Przyszłość naszej cywilizacji. Rozwój technologiczny. Czekanie na wielki przełom w nauce. Loty w kosmos i kolonizacja Marsa. Czy nad światem ktoś jeszcze panuje? Po pięciu latach wracamy do rozmowy z czołowym polskim blogerem popularnonaukowym. Adam Adamczyk — pasjonat badań kosmosu. Popularyzator nauki i wydawca poczytnego blogu Kwantowo.
[Miasta przyszłości. Foto i źródło: materiały prasowe]

Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
Adam Adamczyk wywiad
previous arrow
next arrow
Slider

Portal Eprawda: nasza poprzednia rozmowa miała miejsce 5 lat temu. Czy w tym czasie w nauce lub technologii wydarzyło się — według Ciebie — coś ważnego, coś przełomowego?

To tylko pozornie proste pytanie… Bo czym jest przełom? Rozpatrzmy przykład: w miesiąc po naszej ostatniej rozmowie, pod koniec lata 2015 roku, badacze obsługujący kompleksy LIGO poinformowali o pierwszym zarejestrowaniu fali grawitacyjnej. Bez wątpienia było to jedno z najważniejszych wydarzeń od lat, stanowiące kolejny triumf ogólnej teorii względności, jak również otwiera drzwi do nowych możliwości badań wszechświata.
Pojawia się jednak wątpliwość. Inżynierowie dokonali niebywałej rzeczy konstruując interferometry potrafiące wychwycić zaburzenia o wielkości nieprzekraczającej wielkości pojedynczego protonu. To budzi szacunek. Jednocześnie jednak musimy pamiętać, że cały ten wielki wysiłek poczyniono wyłącznie po to, aby zweryfikować teorię opracowaną… grubo ponad pół wieku temu! Każdy sam musi zadecydować co rozumie przez „przełom”. Dla mnie przełom naukowy, w pełnym tego słowa znaczeniu, powinien w jakiś sposób naruszać status quo, burzyć jakiś paradygmat. Dać nam zupełnie nową wiedzę.

Nie odnosisz wrażenia, że nie tylko nauka, ale cała cywilizacja „zwolniła”? Na ulicach nie ma pojazdów autonomicznych, robotów ani tym bardziej androidów. Scenarzyści filmów SF muszą czuć się zakłopotani.

Rozwój technologiczny pozostaje nierozłącznie związany z nauką, która niejako wyznacza granice dla jego rozwoju. Bez abstrakcyjnych badań podstawowych inżynierowie nie mogą wyjść poza pewien schemat. Bez mechaniki kwantowej nie mielibyśmy współczesnej elektroniki, a bez teorii względności — nawigacji satelitarnej. Podkreślam to z pełną premedytacją, ponieważ wiem jak często ludzie mają tendencję do lekceważenia teorii. Co rusz pojawiają się pytania o korzyści płynące z pracy Wielkiego Zderzacza Hadronów, poszukiwań zunifikowanej teorii pola i tak dalej. Tak, jakby były to kosztowne fanaberie garstki oderwanych od rzeczywistości jajogłowych. Tak jednak nie jest.

Adam Adamczyk wywiad

Na zdjęciu: prototyp luksusowego, całkowicie autonomicznego samochodu. Foto: materiały prasowe


Jeśli spojrzymy na stan techniki i technologii — uwzględniając aktualny stan wiedzy — wydaje się, że nie jest tak źle. W obrębie dostępnych możliwości całkiem dobrze wykorzystujemy swój potencjał. Spójrz na swój smartfon. Gwarantuję, że gdybyś przeniósł się w czasie do połowy XX wieku i pokazał zwykły najtańszy model telefonu czy tabletu, każdemu opadłaby szczęka. Swoją drogą, kiedy włączysz ekranizację Odysei Kosmicznej, zobaczysz tam komputery z ekranami dotykowymi, choć chyba nie tak zminiaturyzowane jak te współczesne. Tak więc, poniekąd, wizje klasyków SF powoli się spełniają. :)

Ludzkość ciągle kopie w ziemi dziury i spala lub przetwarza to, co tam znajdzie. Musimy podbijać kosmos, a nie kopać w ziemi by wydobywać ropę. Potrzebujemy czystej i odnawialnej energii. Niewyczerpanej. Nie mam wiedzy na temat rozwoju nauk teoretycznych, ale mam wrażenie, że oprócz medycyny, IT, postępu brak. Do tego zalewa nas plastik, który z dużego ułatwienia stał się przekleństwem.

I to jest kolejna sfera, która cierpi z uwagi na ograniczenia teoretyczne! Zauważ, że wciąż kręcimy się w obrębie metod liczących sobie całe dekady. Rzecz jasna, stale je dopracowujemy. Przykładowo Bill Gates finansuje próby znacznie czystszych i bezpieczniejszych reaktorów, jednak baza wciąż pozostaje ta sama. Ja sam po cichu wciąż liczę na energię z syntezy termojądrowej, ale tu dowiemy się czegoś więcej dopiero po starcie tokamaka ITER. Niestety data otwarcia wciąż się oddala.

Na czym może polegać przyszły przełom w nauce? Czy nowy paradygmat dostarczy nam AI — maszyna?

W każdej dziedzinie przełom będzie miał inny kształt, ale zawsze powinien dotyczyć samych fundamentów. A to oznacza, że jakiś eksperyment lub jakaś obserwacja musi wykazać wyraźną wyrwę w dotychczasowej teorii i zmobilizować uczonych do ostrej rewizji. Niestety w bliskich mi dziedzinach, jak na złość, kolejne doświadczenia raczej utwierdzają obecne schematy. A szkoda! Pomyślmy, jak byłoby ciekawie, gdyby obraz czarnej dziury wykonany przez EHT zawierał coś nietypowego, przeczącego ogólnej torii względności. Albo, gdyby w LHC nie złapano bozonu Higgsa, bądź ten rozpadałby się w zupełnie niespodziewany sposób. Mielibyśmy wtedy szansę na nowe rozdanie i krok w stronę faktycznego, wielkiego przełomu. Podobnego do tych z początku ubiegłego stulecia.

Wyobraźmy sobie, że taki przełom następuje. Powstaje nowa technologia. Startupy czekają na sygnał do działania i… cisza. Nie dzieje się nic, bo geniusz astrofizyki po publikacji w The Science, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Zastanawiam się czy ludzkość jest gotowa na nowy przełom kopernikański, skoro ma problemy z segregowaniem śmieci.

Co oznaczają niewyjaśnione okoliczności? Jeżeli chodzi o scenariusz z jakimś światowym spiskiem blokującym rozwój nauki, to niestety zaprosiłeś niewłaściwego rozmówcę. Kryminał nie należy do moich ulubionych gatunków literackich.
Oczywiście istnieją czynniki ograniczające rozwój, ale szukałbym ich gdzie indziej. Mieliśmy nie tak dawno dobry przykład, choć pochodzący spoza mojej działki. Chodzi o chińskiego genetyka He Jiankuia, który wykorzystał narzędzie CRISPR/Cas9 do zmodyfikowania genomu dwóch dziewczynek. Co prawda nie jest to rodzaj przełomu, o którym wspomniałem wcześniej, bo sama metoda powstała jakiś czas temu i z naukowego punktu widzenia Chińczyk wiele tu nie zmienił. Doszło jednak do przesilenia na polu etyki i filozofii nauki. He pozwolił sobie na modyfikowanie cech człowieka, co zdaniem wielu ludzi ociera się o zabawę w boga.

Adam Adamczyk wywiad

Na zdjęciu: chiński biofizyk He Jiankui, o którym stało się głośno w 2018 roku, kiedy ogłosił, że jako pierwszy stworzył medycznie modyfikowane noworodki — bliźniaczki o pseudonimach Lulu i Nana. Foto: materiały prasowe


Nie wiem co w tej chwili dzieje się z uczonym, ale zgodnie z przewidywaniami niemal od razu doczekał się miażdżącej krytyki ze strony mediów, kościołów i kolegów po fachu, a władze usunęły go z uczelni i pozbawiły wolności.
Daje nam to pewną wskazówkę dotyczącą społecznych ograniczników postępu. Nawet jeżeli posiądziemy wiedzę jak wydłużyć życie, podkręcić inteligencję lub usprawnić nasze ciała — jej wykorzystanie z całą pewnością spotka się ze sprzeciwem. Być może słusznie — to już każdy musi rozstrzygnąć w zgodzie z własnym sumieniem.
Na całe szczęście trudno mi wyobrazić sobie tak ostre dylematy w ramach odkryć fizycznych. Badania natury wszechrzeczy potrafią czasem wzbudzić pewne emocje, ale najczęściej pozostają one zbyt abstrakcyjne i nie zaprzątają uwagi opinii publicznej.

Trudno mi oceniać wiarygodność wszystkich informacji, ale w Focus TV był dokument o Audi, BMW i innych firmach, które są zmuszane do zamrażania swoich projektów silników wodorowych z powodów politycznych. Na niezależnych forach można również znaleźć informacje o wynalazcy auta na wodę z USA, który zaginął — zniknął bez śladu. To temat na inną rozmowę. Jesteś znany z popularyzowania wiedzy o kosmosie, mówiąc ogólnie, ale chcę skorzystać z Twojej erudycji i zahaczyć o szersze tematy. Na absolutnym topie jest obecnie temat katastrofy klimatycznej, która nas nieuchronnie czeka. Czy wszyscy wkrótce umrzemy?

Niezły materiał na clickbait, ale przestrzegałbym przed formułowaniem tego rodzaju tytułów. Jak źle by nie było i jak nieciekawie malowałaby się przyszłość, ludzie mają tendencję do przekory. Wiele osób na mocne hasła reaguje równie mocnym sprzeciwem, często bez refleksji, z przyzwyczajenia. To pewnie jakaś psychologiczna strategia obronna przed próbami zburzenia znanego nam, bezpiecznego obrazu świata. Ale to tak na marginesie.

Mogę jedynie powtórzyć za fizykami atmosfery: jest źle i pewnie będzie jeszcze gorzej.

Oczywiście nie oznacza to, że czeka nas jakieś masowe wymieranie. Kłopot jest bardziej złożony i będzie dotyczył wielu płaszczyzn: nowych chorób, podnoszenia poziomu wszechoceanu, wzmożenia klęsk żywiołowych, wyniszczenia rolnictwa, kryzysów gospodarczych i w efekcie potężnych wędrówek ludów o skali, jakiej nie znamy. Do tego na pewno dojdą czynniki wtórne, które obecnie nawet nie przychodzą nam do głowy. Czy to oznacza, że „wszyscy umrzemy”? Nie. Ale nowe realia zmuszą ludzi i całe państwa do radykalnych ruchów.

Uda się wybrańcom opuścić bezpiecznie Ziemię, by nasze geny mogły przetrwać?

To zdecydowanie zbyt dalekosiężne pytanie, aby zestawiać je z problemami chwili obecnej. W tym momencie jesteśmy zdani na siebie i swoją jedyną planetę. Nie łudźmy się, że uciekniemy przed własną głupotą. Konsekwencje zmian klimatycznych będą narastać z każdym rokiem i każdą dekadą. Oczywiście należy myśleć o przyszłości, wyprawiać się coraz dalej w Układ Słoneczny, postawić stopę na Marsie, ale to wszystko wymaga czasu, środków i stabilności tu na Ziemi.

Zbliżamy się do momentu przesilenia społecznego? Nastroje chyba się radykalizują, ponieważ zglobalizowany świat coraz bardziej odczuwa skutki niszczenia środowiska naturalnego. Palący przykład to smog i odpady.

Historia to pasmo kryzysów i konfliktów, o czym czasem łatwo zapominamy. Naszemu pokoleniu przyszło zmierzyć się ze skutkami gorliwej eksploatacji planety, a właściwą cenę zapłacą prawdopodobnie nasze wnuki i prawnuki. Pokutuje myślenie oparte o zasadę „jakoś to będzie” albo „jakoś do tej pory nam się udawało, to dlaczego NAGLE miałoby się coś zmienić”. Wynika to z braku wyobraźni i nieogarnięcia skali otaczających nas procesów. Za około trzy lata Ziemia będzie liczyła 8 miliardów mieszkańców, chociaż jeszcze przed II wojną światową liczba ta ledwo przekraczała 2 miliardy. Obecnie więcej ludzi żyje w samych Chinach i Indiach, niż kiedyś na całej planecie! Sam Szanghaj czy Mumbaj mieszczą więcej ludności niż połowa Polski.
I każda z tych osób chce żyć w mieście, mieć dostęp do energii czy posiadać środek transportu. Recykling, nowe elektrownie i sposoby przemieszczania są koniecznością choćby dlatego, by zachować obecny dostatek i w miarę zrównoważony rozwój.

Czy nie masz poczucia, że żyjesz na planecie pełnej nierozwiązywalnych problemów?

Zawsze będziemy zmuszeni borykać się z jakimiś problemami, ale akurat te wydają się możliwe do ujarzmienia. Martwić powinno natomiast tempo zmian. To bardzo dobrze, że na zachodzie coraz więcej osób jest świadomych swojego śladu węglowego, jakości powietrza czy zaśmiecenia oceanów. Musieliśmy jednak do tego dojrzeć (właściwie wciąż dojrzewamy), co trwało i trwać będzie jeszcze dość długo. Założenie, że gdzieś w Afryce czy Indiach społeczeństwa nagle zrezygnują ze wszystkiego, co tanie i wygodne, jest infantylne. Wszyscy mamy swoją piramidę potrzeb i dopiero kiedy je zaspokoimy, zaczynamy myśleć o czymś więcej. Dlatego też trudno mieć tu do kogokolwiek pretensje.
Odpowiadając na samo pytanie: sądzę, że w końcu sobie poradzimy i wyjdziemy na prostą, ale zanim do tego dojdzie, zdążymy porządnie oberwać.

Tutaj dotykasz ciekawej kwestii, którą roboczo nazwijmy „upadkiem luksusu”. Społeczeństwa w Indiach, Afryce i wielu innych krajach MUSZĄ zrezygnować z zaspokajania potrzeb. Ziemia nie wytrzyma żadnej nowej fali konsumpcjonizmu, której symbolem są towary luksusowe — zbytki. Myślałeś kiedyś o tym, jak ma wyglądać efektywny system gospodarczy niedalekiej przyszłości?

A kto nie myślał? Nie oznacza to jednak, że jestem odpowiednią osobą, aby wyręczać ekonomistów. Podzielę się tylko pewnym uniwersalnym spostrzeżeniem. Mianowicie, ludzie mają tendencję do polaryzacji i zerojedynkowego postrzegania pewnych zjawisk i problemów – zwłaszcza w obrębie polityki i gospodarki. Nie jestem pewien jak będzie wyglądał i funkcjonował globalny system ekonomiczny w przyszłości, ale nie sądzę, aby właściwą drogę stanowił jakikolwiek radykalizm. Tymczasem, słuchając opinii polityków, publicystów i samych obywateli, można odnieść wrażenie, że musimy wybierać między dwoma skrajnymi opcjami.

Nie dajmy sobie wmówić, że istnieje np. tylko czysty wolny rynek lub absolutny socjalizm.

Kiedy przyjmujemy taki tok rozumowania, szybko wpadamy w kolejne pułapki. Nie interesuje nas czy dany mechanizm działa ani czy ma sens, a jedynie czy literalnie pasuje do przyjmowanej przez nas idei. Dlatego marzę o przyszłości, w której powstaną nowe ustroje i nowe systemy, wolne od dzisiejszych łatek i skojarzeń, które jedynie zawężają nasze widzenie. Pytałeś wcześniej o nadchodzące przełomy dotyczące nauk ścisłych, lecz poza nimi warto również wypatrywać przełomów ustrojowych, ekonomicznych oraz prawnych.

Adam Adamczyk wywiad

Na zdjęciu: miasto w projekcie Venus czyli samowystarczalne, ekologiczne osiedla zasilane odnawialną energią, zaprojektowane przez Jacquesa Fresco. Foto: materiały prasowe


Od pokoleń męczymy się z utartymi, a właściwie wytartymi schematami. Ustroje poszczególnych zachodnich państw różnią się niuansami, ale co do fundamentów pozostają bliźniacze (np. nasza Konstytucja czerpie garściami z Konstytucji III Republiki Francuskiej). Czy demokracja parlamentarna w obecnym kształcie jest naprawdę tak dobra? Czy nie może być lepsza? Zakładam, że nie tylko ja udzieliłbym tu odpowiedzi twierdzącej, a jednak niespecjalnie garniemy się do wymyślenia czegoś nowego. Zawsze mnie to przygnębiało, że w XXI wieku żadne państwo nie odważyło się, aby zebrać mądre głowy – wybitnych ekonomistów, filozofów, prawników czy politologów – stworzyć gremium, które miałoby za zadanie opracować projekt nowego modelu państwowego. Nie mówię, że taki ustrój na pewno byłby lepszy i należałoby go natychmiast wprowadzać, ale może trzeba byłoby podjąć chociaż próbę. Zamiast tego zdajemy się na bardzo stare schematy, często powstałe spontanicznie i niekoniecznie najbardziej efektywne.

Zadziwia mnie również brak usprawnień w systemie edukacji, który jest tak anachroniczny jak astronomia Ptolemeusza. Szkoła to system przygotowania dziecka do życia w kieracie pracy na etacie aż do emerytury, mówiąc bardzo ogólnie. To tresura, by wyrobić w młodym człowieku karność wobec prawa.

Rzeczywiście, szkoła w wielu krajach wciąż korzysta z pomysłów rodem z XIX stulecia. Mamy ściśle określone ramy przedmiotów, przeładowane klasy, nudne podręczniki i anachroniczną podstawę programową, która pęka w szwach. Ale są miejsca na świecie, zwłaszcza państwa skandynawskie, gdzie próbuje się różnych nowinek. Według mnie najistotniejsza jest interdyscyplinarność i oddanie pewnej swobody nauczycielowi. Innymi słowy, reforma musi dotyczyć sposobu uczenia, tego, jak wygląda lekcja i na co może sobie pozwolić belfer. Natomiast wszystkie przepychanki o istnienie gimnazjów czy dodanie kolejnej lektury — to jedynie kosmetyka. Nie wpłynie wymiernie na kształcenie i wychowywanie uczniów.

Zadam Ci pytanie bardzo ogólne, jeśli pozwolisz. Jaka jest kondycja intelektualna przeciętnego mieszkańca Ziemi, Europejczyka? Jesteśmy jako rasa intelektualnie rozwinięci czy zacofani?

Nie wiem, nie znam wszystkich mieszkańców Ziemi ani Europy. ;) Poza tym, to pytanie nie jest właściwe, bo musielibyśmy je odnieść do jakiejś skali. Niewątpliwie na przestrzeni ostatnich stuleci wykształcenie ludzi stale wzrastało, o czym świadczy choćby postępująca alfabetyzacja. Jednak mnie samego ciekawi czy ta tendencja zostanie utrzymana. Obecne pokolenie rodzi się ze smartfonem w ręku, a to zmienia naprawdę wiele. Po co chomikować wiedzę, kiedy każdą informację mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki? I nie jest to pytanie retoryczne, bo być może to rzeczywiście nie ma większego sensu. Przynajmniej nie na dotychczasową skalę. Z drugiej jednak strony, trudno nie czuć jakiegoś wewnętrznego sprzeciwu, kiedy wyobrazimy sobie człowieka, który bez elektronicznych wspomagaczy nie dysponuje nawet najbardziej podstawową wiedzą.

Mam wrażenie, że nad światem nikt nie panuje. Żyjemy w czasach globalizacji, ale chyba tylko w biznesie, nauce i turystyce. W dalszym ciągu żyjemy w sposób narodowo-plemienny — grodzimy się, zasłaniamy, zamykamy. Zastanawiam się, dlaczego ludzkość jeszcze się nie wymieszała. Dlaczego ONZ nie zaproponował wszystkim państwom na świecie wielkiego otwarcia granic i likwidacji wszelkich pozwoleń na pobyt czy pracę. Brzmi jak utopia, ale nie zmienia faktu, że obecnie żyjemy w realnej dystopii. To pytanie ociera się o fantastykę naukową, która nie jest Twoją domeną, ale powiedzmy tak: czy w skali Kardaszewa ludzkość ma choć cień szansy by przekroczyć jedynkę?

Myślę, że nieco błędnie utożsamiamy postęp technologiczny z automatycznym wzrostem wolności jednostki lub jakości życia ludzi. Nawet nasza „dystopia”, lepiej lub gorzej, ale jednak się rozwija. Powiedziałbym, że mamy znacznie więcej niż cień szansy na „jedynkę” w skali Kardaszewa, a wątpliwość dotyczy jedynie tego, jak wiele czasu nam to zajmie. Wbrew pozorom nie znajdujemy się od tej upragnionej jedynki aż tak daleko, bo wedle różnych wyliczeń naszą obecną cywilizację można ocenić na około 0,7. Oczywiście musimy mieć na uwadze, że to wartość logarytmiczna, jak również, że postęp wcale nie musi odbywać się w zbliżonym tempie. Jednak — jeśli nie dojdzie do jakiejś poważnej katastrofy, która zmiecie połowę ludzkości — za kilka stuleci będziemy generować tyle energii (a to nas interesuje w skali Kardaszewa), że doczłapiemy do „jedynki”. To jednak nie musi się wiązać z automatycznym rozwiązaniem wszystkich trapiących ludzkość problemów.

Tak. Wiem, że nie przepadasz za pozanaukowymi dywagacjami. Jak oceniasz możliwość wyprawy ludzi na Marsa i założenie tam kolonii.

Podróż na Marsa to mus i krok, który prędzej czy później ktoś musi zrobić. Pytanie tylko kto i kiedy? Niestety potężna NASA to gruby, leniwy kocur, od dekad unikający wielkich wyzwań i ryzyka. Kolejne programy są tworzone, przesuwane i w końcu anulowane. Być może brakuje odpowiedniego impulsu politycznego, rywalizacji jaka napędzała pierwszy wyścig kosmiczny w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia. Bo po co rządzący mają wydawać kolosalne sumy na coś, co w najbliższym czasie nie przyniesie zysku? Skoro USA zajmuje pozycję niekwestionowanego lidera, nie musi silić się na drogą propagandę ani nic nikomu udowadniać. Dlatego po cichu należy liczyć na ruchy ze strony podmiotów prywatnych lub nowych graczy na czele z Chinami.

Adam Adamczyk wywiad

Na zdjęciu: futurystyczna wizja pierwszych koloni na Marsie. Przyjmuje się, że podróż na Marsa będzie trwała od 150 do 300 dni. Foto: materiały prasowe


Dziś jeszcze na to za wcześnie, ale za dziesięć czy dwadzieścia lat to właśnie Azjaci mogą zapragnąć podkreślić swoją siłę ekonomiczną i naukową spektakularną misją kosmiczną. Nawet jeśli im się to nie uda, mogą rozruszać skostniałą NASA.
Mam nadzieję, że dożyję momentu, gdy ludzka stopa zostanie odciśnięta w rdzawym regolicie, ale nie łudzę się, że nastąpi to przed 2040 rokiem.

Prezydent Trump nakazał NASA przygotowanie powrotu na Księżyc w 2024 roku, ale prawdziwym celem ma być czerwona planeta. Niestety, o ile mi wiadomo, NASA nie ma nowego silnika do ich marsjańskiej rakiety.

Będę szczerze zaskoczony, jeśli już za cztery lata człowiek powtórnie stanie na Księżycu. Jeśli program Artemis w ogóle doczeka się realizacji — a to wcale nie jest pewne — to już tradycyjnie będzie mocno opóźniony. A uwzględniając czyhający za rogiem, prawdopodobnie kolosalny kryzys gospodarczy, w ogóle powinniśmy zapomnieć o wszelkich terminach i planowym finalizowaniu dużych projektów naukowych. Jeśli obsuwy okażą się krótsze niż pięć lat, to już będę usatysfakcjonowany.

W naszej poprzedniej rozmowie powiedziałeś świetne zdanie, że „jesteśmy chemiczną maszynerią zamieszkującą piksel na mapie wszechświata”. Czy istnienie tego piksela jest przypadkowe czy zdeterminowane? Chodzi mi o słynne zdanie z filmów popularno-naukowych, że „wszystko już się wydarzyło, tylko jeszcze tego nie wiemy”. Czy na tym polega relatywizm czasu wynikający z ogólnej teorii względności? My teraźniejszość „odczuwamy” w dość wąskim polu, ale inny obserwator może widzieć naszą rzeczywistość, czyli wszystkie wydarzenia, o wiele „szerzej” i w ten sposób „znać” naszą przyszłość. Co o tym myślisz?

Jest to nadinterpretacja teorii względności. Nie ma fizycznej możliwości na ujrzenie przyszłości, natomiast prawdą jest, że w pewien sposób możemy obserwować czyjąś przeszłość. Ba, wręcz jesteśmy do tego zmuszeni w związku z ograniczoną prędkością światła. Wyobraźmy sobie, że w galaktyce Andromedy żyje jakaś ultrazaawansowana cywilizacja i posiada teleskop pozwalający na swobodne oglądanie Układu Słonecznego i Ziemi. Od Andromedy dzieli nas dystans 2,5 miliona lat świetlnych i tyle czasu potrzebuje każdy, niosący informację o obrazie, foton, aby do nas dotrzeć. Efekt jest taki, że pan kosmita ujrzałby w teleskopie Ziemię z czasów plejstocenu, skutą lodem i zamieszkaną przez przodków współczesnego człowieka.
Nie inaczej jest z nami. Nawet patrząc w niebo widzimy obrazy gwiazd sprzed kilku, kilkuset lub kilku tysięcy lat. To pewne ograniczenie, ale również dar dla naukowców. Dzięki niemu patrząc daleko w głąb wszechświata, de facto zaglądamy w przeszłość i możemy badać historię kosmosu, analizować ewolucję gwiazd, galaktyk, etc.

Rozumiem. W naszym kosmosie nikt nie może zobaczyć przyszłości, ale gdybyśmy teoretycznie przyjęli, że ten obserwator z lunetą jest z innego wszechświata czy wymiaru, wtedy mógłby widzieć przeszłość, która jeszcze się u nas nie wydarzyła, czyli naszą przyszłość, prawda?

Jak uda nam się odkryć jakikolwiek inny wszechświat lub wymiar, wtedy chętnie na to pytanie odpowiem. [uśmiech]

Wróćmy jeszcze do tej kwestii. Powiedziałeś, że nie ma sposobu, aby ujrzeć przyszłość, czyli nie negujesz, że przyszłość już się wydarzyła, jest zapisana w postaci całości materii widzialnej. Nie tworzymy nowej rzeczywistości. My w cyklu życia doznajemy tego, w czym się urodziliśmy.

Czas to bezwzględnie jeden z najdziwniejszych elementów rzeczywistości i dlatego wciąż pozwala na różnorodne interpretacje. Mało tego, nie brakuje fizyków na różny sposób kontestujących zjawisko upływu czasu — przynajmniej w potocznym rozumieniu. Część z nich sugeruje, że czas w pełnym znaczeniu tego słowa należy uwzględniać przy opisie procesów w dużej skali, ale traci lub zmienia on swoje znaczenie w skali mikroskopowej.
Świetnego porównania dokonał Lee Smolin, zestawiając fenomen czasu z pojęciem temperatury. Rozgrzane ciało posiada jakąś temperaturę, jednak same atomy i cząstki już nie, ponieważ temperatura wyraża średnią energię atomów budujących materię. I tak, tykanie naszych zegarków być może zupełnie traci sens w odniesieniu do pojedynczych cząstek elementarnych.
Ale to tak na marginesie. Twoje pytanie dotyczy bardziej sporu między determinizmem i indeterminizmem, który pewnie jeszcze długo nie doczeka się ostatecznego rozstrzygnięcia. Myślę, że ma on bardziej znaczenie filozoficzne (a dla niektórych teologiczne) niż praktyczne. Czy gdybyśmy jakoś dowiedli, że historia wszechświata została już zapisana, a upływ czasu to rodzaj złudzenia — powinniśmy coś zmienić w naszych działaniach? I czy moglibyśmy coś zmienić? Wszakże zmiana naszego postępowania również powinna być gdzieś zapisana. Pewnie filozofowie mieliby coś więcej do powiedzenia na ten temat.

Masz jakiś pomysł, nawet teoretyczny, jak szybko poruszać się po kosmosie? Bez tej możliwości, ludzkość będzie skazana na bytowanie w swoim układzie słonecznym i najbliższych okolicach. Równanie Schroedingera, które jest podstawą mechaniki kwantowej, nie jest zgodne z teorią względności. Może kiedyś przy użyciu stanów splątanych uda nam się teleportować statek kosmiczny na dowolną odległość. Do prawdziwej eksploracji kosmosu potrzebne nam są prędkości nadświetlne.

Nie. Teleportacja kwantowa ma tyle wspólnego z teleportacją znaną z fantastyki, co krzesło bujane z krzesłem elektrycznym. Nasza wiedza o fizyce wyklucza przesyłanie informacji z prędkością nadświetlną, a tym bardziej tego rodzaju transport. Musimy więc albo znaleźć wyłom w prawach natury, albo szukać zupełnie innego wyjścia. Osobiście za najbardziej realną opcję — zresztą też często spotykaną w popkulturze — uważam jakiś rodzaj hibernacji. Załoga mogłaby przespać bardzo długą podróż i przebudzić się dopiero w pobliżu celu podróży. To również wymaga technologii, do której nam obecnie daleko, ale na pewno bliżej niż do panowania nad czasem i przestrzenią.
Zakończmy naszą rozmowę mocnym akcentem, czyli pandemią, która opanowała świat. Przed chwilą mówiliśmy o potrzebie aktualizacji naszego systemu ekonomicznego. Co epidemia oznacza dla Polski i świata?

Oznacza to, że dotychczasowe plany i przewidywania — i tak mocno optymistyczne — za moment staną się całkowicie nierealne. Należy głośno przypominać, że pandemia w żaden sposób nie anulowała ani nie przesunęła w czasie innych zagrożeń. Zapominając o tym, możemy łatwo wpaść z deszczu pod rynnę. Przykładowo hydrolodzy przestrzegają przed wiszącej nad Polską suszą — największą od co najmniej półwiecza. Może nie brzmi to tak dramatycznie jak pandemia, ale te anomalie powoli stają się normą. I również nas zabolą — nie tylko ekonomicznie.
Warto o tym pamiętać i wyrywając się jednej pętli, nie zaciskać na swoim gardle innej.

Chyba wiem co masz na myśli. Gdy się skończy epidemia, ludzi ogarnie żądza kupowania i śmiecenia. Rządy będą za wszelką cenę chciały szybko odrobić straty w finansach państwa. Fabryki ruszą pełną mocą.  Klimat jeszcze bardziej się ociepli i zacznie się apokalipsa.

Czy apokalipsa nie wiem, ale mamy powody, aby widzieć przyszłość w ponurych barwach. Ale pozostaje nam nauka — jedyne dostępne nam narzędzie, które daje nadzieję na realne rozwiązanie wielkich problemów. Czy zapędzeni w kozi róg rozwiniemy naszą technologię na tyle, aby w jakiś sposób filtrować gazy cieplarniane z powietrza i plastik z oceanów? Sądzę, że to możliwe. Sęk w tym, że znajdujemy się pod coraz większą presją czasu.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.

Z Adamem Adamczykiem rozmawiał Krzysztof C. Gretkus
30.04.2020

ADAM ADAMCZYK: Nie czuję potrzeby szukania jakiegoś mitycznego sensu świata — wywiad część I

………………………………….
C. Gretkus (1970) — wydawca portalu Eprawda, fotograf, fotoreporter. W latach 90-tych publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 roku w MOK wydał tom wierszy pt. “Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył 3-częściowy poemat prozatorski “Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem “Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
…………………………….
Adam Adamczyk — prawnik i historyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego, autor jednego z największych polskich blogów popularnonaukowych — Kwantowo.pl. Od lat skutecznie zaraża internautów swoją żarliwą pasją do fizyki, astronomii i filozofii nauki, krzewiąc ideę racjonalizmu.
……………..
Zdjęcia w sliderze: projekty miast przyszłości.
30.04.2020 | Więcej: Kwantowo.pl

ADAM ADAMCZYK: Nie czuję potrzeby szukania jakiegoś mitycznego sensu świata — wywiad część II
5 votes, 4.80 avg. rating (95% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
[6] Komentarze
  1. Wiele bardzo słusznych konstatacji. Wg. mnie np ostatnim większym wynalazkiem był laser. Wszystko inne co obserwujemy to tylko doskonalenie technologi. Mamy coraz więcej naukowców, instytutów badawczych, wymiany zasobów intelektualnych, a nie przekłada się to na zwiększenie innowacyjności szczególnie w badaniach podstawowych.

  2. “To zdecydowanie zbyt dalekosiężne pytanie, aby zestawiać je z problemami chwili obecne”

    …………………

    Niezły eufemizm prostego wyrażenia: “nie wiem”.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.