Bajka o delfinach

Usiądź. Opowiem ci bajkę o delfinach, które zmieniają się w rekiny.
Siedzisz wygodnie, krzesełko cię nie uwiera? Gorąco? Cóż, sala jest na trzydzieści osób, ale spokojnie wejdzie i pięćdziesiąt. Ten wiatrak na suficie trochę skrzypi, wiem. Za chwilę nie będzie to miało znaczenia. Włączę rzutnik, odpalę laptopa i utoniesz w marzeniach. Zamknij oczy. Czerwony kabriolet w garażu, a na tylnej kanapie skąpo ubrane nastolatki. Wiesz, o czym mówię? To dobrze.
Zastój w budowlance, co? Skąd ja to znam. Życie od pierwszego do pierwszego. A w telewizji wciąż te same ryje. Opowiadają, że nikt nie da ci tyle, ile oni mogą obiecać. Żona truje, dziecko wyje? Teściowa gdera? Że mógłbyś pracę zmienić, że dawno Malwiny na wakacje nie zabrałeś. A Zosia trzeci rok chodzi w tych samych butach.

Po co ci to potrzebne? Za miesiąc będziesz, kimkolwiek zechcesz. Tak, ta broszura jest dla ciebie. Że drogo? Wiedza kosztuje. Dziesięć tysięcy, to wersja podstawowa. Ale za trzydzieści… Panie kochany! Będziesz chodzącą platyną. Klientem VIP. Pierwszy rząd, nielimitowana kawa z plastikowych kubeczków, ciastka i woda. Obiad? We własnym zakresie. No, co? Wynajem sali kosztuje. Pięćdziesiąt czarno-białych broszur też.

Opowiem ci bajkę. O tym, jak staniesz się rekinem finansjery. Wystarczy, że klikniesz „kup teraz”. Jutro będzie drożej. Pojutrze? Zapomnij, zabraknie miejsc. Zostało sześć ostatnich. Jeden ruch palcem wskazującym i jesteś w raju. Nie masz tyle? Nie szkodzi. Udzielamy kredytów. Rozkładamy na raty. Jesteśmy elastyczni. Nikt nie zostanie bez pomocy.
Kliknij, opowiem ci bajkę. O turkusowej lagunie, o hamaku rozpiętym między palmami, o delikatnej bryzie pieszczącej opalone ciało. O rajskiej wyspie. O błysku w oczach żony, o wydrążonym kokosie w jej dłoniach. O sześcioletniej Zosi brodzącej radośnie wśród fal. O Kalifornii i kabriolecie nad oceanem, o nastolatkach na tylnej kanapie.
MATEUSZ DUDEK -- opowiadania
Kliknij, opowiem ci bajkę. O złotej górze. O odjeżdżającym pociągu z napisem: „życiowa okazja”. Dobrze patrzy ci z oczu, więc będę szczery. Ten pakiet za dziesięć tysięcy, to nie, nie, nie! Ostatni rząd. Brak możliwości zadawania pytań. Brak opieki coacha i to przez miesiąc! Za dwadzieścia? Już lepiej, ale nadal bez indywidualnego spotkania z dedykowanym mentorem na skype.
Wybrałeś pakiet VIP? Super! Gratuluję. Nie martw się, rozłożysz to na raty. A buty dla Zosi kupisz za miesiąc. Nic jej nie będzie, śnieg już nie pada.
Opowiem ci bajkę. O tym, jak wrzuciłem cię do klatki z rekinami. Będę cię motywował. Będę obok, na łodzi. Nic ci nie grozi. Poradzisz sobie. To tylko chwilowe trudności. Znasz angielski? Nie? To nic. Niebo nie jest limitem! Widzisz gwiazdy? Zaraz zabłyśniesz jak one. Ciśnij!
Kubeczek z kawą wibruje? Trzęsą ci się ręce? Wypij. Opowiem ci bajkę. O mnie, o tobie, o nas. O promieniach słońca, których nie widzisz. O wietrze, którego nie czujesz. O tupocie nóżek, którego nie słyszysz o poranku.
Nie martw się. To tylko chwilowe trudności. Niebo nie jest limitem! Widzisz gwiazdy? Zaraz zabłyśniesz jak one. Ciśnij!

Dopij kawę. Opowiem ci bajkę. O upadku z wysokiego konia, o stosach ponagleń z banków. O setkach niedopałków, papierosowej chmurze. O pluszowym misiu na podłodze, odcisku rączki na ścianie. O pustych komodach, samotnej poduszce na kiedyś małżeńskim łóżku. O turkusowej plaży zalanej potokiem łez. O pieprzonych butach z futerkiem w rozmiarze 32.
Dopiłeś? Kubeczek wyrzuć do kosza przy drzwiach.
Opowiem ci bajkę. O mnie, o tobie, o nas.

O ludziach, którzy chcieli od życia więcej, mając wokół siebie wszystko, o czym tylko mogli marzyć.
 

Pętla

Halo? Przecież prosiłem, żebyś nie dzwoniła na stacjonarny. Co? Pewnie znowu nie mam tu zasięgu. Cholerna wiocha!
U mnie? Pomalutku. Wiesz, roboty dużo. Coraz więcej. Tak, tak. Wygrabiłem w końcu to podejście. Daj spokój, jakie te liście były śliskie. Można się było zabić…
Poza tym to sąsiedzi wścibscy, jak zawsze. No, gapią się, gapią. Niech widzą, że coś robię. Znowu ciasto przynieśli. I maślaki. Już rozwiesiłem je na ganku.
No, wścibscy. Bo wiesz, wypytują i marudzą. Mirkowi na Zagrodowej znowu dach przecieka. Żebym coś zrobił, bo ja dużo osób znam. Żebym pogadał, może taniej by było. Zdzisiek stolarz mieszka 5 domów od niego. Mirek do niego nie pójdzie, bo Zdzisiek 10 lat temu sprzedał mu piach na budowę dwa razy drożej. Mówią, że u mnie jest ten strych do zrobienia, to przy okazji, żeby Zdzisiek i do nich zaszedł. Żebym pogadał, bo ja z ludźmi dobrze żyję.

A wczoraj był listonosz. Auto z Niemiec potrzebuje. Mówi, że tym Oplem, to niedługo się zabije. Najlepiej Niemca jakiego, do 10 tysięcy. No i żebym pogadał, bo ja z ludźmi dobrze żyję. Maślaki chyba chciał capnąć. Patrzył i patrzył. To mu palcem pogroziłem.
Syn Karpiniuka miał wypadek. Aha, już ci mówiłem? A ja wiem? Ze cztery dni temu. Babka? Nie, nadal nieprzytomna pod respiratorem. Zdrowo ją huknął, daj spokój. No, jak to gdzie? Przy moście. No, ja wiem, że ostry jest ten zakręt. Dobrze, że miejscowi mu krew pobrali. Jeszcze coś da się zrobić. A, coś ty! Przecież on w grudniu 16 lat skończył… Karpiniuk z żoną przyszedł. Żebym z komendantem pogadał, bo ja dobrze żyję z ludźmi. Ale ja niegłupi! Karpiniuk przecież ma tartak. Solidny taki, z blachy. To niech pomost poprawi. Bo mi się przyjezdni skarżą, że coraz ciężej im dojść do łódek. Poprawi, poprawi. Wszystko zrobi…

A starą Filipiakową pamiętasz? Tak, na Słonecznej mieszka. Wnusia jej 4 dzień ryczy za tym psem. Kundel taki. No ten, co tak latał po wsi. Czarny taki, z przyklapniętym uchem. A co miałem powiedzieć? Że poszukam, popytam. W zeszłą środę go trzasnąłem za cmentarzem. Łaska Boska, że miałem ten szpadel w bagażniku.
Co? Nie, nie piję. Wiem, że serce i cholesterol. Tak, uważam. Przecież zawsze zwalniam na tym zakręcie. Nie martw się, kochana.
No, a co u ciebie? Jak tam nasze sprawy? Rozmawiałem z Lutosławskim. Nie będzie boleć. Ani ciebie, ani jej. Zapłacę, zapłacę. Ja z nim dobrze żyję. Nikt się nie dowie, kochana. Nie bój się.
O, kurwa! Muszę lecieć, bo znowu się spóźnię. Tak, zadzwonię. Nie wiem, może jutro? No i ukłony dla mamy. Nic jej nie mówiłaś? To dobrze, kochana. To dobrze. No, ja ciebie też. Pa!
Rzuciłem słuchawką i popędziłem w stronę drzwi. Zbiegłem po schodach, przebiegłem przez jezdnię i wpadłem do budynku.
Dziś znowu drżały mi ręce. Powoli podniosłem do ust mikrofon. Zapomniałem cholernej miętówki.
– Kochani! Na dzisiejszych naukach przedmałżeńskich porozmawiamy o naturalnym planowaniu rodziny… – Nieco głośniej niż zazwyczaj przełknąłem ślinę.
Poprawiłem koloratkę.
Uwierała na szyi jak pętla.
 

Motyle

Drogi pamiętniczku… Chyba tak powinnam zacząć?
Michał wrócił z pracy po osiemnastej. Torbę z laptopem położył przy drzwiach. Dziś była pomidorowa. Właściwie, to czerwona woda bez smaku. Wsypałam za dużo pieprzu, ale nic nie byłam w stanie na to poradzić. Ręce mi drżały. Z każdą godziną coraz mocniej.
Do północy przyklejaliśmy w pokoiku tapety z Castoramy. Pamiętam, jak staliśmy w sklepie przy grubych zwojach. Ludzie mijali nas i w zakłopotaniu kręcili głowami. Mieli rację. Nikt normalny nie płakał przy wyborze tapet. Najbardziej podobały mi się te różowe z kwiatkami. Ale wybraliśmy motyle.
Michał wyniósł łóżeczko i przesunął szafkę pod okno. Lalki spoglądały na nas niechętnie, jakby niezadowolone, że mamy czelność dotykać czegoś w ich królestwie.

Staliśmy jeszcze przed dłuższą chwilę w progu pokoiku. Przytuliłam się do Michała, wodząc wzrokiem po motylach. Niektóre przycupnęły na płatkach kwiatów, a inne szybowały z rozpostartymi skrzydełkami. Zamiast zapachu łąki, w nozdrza uderzył mnie słodkawy aromat kleju.
Jutro wyprasuję Michałowi garnitur. Wypastuję mokasyny i odbiorę z pralni niebieską sukienkę. Tak, niebieską. Mama kręciła nosem. Fukała, że nie wypada. Krzyknęłam, że mam to w dupie. Ojciec palił papierosa na balkonie. Z tego wszystkiego zapomniał strzepnąć peta do zakrętki od słoika. Siostra nabrała powietrza w płuca, ale nic nie powiedziała. Przejechała mi dłonią po policzku, a potem szybko wyszła z mieszkania.

Jutro stanę przed lustrem. Rzęsy musnę mascarą niewrażliwą na łzy. Ostatni raz spojrzę na motyle.
Jutro wsiądziemy do samochodu. Będziemy mijać grupki roześmianej młodzieży. Znajome ulice, bloki, skrzyżowania i place zabaw. Pstrokate zjeżdżalnie, piaskownice, huśtawki. Ale nie będziemy tego widzieć. Zobaczymy motyle.
Jutro wyjdę z samochodu i chwiejnym krokiem wejdę przez bramę. Większość znajomych nie przyjdzie. Ojcu zabraknie petów, a mama przeprosi za wczoraj.
Jutro nie będzie kwiatów. Nie będzie zniczy. Na nagrobku wielkości płyty do piekarnika położę zielone buciki. A potem wysłucham, jak im wszystkim jest przykro. Jak współczują, jak oferują pomoc. Jak mówią, żeby Michał już nie prowadził. Odwiozą nas do domu.
Jutro staniemy w progu pokoju. Dotkniemy poręczy łóżeczka, popłaczemy w trzypokojowym mieszkaniu. Usłyszymy córkę sąsiadów zbiegającą ze schodów.
Jutro lalki będą patrzeć na nas z szafki. Ale nie będziemy ich widzieć.
Zobaczymy motyle.
 

…………………………………….
Mateusz Dudek (1986) — Gdańszczanin. Absolwent Dziennikarstwa oraz Akademii Morskiej w Gdyni. Zapalony miłośnik zimowych kąpieli w Bałtyku. Laureat konkursów literackich.
20.03.2021 Więcej: Strona autorska | Fb fan page

MATEUSZ DUDEK Bajka o delfinach [proza]
4 votes, 5.00 avg. rating (98% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | przekaż wsparcie
[2] Komentarze

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.