Czerwiec, msza za pajęczynę

Bądź zdrowy: Czerwcu urodzony z Fredrą. Nie odpowiadaj na pytania komunistów, generalnie uliczne twoje pochodzenie zacieśnia więzi.
Stanisław August Poniatowski zakołysał się na księżycu, by order Virtuti Militari nie spadał na ludzi małej wiary, dwoje takich ukradli tajemnice „Ewy”.
Są jeszcze dnie dłuższe, pewnego dnia jest Dzień Dziecka i Dzień bez Alkoholu. Noc Kupały rozświetla wsie, o biada tym, którzy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los; w trakcie której sąsiednie miesiące zazdroszczą potoczności i dłoni, która może być garścią, ale może być także pięścią, och zapomnijmy o śniegu.
Widokówki z tego świata – kąpiel po zmroku i przed wschodem słońca leczy rozmaite dolegliwości, woda poezji nachalnej, była uzdrawiającym żywiołem należącym do księżyca.
Imieniny moich idoli: Ferdynanda, Anny, Władysława; urodzeni: Marilyn Monroe, Sokrates, Lech Kaczyński, Czesław Miłosz, Matejko – dajmy im słuszną podróż do gwiazd?
Pisklęta, zachłysnęły się sobą, jednak przedwczesność bywa niedogodna.
Dziewczyny miejcie się na baczności – chłopcy myjcie uszy i nogi, bo nie wiecie, kiedy gotowi… Bądź zdrowy: Gerwazy! Trzymający tajemnicę jak policyjną pałkę. Uważajmy na żmije, stworzenie z pogranicza! Zabierzmy odpowiednie obuwie w podróż, bo nie przeszedłbyś yardu w moich butach, po lasach i wysokich górach.
Wiem, że Polska, to kraj bólu.
Sprzymierzeni z piorunem burzy, uderzamy w stół – niech szklanka do połowy pełna wyleje ducha i moje prywatne powieki podniesie, jako ciężar dochodzącej trzydziestki-dwójki.
W czasie dojrzewania i podczas ciężkich oddechów śpiących spotka mnie miłość na dyskusyjnym forum, z wystającym z kieszeni – bilecikiem do rymu nieba wyklętego. Po co gonią nas dni plujące sobie w brodę?
Z laską idąc do ogrodu po tulipany, będę podstawiał nogę lipcowi, wyśmiewał sierpień – jesieni. Zachód nas dogania: mówisz.
Z drugiej ręki Pana Boga, wiem, że spadają gwiazdy, jak na opolskim festiwalu. Trzymaj się ciepło jak najdłużej, żeby nie aresztowała cię zima!
 

Telefon zaufania

Zabrał mi dwa słońca – spakował w kieszenie, guwernantka wyprała razem z cieniem i nic nigdy, oprócz szeptu od deski do deski.
Aniołowie opętani zwrotami: cześć, dzień dobry, czołem Wielkiej Polsce.
Porzucę ten kraj i wyprę się języka. Jest taki mały kamień, który woła o potknięcie się prawych, choć po lewicy kalendarze rzucają uparcie papierosy, aby czuć namacalnie życia cenę, wrzuciłem do ogniska oświecone racje – dzień niepodległości, wybierzemy Dom w zależności flagi.
MAKSYMILIAN TCHOŃ -- poezja
Będą nam dzielić świat, grę wielką zaczynając od nowa? Są takie kontrasty w kształcie liści.
Przebudzenie gór oświadczy o dojrzałości Człowieka i jego jednym, jedynym argumencie?
 

Braterstwo krwi burzy

Ubrani w czerstwy chleb, łakomi sławy dla której pożądają nas uniwersytety i kosmos wiecznie żywy. To nic, że ziemia ma trzysta sześćdziesiąt pięć dni, by obiec stół, przy którym zasiadło kiedyś dwanaście pocztówek i starodruków z Valchalii.
Z raju czasami, z piekła, a czasem nawet z ziemi – tu są korzenie i oddech powstańca, zawsze świeży – mimo zaawansowanego wieku.
Otóż jutro przyjdą po nas falsyfikatorzy pojęć literaturoznawstwa i oświadczą, że lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć jak stos kartek ulubionych…
Miejsca ani Shirley, być jedynakiem w strumieniu, gdzie żal za drewnem jest większy, niż fotografia kochań i rojeń snów. Wolę milczeć i sprawiać wrażenie głupiego, niż mówić i rozwiać wszelkie wątpliwości?
Mam śmiałość do frazy.
Niby prace domowe odczytane zyskują wartość oczekiwaną w domu Boga. A jutro zakrada się do gniazd z hasłem: „postępuj szczerze”, upadłe cykle platoniczne gwiazd, poruszonych przez nikczemność, to strata nurtu i dochód pierwszych słów, które wolą ciszę i dwa domy w słońcu.
Pamięć wie, że kiedy umrą legendy, przyjdą naoczni świadkowie i rozpętają burzę.
 

Świat porzucony

Na polowanie powinno się chodzić ze sprzętem lekkim, czyli na dziką różę z nieśmiałością…
Wszyscy zmagający się ze światem porzuconym, zapalmy świeczki, testament wymaga patosu. Kroplę zapowiadam kroplą. Kropli oddaję cześć.
Mówię cześć każdemu, kto zadając odpowiednie pytanie marnuje swój czas: dowiedz się dokąd biegnie twoja panika?
Na siedmiu ramionach olbrzymów jest sokół.
– Podajcie mi rękę z masy solnej, niech prawidłowo przełożona, będzie jedyną apostrofą do nieba.
Chmury grają na odwilż, tory i dyspozytor mówi, że każda minuta jest na wagę złota. Bo gdy się śmieją rzeki, śmieje się cały świat.
Z nie szuflady fundamentalna mrówcza masa.
Prawda jest w winie tej hiobowej, a wszystko zostało powiedziane; na czele chmur stopy położą po lewicy Boga i uśpi wreszcie nas kulminacyjna fala.

Wśród chłopów utwardza powołanie synów i córek, stąd moje przypuszczenie, Makbet odrzuca wielkie odkrycia melodramatyczne i sensualne.
Nie biegnij z nurtem o 6.30 rano, inni ludzie rządzą: to lud kupiecki – podadzą na Wschód swoje pragnienie władzy.
Kropla poddaje się małżonkowi wiatru. Razem przegonimy teraźniejsze maksymy. Uparci mędrcy zza marginesu, ostatni niesprawiedliwi i wolna wola.
Jestem zdrów, a nadal utykam nad poezją.
 

Zamknięta myśl

Wasza mowa: moja aprobata, wezbrane cumy wiatrów. Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza.
Zakwitną skomlące rumiany i odbiorę kamienie gałęziom, jak nie cierpieć na astronomię literatury?
Na które czekało lato – w spodniach chowając gitarę, jak przepustkę do innego świata.
(Z tylu stron zerwał się wiatr, występujący na podeście walą w pnie drzew. Kuratorzy obligatariuszy wierszy zebranych w napięcie wykreślają kwestie.)
Ani trochę.

………………………………………
Maksymilian Tchoń (1987) — ukończył filologię polską Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest członkiem Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego (STAL) z siedzibą w Krakowie. Jest autorem kilkunastu tomów poezji, m. in.: Poezje. Koncert zimowy (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2021), Zakazana miłość (Wyd. Episteme, Lublin 2020), Wiedziałem (Wyd. Episteme, Lublin 2020), Ziemia złych wyroków (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2019), Kolor po dniu Teoria geocentryczna (Wyd. Episteme, Lublin 2018), Potępiony (Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2016), Ars poetica (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2015), Http (Wyd. Mamiko, Nowa Ruda 2015), Niecierpliwy (Miniatura, Kraków 2013) i innych. Publikował w wielu ogólnopolskich pismach literackich, np: Wyspa, Akant, Poezja dzisiaj, Biuro Literackie, 2Miesięcznik. Pismo Ludzi Przełomowych, pisarze.pl, Wydawnictwo J, Okolica Poetów, Gazeta Kulturalna, Eprawda.pl, KoziRynek, Epea. Pismo literackie, Bezkres, Ypsilon. Pasjonuje się muzyką, sportem, oraz dobrą książką. Teksty autora tłumaczone są na język angielski, włoski i rosyjski (oczekuję). Uczestnik corocznego festiwalu Pożegnanie Lata Pisarzy i Artystów.
26.04.2021 | Więcej: Strona autorska

MAKSYMILIAN TCHOŃ Czerwiec, msza za pajęczynę
11 votes, 4.79 avg. rating (95% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | przekaż wsparcie
[4] Komentarze
  1. Kilka zręcznych metafor, kilka świeżych, dość błyskotliwych porównań. Całość mi się podobała
    ale mieć za idola Lecha Kaczyńskiego to passe, to brak stylu.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.
Obrażliwe wypowiedzi będą usuwane.