Spotkanie się z prawami ekonomii dla ludzi leniwych, roszczeniowych, rozpuszczonych i naiwnych jest zwykle pełnym goryczy stwierdzeniem, że świat nie zatroszczy się o nich za darmo tylko za to, że łaskawie zaszczycają go swoją obecnością. Wtedy też cześć z nich trzeźwieje i przyjmuje do wiadomości prawdę o tym, że nie ma darmowych obiadów, a inni w ten, czy inny sposób buntują się wybierając kontestowanie praw ekonomii, a co za tym idzie, praw natury kryjących się za nią.

Fototapeta "Anarchista".

Fototapeta „Anarchista”


Taka postawa prowadzi ich zwykle do przyjęcia mniej, lub bardziej żarliwej wiary w jakąś utopijna ideologię. Utopia, po raz pierwszy stworzona przez Thomasa More’a, obiecywała ludziom pracę jedynie przez 6 godzin dziennie, bezwzględna równość (choć system przewidywał istnienie urzędników, przez co był wewnętrznie sprzeczny) i tolerancję. Sam More miał raczej w intencji ośmieszyć wiarę w utopijne mrzonki, jednak do dziś wielu tego nie potrafi zrozumieć i ucieka w świat naiwnej wiary w różne utopijne koncepcje. Wśród nich prym wiedzie socjalizm, któremu poświęcę wstęp, tymczasem głównie pragnę zająć się Ruchem Zeitgeist, który podobnie do socjalizmu, opiera się na doktrynie przeczącej zdrowemu rozsądkowi i prawom ekonomii. Zapraszam do lektury.

Na socjalizm sposób pierwszy

Idee Marksa poniosły pod koniec XX wieku sromotna porażkę – nikt o zdrowych zmysłach nie stwierdzi dziś, że socjalizm jest efektywnym systemem ekonomicznym. Upadek Związku Sowieckiego, transformacja CHRLD w państwo kapitalistyczne (aczkolwiek rządzone przez partię komunistyczną), klęska reżimów Fidela Castro czy Pol-Pota, oraz niewyobrażalne zbrodnie dokonane przez komunistów na całym świecie wystarczą jako podsumowanie tego systemu. Mimo to znajdzie się wielu fanów tego zamordystycznego, szalonego ustroju, którzy do tego stopnia nienawidzą wolności i dobrobytu, że nadal uparcie twierdzą, że socjalizm jest właściwą drogą dla ludzkości. Co więcej, socjalizm nigdy nie umarł w środowisku akademickim i cieszy się niegasnącą popularnością wśród klasy politycznej. Wszak jest najskuteczniejszym narzędziem do ograbiania poddanych i bogacenia się wąskiej oligarchicznej grupy kosztem reszty społeczeństwa. Środowiska akademickie natomiast z łatwością dają się nabrać hasłom „równości” czy „solidarności” i ignorują kompletnie przykłady z ponurej historii dowodzące, że w rzeczywistości socjalizm równa, ale tylko w dół, aż do poziomu dołu w ziemi, gdzie lądują ciepłe jeszcze zwłoki „burżujów” odstrzeliwanych przez służalczych agentów. Niektórzy naiwni wierzą, że socjalizm po prostu został „wypaczony” — a to przez Stalina (o dziwo Lenina mało kto oskarża o jego zbrodnie, tak, jakby był „dobrym wujkiem” a dopiero Gruzin zaprowadził terror, co jest nieprawdą), a to przez Mao, a to przez Fidela. Sądzą, że prawdziwy socjalizm miał być zaprzeczeniem państwa totalitarnego, że miał być systemem anarchii w której ludzie żyją w doskonałych kolektywach w zgodzie współpracując wolni od czyjegokolwiek ucisku. Nie rozumieją, że doktryna socjalistyczna chcąc znieść własność prywatną skazuje się na niepowodzenie. Własność prywatna jest bowiem zakorzeniona w naturze ludzkiej, jest nierozerwalnym elementem człowieczeństwa, warunkiem dobrobytu i wolności, czynnikiem niezbędnym dla rozwoju społecznego i gospodarczego. Ludzie nie omamieni szaleństwem doktryny Marksa i jego pochodnym, czuja instynktownie, że włąsności prywatna jest niezbędna i nie chcą się z nią rozstawać. naiwni socjaliści wierzą natomiast, że można nakłonić innych dobrowolnie do zrzeczenia się własności i życia na sposób zwierząt. Nie rozumieją, że większość będzie stawiała opór przed konfiskatą ich ciężko wypracowanego mienia, nawet militarny. Aby ich złamać, socjaliści muszą stworzyć silny aparat terroru i państwo nadzorujące ten aparat, a w zasadzie z nim tożsame. W ten sposób marzenie socjalistów zawiera wewnętrzna sprzeczność: pragnienie wolności od przymusu i przymus wobec prywatnych właścicieli jednocześnie. Ta niedająca się pogodzić para sprzecznych celów musi skończyć się odrzuceniem jednego z nich — jak uczy nas historia, rzeczywiści (a nie wyidealizowani przez lewicowych intelektualistów ludzie-anioły) socjaliści wybierali zawsze terror wobec „kułaków”, „burżujów” czy „wrogów ludu” i krwawy, oparty na głodzie, wywłaszczaniach, cenzurze, inwigilacji, aresztowaniach i egzekucjach socjalizm państwowy.

Sposób drugi

Ponieważ teoria nie sprawdziła się w swojej możliwie najczystszej postaci w Związku Radzieckim ani nawet w Kambodży, toteż socjaliści przyjęli nową strategię. Powstała koncepcja tzw. trzeciej drogi, która łączyć miała socjalizm z kapitalizmem, godzić to, co niemożliwe do pogodzenia i tym samym uszczęśliwić wszystkich ludzi — zarówno żądnych zysku kapitalistów, jak i wrażliwych społecznie intelektualistów. Ten system rzeczywistość także rozliczyła bardzo surowo i okazało się, że trzecia droga to nic innego, jak równia pochyła prowadząca wprost do socjalizmu. Jak pisze Ludwig von Mises:

“Idea, że istnieje trzecia droga – między socjalizmem a kapitalizmem, jak mówią jej zwolennicy – system równie daleki od socjalizmu, jak od kapitalizmu, ale posiadający korzyści i pozbawiony wad każdego z nich – jest czystym nonsensem.”

Tenże nonsens wynika stąd, że każda interwencja państwa wywołuje szereg niezamierzonych ale i nieuniknionych skutków społeczno-ekonomicznych, które pogarszają sytuację w nowy, nieoczekiwany przez rządzących biurokratów sposób. Wówczas biurokraci muszą dokonać kolejnej interwencji, która ma skorygować ich pierwszą pomyłkę i znowu powodują następne niepożądane skutki jeszcze gdzieś indziej. Seria następujących po sobie interwencji narastających lawinowo prowadzi do stopniowej likwidacji wolności gospodarczej i politycznej i w efekcie do gospodarki centralnie planowanej, skrajnie nieefektywnej. Znakomicie widać to obecnie, gdy eurokraci z Brukseli czynią niemożliwe wręcz wysiłki, aby ocalić wspólną, europejską walutę przed upadkiem, a tymczasem na upadek skazana była już w momencie powstania. Eurokraci tworzą więc kolejne regulacje, uchwalają gigantyczne transfery pieniężne, powołują nowe instrumenty kontrolne nad europejskim systemem bankowym, ale w efekcie albo doprowadzą do całkowitego upaństwowienia systemu finansowego i likwidacji wolności gospodarczej w Europie, albo będą musieli pogodzić się z klęską swojej szalonej polityki. Trzecia droga zawiodła, choć nie wszyscy jeszcze to dostrzegli.

Sposób trzeci

Niektórzy są skrajnie uparci, albo skrajnie naiwni i być może nic ich nie uleczy, chyba, że sami przekonają się boleśnie na własnej skórze, czym kończy się utopijna wiara w czerwone wróżki marksistowskiej religii. Do tej grupy zaliczyć należy wszelkich „Oburzonych”, którzy domagają się szybkiej likwidacji wolnego rynku i „złego kapitalizmu”, który „nie działa” — co z tego, że wolnemu rynkowi nikt nie pozwolił działaś od jakichś 100 lat, no chyba, że w Singapurze i Hong Kongu, oraz obecnie w północnej Somalii. Oburzeni wierzą, że rządowi pół-bogowie interwencjoniści zdołają w magiczny sposób poskromić podłych kapitalistów wysysających życie z 99% ludzkości i zaprowadzić społeczną równość i dobrobyt. Oczywiście są całkowicie ślepi na to, że to rządowi złodzieje są najlepszymi przyjaciółmi wielkich banków, korporacji i firm zbrojeniowych i wspólnie z nimi stworzyli współczesny kapitalizm państwowy, czyli system, w którym państwo decyduje, kto ma być bogaty w zamian za pomoc tych bogaczy w finansowaniu wojen, kampanii politycznych i kontroli społeczeństwa.

Graffiti w Nowym Jorku ukazujące masonerię rządzącą światem. Źródło: portal Adbusters.

Graffiti w Nowym Jorku ukazujące masonerię rządzącą światem. Źródło: portal Adbusters


I nie widzą oczywiście, że państwo kocha swoich bogaczy, kocha korporacje i wielki przemysł a ludźmi gardzi, gdyż ludzie to dla państwa tylko ścierwo, mięso armatnie i bydło do wydojenia. Mimo to, ten‚ ‚wspaniały rząd’ ma ich obronić przed banksterami…

Sposób czwarty

Wreszcie, znajdą się i tacy krypto-socjaliści, którzy zamiast otwartej nienawiści i agresji preferują tworzenie nowej utopii, która może być nazywana różnie: kredytem społecznym, „nową ekonomią”, czy też „Projekt Venus”. Dziś zajmę się tymi ostatnimi pomyleńcami, którzy postanowili pogrzebać całą wiedzę, jaką cywilizowani ludzie zebrali o prawach ekonomii i zastąpić ją paroma pięknie brzmiącymi hasłami oraz wiarą, że wszystko, co nie jest kapitalizmem jest zbawieniem dla świata. Ruch Zeitgeist, obecny także w Polsce propaguje taką właśnie utopię, a bazę ideowa czerpie z serii filmów wyreżyserowanych przez Petera Josepha pod tytułem Zeitgeist, zwłaszcza z jego drugiej części pt. Zeitgeist: Addendum. Fundamentem myśli zawartych w tym filmie jest ostra krytyka zastanego stanu rzeczy – choć z atakiem na system bankowości centralnej, pieniądza kreowanego ex nihilo jako długu narodowego, oraz korporacjami współpracującymi z rządami każdy libertarianin zgodzi się z łatwością, to tutaj moja aprobata dla treści tego filmu się kończy. Ideowym guru tego filmu jest niejaki Jacques Fresco, pomysłodawca tzw. Projektu Venus, który, jako domorosły naukowiec i myśliciel społeczny jest zagorzałym wrogiem rządu, ale również kapitalizmu i wolnego rynku. U podstaw takiego stosunku do leissez faire leży odrzucenie podstawowych praw ekonomii, co prowadzi Pana Fresco do dość szalonych wniosków.

1. Całemu złu świata winne są pieniądze

To bardzo popularny pogląd wśród wrogów wolnego rynku i kapitalizmu. Pieniądz to w końcu „krew” w obiegu gospodarczym, pośrednik wymiany, narzędzie kalkulacji ekonomicznej, której wszelcy lewicowcy szczerze nienawidzą. Kalkulację ekonomiczną wola zastąpić jakimś mglistym pojęciem równości, która sprowadza się najczęściej do rozdania każdemu „niezbędnego minimum”. To, czym jest „niezbędne minimum” dla poszczególnych osób, lewicowcy zwykle się nie zajmują, gdyż wierzą, że sam równy podział uszczęśliwi ludzi wystarczająco, aby nie narzekali na to, że choć wszyscy maja po równo, to wszyscy głodują. Jacques Fresco twierdzi, że pieniądz jest oczywiście odpowiedzialny za nierówny podział bogactwa i uznaje, że pieniądze to przeżytek, niepotrzebny ciężar dla gospodarki, narzędzie ucisku wąskiej elity nad całą niemal ludzkością. Ma rację tylko do momentu, kiedy jego ataki wymierzone są w monopol na produkcję pieniądza, w bankowość centralna i pieniądz papierowy. Jednak Fresco idzie dalej i po prostu neguje konieczność istnienia pieniędzy w ogóle — „Nie najesz się pieniędzmi”, to jeden z jego argumentów przeciwko ich istnieniu. Co więcej, pieniądze są nawet winne przestępczości w ogóle, gdyż, jak uważa nasz samozwańczy reformator cywilizacji „Bez pieniędzy większość przestępstw nie byłaby popełniana”. No tak, bo przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, aby ukraść samochód, albo chleb, kraść, oszukiwać, wymuszać, rabować można tylko pieniądze? Jego zdaniem pieniądze ograniczają rozwój społeczny.

„Prawdziwy problem nie brzmi: ‚ile będzie kosztował projekt?’ – prawdziwe pytanie brzmi: ‚czy mamy wystarczające zasoby?’”[1]

Na to pytanie niestety autor Projektu Venus udziela też nieprawidłowych odpowiedzi, gdyż nie rozumie podstawowego prawa ekonomicznego…

2. Rzadkość zasobów

Jacques Fresko odrzuca rzadkość zasobów – twierdzi wręcz, że dzisiaj jesteśmy na świecie zapewnić dobrobyt każdemu mieszkańcowi planety tylko i wyłącznie za pomocą zbawiennej technologii i pod warunkiem, że pozbędziemy się systemu monetarnego:

„Nasz współczesny system polityczny i ekonomiczny jest niezdolny do wykorzystania prawdziwych korzyści wynikających z technologii i wytworzenia wysokiego dobrobytu dla wszystkich ludzi, oraz do pokonania nierówności dotyczącej tak wielu ludzi.”[2]

System monetarny jest dla niego niekompatybilny z gospodarką i zasobami naturalnymi planety:

„System monetarny został stworzony przed laty jako narzędzie służące kontroli ludzkiego zachowania w środowisku z ograniczonymi zasobami. Obecnie jest używany do regulowania ekonomii nie dla korzyści całej populacji, ale tych, którzy kontrolują finansowe bogactwo narodów.”[3]

To zdanie jest niezwykle sprytnie skonstruowane — zawiera bowiem stwierdzenie faktu, który jest bezsprzecznie prawdziwy i łączy go z tezą, która jest całkiem fałszywa. Można się zgodzić, że obecny system monetarny z monopolem rządowych banków centralnych współpracujących z potężnymi bankami prywatnymi nie służy rozwojowi gospodarczemu cywilizacji ludzkiej, ale bogaceniu się wąskiej elity kosztem reszty społeczeństwa. Jednak nie jest prawdą, że obecnie dysponujemy nieskończonymi zasobami – wręcz przeciwnie, choć zasoby naturalne naszej planety są nadal bardzo wielkie, a nowe technologie pozwalają eksploatować nowe źródła surowców i źródła energii, to jednak musimy pogodzić się z nieubłaganymi prawami fizyki, wedle których entropia powoduje, że ilość energii na naszej planecie zmniejsza się, podobnie ilość nieprzetworzonych surowców naturalnych. Gdyby zasoby te były nieskończone, jak sugeruje Jacques Fresco, to nie posiadałyby ceny, przestałyby być dobrami ekonomicznymi. Taka sytuacja miałaby miejsce jedynie w świecie przypominającym mityczny ogród Eden, gdzie wszystkiego jest nieskończenie wiele i nie ma potrzeby decydować, na jakie cele warto przeznaczyć dostępne zasoby, gdyż zasobów wystarczy na wszystkie dostępne cele. W rzeczywistości nie mamy do czynienia z takim światem, jest zgoła odwrotnie:

„Bez względu na rodzaj systemu społecznego, rzadkość w świecie materialnym zawsze pozostaje smutnym faktem ― nie ma tylu zasobów, by wyprodukować wszystkie dobra i usługi, których pragną ludzie. Rzadkość oznacza, że każda decyzja gospodarcza działa na zasadzie coś za coś. Gdy na przykład przeznaczy się więcej rzadkich zasobów na produkcję fiolek aspiryny, to z konieczności pozostanie mniej zasobów na produkcję wszystkich innych rzeczy.”[4]

Natomiast Jacques Fresco twierdzi, że ilość zasobów, jaka obecnie posiadamy wystarczy do zaspokojenia wszystkich potrzeb ludzkości:

„(…)dziś mamy zasoby wystarczające, aby każdy miał mieszkanie, by wybudować szpitale i szkoły na całym świecie, na najlepsze wyposażenie laboratoriów naukowych i badań medycznych.”[5]

Trudno powiedzieć, czy tak jest w istocie, bardzo możliwe, że dokonując czysto matematycznego i abstrakcyjnego zsumowania dostępnego, wolnego kapitału różnych przedsiębiorstw, rządów, osób prywatnych czy organizacji pozarządowych, wystarczyłby on do realizacji takiego śmiałego, globalnego projektu, jak postawienie w każdej wiosce na świecie szkoły, bloku mieszkalnego i szpitala czy przychodni. Jednak takie wyliczenia nie mają najmniejszego sensu, gdyż kapitał nie jest tworem jednorodnym, jakimś idealnym agregatem zgromadzonych dóbr i środków produkcji, który jest dostępny w każdym miejscu i o każdym czasie na zawołanie ambitnego inżyniera społecznego takiego, jak pan Fresco. Kapitał jest rozczłonkowany na tysiące, miliony organizacji, firm, korporacji, osób prywatnych, spółdzielni i organizacji rządowych, które dysponują swoją[6] własnością w sposób, jaki uważają za optymalny dla siebie. Nic nie uprawnia Jacquesa Fresco do konfiskaty prywatnego kapitału na poczet jakiegoś ogólnoświatowego budżetu i przeznaczenie go na realizacje jego utopijnych pomysłów. Niezależnie od tego, jak cudowne mu się one nie wydają, nie czyni go to moralnie uprawnionym do gwałcenia praw własności. Już w tym punkcie jego plany stają się mrzonką naiwnego idealisty. Idealista nie rozumie też roli rzadkości dóbr względem działań przedsiębiorczych, gdyż stwierdza, że „mechanizm rzadkości jest wrogiem zysku”. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie — tylko dlatego, że dobro jest rzadkie, a przez to pożądane przez ludzi sprawia, że ludzie są gotowi płacić za to dobro, co pozwala uzyskać przedsiębiorcy zysk — o ile koszt wyprodukowania tego dobra jest niższy od ceny, jaką zgodzą się zapłacić konsumenci. Gdyby rzadkość nie istniała, zyski przedsiębiorców zmniejszyłyby się, choć nie spadłyby do zera. Większość ludzie nadal byłaby najprawdopodobniej gotowa zapłacić przedsiębiorcy za sam trud wydobycia i przetworzenia zasobów, ich transportu i dystrybucję. Rzadkość zasobów sprzyja zyskowi, nie odwrotnie. Jacques Fresco jest dodatkowo niekonsekwentny w swojej teorii. Raz stwierdza, że to system monetarny „produkuje niedostatek”, by potem przyznać, że pieniądze są jedynie „odwzorowaniem” niedostatku zasobów[7]. Gdyby system monetarny „produkował” niedostatek, to mając sto krów w systemie pieniężnym wyprodukowałbym z tych krów mniej mleka, mięsa czy rogu, niż w systemie pozbawionym pieniędzy. Jest to oczywiście absolutnym nonsensem i wierzyć w to może jedynie osoba pozbawiona wszelkiego rozumu. Pieniądze mogą jedynie sprawić, że nie każdy produkty hodowli krów otrzyma, gdyż będzie musiał za nie zapłacić, a może pieniędzy nie posiadać, lub nie posiadać ich w wystarczającej ilości. Jednak w żaden sposób istnienie pieniędzy samo w sobie nie może zmniejszyć wydajności gospodarki. Ponieważ nie posądzam Jacquesa Fresco o brak umiejętności logicznego rozumowania, to oznacza, że jego słowa są świadomą manipulacją.

2. Zysk przedsiębiorczy i mechanizm cen

Oczywiście Jacques Fresco jest nieustępliwym krytykiem zysku oraz systemu cen. Żądza zysku jest według niego szkodliwa, gdyż:

„Przemysł nie dba o ludzi (…) nie dba o etykę (…) Przedkłada zysk nad dobro społeczne.”[8]

Autor projektu Venus nie rozumie, że to właśnie system cen informuje działających ludzi o tym, jak wiele zasobów jest dostępnych do wykorzystania i jakie ich wykorzystanie jest uważane za najbardziej korzystne przez społeczeństwo. Mała ilość zasobów powoduje wzrost ich ceny na rynku, zaś te ich sposoby wykorzystania, które są przez społeczeństwo uważane za korzystne, przynoszą wyższy zysk przedsiębiorcy. Tak więc gdy „podły kapitalista” widzi, że cena skórzanych butów jest relatywnie wysoka, mówi mu to, że zapotrzebowanie na skórzane buty jest w społeczeństwie relatywnie spore, dlatego ludzie są skłonni za nie zapłacić więcej, niż za jakieś inne dobro, które też mógłby wytworzyć ze skóry. Mechanizm zysku przedsiębiorczego pełni więc ważną funkcję społeczną, gdyż sprawia, że cenne, rzadkie zasoby są kierowane tam, gdzie oczekują tego konsumenci. Ci przedsiębiorcy, którzy przeznaczą swoje zasoby na dobra, których konsumenci nie potrzebują, poniosą stratę a nawet mogą zbankrutować, dzięki czemu marnujący zasoby zostaną wyeliminowani na korzyść tych, którzy prawidłowo je alokują. W systemie pozbawionym mechanizmu cen, na przykład w komunistycznej gospodarce centralnie planowanej, racjonalne decydowanie o tym, jak wykorzystać zasoby jest niemożliwe, gdyż planista nie ma żadnej informacji o tym, jakie cele są przez społeczeństwo cenione, a jakie nie. Nie posiadając mechanizmu cen, nie wie, czy sto tysięcy ton stali należy przeznaczyć na krzesła dla szkół, czy na tory kolejowe do fabryk, czy może na czasze radioteleskopów do badania kosmosu, czy na jakiekolwiek inne, z milionów możliwych dla tej stali zastosowań. Jak pisał Ludwig von Mises:

“Paradoks „planowania” polega na tym, że jest ono niemożliwe z powodu braku kalkulacji ekonomicznej. To, co nazywa się gospodarką planową, nie jest w ogóle gospodarką, lecz błądzeniem po omacku.”[9]

System komunistyczny taki, jak w ZSRR może funkcjonować tylko posługując się wyceną dóbr i środków produkcji skopiowaną od kapitalistów. Tymczasem Jacques Fresco chce likwidacji systemu cen, co jednocześnie z konfiskatą wszelkiego, istniejącego na naszej planecie kapitału, może doprowadzić do gigantycznego marnotrawstwa zasobów, przy którym nieefektywność systemu gospodarczego Rosji Sowieckiej to drobnostka.

3. Postęp techniczny

Projekt Venus opiera się przede wszystkim na nowoczesnych, ekologicznych i ultra-wydajnych technologiach i rozwiązaniach inżynieryjnych i koncepcyjnych. Jacques Fresco jest zdania, że to nie politycy tworzą nasz dobrobyt, lecz wynalazcy i ich wynalazki. W tym jednym się z nim zgodzę, gdyż jak wiemy, jedyne, co robią politycy, to pasożytowanie kosztem produktywnego społeczeństwa. Jednak zdumiewająca jest niekonsekwencja w stosunku Pana Fresco wobec postępu technologicznego. Swoje własne idee rozwoju techniki i modele społeczeństwa zrobotyzowanego, opartego na wynalazczości i ekologicznych formach działalności gospodarczej postrzega jako wspaniałe. Jednak jego opinia o dotychczasowym postępie technicznym stoi w sprzeczności z tą oficjalną linią ideologiczną. W „Zeitgeist: Addendum” dokonuje bezpardonowego ataku na postęp technologiczny oskarżając go o pozbawianie robotników miejsc pracy. Tym samym ośmiesza się powtarzając hasła, które już 150 lat temu wyśmiewał Frederic Bastiat:

„Niech będą przeklęte maszyny! Z każdym rokiem ich wzrastająca moc przywodzi do nędzy miliony robotników. Pozbawia ich pracy, z pracą zapłaty, z zapłatą chleba. Niech będą przeklęte!”[10]

Bastiat bezbłędnie wyjaśniam nam, że postęp techniczny może jedynie polepszyć dobrobyt, gdyż czyni produkcję dóbr tańszą i efektywniejszą, oraz uwalnia robotników od mało efektywnych czynności, dzięki czemu mogą oni zająć się czymś innym i zaspokoić nowe, niezaspokojone dotąd potrzeby konsumentów:

„(…)nowe maszyny uwalniając pewną ilość siły roboczej, jednocześnie i nieuchronnie uwalniają również dotychczasowe jej wynagrodzenie. Te środki i uwolnione zasoby pracy współpracują w produkcji rzeczy nowych, których wytworzenie uprzednio było niemożliwe. Otrzymujemy zatem w efekcie więcej korzyści przy tej samej włożonej pracy.”[11]

Mimo, że obecnie w skutek uprzemysłowienia i automatyzacji produkcji praca ludzka została wyparta z tysięcy procesów produkcyjnych, gdzie zastąpiły ją przeróżne roboty i maszyny, dzięki nowym zawodom, głównie w dziedzinie usług, nie mamy wcale do czynienia z masowym bezrobociem. Choć na przełomie XIX i XX wieku większość ludzi pracowała w rolnictwie, a dziś jest to w zachodnich krajach zaledwie kilka procent społeczeństwa, ludzie ci nie umarli z głodu jako niepotrzebne wyrzutki — postęp technologiczny pozwolił nie tylko zachować produkcję rolniczą i nawet zwiększyć jej wydajność, ale umożliwił wytwarzanie zupełnie nowych dóbr: choćby telewizorów, samochodów, komputerów czy telefonów komórkowych, oraz masy pożytecznych i cenionych przez społeczeństwo usług, które dały zatrudnienie ludziom. Nawet jednak, gdyby tak nie było i oskarżenie Jacquesa Fresco było prawdziwe — postęp techniczny byłby powodem wzrastającej nędzy rzesz – to jego własne koncepcje należałoby ocenić jeszcze surowiej, gdyż jak sam mówi o swojej wizji społeczeństwa:

„W miarę postępującej automatyzacji zapotrzebowanie na pracę będzie systematycznie malało. (…) W gospodarce surowcowej 90% stanowisk zostaje zautomatyzowanych uwalniając ludzi, aby mogli przeżyć swoje życie bez służebności.”[12]

Bardzo ciekawe, że w społeczeństwie kapitalistycznym automatyzacja prowadzi ludzi do nędzy, natomiast w społeczeństwie Projektu Venus, w magiczny sposób automatyzacja ich „uwalnia”. Osobliwy jest też punkt widzenia Jacquesa Fresco na rolę pracy. Ludzie nie pracują, bo są czyimiś „służącymi”, lecz dla swojego własnego dobra — dla zysku, aby zdobyć środki do realizacji swoich potrzeb. I niech mi żaden eko-faszysta nie wyskakuje z hasłem „ludzie to jedyny gatunek, który musi płacić po to, aby przeżyć”, bo idiotyzm tego zdania jest tak porażający, że nawet nie zamierzam zadawać sobie trudu, aby objaśniać czemu jest to absurd. Wracając do kwestii automatyzacji: co prawda Pan Fresco potem sugeruje, że w jego systemie społeczno-ekonomicznym nikt nie będzie musiał pracować, ale to pobłażliwie zaklasyfikuję jako przejęzyczenie. Zaraz potem bowiem autor Projektu Venus wyjaśnia, że w jego cywilizacji opartej na gospodarowaniu surowcami, wszyscy ludzie będą zajmować się kreatywnymi zajęciami – projektowaniem, odkrywaniem, badaniami. Zatem okazuje się jednak, że postęp technologiczny, który zabierze pracę operatorom koparek, kierowcom, hutnikom, budowlańcom i wykonawcom tysięcy innych zawodów nie uczyni tych wszystkich ludzi zbędnymi. Byłoby zatem uczciwe, gdyby Fresco przyznał, że dotychczasowy postęp techniczny też przyniósł ludzkości korzyści a nie same straty.

4. Konkurencja, reklama, „niepotrzebne” zawody

W utopijnym Projekcie Venus nie ma miejsca na bezduszną konkurencję, która nie szanuje praw tych, którzy nie potrafią produkować dóbr wartościowych dla społeczeństwa. Zatem nie to, czy producent oferuje dobra, których konsumenci pożądają ma warunkować, czy może on produkować, lecz jakiś centralny plan stworzony przez Jacquesa Fresco i jego popleczników. Konkurencja jest przecież ślepa na „interes społeczny”, prawda? Nieprawda, aż trudno mi uwierzyć, że ktoś w tym wieku nie widzi roli konkurencji w zaspokajaniu potrzeb społecznych. Podobnie jak mechanizm cen i zysku przedsiębiorczego, konkurencja pomaga wyłaniać tych, którzy najlepiej alokują cenne, skończone zasoby oferując takie dobra, jakie ludzie uznają za warte zakupienia. Zatem jeśli Jacques Fresco zacznie wytwarzać spodnie jeansowe, które będą niewygodne, nietrwałe i niemodne, a Trąbski będzie produkować jeansy wytrzymałe, wygodne i podobające się ludziom, to w najlepszym, społecznym interesie jest, aby to Trąbski przetrwał na rynku, a Fresco zbankrutował i wypadł z gry. Nie ma też nic złego w reklamowaniu swoich wyrobów. Jednak Pan Fresco uważa, że reklama jest zbędna. Cóż, w jego systemie gospodarczym (czy też raczej anty-gospodarczym) pozbawionym konkurencji w którym wszystkie dziedziny są zmonopolizowane przez jednego producenta, rzeczywiście reklama nie ma sensu i byłaby jedynie marnotrawstwem zasobów. Jednak w takim systemie jakość tych monopolistycznych produktów i usług będzie nieustannie spadać a ich koszt produkcji rosnąć. W dodatku bez systemu cen Jacques Fresco nie zorientuje się dostatecznie szybko w sytuacji i jego system — szczęśliwie — skazany będzie na szybką zagładę. Wbrew swojemu wygórowanemu mniemaniu o sobie, nie jest bowiem wszechwiedzący, mimo, że przypisuje sobie prawo do decydowania o tym, jakie zawody są pożyteczne, a jakie nie. Postanowił więc, że takie zawody, jak bankier, makler giełdowy czy marketingowiec są „nieuzasadnione”[13], wobec czego w jego społeczeństwie nie będą one istnieć. A co, jeżeli ja zostanę maklerem giełdowym, otworzę giełdę i ludzie zechcą na niej dobrowolnie kupować i sprzedawać akcje? Co wtedy, Panie Fresco? Będziesz strzelać? Zupełnie nie rozumiem skąd u tego człowieka taka głęboka pogarda dla ludzkości i niewiara w to, że to ludzie powinni decydować, jakie usługi i jakie dobra są im potrzebne? Dlaczego o wszystkim decydować chce on sam?

5. Groza

Wszystkie poprzednie pomysły mesjasza Projektu Venus to w zasadzie niegroźne głupotki, marzenia człowieka o być może dobrym sercu ale niewielkim zrozumieniu dla zasad ekonomii. Przebrzmiewają nieco pychą, nieco zawiścią do kapitalizmu — widocznie to kapitalizm Pan Fresco obwinia o to, że jest jedynie niszowym filozofem i domorosłym reformatorem społeczno-gospodarczym, a nie poważnym ekonomistą czy inżynierem na MIT, albo — kto wie — przodującym biznesmenem, człowiekiem sukcesu? Na koniec pozostawiłem ostrzejsze wypowiedzi tego człowieka, które przebrzmiewają duchem totalitarnym i napawają lekko grozą. Po pierwsze, Pan Fresco odwołuje się do „pracy na rzecz wspólnego dobra wszystkich istot ludzkich” i „unifikacji”, co zalatuje globalnym socjalizmem. Po drugie i chyba ważniejsze, należy wyeksponować tą wypowiedź:

„Elitaryzm będzie usunięty z powierzchni ziemi.”[14]

No tak, hasło znajome, było już kilku takich, którzy chcieli usuwać elitaryzm — czy to burżuazji, czy to kułactwa, czy to „polskich Panów” z Ukrainy, dodajmy, że środki ku temu stosowano różne: od bagnetów po strzał w tył głowy w błotnistym lesie. Pan Fresco oczywiście nie dostrzega, że naturalna konsekwencją realizacji jego utopii będzie wyłonienie się nowej, elitarnej grupy — najmądrzejszych i najkreatywniejszych z kreatywnych, najlepszych wynalazców i „planistów”, którzy są tylko ludźmi. Tak samo jak tylko ludźmi byli zarządcy obwodów w sowieckiej Rosji, kaci NKWD czy słudzy Mao w Chinach. Władza korumpuje, a władza z wielka wiedzą w takim technokratycznym społeczeństwie, korumpuje jeszcze bardziej. Wszystkim fanom Projektu Venus polecam zatrzymać się i zastanowić nad możliwymi konsekwencjami wprowadzenia wizji rzekomo zdecentralizowanych i doskonałych, miast-cudów i społeczeństwa opartego na gospodarce surowcowej.

………………..
[1] — Jacques Fresco, film „ZEITGEIST: Addendum”.
[2] — Strona internetowa Projektu Venus
[3] — Tamże.
[4] — Robert P. Murphy, Społeczna funkcja rachunku zysków i strat, Instytut Misesa.
[5] — Jacques Fresco, film „ZEITGEIST: Addendum”.
[6] — Warto zwrócić uwagę, że organizacje rządowe i organy państwowe nie dysponują „swoim” kapitałem, gdyż wszystko, co posiadają, zdobyły drogą grabieży na obywatelach — podatnikach. Jacques Fresco (podobnie jak owe rządy) nadal jednak nie posiada żadnego tytułu własności uprawniającego go do dysponowania tymi środkami.
[7] — Jacques Fresco, film „Zeitgeist: Addendum”.
[8] — Tamże.
[9] — Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 593.
[10] — Frederic Bastiat, Co widać i czego nie widać, Fijor Publishing, Warszawa, 2005, str. 39.
[11] — Tamże, str. 40.
[12] — Jacques Fresco, film „Zeitgeist: Addendum”.
[13] — Tamże.
[14] — Tamże.

Czytaj dalej: Robert P. Murphy, Na Wenus tez potrzeba austriaków (www.mises.pl)
……………………….
Rafał Trąbski — absolwent Wyższej Szkoły Pedagogiki Społecznej w Warszawie, redaktor w Fundacji Instytut Ludwiga von Misesa, bloger na Blogosferze Polsko Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, autor bloga o libertarianizmie i ekonomii Antistate. Libertarianin klasyfikujący siebie na pograniczu anarchokapitalizmu i agoryzmu, wolnorynkowiec, zwolennik austriackiej szkoły ekonomii. Pisze głównie teksty poddające krytyce wszelkie przejawy interwencjonizmu państwowego w gospodarce oraz opresji państwa nad obywatelem.
……………….
Więcej: Antistate|Mises.pl
04.09.2014
……………….
Artykuł ten został przedrukowany za zgodą Rafała Trąbskiego — autora strony Antistate

RAFAŁ TRĄBSKI „Ruch Zeitgeist: antyekonomiczna dystopia”
9 votes, 4.38 avg. rating (87% score)

..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter.
[6] Komentarze
  1. Bardzo dobry tekst. Zeitgeist proponuje socjalizm bez pieniędzy tylko nigdy się do tego nie przyzna bo ludziom fatalnie się to słowo kojarzy (socjalizm, komunizm). Chcą żeby wszystko produkowały maszyny ale kto będzie te maszyny serwisował z własnej nieprzymuszonej woli i ogólnie mówiąc odwalał całą czarną robotę? W ich systemie najsłabszym ogniwem jest motywacja czyli jej brak. Fresco mówi o tym bardzo ogólnie lub w ogóle pomija ten wątek. Uważa, że gdy ludzie zobaczą jak im dobrze to sami będą zgłaszali się do pracy. Tylko, że to tylko słowa, hipotezy, przypuszczenia. Ludzie tacy nie są. Mają w naturze rządzę posiadania i inne paskudne wady, no chyba oprócz amazońskich plemion ale ten etap ewolucji mamy już za sobą.

  2. Ciekaw jestem jaki jest stan konta bankowego pana Trąbskiego, skoro z taką pogardą i cynizmem wypowiada się o ludziach bez pieniędzy, bez majątku. I dlaczego ośmiesza ludzi, którym nie podoba się tzw. kapitalizm. Być może przyjdzie czas, że i pan będzie leżał pod śmietnikiem i żebrał o jałomużne i ktoś panu krzyknie za uchem – nie ma darmowych obiadów!

    • O stan mojego konta nie musi się Pan obawiać. Jeśli jednak chciałby Pan upewnić się, że nie wyląduje pod śmietnikiem, chętnie przyjmę jakikolwiek dobrowolny datek z Pana strony. W takim wypadku proszę o kontakt mailowy – dane znajdzie Pan na Antistate. Pozdrawiam.

Co o tym sądzisz?