Trwa drugi tydzień wielkiego, powszechnego zrywu oświatowego, który po raz pierwszy od prawie trzech dekad zjednoczył, lub prawie, belferskie środowisko ponad podziałami, sympatiami i animozjami politycznymi oraz poza przynależnością do barw związkowych. Protest, jest legalny i zgodny z literą ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, które mogą „dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup, którym przysługuje prawo zrzeszania się w związkach zawodowych”. Pozwoliłam sobie zacytować fragment tego dokumentu, bo zarzuca się strajkującym, do których i ja się zaliczam, że ich jedynym postulatem jest wzrost wynagrodzenia, czyli walczą tylko o „kasę”, „hajs”, „mamonę”. Owszem jest, bo na taką podstawę „powstrzymywania się pracowników od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu” pozwala nam w tym kraju prawo. Dodam, że nie siedzimy w domach, a codziennie jesteśmy obecni w miejscu pracy i to nawet dłużej, niż wynika to z tygodniowego planu zajęć każdego z nas. Ale argument finansowy, jakkolwiek bardzo ważny, bo ideami, jak to sugerowała niedawna wypowiedź pewnego (nie warto go w tym tekście wymieniać z imienia i nazwiska) polityka, nie zapłacimy rachunków, nie jest jedynym powodem tego strajku. Tak, walczymy o godne pensje dla wszystkich pracowników oświaty, zarówno pedagogicznych, czyli nauczycieli, pedagogów, doradców zawodowych, logopedów jak i niepedagogicznych czyli pracowników administracji i obsługi. Ale również chcielibyśmy – my protestujący, a nie dla wszystkich, jak się w ostatnich dniach przekonuję, jest to oczywiste, by ów postulat płacowy i sam protest stał się tak naprawdę punktem wyjścia do merytorycznej dyskusji i głębokiej refleksji nad stanem polskiej oświaty i mamy nadzieję, że przyczyni się do zmian na lepsze. Czy wzrost płac w wyniku strajku nastąpi? Sądząc po dotychczasowym rozwoju wydarzeń, pozorowanych działaniach rządu na rzecz porozumienia z uczestnikami protestu, śmiem niestety w to wątpić, a przychodzi mi to z trudem, bo staram się trzeźwo ocenić sytuację i tłumić towarzyszące tej konstatacji emocje.

Widząc ludzi, którzy zastępują mnie, moje koleżanki i kolegów w komisjach nadzorujących przebieg egzaminów gimnazjalnych i ósmoklasisty, czuję się jak nikomu niepotrzebny stary mebel.

Nagle okazuje się bowiem, że wymagania wobec „dublerów” można obniżyć, że procedury, które wcześniej należało traktować z niemalże namaszczeniem i powagą można „omijać”, upraszczać, zmieniać w ostatniej chwili. I wszystko ponoć „dla dobra dzieci”, których jakoby krnąbrni wobec władzy nauczyciele biorą jako zakładników w rozgrywce o swoje partykularne, egoistyczne cele. A my po prostu chcemy godziwie zarabiać na życie, a nie być beneficjentami programów socjalnych, które nie zachęcają do podjęcia aktywności zawodowej, a przyczyniają się, moim zdaniem, do społecznej stagnacji. Długo byliśmy cierpliwi i pokorni. Długo znosiliśmy lekceważenie i traktowanie nas jak bezwolnych wykonawców wszystkich najbardziej nawet absurdalnych ministerialnych decyzji, inspirowanych wątpliwej jakości pomysłami na edukację każdej kolejnej ekipy przejmującej władzę w Polsce po wyborach; decyzji, które zmieniały ustrój szkolny bez szeroko pojętych konsultacji społecznych z udziałem nauczycieli praktyków (a nie teoretyków oderwanych od rzeczywistości) rodziców i uczniów. Zdecydowanie za długo.

AGNIESZKA ODRZYWOŁEK

Na zdjęciu: pusta klasa lekcyjna podczas strajku nauczycieli Jaworzno 2019. Foto: Agnieszka Odrzywołek

Pracuję w zawodzie nauczyciela 19 lat i po raz pierwszy biorę czynny udział w strajku. Przystąpiłam do niego świadomie, po długiej refleksji, również nad stanem własnego domowego budżetu, czy aby wytrzyma, kiedy protest będzie się przedłużać. Każdy z nas strajkujących mierzył się z podobnymi wątpliwościami i wciąż nam one towarzyszą. Dylematy moralne, że pozostawiamy młodzież w godzinie próby, a przecież przygotowaliśmy ją do podjęcia tego pierwszego ponoć ważnego w jej życiu egzaminu, że potęgujemy i tak już duży stres egzaminacyjny również nas nie opuszczają. Ale większość z nas zdecydowała się strajkować i w tym postanowieniu trwa.

Czas i warunki pracy

Ten zawód stał się dla mnie pasją, tak wiem, trywialne to już jest i nudne, kolejna “siłaczka”, pomyśli ktoś. Jestem nauczycielem języków obcych i pracuję z dziećmi i młodzieżą w wieku od 3 do 16 lat. Takie zróżnicowanie wiekowe oznacza, że codziennie indywidualizuję proces kształcenia, dostosowuję treści i metody do potrzeb i możliwości psychofizycznych i intelektualnych moich podopiecznych. Czynię to również pracując już z konkretną klasą, bo potencjał poznawczy każdej takiej grupy jest równie zróżnicowany. Żeby dać czytelnikom pojęcie na czym to zróżnicowanie polega napiszę, że na przykład zaczynam dzień z grupą sympatycznych przedszkolaków i wspólnie śpiewamy, że kochamy pluszowego misia, na kolejnej godzinie ćwiczę z gimnazjalistami redagowanie tekstu użytkowego (wymóg egzaminacyjny), a ósmoklasistom tłumaczę jak mają przygotować projekt językowo-TIKowy (TIK – technologie informacyjno-komunikacyjne) „English cookbook”. Poza prowadzeniem zajęć i realizowaniem podstawy programowej z przedmiotu, zajmuję się edukacją globalną, filmową, prowadziłam dla dzieciaków zajęcia taneczne, realizuję z sukcesem projekty szkolne, ogólnopolskie i międzynarodowe.

Przez kilka lat szkoliłam również nauczycieli w ramach kursów e-learningowych. To wymaga wiedzy, elastyczności, kreatywności, stałego podnoszenia kompetencji zawodowych i czasu. A ten nie jest z gumy, bo wbrew temu co sądzi zdecydowana większość społeczeństwa mój czas pracy nie ogranicza się do legendarnych 18 godzin. Zgodnie z Art. 42. 1 Karty Nauczyciela „Czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin na tydzień”, a wspomniane 18 godzin to obowiązkowy wymiar zajęć dydaktycznych, opiekuńczych i wychowawczych, które prowadzę z uczniami lub na ich rzecz. Do powyższych działań dochodzą zebrania z rodzicami, rady pedagogiczne, wycieczki, imprezy szkolne, sprawdzanie prac uczniowskich oraz różne inne obowiązki, które podejmuję dodatkowo, jak na przykład współadministrowanie stroną internetową szkoły. Zapewniam czytelników, że mój tydzień pracy przekracza 40 godzin. Nie wspomnę już o prowadzeniu dokumentacji i przygotowywaniu materiałów do zajęć. Czy inni nauczyciele poświęcają swojej pracy równie dużo czasu? Tak, bo każdy realizuje zadania w różnych obszarach działalności szkoły. Zainteresowanych tematem odsyłam do raportu „Czas pracy i warunki pracy w relacjach nauczycieli” przygotowany przez Instytut Badań Edukacyjnych oraz zachęcam do lektury wspomnianej już ustawy Karta Nauczyciela, która szczegółowo określa prawa i obowiązki mojej grupy zawodowej.

JESZCZE mi się chce wykazywać inicjatywę i działać na rzecz podnoszenia poziomu edukacji, ale powoli zaangażowanie, entuzjazm po prostu we mnie przygasa. A coraz bardziej przeraża mnie ogrom problemów, z którymi przychodzi mi się mierzyć w szkolnej rzeczywistości. Bo, poza byciem nauczycielem przedmiotowcem, jestem również wychowawcą i pracując w zwykłej szkole spotykam dzieciaki zagrożone niedostosowaniem społecznym, z coraz większą liczbą różnych dysfunkcji, w stanach depresyjnych o różnym natężeniu, dzieci które wymagają specjalistycznej pomocy i diagnozy, bo coraz częściej nie są otoczone właściwą opieką i wsparciem w patchworkowych rodzinach, a nawet tych rodzin po prostu nie mają. O powadze sytuacji niech świadczy fakt, że Polska według statystyk znajduje się na drugim miejscu pod względem liczby udanych prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży w Europie. Samo przebywanie dzieciaków w grupie rówieśniczej powoduje nieporozumienia, konflikty, które trzeba rozwiązywać na bieżąco, a w ciągu jednych 45-cio minutowych zajęć wychowawczych nie jest to możliwe. Coraz częściej naprawdę czuję się bezradna, sfrustrowana, zmęczona i po ludzku wkurzona.

Unikanie katastrofy

Wobec powyższego, sama pasja nie wystarczy, by radzić sobie z codziennością i żyć na przyzwoitym poziomie. Kiedy mielibyśmy podjąć ten strajk, by zechciano nas wysłuchać? W wakacje? Szczerze? Te egzaminy nie sprawdzają wiedzy. Są jedynie opresyjnym sposobem na udowodnienie, że system działa, podczas gdy naprawdę drży w posadach i się sypie. Tak walczę o wyższe, stosowne do wyzwań (które stawia przede mną moja praca), mojego wykształcenia i zaangażowania w obowiązki zawodowe, wynagrodzenie. Czy mam się z tego powodu wstydzić? Nie zamierzam. I tłumaczyć się również już nie będę. Jeśli skutecznie mam edukować młodych ludzi i im pomóc, to najpierw muszę zadbać o siebie. I temu służy ten strajk. Nie bez powodu w samolocie w sytuacji zagrożenia dorosły najpierw zakłada maskę tlenową samemu sobie, a potem dopiero dziecku. My właśnie teraz siedzimy w takim samolocie i rozpaczliwie próbujemy uniknąć katastrofy.

Czytając zjadliwe komentarze publikowane w sieci na temat strajku i rzekomych przywilejów mojej grupy zawodowej, oglądając wiadomości w publicznej telewizji, w której na próżno szukać rzetelnie i obiektywnie przedstawionych informacji o przebiegu protestu i naszych postulatach, zastanawiam się skąd w ludziach tyle pogardy, agresji, zawiści wobec nas – nauczycieli. Tłumaczę sobie ten stan rzeczy tak: media zawsze będą reprezentować czyjeś interesy, a wśród zwykłych odbiorców treści i użytkowników internetu znajdą się „trolle” na usługach grupy trzymającej w danym momencie władzę, ale też ludzie dają upust frustracji i rozczarowaniu własnym życiem i pracą oczerniając i ubliżając innym.

Czy naprawdę jednak nikt nie spotkał na swojej szkolnej drodze choć jednego belfra, który okazał serce, pomógł odkryć talent, zainspirował? Ja jako uczennica, a potem studentka miałam przyjemność poznać przynajmniej dwie takie nauczycielki, co nie znaczy, że pozostali pedagodzy byli mniej kompetentni, co zresztą i tak mogę ocenić dopiero po latach, sama wykonując ten zawód. Po prostu te dwie panie miały charyzmę, temperament, prowadziły zajęcia w sposób, dla mnie, interesujący, ale też uczyły mnie przedmiotów, które najzwyczajniej lubiłam. Czy i mnie kiedyś moje uczennice i uczniowie będą życzliwie wspominać? Wiem, że już tak jest, a świadczą o tym chociażby dwie wiadomości, które otrzymałam. Pierwsza nadeszła do mnie w odpowiedzi na mój wpis na temat strajku, który zamieściłam na jednym z portali społecznościowych. Druga pochodzi sprzed niemalże trzech lat. Obie zacytuję, bo dodają mi sił w tej chwili: „Pani Agnieszko, to pani była i jest w moim top 3 najlepszych nauczycieli na mojej drodze! Rozbudziła pani we mnie pasję do filmów oraz do wypowiadania się na forum. Widziała pani we mnie coś czego inni nie dostrzegli. Dziękuję ! I jestem za wami murem!”
„Pani Agnieszko, gratuluję wszystkich sukcesów zawodowych i przy okazji szczerze dziękuję za zarażenie mnie nie tylko miłością do języka angielskiego, wzbudziła pani we mnie ciekawość i chęć poznania innych ludzi, krajów, smaków i języków. Jestem właśnie w trakcie podróży po Europie, poznaję wielu ludzi z którymi rozmawiam po angielsku. Jest pani wyjątkowym nauczycielem.”
Dominiko! Kasiu! Bardzo Wam dziękuję!

………………………………..
Agnieszka Odrzywołek — filolożka, miłośniczka kina, instruktorka tańca, zajmuje się edukacją filmową dzieci i młodzieży, realizuje międzynarodowe projekty w programie eTwinning, nauczycielka jęz. francuskiego i angielskiego, mieszka i pracuje w Jaworznie (woj. Śląskie).
Foto na stronie głównej: kadr z filmu animowanego “The Wall”.
17.04.2019

AGNIESZKA ODRZYWOŁEK O belferskiej wiośnie
2 votes, 4.50 avg. rating (90% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
[3] Komentarze

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.