Współczulne [Z wierszy najnowszych]

moje serce
nie jest warte
dawcy
byłem tylko
biorcą
tego i owego
uzależniony

nie sługa
do niego tylko jedno
wejście

bez wyjścia
czasami
zastyga

jednak nie jestem
mięczakiem

czasami materia serca
dorównuje materii
słowa

wtedy klękają
narody
a prawo do miłości
nie jest przedsionkiem

trójdzielny
zadbaj o serce
rozum
i dech nim ostatni

złapię skrzep
 

Mój dom nad przestępnym rokiem [Z wierszy najnowszych]

bądźmy walczący o jeden kilogram wiatru

kiedy dorasta nam do głów drzewo
posadzone rankiem przed laty
oby ilość słojów pomieściła przychylność dla Nieznanego
Żołnierza

który kiedyś nie oddał honorów światłu
jednocześnie nie mogąc odmówić


stuletnim dębom warty
stojąc tak podobni nam opuszczą koszary nawiasów
by już nie by
tylko nawiązaniem

a kluczem do tego domu
 

Na podstawie “Dziennika z podróży ’85” Ryszarda Krynickiego [Z tomu “Femme. Parafraza z pamięci”]

spektakl czas zacząć, jak idące pod górę stopy stawiając na gorącym piasku próbowano je
zetrzeć ostrymi kamieniami posiniaczyć winami zrzucanymi z pokolenia na pokolenie utopić
w ruchomych piaskach zamknąć zeszyt w tym miejscu i otworzyć dopiero na starość za
dwadzieścia pięć lat w innym miejscu i w innej okoliczności, a wiele nam zostało gwiazd

do odkrycia moglibyśmy nazwać je wszystkie heliocentrycznym słownikiem naszej sesji
nie pomylę się chyba, jeśli stwierdzę, że pod górę łatwiej jest zapodziać kilka kilogramów
lecz czy to odciąży nas z grzechu? który tak mocno trzyma się ludzkiej natury i z kwiatem
nazwanym orchidea zamieni drogę na stok po którym spłynie ostatnia łza wyrwana nauce

wiem, że twoim celem jest moje zbawienie daj mi tę ławkę niech odpocznę na bezlistnym
drzewie pomalowanym krwią z ran gorejących ciepłem wszechświata – wiem, wszystko
się rozszerza, a kwiat ścięty obumiera czerwone róże wyrosłe na betonie zapomną dziś akt
paktu o nieagresji na regularnej podstawie dałem ci swój ślad w postaci wiersza tak

nieludzko rosnącego w ustach, twoje siły są niewyczerpane spada nowa puenta na posadę
świata bruk wyścielony krwią zrozumiałem, że nie mam szans cofnąć się tylko biec przed
siebie jak rozszerza się kosmos a może ktoś zgasi światło – a z moich słodkich okrągłych zdań
łagodnie zaokrąglonych przecinków sączy się jad
 

Ruchome dzieje [Z tomu “Kolor po dniu Teoria geocentryczna”]

ruchome dzieje
kapłani nauczyciele sędziowie artyści
szewcy lekarze referenci

trzydzieści lat wojny minęło w imię boga
trzydzieści lat po ślubie
trzydzieści wierszy

kapłani nauczyciele sędziowie artyści
szewcy lekarze referenci

za trzydzieści srebrników sprzedany krzyżowi
upór nad męstwem

poszcząc trzydzieści dni
jako post scriptum post mortem post factum

niech wola pisania wyprzedzi
niewolę niepisania uznanie przychodzi zawsze
o jeden dzień za późno

wziąłem tabletkę antykoncepcyjną
a koncepcja wylała się z kielicha

pedagogowie zagubieni we własnych sercach
w raju gdzie nie-młodość

choć nie wierzę już w nic
daj mi wieczną miłość niech trzydzieści sekund rozbije minutę
o periodyczność słońca

w dwa ciała: boskie i ludzkie
bym uwierzył

w kapłanów nauczycieli sędziów artystów
szewców lekarzy referentów

chociaż nie widziałem tęczy ani trzydziestu osób
którym zadano pytanie?

w żadnych językach świata
blues grany czysto harmonijnie
 

Wstydzę się rozwiązanych sznurówek [Z wierszy najnowszych]

Mróz doświadczył mnie bez kropki. Skrępowano ręce, by zamknąć historię w jeden dzień bez tabliczki mnożenia. Będą jeszcze trzymać słowa w pudełku, tak niechętnie zaszczepione na trend.
Wolą nas jaskółki z gniazda południowej Polski. Pochowałam przyjaźń do wiatru i księżyc zmęczony mieścił się w aktówce.
Wejdę na drzewo o dwu konarach, jeszcze żyjące żebra: wertuje pestki, bo olanie całego świata to pestka, pod jednym warunkiem, że obok jest ważna osoba.
Już nie zgłębię domysłów wiosny. Pomiędzy jest najbardziej rzeczywiste. Tu żyją marzenia… I choćby zamarzł ocean, będę pierwszym, który pobiegnie do ciebie.
Wiersze są tylko odskocznią, bo żyjemy pomiędzy wyrazami, w międzysłowie własnych zdań.
Koło ratunkowe: nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie. Między lecz a nie? Nakładem weny.
Świat wydany przez ręce głupców.
 

Tytuł [Z wierszy najnowszych]

Nazywam się Milion
bo dyplomacja każe mi mówić:

kiedy Dyplomaci są użyteczni? tylko podczas pięknej pogody
kiedy pada deszcz – toną w każdej kropli
chcę mieć z tego świata pamiątkę

kropla bywa czasem w Polsce
i z przecinkiem walczy o bilet Mam talent

o maszynę do pisania, o watę cukrową
choć pogląd negujący wszelkie zasady etyczne

zadrżał niebem zaszeleścił czekiem
żadna filozofia nie wyjaśni jak kochałem Cię
chcę mieć z tego świata imię nie lada nocy, którą podszytą liściem kocham

mając do dyspozycji skałę
w stronach świata tysiąc lat i nie zmieniło się nic
bezstronne są tylko myśli gwiazd
 

Dwie twarze koloru żelaza [Z wierszy nowych]

wnuk obok dziadka, stryj obok ojca, matka i zięć pędziwiatr
– na cztery strony wzruszone ramiona, meksykańska fala,
całowanie w rękę i jeszcze papier, kamień, nożyce.
„wojenko, cóżeś ty za pani?” nie wiesz nic o deszczach,

nie wiesz komu depczesz kwiaty, ptak ciernistego krzewu,
mój Boże, czy to koniec świata?! zabierz mnie w kręgi
kulturowe, tam, gdzie różnica między Bogiem, a historykami
polega głównie na tym, że Bóg nie może zmieniać

przeszłości, gdzie wiersz, ma dać świadectwo kwalifikacji
zawodowej, kiedy głód z apetytem szarpią patosem. czarne
i białe, poczęte i zeskrobane, dzieci i ojcowie w spektaklu
odgrywają rolę życia, w którym reżyser ma obowiązki ojca

chrzestnego. trzy w jednej linii – skarby mistycznego morza,
nie sądź po gwieździe? zdania oznajmującego,
twierdzącego, przeczącego, pytającego i rozkazującego,
na komendę serca – otworzono książkę, bohater: bandyta,

spadła kurtyna, z korespondencji wynika, że ci już tylko
tulą się do siebie

………………………………………
Maksymilian Tchoń (1987) — licencjat filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest członkiem Stowarzyszenia Twórczego Artystyczno-Literackiego (STAL) z siedzibą w Krakowie. Jest autorem kilkunastu tomów poezji, m. in.: Wiedziałem (Wyd. Episteme, Lublin 2020), Ziemia złych wyroków (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2019), Kolor po dniu Teoria geocentryczna (Wyd. Episteme, Lublin 2018), Potępiony (Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2016), Ars poetica (Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2015), Http (Wyd. Mamiko, Nowa Ruda 2015), Niecierpliwy (Miniatura 2013) i innych. Publikował w wielu ogólnopolskich pismach literackich, ważniejsze: Wyspa, Akant, Poezja dzisiaj, Biuro Literackie, 2Miesięcznik, Okolica Poetów, Gazeta Kulturalna, Eprawda. Pasjonuje się muzyką, sportem, oraz dobrą książką. Jego teksty zostały tłumaczone na język angielski i włoski. Dział Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego wyraził zgodę na przyjęcie wiersza poświęconego wydarzeniom z ’44 roku pt. “Godzina W” do zbiorów bibliotecznych, określając mianem ,cenne’. Publikował również swoje patriotyczne utwory na prawicowym Portalu Hej-kto-Polak! Jeden z wierszy autora (miniatur) został wyświetlony na fasadzie kamienicy przy ul. Brackiej 1 w Krakowie. W ostatnim czasie związany z pismem Bezkres i portalem Eprawda, gdzie publikuje wiersze i recenzje. Fascynuje go ezoteryka i dorobek starożytnych kultur, z okresu tzw. Paloastronautycznego.
22.10.2018 | Więcej: portfolio

MAKSYMILIAN TCHOŃ — wiersze
7 votes, 4.86 avg. rating (96% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
Jeden komentarz

Co ty wiesz o poezji...

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.