowicz – do niedawna nikt nie wiedział, że prowadzi bloga. On sam twierdzi, że nie prowadzi. Gdańszczanin z urodzenia, nauczyciel z wykształcenia, „kulturysta” z czystej pasji. Uzależniony od Internetu i herbaty pracownik korporacji. Od miasta woli wieś i tam ma zamiar dokończyć żywota. Miłośnik kina spod znaku wielu wybuchów i dziur w scenariuszu. Zakochany we własnej rodzinie.
…………….
Więcej: Kulturawplot.pl|FB fan page
Foto: materiały prasowe Onet
Rysunek: Jacek Poczwarka
11.03.2015

MICHAŁ FEDOROWICZ — nagroda Blog Roku 2014 za „Kulturą w płot”
20 votes, 4.21 avg. rating (84% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.
16 Komentarze
  1. Z calym szacunkiem ale nei jest pan zadnym blogerem. Blogerem jest Edward Palczis, ktory siedzi w baloruskim więzieniu. Pan jest hobbystą, milosnikiem pisania. Nawet nie dziennikarzem, bo jak słusznie ktos zauwazyl, dziennikarze zdobywaja informacje i robią materiał w terenie. Wy kopiujecie internet, nakladacie jeden tekst na drugi. Mielicie te miliardy slow z cyberprzestrzeni i wychodzi wam lekkostrawna papka o zapachu zarcia dla kotów.

  2. A więc wpadłem na tego bloga o kulturze… Przeczytalem co bylo „NAJ” w kwietniu i „NAJ” w historii. Potem kupiłem kubek i koszulke. Poczulem sie kulturalnie odchamiony. Po poł godzinie nie pamiętałem nic.

  3. Nie no, ciekawy wywiad zakończony bzdurą. Czytam literaturę wyższą (Joyce’a, Sallingera, Updike’a, etc.) oglądam i lubię ambitne kino, ale też lubię czytać fantastykę i fantasy, a ulubionymi reżyserami są Ritchie i Besson. Czy to oznacza, że jestem miłośnikiem mordobicia i naiwnych bajeczek? Wszystko trzeba szufladkować? A wypowiedzi Fedorowicza na temat „szczelanek” to Pan Gretkus wybitnie nie zrozumiał lub celowo zmanipulował specjalnie zadając tak sformułowane pytanie i rozdmuchując to później w podsumowaniu.

  4. Przemoc w kulturze i sztuce to ciekawa kwestia. Wydaje się, że w sztuce przemocy jest mało – mam na myśli malarstwo, poezję, muzykę, literaturę… Natomiast w kino jest nią przepełnione. Współczesna kinematografia to nie sztuka – to wielki biznes. Jak się powszechnie uważa, najlepiej na ekranie sprzedaje się sex i przemoc. Oto Hit wszechczasów czyli Avatar – pomimo pozytywnego przesłania, zawiera wiele brutalnych scen. Wynika to z tego, że człowiek nie jest drzewem tylko drapieżnikiem. Przemoc jest, jak słusznie wspomniano w wywiadzie, zalegalizowana w społeczeństwie – armia, policja, sporty walki itd. Co ciekawe, pan Fedorowicz nie propaguje i nie publikuje przemocy na swojej stronie – i chwała mu za to. Przemoc i agresja jest może i skuteczna w życiu, ale w sztuce jest zawsze żałosna.

  5. Blogerzy to najgorsza rasa. Zwykłe kserokopiarki. Publikują cudze pomysły pod swoim szyldem. Łamią prawa autorskie. Większość nawet nie umie pisać z polotem.

Słuchamy Cię uważnie...

Twój adres email nie będzie widoczny.
Zaloguj się by nie czekać na moderację komentarza.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>