Barbara Rosiek była osobą, która zszokowała Polskę, opowiedziała w Pamiętniku narkomanki o problemie właśnie narkomanii i to wśród dzieci. Zrobiła znacznie więcej, można ją także uznać za prekursorkę poczynań, które mają zmienić los pacjentów oddziałów zamkniętych. Pisała o tych problemach lata temu, jak odbierane są prawa człowiekowi na oddziale, jak ulegać musi demonicznej, pełnej władzy i woli lekarzy. Uznana psycholog kliniczna napisała jako ostatnią książkę w życiu Wybuch — ukaże się dopiero po jej śmierci. Cieszyło ją, że znowu zawalczyła o prawa pacjentów, z którymi jak się okazuje bezkarnie można zrobić wszystko. Barbara Rosiek była moją bliską przyjaciółką, relacjonowała mi te wszystkie fakty i prosiła, by udostępniać jej list, który opowiada o tym, jak przez nadużycia i zaniechania pracowników oddziału zamkniętego v straciła sprawność, który to stan mógł być na stałe, bo doszło w szpitalu do złamania kręgosłupa (wybuchowego) i nie udzielenia pomocy. To przykład już bardzo tragiczny, ale zbadałam temat i dowiedziałam się, że na oddziałach zamkniętych nie brakuje przemocy, nie liczenia się ze zdaniem pacjentów. Prezentuję w tym miejscu list otwarty Barbary Rosiek w temacie, prosiła, by go udostępniać, drukować, w celu zmiany losu pacjentów:

Barbara Rosiek — pisarka, poetka, psycholog kliniczny. List otwarty

Pragnę Wam opowiedzieć moją historię. 35 lat temu ukończyłam psychologię na Uniwersytecie Śląskim i podjęłam pracę w Szpitalu Psychiatrycznym w Lublińcu. Przepracowałam 1,5 roku i musiałam się zwolnić, bo stanęłam w obronie bitych przez personel pacjentów. Był to rodzaj mobbingu, wtedy jeszcze nie ścigany i karany. Zrobiłam to też dla dobra pacjentów, bo nastawiano ludzi chorych psychicznie przeciwko mnie. Obecnie jestem na psychologicznej emeryturze. Jednak doskonale poznałam wtedy mechanizmy tej instytucji i tajne prawa, jakimi się tam kierowano.

Dwa lata temu zostałam pacjentką tego szpitala na oddziale 0-5. Będąc w okresowej psychozie, miałam zaburzenia świadomości, jednak pamiętam dokładnie, że przy przyjęciu byłam kilkukrotnie wleczona po korytarzu. Wtedy musiało dojść do złamania kręgosłupa. Było to 27 lutego 2018. Niestety nie jestem w stanie tego udowodnić, w karcie wypisowej napisano, że nie wiadomo kiedy doszło do złamania. Pani ordynator Anna Zębik Siwaszczyk zleciła prześwietlenie kręgosłupa, co mnie zdziwiło, bo nie jest to rutynowe badanie na oddziale psychiatrycznym. Po czym wezwała mnie na rozmowę i lakonicznie stwierdziła — ma pani złamany kręgosłup i za tydzień wychodzi pani do domu.

Barbara Rosiek

Na zdjęciu: Barbara Rosiek w “Piwnicy pod Baranami”. Kraków. Listopad 2019

Cierpiałam okrutnie, ból był nie do zniesienia. Wprawdzie podano mi środki przeciwbólowe, lecz one nie łagodziły mego cierpienia. Nie pozwolono mi leżeć, co było wbrew zasadom właściwego leczenia, kiedy było mycie sal, przeganiano mnie z kąta w kąt, potęgując ból fizyczny. Sama też musiałam chodzić na posiłki. Rano do toalety szłam na czworaka, prosząc ich, by wcześniej mi dali środki przeciwbólowe, jednak się nie zgodzili. Konsultacja neurologiczna wyglądała tak, że lekarz nie zapytał mnie jak się czuję, nie zbadał mnie, tylko stwierdził – a chodzi i sobie poszedł.

Prosiłam ich o pomoc, jednak to lekceważono. W końcu zrozumiałam, że nie uzyskam od nich pomocy. Ze szpitala odebrał mnie brat przywożąc kule. Zejście do samochodu stanowiło poważne zagrożenie, ale nikt się tym nie przejmował.

W końcu w domu w Częstochowie dostałam od lekarza rodzinnego skierowanie do ortopedy i brat mnie do niego zawiózł. Lekarz ortopeda od razu zlecił tomografię komputerową i trafiłam na oddział neurologii w Częstochowie. Tam musiałam cały czas leżeć do operacji, każdy ruch mógł doprowadzić do przerwania rdzenia kręgowego. Po operacji uczyłam się chodzić i wróciłam do domu.
W lipcu 2018 na policji zgłosiłam przestępstwo, a prokuratura w Lublińcu zakwalifikowała tę sprawę z art. 160 par. 4 kk, jako nieudzielanie mi pomocy i zaniedbanie. Po przeprowadzonym śledztwie prokurator Jan Smyła umorzył śledztwo w grudniu 2019 r.
Mogłam zostać kaleką na wózku a nawet stracić życie przez postępowanie personelu oddziału psychiatrycznego. Jako psycholog kliniczny obserwowałam co się dzieje na takim oddziale obecnie, wprawdzie nie bije się już tam pacjentów, ale poza tym niewiele się zmieniło. Psychiatra ma ogromną władzę nad pacjentem, może z nim zrobić wszystko w imię jego dobra, skargi do dyrekcji przychodzą z wnioskiem, że nie stwierdza się żadnych uchybień. Praktycznie człowiek tam jest niewolnikiem systemu bez żadnych praw, zabiera mu się tylko wolność, ale i godność. Leczenie środkami psychotropowymi też daje wiele do myślenia.

Potraktowano mnie w sposób bezlitosny, nie zważając na moje skargi, kiedy już byłam w domu. Do dzisiaj pamiętam ten ból fizyczny, a także żal, że nie mogę przed sądem opowiedzieć swojej historii, o tym jak się traktuje człowieka poniżonego i skrzywdzonego. Nie rozumiem decyzji o umorzeniu śledztwa przez prokuraturę. Nie wierzę już w żadną sprawiedliwość. Bo cóż może pojedynczy człowiek wobec całego systemu. Zwłaszcza człowiek z etykietą pacjenta psychiatrycznego.
Proszę wydrukujcie mój list. Niech ta sprawa nie zostanie ostatecznie i całkowicie zamieciona pod dywan. Niech moje okrutne cierpienie nie pójdzie na marne.
 
Barbara Rosiek
Częstochowa. 13 lutego 2020

* * *

Rozmawiałam z pielęgniarką, pracuje na oddziale zamkniętym dla dzieci. Przyznaje, że są stosowane „szybkie”, niewłaściwie rozwiązania, nadużywa się leków, by obezwładnić pacjenta i by nie sprawiał problemów. I dzieci są unieruchamiane, nawet, jeśli nie trzeba tak postępować. Niewiele liczy się głos pacjenta, ma etykietkę chorego. Więc wszystko można zrobić wbrew jego woli… Nie ma się wpływu na leczenie i dyskusji. Lekarze nie rozmawiają z pacjentami. Jedyną „terapią” na wielu oddziałach psychiatrycznych są tylko duże dawki leków. Skala nadużyć jest rażąca i sytuacja domaga się pilnej zmiany. Sądzę, że list Barbary Rosiek jest w tej sprawie bardzo silnym dowodem. Chcę jej pomóc, zmienić rzeczywistość, jak mówiła — ludzi najbardziej bezbronnych, poniżanych, których prawa i godność się depcze. Tym bardziej, że kultowa autorka odeszła, jaka poruszała bez kompromisu trudne tematy — potrzebą jej wesprzeć dzieło jej życia i kontynuować, ona wyszła od Kotańskiego, mnie wyznaczyła dalej…

Widmem dla Barbary Rosiek był szpital w Lublińcu. Stąd pochodzą jej doświadczenia. To było miejsce, do którego już nie chciała wracać w żadnej roli. Rozmawiałam z pisarką jak toczyła się sprawa przeciw szpitalowi. Wiedziała, że nikłe są szanse, iż wygra z lekarzami. Niemniej zareagowała, podjęła kroki, jakie mogła, w celu, by nikt nie musiał przechodzić przez to, co ona. Sądzę, że szpital był osaczony jej reakcjami, książkami, że mieli się na baczności, ale wciąż popełniali rażące błędy i zmuszali autorkę do opisywania koszmarnej rzeczywistości oddziału zamkniętego. Wykonała dużą pracę i wierzyła, że swoimi książkami zmieni psychiatrię, że pisząc o tym wszystkim możemy doprowadzić do skutecznej zmiany.

szpital psychiatryczny w Lublińcu

Na zdjęciu: Wojewódzki Szpital Neuro-psychiatryczny w Lublińcu. Foto: Krystian Pyka. Marzec 2017

Szpitale psychiatryczne znajdują się niemal w każdym województwie w Polsce. Uczestniczyłam co dopiero w konferencji dotyczącej prewencji samobójstw. Ustalono, że w jednym województwie w Polsce nie działa tylko szpital psychiatryczny. Brakuje oddziałów dziennych, to na pewno lepsza alternatywa niż izolować człowieka całodobowo, kiedy najbardziej lecznicze są dla nas kontakty z innymi. Są sytuacje, które wymagają szczególnego nadzoru, jak ostre objawy chorobowe, czy stany zagrożenia zdrowia i życia. Niemniej zapomina się, że człowiek w każdym stanie ma swoje niezbywalne prawa. Na konferencji poruszono takie tematy, iż dramatycznie brakuje łóżek dla pacjentów, ludzie nawet z chęciami samobójczymi muszą oczekiwać długo na przyjęcie. Dostawiane są łóżka na korytarzach. Pacjenci tłoczą się na oddziałach, nie mają żadnej intymności (wyzwala to agresję i przemoc personelu — w ruch idą igły i kaftany). Trudno zagwarantować poczucie bezpieczeństwa. Rozmawiałam z młodym mężczyzną, był w szpitalu psychiatrycznym w Krakowie. Widział nadużycia seksualne. To kwestie powszechne. Pacjenci są zalekowani, bierni, nie mogą się skutecznie chronić. Oddziały są mieszane, mężczyźni tłoczą się z kobietami (czasami i dzieci są na takich oddziałach — a tu narkomanii, przestępcy, jacy i symulują, chcąc uniknąć kary, toczy się handel wymienny wszystkim).

Oczywiście modelem idealnym jest pomoc środowiskowa, wypracowanie takiego modelu wsparcia. I problemem jest, że nawet pacjent, który nie musi być hospitalizowany, nie ma ostrych objawów psychicznych lub w ogóle nie klasyfikuje się do przyjęcia — za namowami jest przyjmowany. Wytwarza się wokół niego atmosferę, w której ulega, to nie jest zgodne z prawami (można trafić na takich lekarzy, to realne przykłady i trudno je wyjaśnić). Co więcej, jeśli lekarze uznają, że pacjent ma zostać w szpitalu, bo jest chory — jest niewolnikiem, więźniem szpitala (nawet jak wpisał się dobrowolnie na oddział i jego stan jest dobry — a zajmuje miejsce tym, którzy potrzebują pilnej pomocy, to absurd i wyraża skalę rażących zaniechań). A często chodzi o to, że taki pacjent to nowe finanse dla upadającego szpitala (może zdrowszy jest mniej kłopotliwy?). Studentka opowiadała mi, że została wypis, ile oddziaływań podjęto — były wymienione na karcie wypisowej, mnóstwo. W rzeczywistości nie było żadnej terapii na oddziale (nawet diagnozy, rzeczywistej obserwacji, badań, ale zastosowano ostrą farmakoterapię, dziewczyna opuszczała szpital w stanie skrajnym, wyniszczona), pacjenci zażywają i po garści leków (zazwyczaj trzy razy na dobę), mogą nimi wymiotować. Ciągle śpią. To jest leczenie? A jak się przeciwstawiają — lądują w kaftanie lub w najlepszym razie siłą jest im wbijany zastrzyk, są w tym celu rozbierani na korytarzach. Widziałam osobiście takie miejsca, jako pedagog. Dużo tu iluzji, a za ścianami dzieje się wszystko. Co więcej wykorzystywane jest, iż pacjentowi się nie wierzy, bo łatwo stawia się mu diagnozę, często się mu ją zmienia stale. Jak człowiek traci prawo głosu — skazany jest na samowolę innych, bez możliwości skargi. To powszechne, może są odstępstwa od tej strasznej reguły. Co to jednak za rzeczywistość, w której można trafić do kaftanu, bo chodzi się po korytarzu i denerwuje tym personel? Spotkałam taką pacjentkę, niewidomą… Jej los był szczególnie trudny w tej dżungli bez zasad, norm, wartości.

Sytuacja psychiatrii w Polsce jest dramatyczna, alarmująca. Dostępne są raporty o dostępności lecznictwa psychiatrycznego w Polsce dla dzieci i młodzieży [raport NiK] — niemniej nie ukazano w kontrolach tego, o czym piszę. Dzieci i młodzież często potrzebują pomocy, skala samobójstw w tej grupie i w Polsce jest zatrważająca. Jak młodzi ludzie mają zaufać, kiedy efektem może być umieszczenie w placówkach, gdzie jest taki standard tragiczny opieki. Jest wiele opowieści ludzi, których można wysłuchać. Jest bardzo źle. Pytanie, po co rozwijać system, który godzi w prawa człowieka? Jak zreformować psychiatrię?
Polecam książki Sary Romskiej o dzieciach psychiatryka — takie dzieci wymagają kompleksowej pomocy, przede wszystkim życzliwości, wsparcia emocjonalnego. Emocje leczą, dobre, dzieci doznały dużo krzywd często, które lądują na oddziale o zaostrzonym rygorze. Tymczasem nie mogą liczyć na zwykłe objawy dobra, nie jest to standard. Opieka pychiatryczna w Polsce domaga się pilnych reform.
Postulaty specjalistów, pacjentów, społeczeństwa stosowane są jawnie, bo jest tak źle, gdyż tyle jest przemocy na oddziałach — zmiany są konieczne i jak akcentuję pilne [Konferencja prasowa RPO przed Pierwszym Kongresem Zdrowia Psychicznego] — nasilają się problemy psychiczne ludzi i przed nimi staje widomo zagrażające poczuciu bezpieczeństwa, godności, podstawowych praw.

………………………………..
Katarzyna Lisowska (1990) — pedagog, filolog, redaktorka miesięcznika „Kraków”, magazynu „Outro” i innych pism (publikowała w wielu gazetach w Polsce i za granicą, pisała do „Polityki”, czy „Gazety Wyborczej”, „Dziennika Polskiego”, „Nowego Dziennika”). Studiowała przejściowo historię w Uniwersytecie Jagiellońskim, kończy naukę w Placówce Kształcenia Ustawicznego (Lubaczów) w dyscyplinach neurobiologicznych oraz kursy akademickie w zakresie podstaw psychiatrii, psychologii twórczości, kognitywistyki i filozofii nauki. Zrealizowała kurs: Prawne i psychologiczne metody resocjalizacji z podstawami kryminologii, pracowała bezinteresownie z osobami terminalnie chorymi i dla archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Kierowniczka międzynarodowych projektów z zakresu prawa i członek komitetu naukowego danej dyscypliny. Aktywnie bierze udział w międzynarodowych, interdyscyplinarnych konferencjach naukowych. Jest redaktorką naczelną cyklicznych tomów: „Studia kulturowo-etyczne na kobiecością”.
16.12.2020

Pacjent szpitala psychiatrycznego — oddziałowa redukcja praw i godności osobistej. Stan alarmujący
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię
[2] Komentarze
  1. Znęcanie się personelu medycznego nad pacjentami to nie temat tabu, coraz częściej wypływają przeróżne fakty odnośnie podobnych sytuacji, jednak zazwyczaj do mediów podawane są ogólniki, ten artykułu rzuca nowe światło na problem, aż włosy się na głowie jeżą, gdy Pani Barbara opisuje bolesne doświadczenia których była świadkiem. To wstrząsające że osoby przebywające w szpitalu, potrzebujące pomocy są narażeni na pogorszenie się swojego stanu zdrowia, w miejscu gdzie powinni liczyć na poprawę. To ważne aby uświadamiać i uwrażliwiać społeczeństwo na podobne zdarzenia.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.