Szanowna Pani Przewodnicząca, droga Pani von der Leyen.

Zwracam dziś się do Pani w otwartym liście, ponieważ sprawa, którą chcę poruszyć, leży w istotnym interesie publicznym Europy, a Pani przewodniczy instytucji, która może ten problem rozwiązać. Nie mówimy o globalnej pandemii, ale o wyzwaniu, które być może jest jeszcze większe i może mieć jeszcze dalej idące konsekwencje niż koronawirus. Mam na myśli niebezpieczeństwo, które dodatkowo nasiliło się w dobie Covid-19. Chodzi o to, że platformy technologiczne z Ameryki i Chin mogą zakwestionować suwerenność obywateli, a właściwie uczynić suwerena poddanym, a tym samym podkopać demokrację i fundamenty otwartego społeczeństwa. Gra idzie o wolność, rządy prawa i prawa obywatelskie. Idzie o ideę nowoczesnej Europy.

W roku 2014 napisałem otwarty list do ówczesnego CEO Google’a, Erica Schmidta. Opisałem niebezpieczeństwa, jakie nieuregulowana prawnie platforma, jak Google, może nieść dla praw obywateli, dla różnorodności konkurencji czy dla wolności słowa. List był jednoczesnym ostrzeżeniem, ale i wyznaniem: „boimy się googla”.

Mathias Doepfner

Na zdjęciu: Mathias Doepfner — CEO grupy medialnej Axel Springer SE i prezydent Niemieckiej Federacji Wydawców Prasowych. Foto i źródło: materiały prasowe

Wówczas słyszałem z wielu stron, że przesadzam. Niestety, raczej nie doceniłem sytuacji. Z dzisiejszego punktu widzenia muszę stwierdzić: ryzyka pojawiły się szybciej i są znacznie poważniejsze niż mi się wówczas wydawało. I od dawna chodzi nie tylko o Google’a. Chodzi o to, że ponadnarodowe megakoncerny stoją ponad prawem, ponad rządem i ponad demokratycznym porządkiem. I nasuwa się pytanie, czy maszyny służą ludziom? Czy może ludzie służą maszynom i ich wszechmocnym zarządcom?

Taki rozwój sytuacji był od dawna do przewidzenia. Koronawirus i skutki jego zwalczania wszystko przyspieszyły i wzmocniły. Niczym w soczewce proces ten stał się jeszcze lepiej widoczny I właśnie to jest być może nasza szansą.

Zmniejsza się różnorodność konkurencji

W styczniu 2020 r. kapitalizacja rynkowa Google’a, Facebooka, Amazona, Apple’a, Netflixa i Tesli wyniosła 3,9 biliona dolarów. W styczniu 2021 r., czyli rok po wybuchu Covid-19 na świecie, wartość giełdowa tych sześciu przedsiębiorstw wynosi 7,1 biliona dolarów. To odpowiada wzrostowi wartości o 82%. W gotówce: 3,2 biliona dolarów. W tym samym czasie na całym świecie pracę straciło 255 milionów ludzi. W Europie bezrobocie wzrosło z 7,5% na 8,3%. Tylko dzięki instrumentowi pracy skróconej udało się zapobiec dużo wyższemu wzrostowi. Dla przykładu w Niemczech, zgodnie z badaniem Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej 175 000 przedsiębiorców czuje się zagrożonych upadłością z powodu kryzysu związanego z pandemią.

Przedsiębiorstwa te utrzymują się tylko dzięki potężnym państwowym kredytom i programom pomocowym. Ale jak długo jeszcze? Miliony ludzi prowadzących działalność gospodarczą muszą się poddać, bo nie mogą już udźwignąć skutków lockdownu. Konkurencja się wykrusza. A na kryzysie korzystają ci, którzy są katalizatorami digitalizacji, czyli wielkie koncerny technologiczne. Przewaga konkurencyjna platform internetowych wzrasta, stają się one niedoścignione. Częściowo zasłużenie, ponieważ są to po prostu wspaniałe, innowacyjne przedsiębiorstwa. Częściowo jednak niezasłużenie, ponieważ niektóre z tych firm stosują wątpliwe praktyki biznesowe. Można by powiedzieć: taka jest kolej rzeczy. Ale można też zapytać: czy to jest dobre dla suwerena? Dla obywatela?

Google i Facebook razem miały w minionym roku około 230 miliardów dolarów obrotów reklamowych. To jest 46% rynku reklamy na całym świecie. Według prognoz do roku 2024 ten udział przekroczy 60%. Absolutna dominacja platform internetowych oznacza w perspektywie prawie całkowitą redukcję różnorodności oferty dziennikarskiej, artystycznej i komercyjnej. Dla przykładu, po co ktoś miałby starannie wyszukiwać informacje, kiedy na koniec tylko kilka wielkich platform zrobi na tym świetny interes? I znów można by powiedzieć: tak to już jest. Ale można też zapytać: z czego to wynika?

A wynika to z tego, upraszczając, że model biznesowy platform finansowanych z reklamy oparty jest na szpiegowaniu swoich klientów, tak jak to robią tajne służby.

W przypadku platform załatwiają to algorytmy. Algorytm jest produktem zaprogramowanym przez człowieka. Algorytmy brzmią neutralnie. Ale takie nie są. Są one wynikiem ludzkiej woli. Programiści nadali algorytmom osobowość, także osobowość konsumencką albo nawet polityczno-ideologiczną.

Czego powinniśmy chcieć

Algorytmy analizują nasze zachowanie i mówią nam, czego powinniśmy chcieć. Albo jak to przed laty sformułował Eric Schmidt: „Wiemy, gdzie jesteś. Wiemy, gdzie byłeś. Mniej więcej wiemy, o czym myślisz.” Dzięki mechanizmowi tak zwanego behavioral targeting platformy takie jak Amazon, Facebook i Google analizują co robimy, czego chcemy i decydują, czego powinniśmy chcieć. Składają nam „propozycje”. Wiedzą, że się zastanawiamy nad kupnem nowego samochodu, wzmacniają i wyrażają nasze życzenia, i składają nam propozycje, za które płacą im ich producenci.

Być może zdarzyło się już Pani, Pani von der Leyen, że rozmawiała Pani z kimś o jakimś zakupie i krótko potem otrzymała Pani e-maile, które oferowały podobne produkty. Algorytmy, a tym samym platformy internetowe, wiedzą nie tylko, że chcemy kupić nową kanapę i proponują nam jaką, one wiedzą także, że kobieta prawdopodobnie jest w ciąży, zanim ona sama się o tym dowie. Albo że mężczyzna jest gejem, zanim stanie się to jasne dla niego samego. Wiedzą to na podstawie naszych zachowań. Jakie maile czytamy. Jakie zdjęcia oglądamy. Jakie produkty kupujemy. To wzory zachowań, które algorytm z naszych danych zestawia i analizuje lepiej, niż jakakolwiek żona czy kochanek.

Prof. Shoshana Zuboff nazywa to zjawisko surveillance capitalism w swoim epokowym dziele pod tym samym tytułem. Kapitalizm nadzoru. My, obywatele, oddajemy nasze najbardziej wewnętrzne, najbardziej osobiste wartości dla optymalizacji modelu maksymalizacji zysku z obrotów reklamowych platform internetowych. Im bardziej jesteśmy przejrzyści, tym bogatsze stają się platformy.

Czy musimy, czy chcemy nadal w tym brać udział? Czy może istnieje alternatywa?

Tak.
Alternatywa, wyjście, droga Pani von der Leyen, jest urzekająca prosta.
Dane muszą znów i ostatecznie należeć do tych, do których właściwie zawsze należały. Do obywatelek i obywateli. Do suwerena.

W Chinach model wygląda tak: dane należą do państwa. Komunistyczno–kapitalistyczne, a więc państwowo-kapitalistyczne koncerny zbierają dane, nadzorują swoich obywateli i przekazują wyniki partii komunistycznej. Państwu. Które robi z nimi co chce. Na przykład wynagradza wierne reżimowi obywatelki. Albo cenzuruje artystów. Ucisza krytyków reżimu. Albo buduje obozy koncentracyjne dla Ujgurów.

W Ameryce jest nieporównywalnie lepiej. Dane należą do kapitalistycznych koncernów. Firmy takie jak Facebook, Amazon czy Apple pozyskują, gromadzą i przechowują dane i wykorzystują je do optymalizacji swoich modeli biznesowych. Nadzorują i analizują nasze zachowanie, abyśmy więcej konsumowali. Dla biznesowych korzyści swoich platform. Jest to znacznie mniej szkodliwe niż w Chinach. Ale i tak nie powinno tak być. Obywatele stają się marionetkami kapitalistycznych monopoli.

Potrzebujemy pomocy ustawodawcy

Cóż, może Pani powiedzieć, iż zmiana tego stanu rzeczy to przecież zadanie dla samych obywateli. W końcu to oni sami pozwalają sobą – niejako dobrowolnie – manipulować. Wyraźnie zgadzają się z regulaminem danej platformy. Zasadniczo i teoretycznie, to prawda. Jednak ilu użytkowników – chcących otrzymać produkt czy usługę możliwie najszybciej – tak naprawdę czyta rozbudowane regulaminy? Ilu z nich faktycznie zdaje sobie sprawę z pośrednich i długofalowych konsekwencji swoich działań? I jakie są rzeczywiste alternatywy dla konsumentów na silnie zmonopolizowanych rynkach? Krótko mówiąc, uważam, że obywatele muszą stać się bardziej samokrytyczni i samoświadomi. Tak. Ale potrzebują do tego również pomocy polityków. Pomocy ustawodawcy.

Europa ma historyczną szansę – jeśli Pani przeforsuje to, co zawsze charakteryzowało Europę w jej najlepszych czasach: suwerenność suwerena. Oznacza to, że w Europie – i miejmy nadzieję, że wkrótce we wszystkich krajach Zachodu jako wspólnoty wartości – dane nie należą ani do państwa, ani do przedsiębiorstwa. Lecz zawsze tylko do jednostki. I jestem pewien, że Stany Zjednoczone podążą w tym przypadku śladem Europy. Jest to jeden z niewielu przypadków, w których Europa ma szansę stanąć w awangardzie cyfryzacji.

Konkretnie, i teraz będzie bardzo konkretnie, oznacza to: w Unii Europejskiej platformy internetowe powinny mieć zakaz przechowywania prywatnych (tj. osobistych i wrażliwych) danych i wykorzystywania ich do celów komercyjnych. To musi stać się prawem.

I musi to wykraczać poza obecnie obowiązujące rozporządzenie o ochronie danych i inne funkcjonujące przepisy, w jednym zasadniczym aspekcie: należy wykluczyć wszelką relatywizację poprzez domniemaną dobrowolność. Zgoda na wykorzystywanie tych danych nie może być w ogóle dopuszczalna. Wrażliwe dane osobowe nie powinny znajdować się w rękach dominujących na rynku platform (tzw. gatekeepers)) ani państw.

Za lepszy świat wolności i samostanowienia

Nie jest sprawą platformy, czy jestem homo- czy heteroseksualny. To nie jej sprawa, czy jestem w ciąży. Nie powinno jej obchodzić, na kogo chcę głosować. To nie sprawa gatekeepera, czy i w jakiego boga wierzę.

Jeżeli Pani, szanowna Pani von der Leyen, jak i Pani koleżanki i koledzy, zakażecie komercyjnego wykorzystywania prywatnych danych, to zmienicie świat. Ulepszycie świat. W przeciwnym razie znajdziemy się w nowym porządku. Porządku, w którym nie obowiązują już prawa człowieka, samostanowienie ani wolność w ramach obowiązującego prawa. Poddamy się kapitalizmowi inwigilacyjnemu, który wywróci do góry nogami wszystko, za czym opowiadała się Europa.

Czy według Pani przesadzam?
Pozwolę sobie podzielić się z Państwem dwoma spostrzeżeniami z ubiegłych tygodni.

Po pierwsze, Facebook i Twitter postanowiły zablokować konto Donalda Trumpa. Intuicyjnie można by pomyśleć, że to słuszne, ponieważ ten prezydent stworzył zagrożenie dla amerykańskiej demokracji. Ale czy kapitalistyczna korporacja ma prawo decydować, który polityk co i komu może powiedzieć? Czy jakieś przedsiębiorstwo (i to w dodatku takie, które ma prawie trzy miliardy klientów, a więc utrzymuje jednoznacznie dominującą pozycję na rynku) powinna stawiać się ponad prawem i instytucjami demokratycznymi?

I po drugie, rząd w Australii zdecydował, że Google przekaże wydawcom odpowiednią część dochodów, które wygenerował z treści dziennikarskich. Jeśli Google nie dojdzie do porozumienia z wydawcami, decyzję podejmie niezależny arbiter. W odpowiedzi Google zagroził, że wyłączy w Australii wszystkie funkcje wyszukiwania Google. Postawiłoby to Australię w ogromnie niekorzystnej sytuacji. Ponieważ ludzie mieliby wtedy ograniczony dostęp do wiedzy. Zaś firmy miałyby znacznie ograniczony dostęp do swoich klientów. Jest to ewidentny szantaż. Jeśli nie podzielacie sposobu, w jaki coś robimy, to pokażemy Wam, z czym to się wiąże. Rząd australijski jak dotąd nie dał się zastraszyć. Premier Morrison wyraził się jasno: “To Australia ustala zasady dotyczące rzeczy, które można robić w Australii”. Wydaje się, że tu decyduje rząd. Nie Google. Kto ma decydujący głos w Europie?

Szanowna Pani von der Leyen, Pani zastępca, Thierry Breton, powiedział niedawno: “Europa jest pierwszym kontynentem na świecie, który rozpoczął kompleksową reformę naszej przestrzeni cyfrowej, poprzez projekt ustawy o usługach cyfrowych i projekt ustawy o rynkach cyfrowych. Oba opierają się na prostym, acz zdecydowanym założeniu, że to, co jest nielegalne offline, powinno być nielegalne również online.” W zasadzie nic dodać, nic ująć.

Nie chcą Państwo, aby szpiegowano ludzi, by dowiedzieć się, jakie są ich preferencje seksualne? Nie chcą Państwo, aby ludzie byli inwigilowani, by dowiedzieć się, jakie mają upodobania konsumenckie? Nie chcą Państwo, aby szpiclowano ludzi, by dowiedzieć się, na jaką partię głosują?

Zakażcie zatem w życiu wirtualnym tego, czego przez dziesięciolecia zakazywaliście w życiu realnym. I wzmocnijcie to, co stanowiło o sile Europy: the power of the people.

Platformy powiedzą Wam, że to zniszczy ich model biznesowy. Nie jest to prawda. Trochę go tylko pogorszy. Podobnie jak wydawcy i każdy bloger (wydawcy przyszłości), platformy wciąż będą mogły monetyzować swój zasięg. Lub jak każdy detalista czy hurtownik, platformy w dalszym ciągu będą mogły sprzedawać swoje produkty lub usługi. Ale miliardy popłyną z powrotem do tysięcy wydawców, artystów i sprzedawców detalicznych. Do przedsiębiorców, którzy przyciągają klientów jakością swojej oferty. A nie poprzez inwigilowanie ich zachowania.

Platformy o takiej sile rynkowej stanowią essential facilities. Są one de facto monopolistami. Dla konsumentów nie ma alternatywy. Do takich przedsiębiorstw muszą mieć zastosowanie inne zasady. W przeciwnym razie ucierpi na tym konkurencja. A wraz z nią gospodarka rynkowa. Netflix (dla przejrzystości dodam, że zasiadam w jego radzie nadzorczej) udowadnia, że platformy mogą postępować inaczej. Nie ma tam reklam ani analizy prywatnych danych. Śledzą one jedynie zachowania konsumentów w odniesieniu do ich własnego produktu – filmów.

Potrzebne jest coś w rodzaju europejskiego prawa podstawowego

Szanowna Pani, dzięki temu prostemu środkowi, ma Pani okazję, być może po raz pierwszy w erze gospodarki cyfrowej UE, by nie płynąć pod prąd postępu ani nie naprawiać niczego z mocą wsteczną. Może Pani proaktywnie kształtować cyfrową przyszłość. Niezależnie od tego, czy chodzi o reformę praw autorskich, nowelizacje w zakresie ochrony danych czy regulacje dotyczące prywatności w łączności elektronicznej, UE jak dotąd miała prawie zawsze opóźnienie, potrzebowała zbyt wiele czasu, a firmy z sektora technologicznego pomysłowo radziły sobie z unikaniem czy omijaniem unijnych przepisów. To było jak wyścig zająca z jeżem. Jeż był zawsze na mecie. Sprytniejszy i bardziej efektywny.

Dzięki temu środkowi – swego rodzaju europejskiemu prawu podstawowemu – UE wyprzedziłaby epokę, a jednocześnie byłaby nie do wyprzedzenia. Nie płynęłaby pod prąd, ale z prądem, w służbie swoim obywatelom.

Apeluję do Pani z całą powagą: zapobiegnijcie inwigilacji ludzi, zakazując przechowywania wszelkich prywatnych wrażliwych danych osobowych. W ten sposób ograniczymy nadmierną ekspansję monopolistycznych platform z Ameryki i Chin.

Zachęcajcie obywateli Europy do samostanowienia o ich życiu i umacniajcie ich w tym. I umożliwcie w ten sposób konkurencję idei, opinii i koncepcji, w Europie różnorodności. Pluralizm stylów życia, opinii i pomysłów zawsze czynił Europę silną. Inwigilacja, kolektywizm i zależność prawie nas zniszczyły.

Całkowita jawność zawsze kończy się totalitaryzmem.
Dzisiejsza Europa jest tego przeciwieństwem.

Szanowna Pani, proszę wykorzystać szansę, jaką ma Europa. Tutaj nie ma poddanych służących swojemu zwierzchnikowi. Tutaj państwo służy swojemu suwerenowi.

……………………………………………
Mathias Dopfner (1963) — niemiecki przedsiębiorca i dziennikarz, CEO grupy medialnej Axel Springer SE i prezydent Niemieckiej Federacji Wydawców Prasowych (BDZV).
28.01.2021

MATHIAS DOPFNER — list otwarty do przewodniczącej Komisji Europejskiej
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | przekaż wsparcie
Jeden komentarz
  1. “MATHIAS DOPFNER — list otwarty”
    To teoretycznie jest proste i możliwe już chyba jedynie w Europie.
    Ale odzewu się raczej nie spodziewam, chociaż wątek będę pilnie śledził gdy przebije się do głównych mediów, w co właśnie wątpię, bo ten sektor też kontrolowany jest przez koncerny, które przede wszystkim kierują się bieżączką zysków z reklam.

    Sam list wręcz genialny.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.
Obrażliwe wypowiedzi będą usuwane.