CYBERPUNK

Miał za sobą 4 wizyty w zakładzie psychiatrycznym, 3 próby samobójcze, sznyty na ramionach i chude, wymizerowane ciało. Przyszedłem go odwiedzić gdzieś w trakcie 2. lockdownu, w okolicy premiery Cyberpunka 2077. Spytał mnie jak leci. Powiedziałem, że pewnie tak, jak wszystkim. Budzę się z myślami samobójczymi, idę biegać i potem mi przechodzi. Powiedział, że u niego właśnie to samo. Byle skończyć tę cholerną grę. Potem może się zawijać.

Jego mieszkanie przypominało skłot. Prawdziwą melinę. Widziałem to już w tak wielu różnych miejscach. Tylko gamingowy laptop i monitor były czyste. Resztę pokrywał lepki kurz. W kuchni nie było światła, lodówka nie była podłączona, w salonie walała się elektronika i przewodniki do papierowych RPG. Resztki śmieciowego żarcia, butelki po piwie, butelki po energetykach. Odpalił tę cholerną grę i mówił coś o remoncie, o nowych meblach, o swojej kobiecie z dzieckiem, z którą się rozstał. Powiedziałem, że mogę mu pomóc ze sprzątaniem. Powiedział, że z jego kobietą to był chyba błąd, bo nie było różowo, ale przynajmniej nie miał depresji. Wypiłem chyba dzbanek herbaty, a on wypił kilkanaście piw. Powiedział, że pojedzie na Connewitz po białe. Zasugerowałem, żeby został przy piwie. Potem pojechałem do domu.

Tłukąc się tramwajem myślałem, że ciężko komukolwiek pomóc.
Potem pomyślałem, że Cyberpunk 2077 jest przereklamowany.
Victor Ficnerski — eprawda

SVEN MARVELLOUS

Sven Marvellous był najlepiej zarabiającym filozofem na YouTube. Uratował 99 małżeństw, nawrócił 200 lewaków, napisał 20 książek i przemawiał na 300 publicznych eventach. Jego kanał liczył ponad milion subskrypcji i rozpoczął się jako platforma dla półgodzinnych vlogów nagrywanych w drodze do pracy.

Potem zaczął równolegle tworzyć podcasty. Nagrywać wykłady z filozofii, prowadzić i udzielać wywiadów, promować kontrowersyjne trendy myślowe. Przestrzegał przed toksycznymi matkami, toksycznymi związkami, zaczął odradzać międzyrasowe małżeństwa, otyłość i używki… Totalnie zafiksował się na ilorazie inteligencji i jego międzyrasowych uwarunkowaniach. Na międzygrupowej dystrybucji produktywności. Słyszeliście o zasadzie Pareto? Od Pareto już tylko krok do stwierdzenia, że mniej rozwinięte państwa z natury są niezdolne do utrzymania demokracji. O krok od obalenia wszystkich tez o patriarchacie. Krytycznej teorii rasowej. Wszystkich teorii zakorzenionych w marksizmie.

W przeciągu kilku lat Sven staje się najpopularniejszym filozofem w internecie i jednym z najbardziej kontrowersyjnych twórców na YouTube. Potem wybucha cała ta afera z Georgem Floydem, na którą Sven ma oczywiście dość alternatywne spojrzenie. Potem demonetyzują i blokują mu kanał.
 

SLASHER

Pierwszą ofiarę dorwałem jeszcze na werandzie. Kojarzycie te louisiańskie werandy, obrośnięte bluszczem i innym zieleństwem? Tak to właśnie wyglądało. Drugą zaciukałem na schodach. Biegła ta niunia w bikini na strych, ostrzec swoich przyjaciół albo schować się w szafie. Zawsze to samo. Żadnej oryginalności. Mówię wam, nawet ta robota potrafi znużyć. Jest duszne, wilgotne, popołudniowe lato, a ja latam z maczetą jak idiota. Z kilkoma nożami, z obcęgami, kajdankami, z piłą do metalu. Mam rozległe plamy potu pod pachami. Tego właśnie chcecie, prawda? Nieco horroru w waszym nudnym, bezbarwnym życiu. Zaczynajmy.
Nie muszę nawet się wysilać.

Trzecia ofiara to dobrze zbudowany futbolista. Sączy piwo z plastikowego kubeczka i przegląda grindera, gdy moja czwarta ofiara obciąga mu z entuzjazmem godnym przewodniczącej cheerleaderek. Z pewnością oczekiwaliście seksu, prawda? Piąta ofiara wali konia w ubikacji. Szósta to prawiczek, który znalazł się tu przez przypadek. Zdobywam się na nieco litości, którą próbowała wpoić mi moja matka, i zabijam go szybko, bezboleśnie. Moja siódma ofiara to jakiś jebany kujon. Numer osiem i dziewięć to moje arcydzieła.

Ogłuszam te dwie drobne kobietki, nie zwracając uwagi na ich skąpe ciuszki i wciąż dziewczęce proporcje. Nie śpiesząc się, taszczę je do piwnicy. Cały dom jest pusty, cichy. Schody i posadzki zalane są krwią. Przez moment odczuwam wewnętrzny spokój. Później biorę się do roboty. Krępuję ich ciała, przywiązuję do krzeseł. Nie knebluję im ust, bo chcę słyszeć krzyk. Nikt poza mną ich nie usłyszy.
To zbyt proste, myślę i zapalam papierosa.
Potem wyciągam obcęgi i kanister benzyny.
— Dlaczego ja, dlaczego ja, dlaczego ja? — zaczyna krzyczeć pierwsza.
— Bez powodu — odpowiadam ze spokojem stoika i wyrywam jej kilka zębów, twarz polewam benzyną.
— Naoglądałaś się zbyt wielu filmów z wydumaną fabułą. Te pisarczyki z Hollywood nie mają pojęcia za co się chwytają. Jestem czystym złem, kochanie.
Całkiem niezła fraza, musicie przyznać.
Rzucam niedopałek i kończę tę niunię. Chwilę później biorę się za tę drugą.
 

ZAPOWIADAJĄCY SIĘ

Przytoczył się pod moje drzwi, gdy kończyłem pierwszą kawę. Był dobrze zapowiadającym się wrocławskim poetą i wiedziałem, że nie pozbędę się go przed południem.
— Kawa czy piwo? — spytałem, wskazując w stronę kuchni.
— Jedno i drugie — odpowiedział i zapalił papierosa.
— Już niosę — odparłem i zakląłem pod nosem.
K. był prawdziwym wrzodem na dupie. Odwiedzał mnie regularnie, bez zapowiedzi, odkąd znalazł pracę na poczcie, którą zaczynał późnym popołudniem. Siedział na mojej kanapie z nogą założoną na nogę i nie wychodził póki go nie nakarmiłem, nie napoiłem i nie wysłuchałem świeżej porcji pretensji i narzekań. A K. nigdy nie kończyły się powody do narzekania. Do wypluwania trucizny, której opary unosiły się w powietrzu jeszcze długo po jego wyjściu. Innymi słowy: nie spotkałem nikogo, kto ledwie zaczął dwudziestkę i byłby równie zgorzkniały.
— Jakieś dupy? — spytał i zaczął siorbać kawę.
— Raczej laptop i kilka gierek.
— Powinieneś znaleźć sobie jakieś dupy.
— Może i powinienem. Ale K., twój styl życia wydaje mi się cholernie wyczerpujący. Poligamia, którą praktykujesz, z czysto energetycznego punktu widzenia jest wysoce niewydajna, skomplikowana i kosztowna. W dodatku twoje zdrady wymagają ciągłego kłamania i aktualizowania rejestru tych kłamstw…
— Znajdź sobie jedną — parsknął K. — Pokochaj jakąś anorektyczną brunetkę z wielkim oczami.
— K. — powiedziałem — miłość to czas plus wytrzymałość. Ja nie mam czasu — wskazałem na stos książek stojący w rogu ściany. — I nie potrafię wytrzymać nawet sam ze sobą.
— Pierdolisz! — zaskrzeczał i pokręcił nosem.
Chyba naprawdę mieliśmy ze sobą niewiele wspólnego. Na dobrą sprawę łączyła nas jedynie literatura. K. był pełen gniewu, nie akceptował niczego, co nie spełniało jego wygórowanych oczekiwań, wyznawał zasadę wszystko albo wcale i wierzył w przyrodzony talent. Ja byłem neurotykiem i wszystko kierowałem przeciwko sobie, wierzyłem w zasadę raz a porządnie i posiadałem nieco większe pokłady tolerancji i empatii. Właściwie to nie mogłem znieść K. Zamęczaliśmy się nawzajem, szykanowaliśmy własnym towarzystwem, ale to on, ze swoją osobowością flirtującą z profilem socjopaty, wychodził z tych pojedynków obronną ręką. Z pełnym bakiem. Z materiałem na kolejny wiersz albo opowiadanie. Gdy poszedłem zaparzyć kawę, ściągnął portki i zaczął odlewać się z balkonu.

………………………….
Victor Ficnerski (1990) — publikował w Wyspie, Fabulariach, EleWatorze, Afroncie, Arteriach, Cegle, Czasie literatury, Ricie Baum. Fragmenty mikropowieści w książkach “Dzieci wolności. Antologia przełomu” i „Przewodnik po zaminowanym terenie 2″. Debiutuje tomikiem “W tym mieście” (Wydawnictwo papierwdole, 2022). Mieszka we Wrocławiu.
08.04.2022 | Więcej: Patronite.pl | Papierwdole | Instagram.com
Grafika: r/AdultColoring

VICTOR FICNERSKI Cyberpunk i inne miniatury [proza]
9 votes, 4.89 avg. rating (97% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | wynajmij redaktora
[11] Komentarze
  1. Zasada Pareto, czyli reguła 80/20, to zasada sformułowana w latach 50-tych przez Josepha Jurana. Jej podstawowym założeniem jest twierdzenie mówiące, iż 80% dobrodziejstw na świecie należy do 20% ludzkości. Regułę tę można również przełożyć na życie osobiste oraz zawodowe.

    …….

    brzmi dość rasistowsko

    • Jeszcze bardziej rasistowskie jest wyłączenie komuś dorobku wielu lat życia i zablokowanie źródła dochodu tak jak robi to YT czy FB, blokując arbitralnie mega popularne kanały.

  2. Wydaj powieść obyczajowo-psychologiczną. Twoje zdania nie nudzą nawet jak jesteś narratorem. I zareklamuj ją jakimś odlotowym happeningiem zeby media zleciały się jak ćmy do światła

  3. To nie jest proza intelektualisty w okularach jak denka od jabcoków (tak się kiedyś mawiało). To proza hybrydy kierowcy rajdowego i płatnego zabójcy, z domieszką handlarza koką.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.
Obrażliwe wypowiedzi będą usuwane.