Pyk, czas mija…
Mija nas, „efemerycznie, przejściowo, ulotnie”, jak napisano o prozatorskich miniaturach Rafała T. Czachorowskiego. Ale czy w krótkim czasie jaki dano nam, globalnym Jętkom, „warto przejmować się takimi rzeczami?”. Zwinne kawałki prozy, jak siatka na owady, bo przecież tak najłatwiej usidla się Jętki.
Próby chwytania nieuchwytnego. A także dokonywania wyborów, często podstępnych, niekiedy oczywistych. Zawsze podszytych ironią, jak choćby wybór czerwonych majtek zamiast czerwonych oczu, po męczącej lekturze męczących wierszy. Pozostać wiernym sobie, słuchając Milesa Davisa, lub godzić się na nieuniknione, namolną muchę radośnie zasiedlającą pustostany naszej pustej egzystencji.
Wypełnianej codziennie pseudo prozą, raźnie ćwiczoną na klawiaturach naszych komórek. Lektura, do której zaprasza Czachorowski ma tę zaletę, iż może poruszyć nasze szare komórki. A więc, pyk, już czas! — Szymon Kantorski
…………………………………

 
KARTKA

Mgła jeszcze nie pojawiła się na ulicy. Piotr stał na przystanku tramwajowym. Podszedł do niego z lewej strony.
— Czy możesz dać mi parę groszy na zupę, jestem głodny — powiedział intruz w jednej dłoni trzymając zgnieciony plastikowy kubek, w drugiej kartkę z informacją o jego ciężkim losie. Ponieważ oczekujący nie zareagował, dodał piskliwym, płaczącym tonem — zimno mi jest, jestem bezdomny.
— Ja też — mimowolnie odpowiedział Piotr.
— A, to masz — powiedział żebrak i wręczył mu kartkę. Wokół nie było śmietnika, więc czekający na tramwaj schował ją do kieszeni.
Żebrak odszedł w stronę innych oczekujących. Nie zdobył pieniędzy, nie na tym przystanku. Myśl, że może facet naprawdę jest głodny przewiał pęd tramwaju linii 9.
Na trzecim przystanku Piotr wysiadł, przeszedł przez fragment alejki parkowej, lubił tak nadkładać drogi o te dwadzieścia kroków. Doszedł do domu. Domu nie było. To znaczy był, ale inny. Na miejscu przedwojennej kamienicy stał nowoczesny apartamentowiec. No nie! wyrwało mu się w myśli. Rozejrzał się. Wszystko wokół zgadzało się, oprócz budynku. Nieśmiało podszedł do drzwi. Przy nich była lista lokatorów — od dawna niespotykana przy innych budynkach. Prześledził ją. Nie było na niej jego nazwiska.
Sięgnął po klucze. W kieszeni była tylko kartka.

4.11.2015
Poznań, most teatralny

 
MIĘDZY NAMI JESIEŃ

Siedzieli w absolutnej ciszy. Za dużymi, przeszklonymi drzwiami tarasowymi, wśród opadłych, żółtych liści pnącej hortensji, przeciągała się mgła.
Żona, dyndając ledwo trzymającym się na stopie kapciem, od czasu do czasu rzucała: trzeba by było wymienić fotel lub ale tam w rogu pełno kurzu, trzeba odkurzyć. Wyrażając się bezosobowo nie patrzyła na męża.
Mąż siedział na kanapie i patrzył na zimną mgłę. Leniwa mucha przeleciała mu przed twarzą. Był to jesienny, pełny rezygnacji lot. Usiadła mu na głowie. Zeszła na ucho. Nie trzepnął ją dłonią. Rozochocona – chociaż nie jest to precyzyjne sformułowanie — zagnieździła się w obszernej małżowinie.
— To nawet przyjemne — wyrwało mu się ledwo dosłyszalnym szeptem.
— Co było powiedziane? — zapytała żona.
— Nic – odpowiedział, co na moment uspokoiło stopę z ledwo trzymającym się kapciem.
Mucha weszła głębiej. Pocierała odnóżami, a gdy oboje przyzwyczaili się do nowej sytuacji zaczęła mówić. Że zazdrości mu takiego ciepłego ucha i dziwi się, że nie przeniósł się tutaj w całości oraz, że jej jesień jest smutniejsza od jego jesieni. Potem zamilkła. Nie wyciągnął jej z ucha, które sobie tak upodobała.

31.10.2015

 
ZAPOMINALSKI

Pyk — żelazko dało sygnał, że jest gotowe. Uprasował kołnierzyk. Gdy zakładał koszulę, trochę parzył go w kark. Guzik za guzikiem w odpowiednią dziurkę myk-myk. Stał w sypialni przed dużym lustrem i nie patrzył w nie. Opanowany czuł wewnętrzne rozdygotanie.
W poszukiwaniu filiżanki z kawą przeszedł przez całe mieszkanie i wrócił do sypialni. Filiżanka stała obok żelazka. Kawa była już chłodna. Zostało jej na jeden łyk. Bał się spojrzeć na dno.
Wyszedł z mieszkania zapominając kluczyków od samochodu, dowodu rejestracyjnego, kilku książek, laptopa, zdjęć… Miał nadzieję, że uda mu się zapomnieć również całą resztę.

20.10.2015

 
POEZJA I CZERWONE MAJTKI

Wszedł do kawiarni. Niewielka grupa siedziała już w kręgu. Usiadł poza nim. Zamówił herbatę. Barmanka przyniosła mu ze słowami:
— Właściwie to jest tutaj samoobsługa, ale…
Podziękował jej. Dawno nie był sam na mieście. Właściwie nie miał ochoty na ten wieczór, ale…

Młoda poetka czytała, że pod sukienką pachnie dziećmi. Sięgnął po przydziałowe ciastko. Oczywiście wybrał szarlotkę. Potem słuchał interpretacji wierszy. Szkoda słów.
Barmanka przysiadła na krześle przed nim. Dopiero teraz zobaczył, że ona jest tą wersją między dziewczyną a kobietą. Może w takiej postaci zostanie do końca. Odsłoniła skrawek bielizny. Majtki miała czerwone. Chyba tanie. Ale i tak były ciekawsze od dyskusji.
Po wszystkim podszedł do poetki. Zamienili kilka słów. Powiedział, że podoba mu się to, co pisze i lepiej żeby zostawiła tę grupę.
— Ale ja ich lubię, nic złego mi nie zrobili — powiedziała i dygnęła przed nim jak mała dziewczynka. Kupił jej tomik.
Leżał w swoim łóżku. Obok żona. Nie miała majtek na sobie. Przeczytał jej ten jeden wiersz. Nie pachniała dziećmi. Trochę szarlotką. Objął ją tak jak lubiła i zasnął.

11.12.2005
Bielany, kuchnia
publikowane w „Czasie jętki”

 
JAK PIOTR UZYSKAŁ KOSMICZNĄ ŚWIADOMOŚĆ

Było to tuż przed zimową sesją. Studiował wtedy na politechnice. Jak zwykle miał
problem z zaliczeniem jakiegoś dziwnego przedmiotu wykładanego przez nie mniej dziwnego
faceta.

Obudził się za późno. Biegał więc przez parę minut po mieszkaniu, próbując
jednocześnie ogolić się, zjeść śniadanie i umyć zęby. Wreszcie na jego drodze stanęła mała
butelka z neospazminą. Wziął dwa łyki tego słodkiego płynu i wrócił do sypialni.
Siedział na łóżku z jednym ogolonym, drugim zarośniętym policzkiem i powoli zaczynał się uspokajać. W pewnym momencie uświadomił sobie, ile miliardów lat istnieje kosmos i że przy tej zawrotnej liczbie dziwnie wygląda czas istnienia Ziemi, nie mówiąc już o ludzkości, która — podobna jętkom — w tej sytuacji jest śmieszna. Przy tym wszystkim jeden sfrustrowany facet wykładający jakiś dziwny i tak naprawdę niepotrzebny przedmiot nie jest problemem. I może nigdy nie dogada się z tym człowiekiem. Ale czy jest to mu niezbędne do życia? Czy w tym „czasie jętki”, w którym dane jest mu egzystować, warto jest przejmować się takimi rzeczami?
Puścił płytę Milesa Davisa i zapalił papierosa. Trzy miesiące później znowu musiał przenieść się na inny wydział.

25.09.1993
publikowane w „Czasie jętki”

 
DOBROCZYŃCA Z PRZYPADKU

Pewnego dnia Piotr usiadł przy biurku. Pochylony nad kartką pisał: „Przeraża mnie pustka przede mną. Mam 25 lat — i nic więcej. Jak to będzie wyglądało, kiedy dojdę do czterdziestki? Jeszcze gorzej.”. Zmęczony przeciągnął się. Wstał i podszedł do otwartego okna. Zamknął oczy i wyskoczył.
Gdy zbliżał się do chodnika, w jego nozdrza — rozszerzone przez pęd powietrza – wtargnął zapach mokrego futra. To uśmiechnięta staruszka stała wpatrzona w dużego „ptaka”? „Anioła”?
Doszło do starcia. Starsza pani w ostatniej chwili wyszeptała: „Dziękuję.” Piotr wstał z ziemi. Otrzepał resztki futrzanych igiełek i spokojnie wrócił do mieszkania.

1992
publikowane w „Czasie jętki

…………………………………………….
Rafał T. Czachorowski — ur. 1969 w Warszawie. Autor trzech tomików wierszy, trzech arkuszy poetyckich oraz dwóch zbiorów opowiadań. Jego wiersze ukazały się w prasie i antologiach w tłumaczeniu na angielski, bułgarski, rosyjski i białoruski. Założyciel, redaktor i wydawca PoeciPolscy.pl — działającej od 2010 roku witryny promującej poezję. W latach 2012-2017 prowadził cotygodniową, autorską, niezależną audycję radiową „Literacki wolny eter” w Radiu Wnet. Obecnie audycja ukazuje się jako podcasty. W 2013 stypendysta Miasta Stołecznego Warszawy w dziedzinie upowszechniania kultury — cykl warsztatów literackich dla dzieci. Założyciel i prezes Fundacji Duży Format promującej literaturę i sztukę, będącej wydawnictwem. Koordynator Ogólnopolskiego Konkursu na Tomik Wierszy Duży Format i Festiwalu Dużego Formatu.
…………………
Więcej: Poecipolscy.pl
02.05.2018

RAFAŁ T. CZACHOROWSKI — miniatury
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter. Znajdź nas na FB.
Jeden komentarz

Co o tym sądzisz?