Chciałabym poświęcić kilka słów portalom społecznościowym. Skupię się głównie na Facebooku, z tegoż względu, że jest to portal mi najbardziej znany, w związku z czym, wydaje się zasadnym uczynienie z niego głównego tematu tegoż artykułu. Przyznam się od razu, że nie mam profilu na Facebooku, choć kiedyś takowy posiadałam. Nie żałuję i nie robią na mnie wrażenia teksty typu „Nie masz konta na Facebooku to nie istniejesz”- może to was zaskoczy, ale takie teksty zdarzają się również wśród studentów, nie tylko w liceum czy gimnazjum. Myślę, że

niektórzy ludzie za bardzo chcą się dostosować do panujących trendów,

przymykając oko, na swoje prawdziwe potrzeby i zagłuszając swoje najskrytsze pragnienia. Widzę, co portale społecznościowe wyrabiają z życiem moich znajomych i ciężko mi jest przechodzić obok tego obojętnie. Czasami podczas bardzo głębokich rozmów z moją przyjaciółką, staram się jej wyjaśnić, że życie to, coś więcej niż status dostępności na czacie, albo wysyłanie sobie wirtualnych zaczepek. Najlepsze jest to, że ona to wszystko wie, i tak naprawdę w jej uszach wszystko co mówię, brzmi jak jeden wielki truizm. Jednak, od czasu do czasu, to właśnie ona dzwoni do mnie zmartwiona, że została zignorowana w istotnej dla siebie sprawie, bo choć jakaś osoba widniała na facebookowym czacie jako dostępna, nie odpowiedziała na jej wiadomość.
Co to jest? Samotność. Myślę, że to ona jest głównym powodem, dla którego ludzie zamykają swoje życie na osi czasu i w wirtualnych albumach ze zdjęciami. Jakiż to wielki paradoks, że ludzie, którzy zakładają konto na Facebooku, nie po to, by promować swoją firmę, a w celu przynależenia do jakiejś grupy, niewyróżniania się, albo znalezienia kilku znajomych z lęku przed samotnością, sami podpisują w tym momencie pakt z Samotnością. Osobiście uważam, że wirtualne rozmowy nigdy nie zastąpią fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem, wieczory spędzone na czacie nigdy nie będą tak przyjemne jak wspólne wyjście na kawę. Zauważmy, że choć rozmawiam z kimś na czacie, to tak naprawdę jestem sam. Sam w pokoju, mieszkaniu. Ta druga osoba też siedzi sama przed swoim komputerem. Taka rozmowa jest utwierdzaniem siebie na wzajem w poczuciu samotności.
Myślę, że istnieje jeszcze jeden istotny problem, na który należałoby zwrócić uwagę. Na czacie zawsze jest ktoś znajomy, kto ma chwilę, żeby popisać o ładnej pogodzie, i o innych pierdołach, które zwykle nie są tematem, takich codziennych rozmów przy kawie.
Natomiast w życiu okazuje się, że niewiele jest takich osób wokół ciebie, które mają czas spotkać się, wspólnie się pośmiać albo razem popłakać. Jednak osobiście uważam, że w tej mniejszości jest siła, i to ona nadaje życiu sens. Niemniej człowiek, który dziennie spędza na Facebooku więcej niż piętnaście minut (a myślę, że to jest taki czas, w którym spokojnie można sprawdzić wiadomości i odpisać na korespondencję), przestaje dostrzegać wielkość relacji, z ludźmi, których choć może jest niewiele, to trwają przy nim, wspierając go, lub karcąc.
Dzieje się tak dlatego, że Facebook, dając nam możliwość posiadania nieskończonej ilości znajomych, zaburza pewną ludzką równowagę, którą według mnie jest posiadanie kilku zaufanych przyjaciół, czy znajomych.
Możemy mieć na swoim profilu 600 lub 1000 kumpli, a nawet i więcej. Kiedy tylko 5 osób z tej grupy chętnie spotyka się z nami, rzeczywiście rodzi się wrażenie, że to bardzo mało, a my jesteśmy bardzo samotni. I chociaż wiemy, że to nieprawda, dalej utwierdzamy się w tym przekonaniu i zbieramy znajomych, jak breloczki byleby tylko mieć ich najwięcej. W takiej sytuacji jakość relacji, rzeczywiście schodzi na drugi plan. Nagle ludzie łapią się na tym, że dodają do znajomych osoby, których wcale nie lubią- bo przecież, warto przymknąć na to oko, skoro dzięki temu będą mieli więcej znajomych.

Facebook powołuje do życia wiele patologii, które pogarszają jakość życia niewirtualnego,

których konsekwencje trzeba udźwignąć w życiu realnym. Myślę,że idealnym przykładem jest moja dawna znajoma, która używała Facebooka, jako narzędzia do inwigilowania swojego chłopaka. Oczywiście nie muszę mówić, że ten trwający trzy lata związek rozpadł się z kretesem, ponieważ chłopak w końcu nie wytrzymał presji i dał jej powód do rozstania. Czy moja znajoma chorowała na Zespół Otella? Nie, kiedy ją znałam była bardzo zrównoważoną osobą. Ona nie sprawdzała swojego chłopaka świadomie, tylko korzystała z całego spektrum możliwości jakie daje Facebook. W pewnym momencie zabrakło jej dystansu, który straciła poznając coraz to nowsze funkcje portalu. Myślę, że moja znajoma nie jest wyjątkiem, jestem skora postawić taką tezę, że każdy człowiek jest narażony na coś takiego. Oczywiście nie chcę tutaj przeforsowywać poglądu, że Facebook jest złem absolutnym, chcę tylko zwrócić uwagę na to, jak ważne jest zachowywanie w życiu odpowiedniej równowagi pomiędzy realnością, a wirtualnością.
Jest wiele takich osób, wśród dorosłych, czy nastolatków, którym brakuje wspomnianej równowagi. Wówczas uśmiechy ze zdjęć i obwieszczenia o szczęśliwym związku na portalach, stają się budowaniem fikcji wokół własnej osoby. Znam już przypadki ludzi, którzy zaczęli swoje „szczęście” budować, ubarwiając je coraz bardziej na portalach społecznościowych, a nie pracując na nie w życiu realnym. Nie muszę mówić, że koniec takiej „zabawy” zazwyczaj kończy się ciężką depresją, jeśli nie czymś jeszcze poważniejszym.
To facebookowe szaleństwo, które z roku na rok nie maleje, rodzi kolejne pytania. Jak najmłodsi użytkownicy portalu będą radzić sobie z oddzielaniem świata wirtualnego od realnego? Jak wytłumaczyć dziecku, którego umysł chłonie wszystko jak gąbka, że świat wirtualny nie jest tym samym, co realny? Jak przekazać dziecku, że wyjście na dwór i zabawa z kolegami przyniesie mu więcej radości, niż zbieranie truskawek na facebookowej farmie? Wreszcie, czy o takich kategoriach jak dobro i zło, nasze dzieci będą się uczyły od portali społecznościowych?
 
………………………………………………….
Monika Zielińska – studentka III roku filozofii na Uniwersytecie Gdańskim, zajmuje się pisaniem felietonów, opowiadań, jest miłośniczką krótkich form. Ma na swoim koncie publikację w kwartalniku literackim KZO (nr 20/2011, str.123 „Edgar”), swoje opowiadania umieszcza na blogu. W wolnym czasie czyta książki i spełnia się jako recenzentka, współpracuje z takimi wydawnictwami jak: E-bookowo, Magnum, Marginesy, WAM, oraz Drageus. Jej recenzje można czytać na blogu z recenzjami.
…………….
Więcej: Blog
30.09.2013. Gdańsk
foto: Christopher Gretkus

MONIKA ZIELIŃSKA „Facebook samotności”
4 votes, 4.50 avg. rating (90% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.
[2] Komentarze
  1. Najmłodszymi użytkownikami facebooka nie trzeba się chyba martwić, oni sami sobie odpuszczą, bo będą chcieli stworzyć coś własnego, nowego, a nie funkcjonowac obok swoich rodziców. Facebook będzie niańką starych pierdziuchów, którzy życie przesiedzieli przed kompami.

  2. Łatwo krytykować Fejsa ale bez niego wielu czułoby sie jeszcze gorzej. Tylko dzięki niemu utrzymują kontakty i jakoś dają rade. Zamiast walczyć z hejsem trzeba go wykorzystać ale autorka ma racje w jednym – media nie są w stanie ludzi dowartościować i poprowadzić w dobrym kierunku.

Co o tym sądzisz?