Dawni kochankowie? Być może. Mężczyzna, powiedźmy Ben, kobieta o imieniu Nora. Ich zwariowana sąsiadka panna Marsalles w swoim malutkim salonie. A może mylicie Mary McQuade z inną Mary, sąsiadką tej starej dziwaczki Fullerton? Są w różnym wieku, czasem noszą te same imiona lecz nigdy się nie spotkały. Dziewczynki, dziewczyny, dojrzałe kobiety z opowiadań Alice Munro — każda z nich ma swoją małą, wielką historię.
Wydany w 1968 roku zbiór kanadyjskiej pisarki był jej literackim debiutem. Krytyka, ale przede wszystkim czytelnicy od razu zwrócili uwagę na świetny warsztat i spójność tomu, oszczędny lecz po mistrzowsku opisujący język. W miarę ukazywania się kolejnych książek okrzyknięta przez prasę najwspanialszą autorką opowiadań wśród żyjących pisarzy anglosaskich, doczekała się Alice Munro literackiej nagrody Nobla w 2013 roku.

Taniec szczęśliwych cieni, Alice Munro, Wydawnictwo Literackie 2013 -- okładka książi.

„Taniec szczęśliwych cieni” Alice Munro. Wydawnictwo Literackie 2013 — okładka książki.


“Taniec szczęśliwych cieni” w doskonałym tłumaczeniu Agnieszki Kuc ukazuje kobiety mieszkające na kanadyjskiej prowincji, w scenerii sennego miasteczka Jubilee lub farm rozrzuconych pośród wypalonych słońcem pól. Są lata pięćdziesiąte, choć nieraz przypominają trzydzieste, epokę wielkiego kryzysu. Poszczególne losy bohaterek przypominają drobne kartki, skrawki przypadkowo wyciągane z wirującego bębna maszyny do losowania, przez ułamek chwili dostrzegamy je, lecz zaraz wracają by zniknąć w anonimowym tłumie. Tu dorasta się szybko i nieubłaganie, jak rodzeństwo z opowiadania „Chłopcy i dziewczynki. Czasem kocha i tańczy jak Nora, odczuwając jednocześnie ból i rozkosz, których nikomu nie można pokazać. Walczy z całym światem jak Mary w obronie starej Fullerton, choć jej koślawy dom tak bardzo nie przypomina jasnego, zastawionego nowymi meblami katalogowego ideału. A w końcu zapomina o wszystkim, jak to czyni panna Marsalles, nawet o tym iż rozkład i starość nieubłaganie wdzierają się przez drzwi i okna do porastającego kurzem salonu.
Kobiety w opowiadaniach Munro są nurtem wyswobodzonym z rzeki, lśniącym, osobnym. Choć od dzieciństwa poddawane rutuałom dorosłych w ich codziennych zajęciach — tych brutalnych, męskich, jak zabijanie lisów i koni czy przerażająco nudnych, niekończących się zajęciach kobiet, stojących przy letnich kuchniach. Przed którymi obronić może tylko ukrycie w małych, dziecięcych łożkach, tratwach na morzu chaosu, gdzie śni się i marzy o innym życiu.
Los kobiet w opowiadaniach Munro nigdy nie bywa pewny. Ich domy są niszczone przez buldożery, by w tym miejscu postawić nowe osiedla, obce i zbyt drogie by tam żyć. Zamieszkałe przez nowoczesną, „homogenizowaną” społeczność — spoglądającą na siebie z zachwytem jak ludzie gdy się upiją. Budzącą w końcu niejasne, choć silne uczucie odrazy, jak u bohaterki opowiadania „Piękne domy”.
Kobiety u Munro są z krwii i kości. Pachną. Czasem subtelnym zapachem perfum, niekiedy ukradkiem wypitą szklanką alkoholu, lub podczas upału w zagięciach kolorowej bluzki. Pocą się gdy tańczą, cześciej jednak ciężko pracując, spod czepków zakładanych rano na cały długi dzień. Niestała jest tu praca, którą łatwo stracić, niestali są mężczyźni. To o nich mówi stara Fullerton — czasami wydaje mi się, że gdy mężczyzna odchodzi, to może być równie uzasadniona decyzja, jak ta, że zostaje. Bywają (gdy już są) zupełnie obcy, nieświadomie brutalni, w miejscach o których nie wiedzą ich żony i córki. Choć wiedzą kochanki. Lecz zdarzają się inni, z którymi warto pić w upale czystą whisky. I tańczyć, zaciskając na piersiach mokrą od potu i podniecenia bluzkę.
W opowiadaniach Munro prawdziwe życie to mgnienie jednej chwili — coś nieznanego, czego nigdy do końca nie pojmiemy, głębie których nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.
Historie kanadyjskiej pisarki przypominają kolorowy patchwork. Pozornie inne, układają się w barwną całość a każdy kolor, każda kolejna faktura i ścieg są tu po coś. Dopełniają się. Bowiem jak to czyniła panna Marsalles. gdy jej realny świat zestarzał się i skurczył — ocaliła dla siebie pamięć kilku przeżytych chwil, cudu który się wydarzył, radosnych taktów muzyki, paru obrotów w tańcu, bez których życie byłoby tylko beznamiętnym, leniwie obracającym się w takt upału wiatrakiem.

Taniec szczęśliwych cieni, Alice Munro, Wydawnictwo Literackie 2013
………………………………………
Szymon Kantorski (1969) — mieszka w Poznaniu. Poeta, współzałożyciel pisma „Już Jest Jutro”. Autor tomików „Solo” — Biblioteka „Nowego Nurtu” oraz „Duety” — WBPiCAK. Wiersze publikował w kilku antologiach, m.in. „Macie swoich poetów”, „ Antologia nowej poezji polskiej. 1990- 1999”, „Parnas bis”, „ Contemporary Writers of Poland 2000 – 2014”, „Przewodnik po zaminowanym terenie” oraz pismach, m.in. Czasie Kultury, Fa-Arcie, Gazecie Wyborczej, helikopterze, Już Jest Jutro, Kresach, Lampie, Magazynie Literackim, Nowym Nurcie, Odrze, Red. Współpracuje z pismem „TarNowa Kultura” i portalem eprawda.pl. Miłośnik jazzu, niekiedy dziennikarz, zdawkowo krytyk. Czasami lubi wyjść do sklepu po papierosy i wrócić po paru latach.
…………….
Więcej: Portfolio
Foto: Wydawnictwo Literackie
06.03.2016

SZYMON KANTORSKI doskonale o książce „Taniec szczęśliwych cieni”
4 votes, 4.75 avg. rating (94% score)
..........................................................
EPRAWDA nie publikuje regularnie. Subskrybuj newsletter. Znajdź nas na FB.

Co o tym sądzisz?