Mięsożerców nikt nie zakrzykuje. Jeśli już, to krzyczy ich (nasze) własne sumienie, które starają się zagłuszyć kulinarnymi perwersjami i grafomanią o cierpiących marcheweczkach. Przyznam szczerze, iż jako człowiek obeznany z rzeczywistością internetu i megatonami pomyj, które się w nim wylewa, jestem dość odporny. Ale nadal przerasta mnie ten hejt wobec wegan i wegatarian. Podobnie jak mieszczańskie wynurzenia o mięsku (mniam) i związane z nim umywanie rąk.
Prawda jest dość oczywista. Mordowanie zwierząt jest hańbą dla całego ludzkiego rodzaju. Nie zmyją jej żadne formy mięsożernego uwewnętrzniania (zjawisko to w odniesieniu do innego tematu świetnie przypomniała Agata Bielik-Robson) i te wszystkie pretensjonalne uzasadnienia, że mięso jest takie zdrowe i takie konieczne. No i co z tego?!
Wracałem dziś z długiej drogi i po drodze mijałem ciężarówkę ze świniami. Znacie Państwo ten widok. Można spojrzeć, można odwrócić głowę.

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że są to takie same istoty jak my.

Nawet zatem, jeśli ktoś rozstrzyga problem ich hodowania i zabijania w męczarniach na korzyść człowieka, to powinien się do nich odnosić z największym szacunkiem. Nie byłoby od rzeczy, gdyby pomodlił się czasami za te świnie i podziękował, nawet jeśli jest ateistą. Bo ta zbrodnia wymaga modlitw, choćby nie było Boga. Powinien postępować jak Indianin z amerykańskich prerii przed zabiciem i po zabiciu bizona (choćbyśmy znali tylko jego wyidealizowany obraz). Postępuje jednak jak krwiożercza i okrutna bestia, opowiadając niestworzone farmazony, jak mu dobrze z tą zbrodnią przetworzoną w kotleciki, steki czy – przyznam, że widziałem to pierwszy raz – jagnięce głowy z oczami. Ponoć dzieje się to w Europie. O Azji nawet nie wspominam, bo jeśli istnieje piekło, to win Azjatów wobec zwierząt wystarczy również na oświeconych Europejczyków, którzy porzucili jakikolwiek dialog z tymi kulturami i sami jedzą ochoczo chińskie „przysmaki”. Oznacza to, iż wszyscy, którzy do tego rękę przykładają, mogą tam hurtem trafić.
Abstrahując od tematu jedzenia bądź niejedzenia mięsa, zatrważający jest poziom intelektualny tej mięsożernej apologetyki. Mięsko jest smaczne i zdrowe. Nie jest to jednak problem (tylko) zdrowotny, kulinarny, czy estetyczny. Jest to problem moralny, dlatego osoby, które potrafią się zdobyć na poświęcenie i niejedzenie mięsa, zasługują na szacunek, nawet mimo denerwującej niektórych egzaltacji, która nierzadko towarzyszy ich działaniom.
Owi apologeci jedzenia mięsa (a w istocie rzeczy zagłuszacze własnego sumienia) nie rozumieją nawet prostego faktu, że prosiaczek w folii oburzył bardziej mięsożernych hipokrytów, niż wiernych swoim przekonaniom świadomych wegetarian i wegan. Dla nich tych ostatnich był bowiem koronnym dowodem mięsożernego zakłamania (osobiście uważam, że w całości powinno się sprzedawać również krowy i dorosłe świnie). Przede wszystkim nie rozumieją, że mają do czynienia z problemem moralnym, z zagadnieniem sumienia, dobra i zła, żeby przełożyć to na prostszy język.
Człowiek nie jest winien takiemu, a nie innemu ułożeniu stosunków między gatunkami, a jednak wyposażony w rozum (przez Boga lub materię) powinien z niego skorzystać i zamiast szczycić się swoimi zbrodniami, powinien się wstydzić, bo jest to być może ostatnia rzecz którą może zrobić.

…………………………………………….
Andrzej Gąsiorowski Rocznik 1976. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji oraz Instytutu Filozofii UW. Obszar zainteresowań: filozofia społeczna, filozofia prawa, etyka. Prowadzi “Blog Apokaliptyczny” w portalu “NaTemat.pl”.
Felieton “Samozadowolenie mięsożerców” opublikował również portal “naTemat”
24.10.2013

ANDRZEJ GĄSIOROWSKI Samozadowolenie mięsożerców
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.