Niewielka, ciemna salka, dość szczelnie wypełniona ludźmi. Na wprost scena, na niej czterech muzyków. W powietrzu unosi się cancel my subscription to the resurrection a śpiewa je wokalista w obcisłych skórzanych spodniach, w białej koszuli, stojący tyłem do publiczności. Czujecie się już jak w Whisky a Go-Go, w 1966 roku? Bo ja tak się czułem.
W warszawskiej „Proximie” wystąpiła grupa „The Doors Alive” uznawana powszechnie za najlepszy tribute band oryginału z nazwy. Co tu dużo mówić, zagrali wprost rewelacyjnie. Było wszystko co potrzeba: klimat, nastrój, atmosfera, perfekcyjne wykonanie. Najmocniejszym punktem grupy był — tak jak w oryginale — wokalista Willie. Jak pisze Ron Clooney — autor of “Mr. Mojo Risin” — „jeśli myślicie, że Val Kilmer był dobry, uważajcie — ten facet jest jeszcze lepszy”.

Grób J. Morrisona na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise. 2001.

Grób J. Morrisona na paryskim cmentarzu Pere-Lachaise. 2001


Stylizacja na Morrisona znakomita, począwszy od ubrania, poprzez ruchy charakterystyczne dla Jima (słynne podskoki i szamański taniec), skończywszy na bardzo podobnej barwie głosu. Autentycznie można było poczuć się jak na Sunset Strip w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Grupa zagrała wszystkie najsłynniejsze numery pierwowzoru, choć jak dla mnie kilka jeszcze mogło się pojawić. Iluzja znakomita: wieczór zaczął się od „Backdoor man” — dokładnie tak jak zaczynali swoje koncerty „The Doors”. A później już poszło… „Hello, I love you”, „Soul kitchen”, „Love me two Times”… Nie zabrakło sztandarowych kawałków, które nawet ludzie niezakręceni na punkcie The Doors rozpoznają. Płynne przejścia między piosenkami, w nielicznych przerwach pogaduszki z publicznością. Pod koniec koncertu Willie wychylił się poza scenę, odebrał od widza telefon komórkowy i nakręcił dla niego filmik „od środka sceny”.

Zabrakło przy „When the music`s over” znanej z koncertów The Doors pantomimy ale i tak publiczność śpiewała razem z zespołem od początku do końca. Tak było, zresztą, przy każdej piosence. Niesamowity klimat, potęgowany dodatkowo przez niedużą salkę. Zdecydowanie muzyka The Doors nie nadaje się na stadiony i wielkie hale widowiskowe.
Znakomity koncert, rewelacyjne wykonanie i klimat autentyzmu sprawiają, że każdy fan The Doors powinien obejrzeć wykonanie Willie`ego. To jak podróż w czasie, nieledwie…
Na cmentarzu Pere-Lachaise są tylko trzy miejsca gdzie zawsze, o każdej porze, każdego dnia, leżą świeże kwiaty. Jedno to grób Edith Piaff. Drugie to miejsce spoczynku Fryderyka Chopina. A trzecie? Mogiła Jima Morrisona. — Tomasz A.Morris

………………………………………………………
Artur T. Korczyński (ps. Tomasz A. Morris) — rocznik 1963, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, handlowiec. Od lat wiernie zakochany jestem w kotach. Okres chorobliwej wręcz fascynacji Jimem Morrisonem już minął, ale miłość do “The Doors” została. Wychowałem się na AC/DC, Led Zeppelin, Black Sabbath, Deep Purple itp.; i tak mi zostało. Monthy Pyton i pochodne – rulez! Film wszechczasów (IMHO) to “Alien” R.Scotta. Żyłem szybko, barwnie, kolorowo, teraz cieszę się zwyczajną codziennością. Kliniczny Bliźniak. “Człowiek-encyklopedia”: na wszystkim się zna, na niczym dobrze (z małymi wyjątkami). Dotychczasowe publikacje: wywiad z Rafałem A. Ziemkiewiczem w tygodniku “ITD”; opowiadania w “Młodym Techniku”; opowiadania w “Magazynie Fantastycznym”; opowiadanie w “Esensji”; opowiadanie w “SFFH”; wiersze w tygodniku “Angora”; felieton tamże (publikacja pod pseudonimem); książka F10.2 (publikacja pod pseudonimem). Na podstawie jednego z opowiadań student Łódzkiej „Filmówki” zrealizował miniaturę filmową.
29.09.2013

TOMASZ A. MORRIS: Na cmentarzu Pere-Lachaise są tylko trzy miejsca gdzie zawsze, o każdej porze, każdego dnia, leżą świeże kwiaty
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter|zgłoś sugestię

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.