Choroba, ale taka z dużej litery. Przychodząca nagle, w czasie normalnego dnia, moment od którego wszystko się zmienia. Wychodzisz z budynku, jeżdżą samochody, pies sika pod latarnią, tobie się wali świat a a ten świat który jest naokoło nie krzyczy.
Kolejna, po “Życiu na pełnej petardzie” książka zmarłego niedawno księdza Jana Kaczkowskiego. Zbiór kilkudziesięciu kazań, rekolekcji, nieporadnych wysiłków kaznodziejskich jak sam mówił o nich w przedmowie. Świat widziany w krzywym zwierciadle choroby nowotworowej, która zamiast wykrzywiać, zniekształcać obraz — czyni go klarownym, prostszym, bardziej ludzkim. To właśnie magia przypadku Kaczkowskiego. Nieuleczalnego przypadku człowieczeństwa.

ks Jan Kaczkowski "Grunt pod nogami" -- okładka książki. Data wydania: 17 lutego 2016. Wydawnictwo WAM.

ks Jan Kaczkowski „Grunt pod nogami” — okładka książki. Data wydania: 17 lutego 2016. Wydawnictwo WAM


„Nieco poważniej niż zwykle” głosi podtytuł książki. I rzeczywiście, choroba której doświadczył, w której w sposób zwielokrotniony współuczestniczył opiekując się umierającymi w puckim hospicjum sprawiła, iż jako kapłan ale przede wszystkim człowiek stawia w swoich kazaniach trudne pytania. Sobie, czytelnikom, także Bogu. Czasem mam ochotę wrzeszczeć — Boże gdzie jest Twoja sprawiedliwość? I powoli, rozumując, posiłkując się czymś, czym teoretycznie nie powinien posiłkować się ksiądz — matematyką, logiką ale przede wszystkim zaufaniem do tego w co wierzy — odpowiada na to trudne pytanie. Myśli o rodzącym się dziecku, jego matce, niewyobrażalnym bólu, ale zaraz po tym nadziei która się z tym wiąże. Ciągu zdarzeń nieodłącznie przypisanym człowiekowi. To tylko znacznie uproszczony sens jednego z kazań zawartych w książce. Tu Kaczkowski, znany ze swojego ciętego dowcipu pewnie doradził by, żeby nie spoilerować treści. I zostawić jej odkrywanie czytelnikom. Bardzo licznym — gdyż już ponad milion osób zakupiło jego książki.
Jak zauważa Kaczkowski, podobnie twierdzi wielu współczesnych psychologów – choroba jest nieodłączną, naturalną częścią życia. Tak jak jego nieodłączną częścią są narodziny i umieranie. W erze kultu młodości i „bycia fit” odruchowo odsuwamy tego typu myślenie. Staramy się żyć zdrowo, stosować profilaktykę, jednak mimo tych zabiegów nie odsuniemy w nieskończoność ani choroby, ani tym bardziej śmierci. Lepiej więc zawczasu próbować oswoić w nas te nieuchronności. Omamić chorobę — jak sam mówił ks. Kaczkowski — zaśmiać to.
Jego droga do kapłaństwa nie była oczywista. Rodzice, jak eufemistycznie wspomina w którymś z wywiadów nie narzucali się Bogu. Przyszedł więc do kościoła z braku wiary i totalnej wolności, choć jak wspominał trzeba być wolnym żeby oddać się w niewolę Boga. Nieszablonowość zachowań, liczne, niewygodne w kontekście istniejących w polskim Kościele podziałów wypowiedzi w rodzaju: z Jurkiem Owsiakiem poszedłbym nawet do piekła czy Kościół nie ma monopolu na dobro zaszufladkowały go jako niepoprawnego liberała. Portal Fronda nazywał go „Ale księdzem… o obniżonej poprzeczce moralnej” a przecież model posługi, który prezentował Kaczkowski był dla Kościoła wymierną szansą, jedną z najlepszych wizytówek. Zawsze blisko cierpiących, choć dotknięty własnym cierpieniem. Przez to czytelny i wiarygodny dla ludzi którym nie wystarczają tylko zapewnienia o posłudze, opiece. Ponieważ trzeba im faktycznie służyć i się nimi opiekować. „Tygodnik Powszechny” określił to czego dokonał Kaczkowski „kapłaństwem pod prąd”. Pod prąd stereotypów, zachowawczego myślenia i zwykłej obłudy, patrząc w przyszłość, bez oglądania się co chwila za siebie.
Był też autor „Gruntu pod nogami” medialnym zwierzęciem nigdy się do mediów nie łasząc jak opisał to Błażej Strzelczyk. Przykładem w jaki sposób jeden ksiądz, mimo swej śmiertelnej choroby potrafił utorować drogę idei i nie zagubić jej w gąszczu nowoczesnych mediów. Co więcej — zaprząc je do ciężkiej pracy, jaką była krucjata oparta na empatii i prostym odczytaniu powinności kapłana — pomocy innym, czynienia wokół siebie maksymalnej ilości dobra. Własnej śmierci nie da się schrzanić — mówił Kaczkowski w jednym z ostatnich wywiadów. Nie schrzanił. Śmierć, którą zawsze chciał zaśmiać i wykpić — w końcu oszukał, pozostawiając książki, wywiady, kazania – kilka celnych recept jak można sobie z nią radzić. Co jednak najważniejsze — pozostał też i pozostanie w pamięci wielu ludzi.

Grunt pod nogami ks. Jan Kaczkowski, wyd. WAM 2016
………………………………………
Szymon Kantorski (1969) — mieszka w Poznaniu. Poeta, współzałożyciel pisma „Już Jest Jutro”. Autor tomików „Solo” — Biblioteka „Nowego Nurtu” oraz „Duety” — WBPiCAK. Wiersze publikował w kilku antologiach, m.in. „Macie swoich poetów”, „ Antologia nowej poezji polskiej. 1990- 1999”, „Parnas bis”, „ Contemporary Writers of Poland 2000 – 2014”, „Przewodnik po zaminowanym terenie” oraz pismach, m.in. Czasie Kultury, Fa-Arcie, Gazecie Wyborczej, helikopterze, Już Jest Jutro, Kresach, Lampie, Magazynie Literackim, Nowym Nurcie, Odrze, Red. Współpracuje z pismem „TarNowa Kultura” i portalem eprawda.pl. Miłośnik jazzu, niekiedy dziennikarz, zdawkowo krytyk. Czasami lubi wyjść do sklepu po papierosy i wrócić po paru latach.
…………….
Więcej: Portfolio
Foto: Wydawnictwo WAM 2016
01.05.2016

SZYMON KANTORSKI o książce Grunt pod nogami
4 votes, 5.00 avg. rating (98% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie — subskrybuj nasz newsletter.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.