To była rozmowa z wyjątkową artystką, ponieważ niewielu jest ludzi wewnętrznie wolnych, odważnych i niezależnych. Ewa Sonnenberg mówi rzeczy trudne do zaakceptowania. Robi to z królewską gracją. Czasami kłując fragmentami prawdy boleśnie jak sztyletem, zadziwiając błyskotliwością, zdradzając swoje myśli o tym jaki jest świat. Czym jest sztuka. Kim jest człowiek. Społeczeństwo. I czy naprawdę można być w życiu tym, kim się chce.
[Na zdjęciach Ewa Sonnenberg żródło: archiwum prywatne i materiały prasowe]

EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
EWA SONNENBERG wywiad
previous arrow
next arrow
Slider

Portal Eprawda: Czytałem, że lubisz obserwować ludzi i dlatego jesteś fanką Facebooka.

Nie jestem fanką Facebooka, to wymysł tak zwanej nowoczesnej cywilizacji powszechnie zwany również medium społecznościowym. A ja stronię od wszystkiego, co wiąże się z tłumem. Jestem indywidualistką i wierzę tylko w siebie i w swoją sztukę. Nie znoszę tłumu, motłochu, plebsu, od dziecka brzydziłam się czymś takim. Zawsze czułam się na Ziemi jak książę. Można nawet powiedzieć: „jak książę ciemności”, jeśli to komuś sprawi przyjemność, a mam nadzieję że są tacy. Zawsze trzymałam się z boku, na dystans i nie lubiłam się spoufalać. Nie miałam przyjaciół czy znajomych, a jeśli – byli to ludzie zawsze dużo starsi ode mnie. Tylko tacy ludzie mi imponowali i potrafiłam w nich znaleźć odpowiednich partnerów do rozmów i przebywania. Facebook przez jakiś moment stał się ważny dla upowszechniania mojej poezji, ale niestety od jesieni tamtego roku mam zablokowany dostęp na mój profil. Tak że wynika z tego, że to nie ja lubię obserwować ludzi, a raczej ktoś lubi obserwować mnie i posty jakie umieszczałam na Facebooku.

 
Blokada trwa już jakiś czas, ale też jakoś już nie zależy mi na tych facebookowych prezentacjach artystycznych. Niekiedy kieruje się takim założeniem, że jeśli ktoś wykonuje jakiś gest w moją stronę, nawet negatywny, należy to pozostawić samemu sobie. Dlatego też jakoś nie histeryzuję, że nie mam już tego obszaru, jakim był Facebook, i że już niestety nie pozwala mi się umieszczać postów z moimi wierszami i zdjęciami dla moich czytelników. Dzięki temu zyskałam około 5 godzin więcej w ciągu dnia, bo tyle mniej więcej przebywałam codziennie na Facebooku. Facebook przez jakiś czas był wielką przygodą, pamiętam jeszcze w sobie te emocje dzielenia się z czytelnikami tym, co aktualnie przeżywałam, tym, co stanowiło dla mnie największą wartość, tym, co miało moich czytelników naprowadzić na wolne i prawdziwe myślenie.

Tak… kilku pisarzy i filozofów, o których słyszałem, było mizantropami: William S. Gilbert, Artur Schopenhauer. Martin Heidegger, Jean Paul Sartre. Teraz doliczę do nich Ewę Sonnenberg [śmiech]. Jesteś odludkiem? Samotnikiem? Izolujesz się od świata czy wprost przeciwnie — lubisz dobre towarzystwo i dobrą zabawę. Bo nawet przyjmując, że większość ludzi jest beznadziejna, to nie brakuje przecież takich, którzy chcą i potrafią się dobrze zabawić.

Nudzi mnie wszystko w świecie. Świat wydaje mi się jak zbiorowy grób, gdzie nic nie ma w sobie prawdziwego życia. Zresztą nasza cywilizacja jest cywilizacją śmierci. Już w chwili urodzenia jesteśmy przeznaczeni i naznaczeni śmiercią. Nie rodzimy się przecież po to, by żyć wiecznie. Wszystko w tym świecie podlega zniszczeniu i rozpadowi. Tak jest stworzony ten świat, że coś, co się rodzi, przeznaczone jest na śmierć, rozpad i gnicie. To jest cywilizacja śmierci, organiczność jest synonimem śmierci. Organiczność w formie roślin, zwierząt, ludzi to wyjątkowo zawodny produkt biologiczny. Wydaje się, że to, co żyje wiecznie, jest poza organicznością jak jakiś szlachetny metal, kruszec lub kamień. To, co wieczne, jest jak liczba, dlatego słowo od początku jest skazane na porażkę, na mutacje, na chorobę.

Świat jawi mi się jak jakiś śmietnik, po którym się łazi i zbiera jakieś resztki, które jacyś ludzie nazywają pięknem, dobrem, prawdą.

Ale to śmietnikowe rzeczy, takie, które można jeszcze bardziej zniszczyć i zdegradować. Prawdziwie bezcenny produkt jest hermetyczny i niedostępny.
Jak to napisał Herbert w wierszu Studium przedmiotu: „piękny jest ten przedmiot, którego nie ma”. Ale czy można nazwać zabawą świadomość tego, że żyje się w świecie nieustającego rozkładu, niedoskonałości i jakichś resztek. Choć kiedyś, na jakimś dalekim spacerze, powiedziałam sobie: kochaliśmy ten świat za to że był niedoskonały. Właśnie ta niedoskonałość świata najbardziej mogła przyciągać, bo ten świat jest jak jakiś źle skonfigurowany program „reality”, podczas gdy gdzieś istnieje doskonałe cyfrowe odniesienie do tego świata bez jednej skazy, bez jednej niedoskonałości, bez jednej nieprecyzyjnej wartości. Jest jedynie kolorem bez wskazań na słowo, znaczenia czy sensy, logos to wymysł słowa, które jest jak upadek w ten gorszy świat, jest jak czyjaś łza, którą ktoś inny próbował nazwać i wtedy musiał zacząć używać słów. W ogóle uważam że Raj jest ogrodem, który wyrósł na pięknie ciała Umarłej — Ukochanej, że historia świata wcale nie zaczyna się od księgi Rodzaju. To, że zaczyna się jakaś cywilizacja człowieka i przekaz dla człowieka w słowie już oznacza upadek. To zresztą piękna metafora: Ogród Raju jako inna forma Umarłej-Ukochanej, i ten ogród, który ma być jedynie pocieszeniem dla tego, kto opłakuje i tęskni za Ukochaną. Wracając do zabawy i tego świata — w sumie te resztki, odchody, słabości, mogą też kręcić, bo taka sytuacja nie stawia wymagań, między odchodami i resztkami na wiele można sobie pozwolić, jak choćby na bycie artystą. Ale też inaczej — w tym, co niedoskonałe, można odnaleźć własne uczucie wzruszenia, czułości, a nawet litości i współczucia.

Wspominałaś przed chwilą o autopromocji. Jaki jest jej ostateczny cel? Kim chciałabyś zostać? Kim chcesz być? Miliarderką? Noblistką? Królową? Bogiem? A może Diabłem?

Nie chcę być nikim. Mam gdzieś bycie kimkolwiek. Od dziecka miałam to gdzieś. W sumie to jako dziecko chciałam być szpiegiem — akurat wtedy w telewizji leciał taki radziecki film Stirlitz o szpiegu z ZSRR. Bardzo mi się to spodobało, to trwanie nieustannie w napięciu i w niebezpieczeństwie. Od dziecka lubiłam ekstremalne doświadczenia, ale kaskaderem też jakoś nie chciałam zostać. Ani kaskaderem, ani kosmonautą. Ale to krótko trwało, prawdę mówiąc miałam gdzieś kim chce być. Liczyło się dla mnie tylko to, że w ogóle jestem i że jest świat wokół mnie — to zawsze mnie cieszyło. Chociaż, prawdę mówiąc, już jako dziecko założyłam sobie, że zostanę pisarką.

EWA SONNENBERG wywiad

Na zdjęciu: okładka najnowszej książki Ewy Sonnenberg “Moi papierowi kochankowie” 2017. Wydawnictwo Rita Baum

W wieku 4 lub 5 lat nauczyłam się czytać i pisać i od razu zaczęłam pisać moje teksty, które tytułowałam Historyjki. Zrobiłam sobie biurko z tekturowego pudełka, od ojca wzięłam pióro, jakiś zeszyt i pisałam, traktując to bardzo poważnie, jakbym to robiła od zawsze. Co tu dużo mówić, od początku wiedziałam, że będę moje pisanie traktować zawodowo. Ale tak w ogóle, to bycie kimś zawsze uważałam za jakiś fałsz. Bo to było jak granie jakiejś roli, a nie prawda o mnie czy o byciu człowiekiem. Prawdę mówiąc to nie wiem czy człowiek zostaje tym bądź tamtym, bo tego chce czy dlatego, że tak go widzą inni ludzie. Że gdyby był kimś innym niż chcą tego ludzie być może robiono by takiemu komuś jakieś trudności lub nawet może źle by mu się żyło.

W sumie można być wszystkim, kim się chce. To wszystko są jedynie role społeczne uwarunkowane aktualnymi realiami. To chyba proste, że jak spotyka się królową to czujemy, że również wypadałoby być jak królowa. Jak jest popyt na lekarzy, to kończy się medycynę i wybiera się zawód lekarza, a nie astronoma. Są też ekstremalne przypadki jak spotyka się na swojej drodze mordercę, który wyciąga nóż i chce nas zabić — wtedy i atakowana osoba może okazać się mordercą nie gorszym od tego, który zaatakował. Tak że to sytuacja i społeczeństwo czynią z nas postaci, jakimi jesteśmy, a nie to kim jesteśmy w głębi ducha, bo to w sumie nie ma dla świata znaczenia. To można zaobserwować na przykładzie historii. Taka postać Kaliguli. Nie byłoby okrucieństwa Kaliguli, gdyby nie to, że wymordowano mu w okrutny i podstępny sposób cała rodzinę. Dużo jest takich przykładów z historii jak to sytuacja i otoczenie kształtują danego człowieka.

Jesteś religijna? Chodzisz do kościoła? Co sądzisz o Papieżu Polaku — w świetle nowych faktów, podnoszą się krytyczne głosy, że Jan Paweł II nie zasługuje na status świętego, ponieważ kazał kryć afery pedofilskie wśród księży.

Nie znam się na kościelnych realiach. Daleko mi do kościołów, a zwłaszcza katolickiego. Właściwie to bliżej mi do tych pedofilii kościelnych niż do kościołów. Właściwie to bardziej rozumiem pedalstwo kleru niż te ich mury kościelne. Bo w sumie nie wiadomo, kto bardziej zasługuje na czułość mury kościoła czy pedały kościelne, instytucja kościoła czy pedofile z trzęsącymi się rękami na widok ślicznych małych dziewczynek w kątach krucht. Ale nic mi do tego — na pewnym etapie mojego życia odrzuciłam religię katolicką i kościoły. Nic mnie już nie łączy z katolicyzmem i z kościołami, z ich problemami i grzechami.
Ja nie jestem spowiednikiem kościoła katolickiego. Zresztą z tą pedofilią to chyba jest różnie. Ale ja ani nie spowiadam ani nie rozgrzeszam. A na status świętego to po takich postaciach, jak św. Franciszek czy ksiądz Jerzy Popiełuszko właściwie już nikt nie zasługuje na status świętego. Każdy święty to profanacja zbrodni dokonanej na tym ostatnim księdzu. Dla mnie Popiełuszko jest ostatnim księdzem kościoła katolickiego i na nim kończy się kościół katolicki. Ale to moje własne zdanie.
Po takim heroizmie walki o prawdę tego księdza nie sposób spojrzeć na żadną inną postać w kościele, bo to by było jak zdrada walki w imię prawdy. Zresztą, jak już mówiłam, nie zajmują mnie tematy kościelne, kiedyś w dawnych czasach grzecznie chodziłam do spowiedzi, ale wydaje się jakby to były wspomnienia z jakiegoś nieistniejącego świata. Wszystko się bardzo zmieniło od czasów mojego dzieciństwa, a nawet młodości. Nie mówię, że na gorsze, ale taka instytucja jak kościół już nie jest tak potrzebna jak kiedyś.

Ludzie się wycwanili, uważają, że do szczęścia wystarczą jedynie pieniądze i orgazm,

a nie Bóg i wiara w Chrystusa. Wygląda na to, że ta cała scheda po starym i nowym testamencie jakby została zupełnie zlaicyzowana i zbagatelizowana przez ludzi. Ale ja nie jestem egzegetą ani mistykiem, a tym bardziej kaznodzieją czy nauczycielem ludzi. Prawdę mówiąc, nie interesuje mnie problem kościoła katolickiego czy jakieś dwuznaczności, czy trudne tematy wokół tej instytucji. To nie mój problem.Ja nie zakładałam tego kościoła, to nie ja zostałam oszukana i olana przez wiernych. Trzeba powiedzieć, że to wielka odwaga założyć taki kościół i wziąć na barki tylu modlących się oszołomów. Aż płakać się chce, jak widzi się tych facetów w sukienkach wznoszących oczy do nieba. Już nie wiadomo czego bardziej szkoda tych facetów czy nieba.

Masz jakichś wrogów we Wrocławiu?

Sama nie wiem. Raczej nie powinnam. Jestem jak każdy w tym mieście i w tym kraju. Chyba raczej niczym się nie różnię od innych ludzi, ale faktem jest że od dziecka nie wiedzieć czemu drażniłam ludzi. W szkole podstawowej miałam tak poważne problemy z dziećmi, które mnie nieustannie biły i goniły korytarzami szkoły, że aż moja rodzina musiała interweniować u dyrektorki. Jakaś tam nauczycielka polskiego, chyba w trzeciej albo w czwartej klasie, powiedziała do dzieci, że mam niemieckie nazwisko i że trzeba mnie bić. Mój dziadek wtedy się bardzo zaniepokoił, bo nosząc to rzeczywiście niemieckie nazwisko, podczas II wojny światowej walczył po stronie Polski i otrzymał szereg medali. Znał biegle niemiecki i podczas wojny wielokrotnie proponowano mu podpisanie listy, że jest Niemcem, ale on nigdy tego nie zrobił. Przeciwnie podkreślał swoją polskość. Tym bardziej był zdenerwowany, gdy dowiedział się, co mnie spotyka. Ale to dawne czasy.

Potem, jak zaczęłam w połowie lat 80 studiować na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, zaczęto mówić, że to żydowskie nazwisko i wtedy opowiadano mi sporo ohydnych kawałów i przytyków o Żydach. Tak że coś w tym jest, że niekiedy budziłam w ludziach dziwne uczucia niechęci. Niekiedy się nawet zastanawiałam skąd się to bierze, jakoś nie znalazłam odpowiedzi. Jedyne co po tych wszystkich latach wiem to to, że człowiek w ogóle jest organizmem zawodnym i mało wiarygodnym. Że człowiek raczej dysponuje negatywnością niż pozytywnością. To znaczy, gdyby miał wybrać zdradę i wierność większość wybrałaby zdradę. Gdyby miał wybrać kochanie kogoś i nielubienie wybrałby nielubienie. Gdyby miał wybrać wartość, ale okupioną trudem i bezwartościowość zdobytą łatwo i przyjemnie, wybrałby bezwartościowość. Ale co mi do tego, właściwie to może cieszyć. W sumie byłam zawsze zazdrosna że ludzie mogliby być dobrzy, kochający i mili. A taka chciałam być zawsze ja, nikt inny. To tak mówiąc żartem. A na serio, mało mnie to już wszystko obchodzi, kto jakim jest czy ktoś mnie kocha, czy nienawidzi, bo nie wiem czy w sumie nie wychodzi na jedno i to samo, a jeśli chodzi o wrogów, to ponoć im się ma więcej wrogów tym ma się większą wartość. Im więcej wrogów, tym człowiek bardziej rozumie siebie i swoje miejsce w świecie.

Porozmawiajmy przez chwilę o poezji. Których poetów kochasz, a których nienawidzisz?

Nie ma takich poetów. Dla mnie jedynym Twórcą jest Anioł Gibril, który podyktował Koran i to tyle. I kilku poetów sufi, i kilku poetów buddyjskich. Ja w ogóle nie lubię sztuki wytwarzanej przez ludzi. Uważam, że to zbyteczny produkt pseudo uczuć, udawanego przeżywania świata i ludzi oraz ubogiego obcowania z wewnętrznym ja. To mnie nie obchodzi, te wszystkie ludzkie próby i usiłowania dotarcia do miejsc dla ludzi zakazanych i przesłoniętych. Do obszarów, gdzie mieści się to prawdziwe piękno. To, co robią ludzie to dla mnie nie jest sztuka tylko jakieś mierne próby robienia sztuki. Zresztą o tym tez pisze Platon w którymś ze swoich dialogów. Że tworzenie sztuki to nawet nie jest odbicie idei w przedmiocie, ale odbicie idei w przedmiocie przedmiotu. Że więcej artystycznej prawdy ma dobrze wyheblowany stół od takiego stołu pokazanego na obrazie.

Myślę podobnie o poezji, ale nie zgadzam się z tym, ze sztuki mogłoby nie być. Sztukę tworzą jednostki wyjątkowe, uduchowione. Szczytowym osiągnięciem ludzkiej twórczości jest muzyka, ponieważ jest żywym bytem — muzyka płynie, tak jak płynie czas — jest żywa, namacalna, jest realną energią, a nie pustym słowem, znakiem na papierze. Muzykę można poczuć, przenika przez ciało jak fala ciepła. Dlatego nawet osoby niesłyszące odczuwają potęgę muzyki. To wszystko dlatego, że muzyka to dźwięk, a dźwięk to fala złożona z atomów, czyli z materii.  Zatem obcując z muzyką, obcujemy z żywym bytem. Jeden z moich znajomych recenzentów powiedział, że 70% współczesnej poezji polskiej to grafomania. Twoja poezja mi się podoba ponieważ nie jest liryczna, nie jest egzaltowana. Poezja powinna być intelektualną bombą, a nie egzaltacją. Z kolei inny mój znajomy pisarz powiedział kiedyś, że rolą sztuki jest tworzenie piękna. Czy wiesz czym jest piękno?

Nie wiem. Ja jestem pięknem. Jakiś mój gest bywa pięknem. Moja poezja jest czystym pięknem. Ja sama dla siebie jestem pięknem. Mam już tyle lat, że nie szukam piękna na zewnątrz bo już mnie to mało obchodzi. Młodość ma to do siebie, że lubi szukać rzeczy poza sobą by siebie uwydatnić w świecie i utwierdzić w realiach. Że jest coś więcej niż ja, że istnieje coś jeszcze poza mną. Ale teraz? Jedno wiem: to człowiek projektuje własne piękno na przedmioty, które nazywa pięknymi lub które się podobają. Nie ma autonomicznego piękna, piękno staje się poprzez pięknego obserwatora.

To widzimy w świecie, jacy jesteśmy wewnętrznie. To odczuwamy ze świata, jak bardzo ten świat jest w nas. Mieć świat w sobie to kochać świat. Ale to już inne tematy. Piękno jest też pojęciem względnym i umykającym. Mało uchwytnym i tak jak słowo właściwie nienamacalnym. Piękno bywa uczciwą pracą i dyscypliną. Piękno to również szczerość i siła, heroizm charakteru. Prawdę mówiąc gdyby pojawiła się na Ziemi idea piękna zostałaby przez ludzi natychmiast okaleczona lub nawet zniszczona. Może dlatego człowiek się nie dowie czym jest to prawdziwe piękno.

Czy człowiek może być wolny? Czy wolność nie jest najważniejszą wartością w życiu człowieka? A jeśli nie, to co nią jest — miłość, dobro, sprawiedliwość? Co nam z miłości, jeżeli będziemy zamknięci w klatkach — i nie mam tutaj na myśli klatek naszego umysłu, tylko prawdziwe więzienia, do których zamyka się wszelkich aktywistów, opozycjonistów, a nawet niepokornych artystów.

Te wszystkie terminy, którymi operujesz, wydają mi się mocno przestarzałe. Wolność, miłość, dobro, sprawiedliwość. To określenia całkowicie demode. I nie mówię tego, żeby kokietować czy łkać za czymś, co bezpowrotnie przeminęło. Po prostu są to określenia z jakiegoś starego systemu i z jakiegoś świata którego nie ma już. Nie znam się też na więzieniach, bo i skąd. Nigdy takimi tematami się nie zajmowałam. Poza może losem Jean Geneta, którego literaturę od zawsze bardzo ceniłam i lubiłam. Poza tym z tego co wiem tym aktywistom i opozycjonistom wcale tak źle w tych więzieniach nie jest, potem wychodzą z nich sławni i opromienieni walką o naszą i waszą wolność. To kolejny rodzaj tworzenia fasady w masowym więzieniu zwanym ludzkość. I to publicity więzienne takich ludzi, artykuliki w gazetach i filmiki na Youtube. Niepokornych artystów też już raczej nie ma, a ci co udają niepokornych są tworzeni przez system na użytek tworzenia ułudy niepokorności. To jedna blaga i gówno. Gdyby pojawił się prawdziwie niepokorny artysta nie byłby w więzieniu, ale zostałby po prostu zlikwidowany przez system. Z tego co wiem system raczej się nie cacka z niewygodnymi jednostkami. Więzienia to takie hanhary na pokaz z tuzinem pedałów do wyruchania pod prysznicem.

Pussy Riot eprawda

Na zdjęciu: rosyjska grupa rockowa Pussy Riot. W 2012 roku, trzy członkinie grupy zostały skazane na 2 lata więzienia, co spotkało się z szeroką krytyką na świecie. Źródło: Wikipedia

Z tego co mówię wynika, że niby jestem buntownikiem i coś tam, a to nieprawda. Z chęcią bym była takim artystą, który stworzyłby dla ludzi taką egzystencję, żeby budzili się w więzieniach i zasypiali w więzieniach. Prawdę mówiąc sympatyzuję z orwellowskim sposobem porządkowania jednostek w społeczeństwie. Każdy ponumerowany, z kodem numerycznym wytatuowanym na czole i z kodem paskowym. Z chipem na dupie i chipem na ręce. Oczywiście te chipy miałyby nie tylko ułatwiać transakcje, ale również możliwość nieustannego namierzania i nieustannej kontroli. Ale to oczywiście zbyt piękne i zbyt czasochłonne, żeby poświęcać czas na taki rodzaj społeczeństwa. Lepszy jest chaos i brak rozeznania. Zresztą mnie to gie wszystko obchodzi. Więzienia, społeczeństwa, niepokorni artyści, opozycjoniści, aktywiści… ja po prostu już w coś takiego nie wierzę. Wierzę w skurwysyństwo i łamanie życiorysów pod dyktando jakichś niedouczonych panów bez skrupułów.

Wcześniej pytałeś mnie, czym jest dla mnie piękno. Właśnie tym, orwellowska rzeczywistość całkowicie hermetyczna i homogenizowana, syntetyczna i sterylna, wszystko idealnie zaprogramowane co do sekundy. Bez wiary w cokolwiek, bez Boga, bez dziecinnego gadania o duszy i duchowości. Słowem pusta wypolerowana płaszczyzna z konkretnymi dyrektywami i nakazami. Jak to właściwe słowo, które posiada wytyczony obszar do stworzenia danej rzeczywistości.

Co Ci sprawia przyjemność? Co daje uczucie ulgi od bólu życia, od cierpienia? Co robisz by poczuć się dobrze?

Powinnam chyba powiedzieć, że idę do burdelu i relaksuję się przy jakiejś prostytutce lub przy jakimś żigolaku. Bo to tak ładnie brzmi, chyba jakoś prospołecznie. W sumie to taki żigolak jak najbardziej. Zawsze lubiłam zabójczo perwersyjnych facetów, zblazowanych bydlaków z rozepchanym odbytem od miłości pedalskiej i takich, co to nie poetyzują zbytnio przy byle suczce. Tak, seks jest dobry na ból i cierpienie. Jak się bardzo cierpi, to całkiem nieźle wyruchać coś co się jeszcze rusza. Wtedy oczywiście pełny relaks. W sumie to nie wiem, co jest lepsze na cierpienie: ruchać czy być wyruchanym. Nigdy nie opuszczam codziennych wiadomości i programów oświatowych.

W sumie wychodzi też na to, że relaksują mnie dramaty i tragedie oglądane na portalach informacyjnych. Prawdę mówiąc nigdy nie unikałam cierpienia, bo byłoby to dla mnie jak tchórzostwo. Dlatego nigdy nic nie robiłam, żeby poczuć się dobrze; przeciwnie drążyłam ból i cierpienie by iść w tym bólu i cierpieniu jeszcze dalej. Unikać bólu i cierpienia to jak zdradzić, jak zdezerterować, jak skalać się tchórzostwem. To jak być małostkowym, płytkim i nic niewartym człowiekiem

Rozważałaś wyjazd z Polski na stałe? Wzorem Mrożka albo Gombrowicza — na południe Francji albo do Włoch — do jakiegoś przyjemnego, eskapistycznego azylu, z daleka od złych wspomnień. Można w ten sposób rozpocząć nowe życie, a przecież pisać można wszędzie.

Ja nie mam złych wspomnień poza mniej lub bardziej ekstremalnymi. Jakoś nigdy nie myślałam, by gdziekolwiek wyjeżdżać. Miałam takie okazje kiedyś, ale jakoś nie skorzystałam. Uważałam, że jestem polską poetką i moje miejsce jest w Polsce. Czesław Miłosz mówił, że poezję pisze się językiem dzieciństwa, dlatego pozostawałam w kraju swojego dzieciństwa. Od dziecka miałam świadomość, że to prowincjonalny i biedny kraj, bez prawdziwej nośnej historii i bez wielkiej sztuki i kultury. Raczej przypadkowy zlepek jakichś wydarzeń historycznych. Jeszcze może czasy królów dynastycznych Piastów i Jagiellonów mogą przekonywać co do jakiegoś europejskiego poziomu, ale potem ten kraj nie miał w Europie żadnego znaczenia. Ale mimo to lubiłam ten kraj i podobała mi się jego prowincjonalność, o której zresztą pisze w swoich dziennikach Witold Gombrowicz.

Ja zawsze lubiłam małe biedne państwa, jak i prowincję. To były moje ulubione rewiry i obszary, w których się czułam dobrze i na swoim miejscu. Ale już jako dziecko wiedziałam, że Polska jest mało znanym krajem z nieciekawą historią. Nie było porównania z historią Francji i wyrafinowaniem królów i dworu francuskiego. Czy taka Anglia lub Niemcy, gdzie panował przepych, bogactwo z rozmachem, najwyższy poziom intelektualny, artystyczny. Nie mówię już o historii Włoch, która jest wielkością samą w sobie jeśli chodzi o władców, dwory książęce, mecenasów sztuki czy artystów. Już jako dziecko to wiedziałam, ale mimo to nawet przez chwilę nie chciałam nigdzie wyjechać. Jako dziecko właściwie fascynowałam się prehistorią i starożytną Grecją. Ale tam też mnie nie ciągnęło.

W sumie lubiłam podróżować, ale zawsze wracałam do siebie, do swojego biurka, do swojego miejsca, do swoich przedmiotów, do swoich rzeczy. Ja życie rozpoczęłam już w dzień swoich urodzin a nowe życie zaczynam każdego dnia, gdy się budzę. To nie ma znaczenia, gdzie jestem, znaczenie kiedyś miało to, że pisałam dla ludzi, którzy mówili językiem mojego dzieciństwa i w tym języku mogli mnie czytać. Ale to teraz jest właściwie mało ważne. W sumie to nie mam już dla kogo pisać. Moje pisanie było miłością, ale ta miłość okazała się zupełnie niepotrzebna. Nie sądzę, żebym miała obecnie sporo czytelników, a za jakiś czas zupełnie przeminę i tego bym sobie życzyła w ramach nowego życia, ale już na tamtym świecie.

Jak poetka polska jest traktowana we własnym kraju?

Nie chcę odpowiadać na to pytanie.

Która rzecz jest dla Ciebie najważniejsza? Co chciałabyś powiedzieć ludziom na świecie?

Szczere? Spierdalać. To oczywiście mówiąc żartem. Nie posiadałam rzeczy najważniejszej by móc o niej mówić — i w imieniu której móc mówić do ludzi. A gdybym nawet posiadała taką rzecz, to ukryłabym ją w płaszczu mojego serca, jak kiedyś napisał poeta suficki Kabir — i byłabym niemową by nikt nie przejrzał moich słów. Stałabym się wtedy niema jak kamień by nikt nie rozpoznał kim jestem. Gdyby wyrwano mi serce by odebrać mi tę rzecz, kamień stałby się wtedy ogniem. Gdyby chciano ugasić ten ogień, moje serce stałoby się niebem pełnym deszczu by pochłonąć ten ścigany przez ludzi ogień wraz z tym deszczem. Kiedyś dawno temu sporo mówiłam o Prawdzie, pięknie i prawie do wolności każdego człowieka. Ale nie wiem czy to są dla ludzi rzeczy najważniejsze. Chyba raczej nie.
A jakoś o pieniądzach, seksie i odpowiednim ustawieniu do przychylnych wiatrów historii, nie miałam ochoty ani pisać, ani rozmawiać, ani mówić, bo po prostu nie znałam się na takich rzeczach, a chyba te rzeczy są dla ludzi najważniejsze. Brzmi dziecinnie prosto, ale jest to też dziecinnie prosta prawda o świecie. Nic nie mam do powiedzenia ludziom. Mam sporo do powiedzenia swoim wierszom na ciągle czekającej na mnie białej kartce papieru. Jestem na tej kartce jak jedna z liter, ale nawet nie wiem w jakim języku jest zapisana ta litera. Ludziom mogę życzyć jedynie jakiś wesołych świąt i dalszych sukcesów w zdobywaniu świata i w rządzeniu światem.

Jak osiągnąć artystyczny sukces? Jak zdobyć sławę i pieniądze?

Co epoka, to chyba inna metoda osiągania sukcesu. Raz chyba delikatność i kokieteria. Raz odpowiedzialność i pracowitość. Innym razem przemoc i niszczenie przeciwnika. Jeszcze innym razem gry nie fair i bezczelność. Można by się zastanowić jak zdobył sławę i sukces towarzyski taki Casanova.

EWA SONNENBERG wywiad

Na zdjęciu: portret słynnego uwodziciela Giacomo Casanovy, pędzla Antona Mengsa. 1760. Źródło: Wikipedia

Ciekawa jest też kariera rewolucjonistów francuskich z roku 1792 i taki zaskakujący przełom historyczny. Interesująca jest popularność i kariery świętych. Niby nic, pokora i cierpienie, a tu nagle, że sława i że można na takim zarobić kasę. Albo w jaki sposób przebiegała kariera Chrystusa. Z tego co wiem, to ten facet zrobił chyba największe pieniądze w historii. To był chyba największy biznes w historii ludzkości, większy od takiego nawet Steve Jobsa — twórcy Apple’a. Mozart na przykład nie zrobił wcale kariery za życia, jakby się wydawało — wprost przeciwnie — był niedoceniany należycie. Prawdę mówiąc, patrząc na historię, pewnym ludziom zaczęło zależeć na robieniu kariery sławie i pieniądzach dopiero w pewnym okresie istnienia kultury europejskiej. Wcześniej takiemu Leonardowi da Vinci wystarczało że był i że miał coś do powiedzenia ludziom, nie myśląc o tym czy będzie sławny i czy zrobi karierę. Isaak Newton chyba też nie myślał o nagrodzie Nobla, pisząc swoje trzy zasady dynamiki czyli podstawę naukową fizyki tradycyjnej.

Ci ludzie po prostu posiadali w sobie tęsknotę za jakąś Tajemnicą, którą nazywali niekiedy nauką, innym razem sztuką, jeszcze kiedy indziej poszukiwaniem i umiłowaniem mądrości. Największymi znawcami od robienia kariery są chyba rockmeni i aktorzy, ale nad nimi pracuje cały sztab ludzi. Nie znam się na robieniu pieniędzy, nie mam głowy do geszeftu. A sukces i sława to rzeczy, które różnie się zdobywa i mają też różny wymiar. Jest sukces i sława jak Mount Everest, a bywa sława i sukces jak babka z piasku. Ale nic mi do tego. Po latach zdobywania sławy i sukcesu, raczej jakoś te słowa nabrały jakiś innych znaczeń. Moje wiersze raczej drażniły i budziły niechęć aniżeli przychylność. Jedynie co, to ciekawiły, intrygowały i inspirowały całe rzesze młodych poetów czego mam świadomość.

Nawet zdarzało się, że niekiedy pisano pode mnie i w moim stylu. Tylko ciekawość mnie, pobudzała ludzi do obcowania z moją poezją, a nie z moją prawdą, by naprawdę zrozumieć i odczuć moje ciało mojej poezji. Ciekawość i węszenie za skandalem, prowokacją. Nic poza tym. Raczej mądrość i nauka piękna nie interesuje ludzi jakby się wydawało. Słowem żeby zdobyć sukces należy być powierzchownym, płytkim, znać parę chwytów z socjotechnik i robić dobrą minę do złej gry, warto również od czasu do czasu uświnić się bo taki uświniony ktoś robi się nagle taki swojski i łatwy do zrozumienia, a jeszcze jak trąci tym samym smrodem i gównem co jakaś wygodna większość, to już w ogóle pełny respekt i bierzemy cię. Dla bardziej wyrafinowanych dodałabym kilka treści podświadomych i kilka komunikatów podprogowych. Ten opis dotyczy oczywiście czasów obecnych. Oczywiście, inaczej zdobywa sukces mężczyzna, a inaczej kobieta. Ale to już lepiej by napisać bestseller jak być pięknym i bogatym.

Jak jesteś przygotowana na koniec świata i koniec ludzkości? Katastrofa klimatyczna. Susze. Pandemie o wiele bardziej zabójcze niż obecny covid – 19. Jesteś przygotowana na śmierć?

Ja od zawsze byłam przygotowana na śmierć — od pierwszego dnia mojego życia na Ziemi. A czy ty też jesteś przygotowany na śmierć? Ile razy dziennie myślisz o swojej śmierci i umieraniu? Boisz się śmierci? Czy ludzie boją się śmierci? W sumie to pytanie o przygotowaniu na śmierć powinno się zadać terroryście-samobójcy, bo chyba tylko ci faceci wiedzą czym jest przygotowanie na śmierć. Oni to chyba traktują jakoś tak zawodowo więc chyba ich odpowiedź bardziej by ciebie usatysfakcjonowała na twoje pytanie, a nie odpowiedź jakiejś poetki z prowincjonalnego kraju. Oni to chyba traktują jakoś bardziej niż zawodowo — to chyba bywa ich sensem życia.
Ja raczej jako poetka planuję długie i płodne życie w wiersze. Jest jeszcze do napisania wiele książek przede mną i raczej nie wybieram się na łono Abrahama, wbrew politycznej propagandzie zwanej “zmiany klimatyczne” czy jakieś pandemie. Z tego co wiem, w takim przygotowaniu na śmierć specjalizowali się Japończycy, Samurajowie, Ninje, oraz Kamikaze. Aż wstyd by było i niegodnie w obecności takich facetów-samobójców zadawać takie pytanie przez laika siedzącego w ciepłych papciach za biurkiem. Jak jestem przygotowana? Śmierć ma to do siebie, że raczej nie wysyła zaproszenia jak ma przyjść. I raczej nie ma czegoś takiego jak próba generalna umierania. Umiera się i na zawsze. Koniec świata już się zaczął jakoś w XVII wieku o czym pisał Swedenborg.

Każdego dnia jest koniec świata jak zachodzi słońce i staje się noc. Noc jest końcem świata jak z wiersza Charles Peguy “La nuite o ma fille la Nuite Je te cree la premiere”. To pytanie jest źle postawione bo gdyby można było przygotować się na jakiś koniec to nie byłoby tego końca. Koniec jest wtedy gdy jest tym czego człowiek nie potrafi ogarnąć ani przewidzieć i dlatego to można nazwać koniec. Twoje pytanie to też jest jakimś koniec. Bo słowa którymi operujesz — „koniec”, „ludzkość”, „śmierć” — właściwie już nie mają w sobie tego sensu co kiedyś. Słowo „koniec” można by zastąpić wyrażeniem „liże loda”, słowo „śmierć” „którą masz godzinę”, słowo „ludzkość” „buty mnie obcierają” i w sumie wyszłoby na to samo. Można by tak bez końca. Słowo „śmierć” na wyrażenie „możesz być dumny”, słowo „ludzkość” na „zaraz wracam”, słowo „koniec” na „do użytku wewnętrznego”. Jeśli rzeczywiście mówić o jakimś końcu, to jest to koniec Logosu i sensu. Mówił kiedyś o tym na jakimś spotkaniu Michel Deguy w Instytucie Francuskim w Krakowie, że poezja porzuciła Logos. Zabawne jest jeszcze co innego, że dawniej o końcu świata mówili ludzie na wsiach, a teraz tego rodzaju pytania zadają elity intelektualne, co znamionuje koniec rozsądku, dobrego smaku i elegancji estetycznej.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.

Z Ewą Sonnenberg rozmwawiał Krzysztof C. Gretkus

………………………………………
C. Gretkus (1970) — wydawca portalu Eprawda, fotoreporter. W latach 90-tych publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 roku w MOK wydał tom wierszy pt. “Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył 3-częściowy poemat prozatorski “Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem “Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
……………………………..
Ewa Sonnenberg — poetka. Publikacje w pismach literackich w Polsce i za granicą. Wiersze tłumaczone na język angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, szwedzki, turecki, rosyjski, węgierki, słoweński, słowacki, czeski, serbski, macedoński, bośniacki, włoski, ukraiński. Opublikowane tomiki: „Hazard” (Wrocław, 1995), „Kraina tysiąca notesów” (Dzierżoniów, 1997), „Planeta” (Katowice, 1997), „Smycz” (Wrocław, 2000), „Płonący tramwaj” (Kraków, 2001), „Lekcja zachwytu” (Kraków, 2005), „Pisane na piasku/Written on send” (Kraków, wyd. Ha–art., 2007), w angielskim przekładzie Katarzyny Jakubiak, „Rok Ognistego Smoka” (Kraków, 2009), „Wiersze zebrane” (Wrocław 2014, Biblioteka Rity Baum), „Hologramy” (Poznań 2015, WBPiCAK), poemat prozą „Obca” (Szczecin 2015, wydawnictwo Forma). Ukazała się również książeczka „Paź królowej. Bajka dla zakochanych” (Kraków, 2006) oraz „Encyklopedia szaleńca” (Wrocław, 2006, w bibliotece „Rity Baum”). W 2006 ukazał się wybór wierszy „Imperium łzy” w Belgradzie oraz „Nieobliczalni” w Bania Luce (2016) w tłumaczeniu Biserki Rajcic. W 2009 ukazał się wybór wierszy „ Spowiedź” w Skopi w tłumaczeniu Risto Jaceva. Była stypendystką Kultury Niezależnej w Paryżu, dwukrotną stypendystką (2001, 2008) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Za tomik „Hazard” otrzymała nagrodę im. Georga Trakla (1996), 2008 Nagrodę dla najlepszego poety festiwalu Ilinden/Skopie, Macedonia, 2012 Nagrodę Czterech Kolumn za całokształt twórczości. W 2016 została finalistką Orfeusza — Nagrody Poetyckiej im. K. I. Gałczyńskiego za tom „Hologramy”. Wiersze prezentowane w wielu antologiach m.in. Rosyjskiej: „Polskie poetki”, Petersburg, 2002 Szwedzkiej: „17 Polskich poetów” Sztokholm, 2003, „Jag i forsta och sista person/Poetki polskie”, Sztokholm, 2008. Słoweńskiej: „Akslom poljska nazaj”, Ljubljana, 2005, Amerykańskiej: „New European Poetry”, Graywolf Press, Saint Paul, Minnesota, 2008. Serbskiej: „International Writers Colony. Cortanowci”, Serbia Literary Society, Belgrad 2008, Hinduskiej: „Aria“ translations by Sudeep Sen, Yeti Books&Monsoon Editions, Mulfran Press, India, England 2009 , Niemieckiej: „Das Unsichtbare Lieben.
Anthologie polnischer Lyric“, K.Gutke Verlag, Köln, 1998, Artur Becker, „Ein Kiosk mit elf Millionen Nachten“, Stint, Bremen 2008. Rosyjskiej: “ Było, jest, będzie” ( Collection wierszy polskich poetów) , Wahazar, Moscow, 2009. , Hiszpańska: “Poesia a Contragolpe”, Antologia Polskiej Współczesnej Poezji (1960 – 1980) pod redakcją Abel Murcia, Gerardo Beltran, Xavier Farre, Prensas Universitaires de Zaragoza, 2012 , Serbska: “Moi poeci XX wieku” w tłumaczeniu Biserki Rajcic, Belgrad, Treci Trg, 2012, Tureckiej z okazji Festiwalu poetyckiego , “Wiersz Istambułu. Poeci Świata”, Istambuł 2013, Amerykańskiej: “With our eyes wide open”, West End Press, Albuquerque New Mexico 2014. Hiszpańska: “El cerezo crece…” Uniwersytet w Grenadzie, redakcja: Joelle Guatelli- Tedeschi, Grenada 2015. Niemiecka: “Dzieciństwo w Polsce. Dzieciństwo w Niemczach” verlag Heidi Ramlow, Berlin 2015. Amerykańska: “Scattering the Dark/An Anthology of Polish Women Poets”, redakcja i przekład Karen Kovacic, USA 2016, Polskiej: “Przewodnik po zaminowanym terenie” redakcja Krzysztof Śliwka, Wrocław 2016. Prezentacja wierszy z tomu „Wiersze zebrane” w języku włoskim na blogu Paolo Statuti: www.musashop.wordpress.com.. Wiersze ukazywały się w pismach za granicą m.in.: „Literaturkreis Lichtungen” (Graz, 1996), „Nagy Vilag” (Budapeszt, 2002), „Gulf Coast” (USA, 2003), „ Lyrikvannen” (Sztokholm, 2003), „Poesie” (Paryż, 2004), „Romboid” (Bratysława, 2004), „Apokalipsa” (Ljubljana, 2004), „Lyric” (USA, 2005), „Apokalipsa” (Ljubliana, 2006), „Polityka” (Belgrad, 2007), „Treci trg” (Belgrad, 2007), „Blesok” no. 54 (Macedonia, 2007), „Heviz” (Budapeszt, 2007) „Treci trg” (Belgrad 2008). W „OEI” (Sztokholm, 2008) ukazał się jej artykuł o młodej poezji polskiej. Ostatnio ukazały się wiersze w piśmie „Nuovi Argomenti” we Włoszech (2014) i w Waxwing Magazine w USA (issue V – spring 2015). Publikowała na portalach internetowych: PKP Zin, Helikopter, sZAFa, Pro_Arte, Śląska Strefa Gender, Pisarze.pl, Eprawda.pl Jej twórczość była prezentowana w I i II programie Polskiego Radia. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Wiersze prezentowane w „Inter-„ pochodzą z przygotowywanego do druku tomu „Schizofrenia&company”.
………………………………………
14.06.2020
Foto na stronie głównej: Barbara Ligman

EWA SONNENBERG: Moja poezja jest czystym pięknem — wywiad
5 votes, 4.80 avg. rating (95% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
[2] Komentarze

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.