Może niektórzy chcą udawać, że tych miejsc nie ma? To pamiątka po naszej historii, z której nie możemy niestety być dumni — mówi Robert Bańkosz, historyk, etnograf, regionalista. Korzystając z wiedzy zawartej w książkach i internecie udaliśmy się w okolice Sanoka — poszukując właśnie tego, co zapomniane.
[Foto: Piotr Durak źródło: archiwum autora]


Obecnie w powiecie sanockim znajdują się 44 cerkwie. Większość z nich służy jako kościoły katolickie — od czasów wojny były remontowane, i bywa, że zatraciły swój pierwotny charakter. Służą jednak ludziom, a przecież, jak twierdził Jan Paweł II „Bóg pozostał jeden i ten sam”.
Można powiedzieć, że cerkwie te miały szczęście. Są wśród nich takie, które po latach powróciły do pierwotnych właścicieli, służą jako świątynie w obrządku grekokatolickim i prawosławnym. Rzadko, bo rzadko, ale raz lub kilka razy w roku odbywa się tu msza, na którą przyjeżdżają potomkowie dawnych mieszkańców. Inne cerkwie, te najstarsze i najcenniejsze, zostały już odrestaurowane, służą turystom i można je znaleźć w licznych przewodnikach. Dwie z nich; z Grąziowej i z Rosolina podziwiamy w sanockim skansenie. To perełki architektury, których konstrukcje i zastosowane rozwiązania mogą posłużyć do nauki przyszłym pokoleniom.

Najpierw świątynia, później wychodek

Jednak z niektórymi cerkwiami jest spory kłopot. Po wojnie, gdy w ramach Akcji „Wisła” z terenu powiatu sanockiego wysiedlano wszystkich mających ukraińskie korzenie — pozostały bez właścicieli, niepotrzebne. Domy po wysiedleńcach zwykle palono. Ogień niszczył je szybko, deszcz i popiół wsiąkły w ziemię. Z cerkwiami obchodzono się różnie. Albo fundowano im świeckie przeznaczenie, albo rozbierano na budulec, albo zostały puste bo były „za małe” i obok nich postawiono nowe murowane kościoły. Pamiętam, jak „rozbierano” niektóre z nich. Pod cerkiew podjeżdżały trzy ciągniki, każdy zaczepiał liną o inną belkę rozporową, po czym ruszały w trzy strony świata i rozdzierali cerkiew na kawałki, dach z kopułami zapadał siędo środka, potem przychodzili ludzie, zabierali blachę i belki — opowiada Jacek Tejchma, etnograf. — Dla niektórych tych obiektów chyba lepiej by było, gdyby spłonęły tak jak wiele innych świątyń, których ślady dawno zatarł czas — dodaje Robert Bańkosz. — Niektórzy ludzie pewnie by woleli…
Mrzygłód. Miejscowa murowana cerkiew pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, wybudowana została w 1901 roku i należała do parafii greckokatolickiej w Hłomczy. Po wojnie zamieniono ją na magazyn, a gdy ten stał się niepotrzebny, w cerkwi urządzono… toaletę publiczną. Dziś stoi opuszczona, rozpada się. — Po wojnie rozszabrowano wszystko ze środka, pozostały chyba tylko dwie ikony. Składowano tu nawozy, materiały budowlane. Malowidła ze ścian starto niemal zupełnie. A później urządzono tu kibel — wspomina starsza mieszkanka wsi, napotkana pod sklepem. Na zdziwioną minę dziennikarza dopowiada: — Tak, sracz, wychodek! W miejscu ołtarza postawiono pakę z deską z dziurami, ludzie tam ze spółdzielni łazili za potrzebą — dodaje.
Nikt nie wie, kiedy zrujnowaną świątynię zamknięto. Z budynku odpada tynk, na czerwonych, oblazłych z farby drzwiach wiszą dwie pordzewiałe kłódki. Klucza nie ma nikt, ale do wnętrza można zajrzeć przez dziurę w jednej ze ścian, która nie wytrzymała próby czasu. W przedsionku cerkwi przed laty ktoś zaparkował wóz konny — stary karawan pogrzebowy. Stoi tam do dziś. Chyba ma już wartość zabytku, ale niedługo runie na niego dach.

Pozostaną ruiny

Podobną jak w Mrzygłodzie sytuację zastajemy w Tarnawie Górnej. Greckokatolicka cerkiew parafialna pw. Zaśnięcia Bogurodzicy, zbudowana z kamienia i otynkowana, konsekrowana w 1817 roku, wyróżnia się wysoką, kwadratową wieżą. Odnowiona w 1935 roku, od 1947 roku stoi opuszczona. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych była składnicą Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Obecnie, pozbawiona opieki, jest w kompletnej ruinie.
Świątynia znajduje się przy głównej drodze, w centrum wsi. Jest naprawdę duża, tymczasem wszyscy przechodnie zdają się jej nie zauważać. Przywykli. Była i jest. Tylko dzieciom się mówi, żeby tam nie wchodzić. Bo cerkiew — grozi zawaleniem, jak głoszą tablice ostrzegawcze. Głoszą również, że wstęp do wnętrza zabroniony, ale to nas nie powstrzymuje.
W środku pustka. Kolorowa niebieska ściana, niewyraźne miejsce po ołtarzu, sterczące ze ściany belki, tam, gdzie był chór. W strumieniach światła wpadającego przez dziury po oknach, tańczy kurz.
Podobny widok zastajemy w pobliskiej Olchowej. Miejscowa cerkiewka była bardzo malutka i służyła kilkunastoosobowej grekokatolickiej społeczności. Zbudowana w 1887 roku, w miejscu starszej, drewnianej cerkwi, należała do parafii w Tarnawie Górnej. Na dawnych obrazkach widać ją między domami. Dziś otaczają ją pola. To kompletna ruina, na której z trudem utrzymuje się pordzewiały na wylot dach. Drzwi nie ma. W środku ktoś umieścił prowizoryczny ołtarz z kamieni i drewniany krzyż. Tyle zostało z głębokiej wiary dawnych mieszkańców. Niektórzy mówią, że w cerkiewce jeszcze pod koniec lat 60-tych zalegało całe liturgiczne wyposażenie. Później wszystko zniknęło.

Na co nam stary kościół?

Nieco inaczej było w Rakowej. Miejscowa cerkiew została zbudowana około 1779. Znajduje się w centrum wsi, na niewielkim wzniesieniu, ale obecnie jest tak zarośnięta, że nie sposób zauważyć jej z drogi. To budynek o konstrukcji zrębowej, dwudzielny, z trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Nad nawą znajduje się dach kalenicowy zwieńczony hełmem. Nad przedsionkiem cerkwi wznosi się szkieletowa wieża nakryta dachem z hełmem. W wieży znajdziemy dzwony z 1680 i 1715. Po wojnie, od 1947, cerkiew wykorzystywano jako kościół rzymskokatolicki. Obecnie, po wybudowaniu nowego kościoła, cerkiew stoi opuszczona. Ostatnia msza odbyła się tu w 2011 roku. Później w cerkwi zamieszkały ptaki, wiewiórki i szczur. — Znowu wygryzają dziury w powale — skarży się sołtyska Rakowej, strażniczka klucza do świątyni. Na ołtarzu i podłodze zalegają wióry, piękny ikonostas namalowany przez Zygmunta Bogdańskiego w 1894 roku upstrzony jest ptasimi odchodami. Poza tym malowidła i obrusy wciąż wydają się świeże. Jak dotąd nie ma żadnego pomysłu, co zrobić z niepotrzebną świątynią.
Ten sam problem mają mieszkańcy Czaszyna. Tutejsza, murowana cerkiew została zbudowana w 1835 roku z inicjatywy właścicielki wsi Apolonii Łemkowskiej. Po Akcji „Wisła” i wywiezieniu ludności greckokatolickiej, została zaadaptowana na kościół obrządku łacińskiego. W latach 1954 i 1969 był on remontowany, co praktycznie usunęło z bryły budynku elementy charakterystyczne dla budownictwa cerkiewnego. Od kilku lat świątynia jest niepotrzebna — parafianie mają nową. Wnętrze cerkwi to dziś magazyn — właściwie jest tu wszystko co niepotrzebne.

Czego tu szukacie?

Na pograniczu powiatu sanockiego i brzozowskiego znajduje się niewielka miejscowość Grabówka. W centrum wioski wznosi się nowy kościół, zaś pod koniec wsi, na uboczu, zarośnięta krzakami i drzewami stoi cerkiew pw. św. Mikołaja. Wzniesiono ją w 1864 roku, ale jeszcze w latach 20-tych XX wieku została solidnie odremontowana. Może to sprawiło, że gdy grekokatolików wygnano z tych okolic, cerkiew, niepotrzebna nikomu, przetrwała przez 67 lat i jeszcze się trzyma.
— Tam nie ma co oglądać, ruina i kupa kurzu — mówi miejscowy ksiądz, który długo nie chciał dać się przekonać do udostępnienia wnętrza świątyni. — Nie wiem czego tu szukacie, chcecie zobaczyć cerkiew, jedźcie do Komańczy, albo na Wisłok Wielki… — dodaje.
Dla nas jednak Grabówka to miejsce magiczne. Drzwi otwierają się z wielkim trudem. Wewnątrz zapomnianej świątyni zachował się jeszcze ołtarz, liczne malowidła, rusztowanie po ikonostasie. W jednej ze ścian wmurowana błękitna tablica z epitafium: „Tu spoczywa Wiktorya z Domaszewskich Wisłocka, zmarła w roku 1844, matka całkiem poświęcająca się swojem dzieciom, których wdzięczność tę pamiątkę postawiła”. Pełno tu kurzu, wciąż jednak niezwykle wyraźnie odcina się piękny obraz na suficie — ukrzyżowanie pana Jezusa. Cerkiew można by odremontować. — Tylko po co? Dla kogo? — pyta mieszkaniec Grabówki. — Najlepiej rozebrać, niech nie niszczeje.

Pozostały tylko ściany

Takich opuszczonych i zapomnianych cerkwi na Podkarpaciu naliczyłem 57. Większość znajduje się na Roztoczu południowym, ale i ziemia sanocka nie jest od nich wolna. Niektóre, choć zrujnowane i opuszczone, mają wartość zabytkową, problem w tym, że zbyt małą, by szybko znalazły się pieniądze na ich renowację. Inne, jak ruiny cerkwi w Nagórzanach czy w Płonnej, pewnie już na zawsze pozostaną ruinami. — Zmieniają się czasy, to już inna epoka — mówi Robert Bańkosz. — Spieszmy się kochać te miejsca, bo nasze dzieci mogą już nie mieć szansy ich zobaczyć. W swoich wędrówkach po Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, udało mi się udokumentować na fotografiach stan wszystkich zapomnianych i zrujnowanych cerkwi. Ukraińcy protestują jednak, gdy nazwać je porzuconymi: — Nie porzucone, a wygnane — mówi Olena Zamoyska, ze Stowarzyszenia Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej z Czerwonogradu. Nikt nie chciał ich opuszczać, to ludzi wygnano stamtąd bezpowrotnie — dodaje. Wystawa zdjęć z wygnanych cerkwi, połączona ze zdjęciami zrujnowanych polskich kościołów na terenie Ukrainy, pt. „Po obu stronach Bugu” wystawiana była w Muzeum Fotografii „Jadernówka” w Mielcu. Stamtąd trafiła do Czerwonogradu, skąd do Lwowa, Iwanofrankowska i Kijowa. Pod koniec roku wróci do Polski, by zagościć w Ustrzykach Dolnych i w Tarnowie.
………………………………..
Zdjęcia w sliderze (w kolejności wyświetlania):
1. Cerkiew św. Mikołaja w Grabówce.
2. Wnętrze cerkwi w Grabówce — nawet opuszczone ciągle wywiera wielkie wrażenie.
3. Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Mrzygłodzie — niegdyś świątynia, później toaleta publiczna, obecnie ruina.
4. Wewnątrz ruin cerkwi w Mrzygłodzie zaparkowano na stałe wiekowy karawan.
5. Tarnawa Górna — co zrobić ze świątynią, która przez lata służyła jako magazyn?
6. Zupełnie puste dziś wnętrze cerkwi pw. Zaśnięcia Bogurodzicy w Tarnawie Górnej.
7. Jedna z najmniejszych polskich cerkwi w ruinie stoi we wsi Olchowa.
8. Wewnątrz zrujnowanej cerkiewki w Olchowej. Świadkowie mówią, że do lat 70. w cerkwi znajdowało się wyposażenie i ikony. Później wszystko zniknęło.
9. Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Rakowej to bardzo cenny zabytek. Niestety od przeszło pięciu lat, pozbawiona opieki niszczeje.
10. Wydaje się jeszcze nienadgryzione zębem czasu. Wnętrze cerkwi w Rakowej.
11. Dawna cerkiew po wysiedleniach przemieniona na kościół w Czaszynie. Od wybudowania nowego kościoła stoi bezużyteczna.
12. We wnętrzu cerkwi św. Mikołaja w Czaszynie trwa nieustanny, wieczny „remont”.

……………………………………………………….
Piotr Durak (1985) — prozaik, poeta, dziennikarz, podróżnik i pedagog. Od 2009 roku absolwent polonistyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. W okresie studiów pracował m.in. jako murarz, pomocnik operatora pługu śnieżnego, mechanik rowerowy, rozwoziciel pizzy, korepetytor, dziennikarz, korektor. Pisywał recenzje do regionalnych i ogólnopolskich czasopism literackich. Był też spadochroniarzem w Sekcji Spadochronowej Aeroklubu Rzeszowskiego. W roku 2007 był współpracownikiem i korektorem w mieleckim Tygodniku Regionalnym „Korso”. Debiutował w rzeszowskim BWA w kwietniu 2005 roku. Opublikował dwa zbiory wierszy: Odnaleźć siebie (SCK, Mielec 2006), Wiatrołomny (Biblioteka „Frazy”, Rzeszów 2008) oraz dwie powieści: Ostatni rok (Rzeszów 2007, SCK Mielec 2009), Dzienniki rowerowe („Nowa Dobra Literatura”, Kraków 2011). Jest autorem blogu literackiego „Raport zza mgły”. W roku 2007 otrzymał nagrodę równorzędną za najciekawszy debiut podkarpacia, przyznawaną przez rzeszowski oddział Związku Literatów Polskich.
02.10.2016. Mielec

PIOTR DURAK „Powiat Sanocki. Śladami zapomnianego sacrum”
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.

Co o tym sądzisz?