Starość

Nie sprzedali mi papierosów, bo pani za ladą stwierdziła, że jestem za stary i mogę w każdej chwili umrzeć. Od zawsze paliłem i nie umarłem, to niby dlaczego miałbym umrzeć teraz? Chciałem usiąść na parkowej ławce, żeby popatrzeć na ptaki, nasycić oczy i duszę okalającą mnie przyrodą. Gdy zasiadałem na ławce, nagle za rękaw chwycił mnie człowiek w średnim wieku, nawet może trochę starszy, a może młodszy, krzycząc żebym tego nie robił i że mi zabrania siadać, bo mogę już nie wstać, gdyż jestem za stary i za słaby żeby siadać na ławce w parku. Zastanie mnie noc — dodał — i nikt nie przyjdzie mi z pomocą, żeby pomóc wstać z tej ławki i że mogę przez to umrzeć na siedząco, w parku, na ławce, i nawet nie przeleci nad moją głową ptak, bo w nocy ptaki też śpią jak ludzie.

Poszedłem do piekarni po bułki. Wąsaty jegomość oznajmił stanowczym tonem, że mi bułki nie sprzeda dla mojego dobra, gdyż troszczy się o moje zęby, twierdząc iż w moim wieku, to tylko ryżowe papki można jeść i popijać je niegazowaną wodą, bo papka ryżowa i woda zębów mi nie złamią. Poszedłem nad brzeg morza. Przede mną było mnóstwo samotnych fal. Ja czekałem, czekałem, czekałem.
 

Idę na pogrzeb kumpla

— Dokąd idziesz? — Na pogrzeb do kumpla — odparłem prężąc dumnie ciało. — Tak ubrany? Przecież cię wyśmieją — zakpił gładząc wąsy pod nosem. — Teraz to modne. Zresztą on też kiedyś szedł podobnie ubrany na mój pogrzeb — żachnąłem się. — A to ci po co? — wskazał palcem. — Od zawsze to noszę.
Zamilkliśmy. Widziałem jak nerwowo na mnie spogląda. Długo czesał opuszkami palców swe wąsy. Widać było, że w głowie plączą mu się myśli. Pogrzeb, jeszcze to, pewnie sobie pomyślał, że on nigdy by tak się nie ubrał. Wodził po mnie wzrokiem od głowy po buty. — Długo się znaliście? — zapytał po nieznośnie długim milczeniu. — Nie, ale bardzo intensywnie. To był świetny chłopak, ale doprowadził mnie do tego, że pewnego dnia umarłem po tym jak powiedział, że powinniśmy zakończyć ten projekt. Długo jeszcze umierałem po tym. Taka inwestycja, tyle w nią włożyliśmy energii i serca, cała moja i jego rodzina była przeciwna, wyśmiewali nas, że to się nie opłaca, że to, że śmo, ale my powiedzieliśmy, że tak łatwo się nie poddamy. Aż pewnego dnia ten mój kumpel spotkał nowego inwestora. Powiedział, że tamten daje większy kapitał. To znowu umarłem. I wiesz co zrobiłem? Tak mu się odgryzłem, że nie wytrzymał i też on w końcu umarł. Więc teraz idę po raz ostatni na pogrzeb kumpla, który umarł. Idę z podniesionym czołem, tak ubrany, z tym czymś, co cię tak dziwi, a mam to od zawsze.
 

Samotność we dwoje

Ona:
— Obrałaś ziemniaki?
On:
— Wczoraj pokazywali, jak pies oszczekał dziecko.
Ona:
— Ta ruda co pod nami mieszka, to mówiła, że widziała, jak stawiają ogrodzenie koło bloku.
On:
— Znowu mi się maszynka stępiła do golenia. Czy oni mogą robić maszynki, co się będą później tępić?! Cholera mnie bierze. Mydło też się wymydla za szybko. Takie jakieś nijakie robią. Jak się czesałem wczoraj, to dużo włosów na grzebieniu zostało. Jak byłem młody, to dużo grałem na grzebieniu, a teraz tylko się nim czeszę. Ta cholerna maszynka tępa, włosów pełno na grzebieniu. Co oni robią, że tak szybko się tępią?

ANDRZEJ SYSKA SZAFRAŃSKI -- proza
Ona:
— Mówiła mi jeszcze, że drzewa ścinają, żeby nowe posadzić, bo te stare mało tlenu z siebie dają, a nowe to co innego. Nowe, to zawsze więcej tlenu. Opowiadała też kiedyś, na schodach się spotkałyśmy, z zakupów wracałam, a ciężką siatkę niosłam, że z tym tlenem z drzew, to oni do napełniania balonów biorą. Cwana ta ruda spod nas i nawet takie rzeczy o tlenie wie z drzew.
On:
— Ciekawe kiedy zadzwoni. Dawno nie dzwonił. On tylko dzwoni, jak tamta mu z domu wyjdzie. Po zakupy, czy coś.
Ona:
— A jej koleżanka, co dwa koty miała jak była dzieckiem, powiedziała jej, że przeczuwała, że na stare lata będzie ruda, bo zawsze była ruda, od urodzenia. Ziemniaki nie obrane. A ci z Tytanika, to podobno wszyscy przeżyli jak szli na dno.
On:
— Nawet nie ma kto nam światła zgasić. Ja śpię przy włączonej lampie.
 

Od redakcji: Na prośbę autora została zachowana oryginalna pisownia i interpunkcja.
………………………………………..
Andrzej Syska Szafrański — artysta malarz. Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie. Jedyny w powojennej Polsce twórca panoram. Autor dwunastometrowego obrazu “Panorama Świętokrzyska”, ukazująca wydarzenia związane z pobytem Marszałka Józefa Piłsudskiego w Kielcach w 1914 roku. Panorama była prezentowana w oddziale Panoramy Racławickiej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, oraz w Muzeum Historii Kielc. Jego pasją jest pisarstwo. Autor książek “Żółta czapka”, “Tango z rudzielcem”. “Złodziej snów”, a także sztuki teatralnej “Bal samobójców”. Prowadzi bloga, w którym zamieszcza krótkie opowiadania i dorobek malarski.
…………………..
18.04.2022 | Więcej: blog
Ilustracja na stronie głównej: Andrzej Syska Szafrański “bez tytułu”, olej na płótnie.

ANDRZEJ SYSKA SZAFRAŃSKI Starość i inne miniatury [proza]
8 votes, 5.00 avg. rating (98% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | wynajmij redaktora

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.
Obrażliwe wypowiedzi będą usuwane.