Przyszłość planety, na której żyjemy. Świat jak Titanic. Chciwość wielkich korporacji. Farmy trolli i dezinformacja. Nadzieja na przełom. Wdrażanie rozwiązań proekologicznych. O ochronie środowiska rozmawiał z nami Szymon Bujalski — dziennikarz w zawodzie od 2008 roku, zajmujący się tematyką miejską, w tym ekologią i ochroną środowiska. Prowadzący na Facebooku stronę “dziennikarz dla klimatu”. Obecnie pisze książkę o zmianach klimatu w kontekście miast, która zostanie wydana w ramach cyklu “Miasto szczęśliwe. Weganin.
Na zdjęciach: Szymon Bujalski. Źródło: archiwum prywatne

SZYMON BUJALSKI — wywiad
SZYMON BUJALSKI — wywiad
SZYMON BUJALSKI — wywiad
previous arrow
next arrow
Slider

Portal Eprawda.pl: Większość aktywistów pro-ekologicznych bardzo mocno krytykuje stan środowiska naturalnego w naszym kraju. Oczywiście, mają rację, ale chciałbym na chwilę odwrócić sytuację i zapytać o pozytywy. Mamy jako kraj w kwestii ekologii i ochrony przyrody w ostatnich latach jakieś osiągnięcia? Pewnie każdy słyszał o ustawie antysmogowej w Krakowie i zakazie ogrzewania w tym mieście węglem i drewnem. Ale czy to nasz jedyny sukces?

W kwietniu poinformowano o tym, że w Polsce żyje łącznie 2269 żubrów. To prawie 400 więcej niż dwa lata wcześniej, kiedy było ich 1873. Dużo dobrego słyszałem też o tym, jak Lasy Państwowe podchodzą do problemu suszy i stawiają na budowę wielu małych zbiorników retencyjnych. A w latach 2009-19 powierzchnia lasów wzrosła o 188,5 tys. ha. Jeśli chodzi o samorządy, to warto odnotować, że władze miast coraz częściej organizują panele obywatelskie poświęcone ekologii, zmianom klimatu itp. Doszło do nich m.in. w mojej rodzinnej Łodzi i Warszawie.

Ale te dobre działania to ledwie kilka jaskółek, które wiosny na pewno nie czynią. Z pewnością mógłbym wymienić ich więcej, tyle że nie ma to większego sensu. Przyroda w Polsce ma źle, a szukanie pozytywów na siłę może prowadzić co najwyżej do przekłamania tego obrazu. A w mojej ocenie obraz jest równie smutny, co prosty: obecne władze centralne i samorządowe ani nie doceniają natury i bioróżnorodności, ani nie dostrzegają zagrożenia, jakie niosą ze sobą zmiany klimatu.

Uparte trzymanie się przy węglu z tylko politycznych i personalnych pobudek, nieustające betonowanie miast, masowe wycinki drzew czy traktowanie przyrody jako problemu to myślenie, które powinno umrzeć już lata temu.

I w wielu krajach Europy umarło. Niestety u nas się na to nie zanosi. Ekologów i aktywistów wciąż traktuje się jak kogoś, kto chce zaszkodzić, a nie pomóc. Przykłady z Zachodu są u nas wyśmiewane, a zrównoważony rozwój miast pomijany. Jesteśmy krajem polityki przez małe p, gdzie ekologia jest tematem nawet nie trzeciorzędnym.
Dlatego tak — mamy dobre przykłady. I nie — absolutnie nie zmieniają one całokształtu.

Czy jest prosta i jasna odpowiedź na pytanie dlaczego jest źle? Dlaczego jesteśmy “krajem polityki przez małe p”? Czy prawda jest taka, że ponad połowa polskiego społeczeństwa i politycy, którzy ich reprezentują, to głupcy?

Nie zamierzam obrażać ludzi. Korporacje i państwa zrobiły przez ostatnie dekady wiele, by położyć edukację i przemienić nas — wyborców, konsumentów — w doręczycieli głosów i pieniędzy. Jednocześnie ludzkie mózgi nie są stworzona do tego, by myśleć o świecie jako wielkiej planecie. Przez wieki naszym światem była wioska czy małe miasto i garstka ludzi w niej żyjąca. Rewolucja, która się dokonała w ostatnich dekadach, po prostu nas przerasta. Dlatego bardziej oburza nas jedno ścięte po sąsiedzku drzewo niż hektary wyciętych lasów gdzieś w Amazonii. To sąsiedzkie drzewo po prostu znamy, jest nam bliższe. Chciałbym, żeby było inaczej, ale rozumiem, czemu nie jest.

Szymon Bujalski wywiad

Na zdjęciu: postępująca wycinka lasów tropikalnych w Amazonii. Żródło: Ulet Ifansasti / Greenpeace

A dlaczego mamy politykę przez małe p? Bo mamy w niej głównie małych ludzi i głównie mali ludzie trafiają na listy. Zasada “mierny, bierny, ale wierny” jest u nas wiecznie żywa i dotyczy nie tylko obecnego rządu. Politycy chcą zamieniać politykę w szambo, bo dzięki temu nikt inny nie będzie chciał w nią wchodzić. Farmy trolli i dezinformacja nie biorą się z przypadku, w dużej mierze są właśnie po to, by nam politykę obrzydzać i mieszać ludziom w głowach, żeby niczego nie byli już pewni. Większości polityków to na rękę — chętnie podpalą kraj, byleby zostać panami zgliszczy. Niestety, większość z nas, obywateli, godzi się na to bezwiednie, bo z jednej strony komu chce się taplać w szambie, a z drugiej — wspomniana edukacja leży. Także ta obywatelska. Ale powodów jest oczywiście więcej, jak np. uniwersalne i absurdalne straszenie komunizmem, gdy mówi się o wprowadzaniu do Polski sensownych rozwiązań z Zachodu. Z jakiegoś powodu w indeksach szczęśliwego życia wygrywają jednak miasta holenderskie czy skandynawskie, a nie polskie.

“Politycy chcą zamieniać politykę w szambo, bo dzięki temu nikt inny nie będzie chciał w nią wchodzić” — to oryginalna i brawurowo postawiona teza. Warto do niej dopisać słynne powiedzenie Johna Emericha Actona “władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie”. Zastanawiasz się nad tym jak potoczą się dalej losy błękitnej planety? Jesteśmy więźniamy Ziemi — nie możemy stąd odlecieć, wyprowadzić się… Czy jesteśmy skazani na powolną autoeksterminację? Nikt nie wierzy w to, że grupa G8, ONZ czy EU dokonają globalnej rewolty — zmienią prawo, usuną marnotrawstwo, zamkną kopalnie, fermy zwierząt, zakażą produkcji przemysłowej jeśli nie jest w 98% oparta na recyklingu. Zmuszą korporacje do uległości. Świat to Titanic i liczy się tylko to, kto przedrze się do kilku szalup ratunkowych dla najbogatszych, prawda?

Dużo racji i w tej demoralizacji, i gonitwie za szalupami. Choć tak naprawdę żadnej gonitwy nie będzie. Kto ma mieć szalupę — bo ma wystarczającą władzę czy ilość kasy — szalupę dostanie. Trochę jak w filmie “2012”, choć oczywiście w rzeczywistości miejsce na pokładzie łodzi podwodnych traktuję metaforycznie, nie dosłownie. Dlatego wyobrażam sobie, że te same korporacje, które dziś niszczą środowisko, za ileś lat będą zarabiać i na tym, że środowisko zostało zniszczone. Zresztą już się tak dzieje. Wystarczy podać przykład stolicy Nigerii i jeden z odcinków dokumentu Rotten. W stolicy kraju, Lagos, ok. 19 z 21 mln osób nie ma dostępu do czystej wody pitnej. Woda w butelce kosztuje zaś połowę dniówki. Jest więc dobrem luksusowym. Bogaci mogą sobie na nią pozwolić, miliony biednych ludzi musi pić skażoną wodę z niesprawdzonych odwiertów. Obstawiam, że im większe skutki zmian klimatu, tym więcej takich historii będzie. Coraz więcej problemów, coraz większa polaryzacja między bogatymi a biednymi, coraz więcej konfliktów i śmierci. Dziś w Nigerii, jutro w kraju bardziej rozwiniętym, pojutrze wszędzie. Bo wszędzie będą biedni, których się wyzyskuje, i bogaci, którzy wyzyskują.

Ale o przyszłość planety jestem spokojny. Szacuje się, że Ziemia ma ok. 4,5 mld lat, homo sapiens istnieje 200-300 tys. lat. Dla planety jesteśmy ułamkiem sekundy. Jednodniowym katarem, który trzeba przeboleć. Tak naprawdę nie zniszczymy więc planety jako takiej. Niszczymy naszą własną przyszłość i istniejący obecnie świat przyrody, w tym niezliczone miliardy zwierząt. Gdy znikniemy, przyroda odzyska jednak planetę bardzo szybko. Nie twierdzę, że to wielkie pocieszenie. Z pewnością taka myśl może być jednak dla niektórych kojąca.

Wiem, że to, co powiem, zabrzmi jak fantastyka, ale może do tego czasu uda nam się opanować reakcję zimnej fuzji. Potem jej autor — jakiś nowy Tesla — przekaże wszystkim państwom darmowe patenty na reaktory i przynajmniej problem paliw kopalnych zostanie rozwiązany. Nie jest to niemożliwe. Jeżeli dodatkowo, w tym czasie, wybuchnie kilka nowych zabójczych pandemii i nastąpi głęboka depopulacja ludzkości, to jesteśmy uratowani. Chciałem Cię zapytać, czy zbierając i analizując dane na temat geopolityki, zmian klimatycznych dostrzegasz jakieś sygnały powstania nowego pro-ekologicznego paradygmatu? Czy te ruchy wykonywane przez rządy w postaci porozumienia paryskiego są szczere? Czy przeciwnie — chodzi o wytworzenie zasłony dymnej dla opinii publicznej, aby korporacje mogły zachować swoje status quo.

Możliwe, że jakaś firma wymyśli super technologię, która zmieni świat. W dużej mierze takich właśnie odkryć potrzebujemy. Mniej istotne czy będzie to wielka korporacja, czy mały start up, czy ze szczerej chęci zrobienia czegoś dobrego, czy z czystej chęci zysku — najważniejsze, żeby zmiana zaszła. Nawet jeśli ze zwykłej chęci zarobku — niech tak będzie. Jeśli na rzeczywistym ratowaniu planety ktoś ma zarabiać, to bardo dobrze, niech zarabia. Tak naprawdę musi tak to wyglądać. Jeśli mamy uznać, że zarabianie na niszczeniu środowiska jest naturalne, a zarabianie na jego ratowaniu jest niemoralne, no to do widzenia — mamy pozamiatane. Na szczęście wdrażanie rozwiązań proklimatycznych czy proekologicznych staje się coraz tańsze i zaczyna stanowić sensowne źródło zarobku.

W 2020 r. pierwszy raz w historii Unii Europejskiej więcej energii elektrycznej wytworzono z odnawialnych źródeł niż paliw kopalnych.

Energia słoneczna jest zaś dziś najtańszą energią na świecie. Ta zmiana paradygmatu, o którą pytasz, ma więc miejsce. Ale dzieje się za wolno i na zbyt małym obszarze planety. Przynajmniej w kontekście największych wyzwań, przed jakimi stoimy. Dlatego odpowiadając na twoje ostatnie pytanie, oceniłbym, że chcemy mieć ciastko i zjeść ciastko. Niby o ekologii myśli się coraz więcej i zmiany faktycznie widać, a jednocześnie wciąż chęć utrzymania status quo jest wielka. W takim rozkroku długo się nie wytrzyma. Albo pójdziemy w kierunku proekologicznym, albo wywalimy się na własne życzenie. I możliwe, że już się nie podniesiemy. A nawet jeśli — na pewno nie wstaniemy już tak silni.

Z tego, co powiedziałeś wynika, że ekologia i ochrona środowiska musi być skomercjalizowana. Musi być biznesem i przynosić zysk.

Dokładnie tak. Bo niby czemu by nie miała, a przede wszystkim — jak może się udać bez tego? Jeśli taniej jest niszczyć planetę, niż ją ratować, to większość będzie ją niszczyć. Jeśli zarobisz więcej na niszczeniu planety, niż na jej ratowaniu, to większość będzie ją niszczyć. Większość z nas kieruje się głównie portfelem, nie wartościami. Nie twierdzę, że to coś złego, bo trudno się dziwić komuś na minimalnej, że woli kupić dwa razy tańsze mleko krowie niż droższe owsiane czy ryżowe. Dlatego tak ważne są takie odgórne decyzje, jak np. unijny system opłat za emisje, który sprawił, że węgiel stał się po prostu ekonomicznie nieopłacalny. Potrzeba więcej takich działań — od usuwania subsydiów dla trucicieli, po wprowadzenie w życie strategii “zanieczyszczający płaci”. Jeśli ratowanie naszej przyszłości będzie opłacalne dla ludzi tu i teraz, to możliwe, że ją uratujemy.

Ale to jest wbrew podstawowemu instynktowi przetrwania — “jeśli taniej jest niszczyć planetę, niż ją ratować, to większość będzie ją niszczyć” — i brzmi bardzo złowrogo. Jeśli katastrofy naturalne spowodowane ociepleniem klimatu zaczną się wydarzać regularnie i będą monstrualnych, niemal biblijnych rozmiarów, to żadne pieniądze świata tego nikomu nie wynagrodzą. Wtedy nawet krezusi ze słynnego klubu 1% nie znajdą na Ziemi azylu.

Krezusi znajdą azyl. Zmiany klimatu nie dotkną przecież wszystkich tak samo. Najgorzej ma globalne południe. My w Europie w porównaniu z Afryką czy Indiami nie będziemy mieli tak źle. Raz, że mamy bogatsze społeczeństwa, więc lepiej się do nowych realiów przystosujemy, a dwa, że skutki zmian klimatu będą większe właśnie tam. Oczywiście u nas też będą duże — wiele osób straci swój dorobek podczas błyskawicznej powodzi, zginie w upalny dzień, a wszyscy zapłacimy więcej za żywność i będziemy opłacać podatkami coraz większe straty w rolnictwie czy szkody w infrastrukturze. Wyzwaniem będą też migranci klimatyczni i pytanie o to, co zrobić z niezliczoną ilością osób, która będzie wyjeżdżać ze zniszczonych przez zmiany klimatu krajów.
O czyj instynkt przetrwania pytasz? Polityków i prezesów wielkich firm, którzy żyją w niewyobrażalnym luksusie? Oni sobie to przetrwanie właśnie kupują. A walutą jest krew, śmierć i wyzysk biedniejszych. Myślisz, że tacy ludzie przejmą się cierpieniem nieznanych im osób gdzieś za 30 lat, skoro nie przejmują się cierpieniem nieznanych im osób, za które w dużej części odpowiadają, już teraz?

Które współczesne państwo jest Twoim zdaniem najczystsze?

To zależy o co pytasz. Powietrze bez smogu jest w Skandynawii, a kraje te podawane są często za wzór do naśladowania. Ale ja idealnych państw nie widzę. Przykładowo Norwegowie w 2020 r. jako pierwsi na świecie kupili w ciągu roku więcej samochodów elektrycznych niż innych. Niby super, ale bogactwo Norwegów w dużej mierze bierze się z odwiertów ropy w Arktyce. Duńczycy mogą się szczycić pełną rowerów Kopenhagą, ale mają też największe w Europie fermy zwierząt futerkowych. Nie ma więc krajów idealnych, co najwyżej poszczególne mają dobre rozwiązania. Jeśli już miałbym jednak wskazać kogoś, kto naprawdę docenia naturę, to wskazałbym na rdzenne plemiona. Im dalej od kapitalizmu, tym lepiej dla przyrody.

Nie wspomniałeś o Szwajcarii. Czytałem, że wysypisk śmieci nie ma w Szwajcarii, ale nie jestem pewien jakim kosztem osiągnęli ten sukces. Prawdopodobnie eksportując pewne partie odpadów do krajów biedniejszych — głównie afrykańskich. Czy jest Ci coś wiadomo o nowych technologiach utylizacji odpadów? Ale takich, kóre dawałyby skuteczność rzędu 95% — bez widocznych produktów spalania.

Oczywiście Szwajcaria jest super krajem do życia, ale też nie jest idealna. Prosty przykład — emisje CO2 w przeliczeniu na mieszkańca są tam ponad dwa razy większe niż w Indiach. Jeśli chodzi o gospodarkę odpadami, to wolę się nie wypowiadać. Nie jest to temat, który śledzę najpilniej. Natomiast mogę wspomnieć o tym, że naukowcy stworzyli już bakterie, które zjadają plastik w kilka tygodni. Z pewnością i w tej branży nie brakuje więc rozwiązań, które mogą być bardzo pomocne. Pytanie, czy wielki biznes i politycy na ich masowe wprowadzenie pozwolą.

A w Polsce? Który region naszego kraju uważasz za najczystszy? Najzdrowszy dla jego mieszkańców.

Żaden. Wystarczy poczytać o wycinkach drzew w miastach, popatrzeć jak wysychają kolejne jeziora lub na mapy smogowe albo przyjrzeć się temu, jak topornie idzie nam gospodarka odpadami. Gdybym miał wybierać najlepsze miejsce do życia, zapewne wybrałbym jakąś nadmorską miejscowość, ale tylko ze względu na położenie geograficzne, nie realną gotowość władz do stawiania na ekologię.

Wierzysz w to, że uświadomieni, młodzi, wściekli, podtruci smogiem obywatele się obudzą i to oni, a nie ONZ przeprowadzą światową proekologiczną rewolucję? Duże nadzieje wiązano 3 lata temu z ruchem Rebel Extinction. Wierzysz w sens i siłę wielkich manifestacji ulicznych i społecznej presji na polityków?

Manifestacje i strajki to według mnie jedno z najlepszych, co możemy zrobić. Potrzebujemy presji w takiej postaci, tak samo jak zasypywania profili polityków i firm krytycznymi komentarzami i ujawnianiem ich wątpliwych etycznie powiązań. Potrzebujemy petycji i apeli. Potrzebujemy też notorycznego nagłaśnianie problemu przez media i celebrytów, którzy mają ogromną siłę oddziaływania.

Szymon Bujalski wywiad

Na zdjęciu: członkowie orgaznizacji Rebel Extinction podczas póby zakłocenia London Fashion Week 2 lutegto 2020 roku. Żródło: Crispin Hughes — Panos Pictures/Redux

Generalnie uważam, że nasza realna siła leży właśnie w jednoczeniu się. Jest mnóstwo osób, którym zależy, ale każda zajmuje się swoim skrawkiem — albo innym miastem, albo innym tematem. Gdyby wszyscy łączyli siły, wspierali się w protestach, pisaniu petycji, nagłaśnianiu afer… Bardzo żałuję, że tego nie ma. Wszystkim zaangażowanym de facto chodzi przecież o to samo — byśmy bardziej dbali o środowisko i starali się o lepszą przyszłość dla następnych pokoleń.

Nie zrozum mnie źle — nasze decyzje konsumenckie też są ważne. Co najwyżej stanowią one jednak sygnał dla rynku. Mogą wprowadzać zmiany, ale zbyt wolno. A jak dobrze wiemy — czasu nie mamy. Potrzeba działać pilnie. A zmiany w takim trybie mogą wprowadzić tylko rządy i korporacje. Dlatego tak ważne jest to, żebyśmy je do tego nakłaniali. Na wszelkie możliwe sposoby. I wspólnie.

Czy to dlatego wybrałeś zawód dziennikarza? Żeby spróbować zmienić świat? Dlaczego zajmujesz się ekologią i środowiskiem naturalnym, a nie np. motoryzacją albo sportem, który dałby Ci pewnie więcej osobistych profitów.

Pracę jako dziennikarz zacząłem już jakieś 13 lat temu. Studiowałem dziennikarstwo, poszedłem na praktyki do działu sportowego, zostałem na stałe. Na początku zajmowałem się właśnie sportem, ale po kilku latach przeszedłem do działu miejskiego. Dzięki temu poznałem wiele wartościowych i zaangażowanych osób, aż w końcu zapoznałem się bliżej z problemem niszczenia środowiska i zmian klimatu. Zawsze oburzała mnie niesprawiedliwość tego świata i chciałem się przyczyniać do tego, by to zmienić. Zajmując się kryzysem klimatycznym mogę więc nie tylko próbować zmienić coś na lepsze, ale i działać w sprawie największego problemu, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć. Pewnie zajmując się inną branżą zarabiałbym więcej, to prawda… Ale czy byłbym w związku z tym szczęśliwszy? Nie wydaje mi się. Szczęście daje mi życie w zgodzie z moimi wartościami. Patrząc na to, jak dobre osoby poznałem dzięki temu na swojej drodze, mam najlepszy dowód na to, że wybrałem słusznie.

Chciałem na koniec zapytać co każdy z nas, Twoim zdaniem, może zrobić żeby zatrzymać zmiany klimatyczne i degradację środowiska. Czy jest jakiś wypracowany plan działania — również w Polsce — tak aby każdy obywatel, internauta mógł się włączyć do akcji? Wspomniałeś o zasypywaniu profil polityków komentarzami. Powiedz nam co dokładnie mamy robić.

Nie ma prostej recepty. Przez tyle lat zwlekaliśmy z działaniem, że teraz którą drogą nie pójdziemy — czy to z wyboru, czy z przymusu — za jakiś czas będzie się ona wiązała z dużymi zmianami, wyrzeczeniami itp. Jeśli w jakiś sposób każdy z nas może się włączyć do działania, to najpierw niech w swoim sercu znajdzie odpowiedź na pytanie: dlaczego warto? Czy z troski o komfort własnego życia? Życia swoich dzieci? Życia milionów osób w regionach świata, które mają znacznie gorzej? A może ze względu na wymierające gatunki? Zadanie sobie tego pytania pozwoli odnaleźć to, w jaką działalność najlepiej się zaangażować — pomóc chronić lasy, wspierać weganizm, nagłaśniać afery na szczytach władzy, ograniczać konsumpcję i produkcję odpadów etc.
Jeśli chodzi o strony, to polecam przede wszystkim Naukaoklimacie.pl, gdzie wybitni polscy naukowcy tłumaczą, w jakiej sytuacji się znajdujemy i obalają najczęstsze mity. Co do innych stron, to jest ich naprawdę sporo, nie sposób wymienić wszystkie. Bardzo ważne jest jednak to, by szukać informacji w wiarygodnych źródłach i nigdy nie traktować jako źródło informacji mema z demotywatorów czy niepodpartych żadnymi odnośnikami komentarzy w sieci.
Na koniec mogę zaproponować też dwa podejścia, które traktuję jako fundamenty:
1. Popatrz na to, jakie osoby cię otaczają. Jeśli są to osoby agresywne, aroganckie, myślące tylko o sobie i wyśmiewające tych, którzy wykazują się empatią, to być może warto zastanowić się nad zmianą otoczenia. Przyjrzyj się jednocześnie temu, o co te osoby walczą. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że skoro myślą egoistycznie i zachowują się arogancko, to proponowane przez nie rozwiązania wcale nie są tymi, których ludzkość potrzebuje.
2. Niech każdy niesie taki ciężar, jaki jest w stanie udźwignąć. Dla jednego to krzyczenie na protestach, dla drugiej wyrzucenie z diety mięsa, a dla trzeciego — dołączenie do organizacji pozarządowej lub startowanie w wyborach.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów.

Z Szymonem Bujalskim rozmawiał Krzysztof C. Gretkus
07.02.2021

…………………………
Krzysztof C. Gretkus (1970) — wydawca portalu Eprawda, fotoreporter. W latach 90. publikował opowiadania i wiersze w legendarnym warszawskim magazynie literackim bruLion. W 1995 r. wydał tom wierszy pt. “Szept i wrzask”. W 1999 r. ukończył poemat prozatorski “Czarne Światło”, od 2013 r. dostępny na Amazon i Smashwords pod angielskim tytułem “Puff of Black”. W latach 2008-2012 fotoreporter współpracujący z magazynem The Polish Times i agencją fotograficzną London News Pictures (LNP).
…………………………………
Szymon Bujalski — z urodzenia łodzianin. Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Prowadzący stronę “dziennikarz dla klimatu” (na Facebooku) i ekodziennikarz (na Instagramie). W zawodzie dziennikarza od 2008 r. Przez pierwsze lata pisał o sporcie, od kilku lat zajmuje się tematyką miejską, w tym ekologią, ochroną środowiska i zrównoważonym rozwojem miast. Jeździ komunikacją miejską, jest weganinem, nie kupuje ciuchów w sieciówkach. I żyje. Obecnie pracuje nad książką, której tematyką będzie wpływ zmian klimatu na miasta i adaptacja do nich. Zostanie wydana w ramach cyklu “Miasto Szczęśliwe” przez wydawnictwo Wysoki Zamek.
07.02.2012 | Więcej: Facebook | Instagram

SZYMON BUJALSKI: Im dalej od kapitalizmu, tym lepiej dla przyrody — wywiad ekologiczny
5 votes, 5.00 avg. rating (98% score)

..........................................................
EPRAWDA — włącz newsletter | przekaż wsparcie
[5] Komentarze
  1. Biorąc pod uwagę, że często dzieci polityków kandydują, to całe rodziny nurzają się w gównie. Nieciekawa perspektywa i perfidia pierwszej próby…
    Wywiad świetnie prowadzony, ciekawe odpowiedzi – Eprawda ma zarówno dobrych rozmówców, jak i wywiadowców 🙂
    Ciekawe czy można gdzieś jeszcze natknąć się na tę rozmowę. Puszczajcie go dalej.

  2. Bill i Melinda Gates posiadają więcej ziemi niż jakikolwiek inny Amerykanin. Krezusi już szykują się na ekologiczną epokalipsę.

Co o tym sądzisz?

Komentarz może nie być widoczny od razu.
Prosimy poczekać cierpliwie na moderację.
Obrażliwe wypowiedzi będą usuwane.