AKT II

Scena 1

( Sceneria sanatoryjna. W fotelach ONA, ON, CZAREK i GRAŻA. Palą papierosy, piją wodę, opalają twarze na słońcu).

ONA
Łyczka?

ON
Daj spokój, z tym łyczkiem, to już nie to samo.

CZAREK
Fakt, pić wodę? Obrzydliwe… jak zwierzęta.

GRAŻA
Siedź cicho, mądralo, ciebie też to czeka, jak nie przystopujesz. Poza tym w gościach jesteś, u schorowanych ludzi, więc nie dowalaj leżącym.

CZAREK
Spoczko, GRAŻKA, wyluzuj!

GRAŻA
Myślisz, że tak łatwo o luz… o wodzie. (śmiech)

ONA
Tia… straszne. Taka pustka w człowieku się zrobiła. Czarna dziura, nic nie widać, zero perspektyw.

ON
Brak taki kompletny, że aż ssie.

GRAŻA
Czym to, kurwa, teraz wypełnić… wodą, sodą, kaszą gryczaną?

CZAREK
Optuję za kaszą. Bo wiesz, widzę w niej potencjał. To nawet niezłe. Mieć taki diaboliczny pociąg do kaszy gryczanej. Już to widzę. Kupuję w sklepie kilogram kaszy. Przychodzę do domu, gotuję małą porcję i wpierdalam. Jednak mała porcja mi nie wystarcza. Gotuję więc resztę i szamię. Jem, jem i jem, dopóki nie wyczyszczę miski z kaszą. Jednak kiedy się kończy wciąż czuję jej niedosyt. Idę więc do sklepu i kupuję kolejny kilogram. Zaczyna
się dość niewinnie, ludzie mają przecież swoje chętki. Nic groźnego, tak bywa. Ale, czegoś nie zauważam, rytuał z kaszą zaczyna się powtarzać coraz częściej. Od rana do wieczora myślę już tylko o kaszy, jak zdobyć kaszę i jak przetrwać chwile, gdy jej nie ma. Kupuję jej coraz więcej i więcej, a mój głód ciągle rośnie. Żona nie może już wytrzymać ze mną, bo kiedy brakuje kaszy, staję się agresywny. Mój organizm coraz mniej ma ochotę na kaszę.
Z jednej strony jej potrzebuje, z drugiej odrzuca. Kiedy więc jem kaszę, rzygam po nocach i wrzeszczę, że umieram, bo tak mnie po kaszy boli ciało. Ale mimo to jem. Jem choć wiem,
że mi szkodzi. Już nawet jej nie gotuję, jem na sucho, byle nie przestawać jeść, byle kaszy nigdy nie brakowało. Na kaszę wydaję ostatnie rodzinne grosze. Z powodu kaszy tracę pracę, żona z dziećmi uciekają z domu. Dla mnie to jednak nie istotne, ważna jest kasza. Niekiedy wieczorami siedzę nad kaszą i biadolę na mój zasrany los, mówię do kaszy jak do przyjaciela, takiego najbliższego: „Ty, kaszo, Ty jedna, gryczana Ty moja! Ty mnie tylko zostałaś, Ty mnie tylko rozumiesz!”. Jestem ja i kasza. Kupuję coraz gorsze gatunki kaszy gryczanej, bo na taką pierwszego gatunku już mnie nie stać. Kiedy wydaję ostatnie zaskórniaki, posuwam się do najgorszego. Okradam gościa w ciemnej uliczce, tylko po to, by zdobyć kasę na kaszę. Gość, nie ma zbyt wiele forsy, ale na kilo kaszy wystarczy. Biegnę do nocnego po kaszę i jem od razu, nawet nie czekam na dojście do domu. Pewnego dnia, z powodu kaszy ląduję w szpitalu. Lekarze stwierdzają, że kasza zniszczyła mój organizm i jeśli nie przestanę jej wpierdalać, to w końcu umrę. Ale ja mam to w dupie. Chcę tylko, żeby mi dali coś na ból, żeby mnie wszystko tak nie targało i nie tęskniło we mnie za kaszą. Ból jest nie do zniesienia. Obiecuję lekarzom, że jeśli mi tylko pomogą, jeśli tylko przestanie mnie boleć, już nigdy w życiu nie tknę kaszy. Jednak kiedy po tygodniu wychodzę ze szpitala, natychmiast zapominam o danej obietnicy i od razu wchodzę do pierwszego sklepu za rogiem, by kupić kaszę. Po 10 latach jedzenia kaszy gryczanej jestem wrakiem. Z powodu kaszy próbuję popełnić samobójstwo. Prawie mi się udaje, ale niestety nie do końca. Ląduję w szpitalu psychiatrycznym, gdzie uświadamiają mi, że mam problem z kaszą. Dziwię się: Przecież
ja sporadycznie jadam kaszę – tłumaczę lekarzom, ale oni nie wierzą. Cóż? Olewam ich, bo wiem, że jak tylko stąd wyjdę, kupię sobie tę wymarzoną, upragnioną, najdroższą memu sercu
pocieszycielkę.

ONA
Wszystko przez kaszę.

ON
Straszne tak sobie życie przez kaszę zmarnować.

CZAREK
No to na pohybel… kaszy!!!

WSZYSCY
Na pohybel!!!

(Wypijają ze szklanek do dna )

GRAŻA
Boję się, że bez kaszy stanę się teraz strasznie nudna.

ONA
Mnie już się wydaje, że straciłam na błyskotliwości, na głębi.

CZAREK
Kochane, mogę was zapewnić, że widzę w was głębię bez dna… tylko chrupać, mniam, mniam.

GRAŻA i ONA
Świnia.

GRAŻA
Czy Ty choć przez chwilę nie możesz być poważny i przestać myśleć o… uprawie ogródka, pieczeniu chleba czy jak to Ty tam metaforycznie nazywasz, wypasaniu ogórka?

CZAREK
Kiedy mizeria do kaszy gryczanej tak bardzo pasuje.

GRAŻA
Idź w cholerę!

ON
Chyba już nie będę mógł pracować ani na JEDYNCE, ani na DWÓJCE, ani… SZÓSTCE.

ONA
Ja też już raczej nie wrócę do roboty. Przez tę grykę wszystko mi się popieprzyło. Noworodki pomyliłam. Dacie wiarę? Jedno czarne, drugie białe, a ja je pomyliłam. Matki prawie zawału
dostały na porodówce. Totalna wtopa. Nie mam do czego wracać.

GRAŻA
Może to i dobrze. Zacząć wszystko na nowo. Boję się wracać na stare śmieci.

CZAREK
Nie bój nic. Najgorsze już za tobą, teraz tylko głowa do góry, złączyć kolanka i przeć do przodu.

ON
Tylko jak żyć teraz? Jak żyć?

ONA, GRAŻA i CZAREK
O Jezu!!! Stul dziób!!!

ONA
I tego się właśnie najbardziej cykam, że popadnę w takie biadolenie pieprzone, że nic tylko siąść i płakać: że się tyle straciło, że już mi tylu rzeczy nie wolno, że koniec z odlotami
i nirwaną, że… no i masz, już się zaczyna. Pełna identyfikacja z rolą ofiary.

GRAŻA
Taaa, mega gówno. Ale może się jakoś ułoży. W końcu, wystarczy tylko trzymać
się z dala od pieprzonej kaszy.

ON
Tylko tyle czy aż tyle? – oto jest pytanie.

Scena 2

(Wieczór. Na sanatoryjnym tarasie GRAŻA i CZAREK).

GRAŻA
Musisz jechać. Zaraz zamykają. Kaszoholicy wracają do cel.

CZAREK
Spokojnie, zdążę.

GRAŻA
Jakiś taki dziwny dziś jesteś. Gdybym Cię nie znała, powiedziałabym że łapie Cię melancholia.

CZAREK
Eeee tam, wydaje Ci się. Pewnie to miejsce i elita, z którą tu przebywasz, niszczą Twój instynkt tropiciela. Swoją drogą, nie pasujesz mi tu. SZÓSTKA i ŁYCZEK, to już rezydenci, to miejsce jakby dla nich stworzono, może dlatego ciągle tu wracają, ale Ty?

GRAŻA
Nie mów tak. Ja już nie chcę tu wracać, ale fakt jest taki, że tu trafiłam, co oznacza, że niczym się nie różnię od innych tutaj. Jak o tym zapomnę, to dopiero będzie problem. Znów będzie mi się wydawało, że wszystko mogę, do wszystkiego dojdę sama i że nie ma dla mnie szczytów nie do zdobycia, a to gwóźdź do trumny.

CZAREK
A propos szczytów, doszedłem ostatnio do wniosku, że życie jest jak orgazm, nie zdążysz się dobrze nacieszyć, a już po nim.

GRAŻA
Jezu, Ty naprawdę masz doła. Kasia, Asia, Basia czy Zosia tym razem dała Ci kosza?

CZAREK
To nie to. Zresztą skończyłem z babami. Co nie znaczy, że przerzuciłem się na chłopców, ale własnej kaszy powiedziałem: NIE! No, co się tak patrzysz. Każdy kiedyś musi się zmierzyć z własnymi demonami, ile można uciekać.

GRAŻA
Dobra, gadaj, co się stało.

CZAREK
Naprawdę nic takiego. No nie gap się tak. Zrobiłem sobie test, a właściwie to nie sam, zrobili mi przy okazji innych badań i… wyszedł pozytywnie.

GRAŻA
Masz HIV-a?

CZAREK
Huj i Vagina trądzik powstrzyma. No, tak jakoś wyszło.

GRAŻA
Od kiedy?

CZAREK
Co od kiedy?

GRAŻA
Od kiedy możesz być zakażony? Powiedzieli Ci, jaki jest stopień zaawansowania tego wirusa? Może sam kojarzysz, kto Ci go mógł sprzedać.

CZAREK
Coś Ty, przecież nie prowadzę rejestru sypialnianych eskapad. Połowy swoich łóżkowych przypadków w ogóle nie pamiętam. Ale lekarze mówią, że mam tego syfa już od jakichś siedmiu lat.

GRAŻA
O, kurwa!

CZAREK
Siedem lat temu, byłem u szczytu moich możliwości. Bzykałem wszystko, co się rusza, nie sposób dojść do tego, kto i kiedy okazał się trefnym towarem. Z resztą jakie to ma teraz znaczenie?

GRAŻA
Rety! Siedem lat? Przy Twoim tygodniowym przerobie… po kraju chodzi teraz pełno zahivionych lasek. Gadałeś już z nimi? Chyba zamierzasz, prawda?

CZAREK
Żartujesz?! Przecież nawet jakbym wystąpił w prime timie TV, np. zamiast bożonarodzeniowego przemówienia prezydenta, to i tak informacja nie dotarłaby nawet
do 1/3 z nich.

GRAŻA
To dotrzyj chociaż do tych ostatnich. Muszą wiedzieć, że mogą być nosicielkami i zakażać innych…

CZAREK
A jak Ty to sobie wyobrażasz? Dzwonię do każdej z nich lub pukam do drzwi i mówię: „Cześć, pamiętasz mnie? Prawdopodobnie sprzedałem Ci syfa, więc skoro jedziemy już na tym samym wózku, to może jakieś małe bzykanko?”. Daj spokój, na razie mam HIV nie AIDS, więc mam szansę jeszcze chwilę pożyć, nie muszę od razu rzucać się pod pędzącą ciężarówkę.

GRAŻA
Ale to okropne… nieuczciwe…

CZAREK
Oj, nie pierdol, Graża! Tak już jest. Na każdym kroku wszyscy w wszystkich robią w chuja, i trzeba się cieszyć, kiedy od czasu do czasu udaje Ci się być na górze. Dobrze o tym wiesz, bo cały czas brodzisz w tym dziennikarskim gównie, więc nie zachowuj się jak Maryja Dziewica, bo mnie mdli.

GRAŻA
Zasrana kasza!

CZAREK
Zasrana, to fakt. Ale wiesz co? Gdybym poszedł za głosem, który mówi: „prawda Cię wyzwoli” i rzeczywiście powiedział tym wszystkim laskom, że jestem Mr HIV, to prawdopodobnie naprawdę dość szybko stałbym się wolnym od wszelkich trosk trosk człowiekiem. Myślę, że nawet jedna czy druga postawiła by mi… ups… zapaliłaby mi znicza na 1 listopada.

GRAŻA
Kretyn!

CZAREK
Ale za to mnie kochasz, prawda?

GRAŻA
Że też nigdy nie skorzystałam z Twojej oferty i nie dałam Ci się przelecieć. Teraz nie miałabym na głowie tego całego bagna z rakiem.

CZAREK
Kochana, jestem do Twojej dyspozycji!

GRAŻA
Nie, no, kretyn! Przyjaźnię się z kretynem!

CZAREK
Ciiiii, nie krzycz. Jeszcze inni to odkryją i stracę na image’u. Z HIV czy bez, trzeba dbać o reputację.

GRAŻA
Będę Ci potrzebować, jak stąd wyjdę. Sama przez to nie przejdę.

CZAREK
Już się do Ciebie wprowadziłem. Szczoteczka do zębów i gumki. Wszystko gotowe.

GRAŻA
O, matko! Wynocha! Na dziś już mam dość!

CZAREK
Baw się dobrze, słońce i nie wpierdalaj kaszy! Poczekaj z tym na mnie!!!

Scena 3

(Wieczór. Na sanatoryjnym balkonie ONA i ON. ON czyta na głos fragment książki).

ON
Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym – po ludzku sądząc – wydaniu. Kradnę rodzinie najlepszych ojców i synów. Kościołowi najwierniejsze dzieci. Ojczyźnie najzdolniejszych obywateli. Szkole i nauce najtęższe umysły. Rodzinie ludzkiej najpierwsze jednostki. A jednak cieszę się dotąd wolnością i mianem najlepszego dobroczyńcy ludzkości, przyjaciela człowieka, towarzysza jego radości i smutków. Ja jestem na świecie największym gangsterem i przywódcą mafii, która codziennie uśmierca miliony, zabierając im wszystko. Włamuję się do kieszeni, domów, serc i rodzin. Tylko ja znam klucze do wszystkich zamków, skarbnic i kas. Mój gang nie boi się szubienicy, bo mam w swoim gronie przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, nie wyłączając sprawujących władzę i wymierzających
sprawiedliwość. Jestem panem, monarchą, władcą. Mnie służą rządy, stawiając na czołowym miejscu w czasie bankietów. W mojej obecności decyduje się o losach świata, życiu i śmierci,
ubija interesy… Moje zdanie w każdej sprawie jest ostateczne. Przy mnie ludzie bawią się, tańczą, płaczą, umierają. Walą się trony jeden po drugim, kurczą imperia, upadają rządy, tylko moje imperium nie kurczy się i nie upada, choć niesie zagładę. Niszczę wszystko i wszystkich. Piękne dzieci, wspaniałą młodzież przemieniam w zbrodniarzy. Zapełniam nimi szpitale i zakłady poprawcze. Bogatych zamieniam w nędzarzy. Zdrowych w chorych. Mądrych w głupich. Kołyski w trumny. Miasta w cmentarze… Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna? I to dziecko mego przyjaciela.. I ta poniewierana żona. Znają mnie dobrze kapłani, załamując ręce nad owocami wieloletniej pracy. Znają mnie sądy, więzienia, szkoły i dyskoteki. Muszę się jeszcze przedstawiać? Mam nadzieję, że i wy nie zrazicie się do
mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia, tak jak szukają miliony. Że i was nie zabraknie w mojej armii, z którą od lat zdobywam… piekło! 4)

…………
4) Anonimowy list do alkoholu.

(koniec aktu drugiego)
 
IZABELA MARCZAK “KASZA” – akt III
………………………………………………….
Izabela Marczak — miłośniczka słownych kreacji i literatury skandynawskiej, dawniej dziennikarka, obecnie heroina w walce z codziennością , weganka; przez wiele lat pisała dla tytułów prasowych Agory (Metro, Duży Format, Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, Gazeta Telewizyjna), „Dziennika” Axel Springer Polska, gościnnie w „Polityce”, „Przekroju” i innych. Wyróżniona w konkursie „Twojego Stylu” o Złote Pióro oraz konkursie na scenariusz do teledysku grupy O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”.
19.11.2013

IZABELA MARCZAK Kasza — akt drugi dramatu
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.