Na pytanie: dlaczego jesteś singlem, mężczyźni odpowiadają często: dziewczyny są dzisiaj wygodnymi księżniczkami. Zwracają uwagę głównie na wygląd, pieniądze, żądają prezentów, nie ma o czym z nimi rozmawiać.

Przeglądając zdjęcia dziewcząt i kobiet zamieszczane zwłaszcza na Instagramie zastanawiam się, jaki jest obraz współczesnej kobiety. Jaki obraz serwujemy światu i sobie samym. My — kobiety kobietom. Czy nie wpadamy we własną pułapkę? Z pięknych, starannie obrobionych zdjęć wyłaniają się głównie niemal z metra cięte, identyczne twarze. Wielu panów, nawet bez zaburzonej percepcji wzrokowej, mogłoby mieć duży problem rozpoznać znajome kobiety, gdyby ich zdjęcia umieścić wśród dwudziestki innych zdjęć. Takie same makijaże, fryzury, uśmiechy, pozy selfie „na starożytnego Egipcjanina”, by za jednym zamachem demonstrować twarz, bok i wypięty pośladek, najlepiej oba. Do tego bezwzględnie filtr beauty, by wygładzić wszystko, co się da, upodabniając się przy tym do lalki, aby nikomu nie przeszło nawet przez myśl, że nasza skóra może mieć jakąś strukturę, że żyje.

Instagramowe pokolenie

Myślę teraz o wszystkich dziewczynach i kobietach, które znam. To najbardziej instagramowe pokolenie: moja córka, córki moich dobrych znajomych, zupełnie nie identyfikują się z dziewczynami, dla których wydarzeniem dnia jest zamieszczenie w sieci selfie z samochodu, przymierzalni modnego sklepu, prezentowanie najnowszej torebki, czy manicure. Wszystkie zajmują się zdobywaniem wiedzy, studiują, pracują, tworzą własne firmy, rozwijają zainteresowania, podróżują i przede wszystkim chcą zakładać rodziny, być matkami. Blichtr mediów społecznościowych ich nie porwał. Nie dostarczył środka wyrażania codziennych emocji i niedoborów. Nie stał się zamiennikiem relacji w realnym świecie.

Kobiety mojego pokolenia przyglądają się influencerkom i modelkom, często samozwańczym, z wielkim zadziwieniem i przymrużeniem oka.

Dlatego tak chętnie zaglądamy na profile zdystansowanych, zabawnych i doskonale obserwujących rzeczywistość nie tylko w sieci — Katarzyny Nosowskiej, czy Celeste Barber. Ich żartobliwe posty wypompowują nadmiar zadęcia i sztuczności bijący ze stron wszelkich gwiazdek, których kariery nie robią wrażenia na myślących, pewnych siebie kobietach zmagających się z szarą rzeczywistością. Z pewnością łatwiej jest w życiu, gdy rozwój zawodowy wspiera bogaty, wpływowy partner, a no makeup day sponsoruje któraś z klinik medycyny estetycznej.

Ogromne wrażenie robią na nas natomiast kobiety, które nie boją się wyzwań i zmian, jak Danuta Stenka, która nie znając języka, brawurowo zagrała po niemiecku Lubow Raniewską w „Wiśniowym sadzie” A. Czechowa, na scenie Schauspielhaus w Zurychu. Swoją grą wzbudziła ogromny entuzjazm widzów i krytyków, a trzeba niezmiernej odwagi, inteligencji i ciekawości nie zwykłego człowieka, ale poszukującego artysty, by podjąć się takiego zadania, wejść w świat kultury innego narodu. Nie tylko poprawnie wyrecytować tekst, ale stać się graną postacią. To budzi podziw, ale nie spowoduje fali nowych instagramowych fanek i fanów, nie da miana „guru”, a tych w sieci całe mnóstwo.

BEATA RETMANTOWICZ Moje dziewczyny

Na zdjęciu: Beata Retmantowicz. Łódź 2020. Foto: Jacek Olejnik

Czy jednak ja i moje przyjaciółki potrzebujemy jakiegoś guru, idola, przewodnika by żyć i mieć odwagę na zmiany? Nie sądzę. Doświadczyłyśmy już tylu przemian… W rolę żony i matki wchodziłyśmy przeważnie tuż po dwudziestce. Część z nas natchnęły postawy naszych matek zwłaszcza, jeśli relacje z córkami były dobre. Jeśli nie, postępowałyśmy zupełnie odwrotnie niż rodzicielki. Na początku trochę może z przekory, później już świadomie, by nie popełnić tych samych błędów, by stworzyć dobrą relację z dziećmi.

Kobiety lubią się spotykać

Jak wykarmiłyśmy nasze rodziny bez diet z dowozem? Jak udaje nam się zachować spokój, powodzenie i dobry wygląd w czasach, gdy w modzie jest mieć coacha, konsultanta żywieniowego, trenera personalnego? Samoświadomość i doświadczenie. Gromadziłyśmy je latami. Długie rozmowy, podczas których mieszają się mocne emocje, chwilowe rozedrganie, śmiech i łzy. Wszystko w atmosferze zaufania, bezpieczeństwa, ciepła i ogromnej życzliwości. Gdy trzeba rozmawiać o emocjach i zawiłościach życia, najlepiej sprawdza się przyjaciółka. Idealnie, gdy jest ich więcej, bo każda ma inne spojrzenie na problem nie tylko przez pryzmat swojego charakteru, temperamentu, ale poprzez własne przeżycia. Łatwiej jest przegadać problem, otworzyć się i wyrzucić z siebie smutki nam niż mężczyznom. Łatwiej przejść przez traumy i depresję.
Kobiety lubią łączyć się, spotykać w grupach, by się wspierać, tworzą lobby. Grupa, którą spontanicznie skleiłyśmy w gronie jedenastu dziewczyn jest wyjątkowa nie tylko przez jej skład, ale fakt, że spotykamy się co dwa miesiące od 10 już lat.

Nie można o moich dziewczynach powiedzieć, że są niewidoczne, jak postrzegało się kobiety dojrzałe w dobie Madzi Karwowskiej z „Czterdziestolatka”, ciche lub naiwne. Nie boimy się zmian, bo każda przynosi coś dobrego i wartościowego. Nie drżymy ze strachu, gdy zabraknie etatu, bo jesteśmy jak Kobieta Pracująca, co „żadnej pracy się nie boi”. Moje dziewczyny są barwne, ciekawe świata i ludzi. Dużo czytają, chodzą na koncerty, uprawiają sport. Są wśród nas miłośniczki jogi, siłowni, narciarstwa, jeździectwa, a Kasia, kosmetyczka, wspierająca córkę w tworzeniu wspaniałej kliniki kosmetycznej, zaczęła właśnie naukę gry na perkusji. Ela jest onkologiem i sama zmagała się z nowotworem, dlatego pilnuje terminów naszych badań profilaktycznych i uświadamia, pomaga w potrzebie, jak Asia, kierująca dużą kliniką medyczną i spełniająca się dodatkowo doskonale w tworzeniu pięknej osady, miejsca wypoczynku nad morzem. Agata, świetna nauczycielka organizująca wszelką pomoc dla swoich biedniejszych uczniów, nieśmiało opowiada czasem o potrzebach dzieci. Rozwiązanie i środki znajdują się niemal natychmiast, bo każda z naszej grupy miała w życiu trudny czas.

Większość z nas stworzyła z mężami długoletnie, szczęśliwe związki, co jest ogromną wartością, ale może czasy były wtedy łatwiejsze, a fundamenty mocniejsze. Nie zawsze jest jak w bajce, w której przez dwadzieścia lat żyła Iwona. Mądra i piękna matka dwóch chłopców, której mąż z dnia na dzień zamienił ją dosłownie na „nowszy model”, bo dziewczyna okazała się być niemal klonem żony, a Iwona jest naprawdę nietuzinkową pięknością. Ten sam typ urody, styl ubierania, ale młodsza. To nic, że w kręgu znajomych dziewczyny mówi się o jej nowym partnerze „wujek”. Cieszę się, że Iwona świetnie sobie radzi sama. Podobnie jak Justyna, właścicielka firmy, którą założyła i prowadzi z wielkim powodzeniem. Jej mąż, ledwo wiążący dziś koniec z końcem lubił jej powtarzać, że jest prostą dziewczyną ze wsi, nic nie umie i po rozwodzie zginie. Przed ślubem był uroczy, a wszystkie dziewczyny zazdrościły jej takiego przystojniaka. Justyna dopiero po ślubie zauważyła, pod jak wielkim wpływem toksycznej matki jest małżonek i jak destrukcyjny wpływ ma to na ich związek. Teściowa potrafiła np. zaprosić na wigilię tylko syna z dzieckiem.

Po trzech latach od rozwodu Justyna nadal boryka się z problemami, o których chciałaby już zapomnieć. Były mąż nie może znieść, że dziewczyna świetnie sobie radzi finansowo, a przy tym jest doskonałą matką, której dzieci ufają i którą bardzo kochają. Justyna przyznaje, że udaje jej się dzięki terapii, której musiały się poddać także dzieci. Wiem jednak, że to też zasługa jej niesamowitej mądrości i siły. Dojrzała już do myśli o nowym mężczyźnie, który byłby dla niej prawdziwym partnerem, dał wsparcie emocjonalne i poczucie bezpieczeństwa. Spróbowała przez internet. Po kilku próbach pomysł zarzuciła. Panowie okazywali się być niepoważni, a na spotkaniu face to face nie chcieli nawet przedstawić się z nazwiska.

Internet może ułatwia życie, ale w sprawach związków sprawdza się stosunkowo rzadko, czasem działając wręcz niszcząco.

Przekonała się o tym Paula, jedna z cudownych trzydziestokilkulatek, które znam dobrze. Jej partner — wielki amator kobiecego piękna, założył kilka kont na portalu społecznościowym, by móc poszerzyć krąg swoich piękności. A przecież oboje piękni, młodzi, maleńka córeczka, sielanka. Paula mówi, że kiedy zamieszkali razem, jej ukochany nie potrafił zrobić sobie nawet kanapki, gdyż do tej pory wszystko pod nos podawała mu mama. Nowy partner rozumie obawy Pauli przed związaniem się z mężczyzną i zaufaniem mu. Jej oczy jednak znów błyszczą i mówi, że czuje się wreszcie kobietą. Karolinie życie ułożyło się z drugim mężem, z którym tworzą niemal modelowy związek. Może dlatego, że oboje są po przejściach… Przyznaje, że dopiero teraz czuje się bezpiecznie i wie, że ma u boku prawdziwego mężczyznę, na którego może zawsze liczyć, a kiedy wraca późno z pracy, czeka na nią ciepła kąpiel i pyszna kolacja.

Gdzie te księżniczki, bojące się pracy, żądne kasy…? Naprawdę znam tylko wspaniałe dziewczyny, które nieustannie podziwiam za odwagę i pragmatyzm, ogromną chęć realizowania się nie tylko w roli żony i matki. To kobiety, które świetnie radzą sobie godząc wiele obowiązków i funkcji, nie zatracając kobiecego ciepła i uroku. Na wskroś nowoczesne, a przy tym wyciszone i świadome na tyle, by nie stawiać sobie wciąż nowych zadań, udowadniać coś światu. Nie muszą mieć, chcą być.
Moje dziewczyny, jestem z Was dumna!

Imiona moich bohaterek zostały zmienione.
…………………………………….
Beata Retmantowicz — ukończyła filologię germańską na Uniwersytecie Łódzkim. Mieszka w Konstantynowie Łódzkim. Jest szczęśliwą matką dwójki dorosłych dzieci. Obecnie znów nauczycielka, choć była też restauratorką.
14.03.2020

BEATA RETMANTOWICZ Moje dziewczyny
6 votes, 3.67 avg. rating (75% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
Jeden komentarz

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.