Norweski lewiatan pożera polskie blue chipy. Zaskakujące roszady na GPW na tle globalnych ruchów kapitału

Wypatrywany przez inwestorów roczny raport Norweskiego Funduszu Majątkowego przyniósł sporo przetasowań na warszawskim parkiecie. Na koniec 2025 roku ten największy na świecie państwowy wehikuł inwestycyjny trzymał w garści akcje 74 spółek z GPW, a łączna wartość tego portfela przekroczyła 2,275 mld dolarów. Ciekawa sprawa – choć sama liczba podmiotów na celowniku stopniała z 89 (wliczając tu Grupę Żabka z jej luksemburskim rodowodem), to wartość zaangażowania nad Wisłą wyraźnie spuchła z wcześniejszych 1,33 mld dolarów. Główny silnik tych wzrostów to oczywiście solidna hossa na szerokim rynku, która podbiła wyceny o ponad 45 procent.

Kto gra dzisiaj pierwsze skrzypce u Norwegów? Zdecydowanie króluje LPP z pakietem wycenianym na przeszło 290 mln dolarów, a po piętach depcze mu Allegro (245,48 mln dol.) oraz wspomniana rynkowa świeżynka, czyli Grupa Żabka (208,76 mln dol.). W wadze ciężkiej, z udziałami wartymi grubo ponad stówę, rozsiadły się też Benefit Systems, PKO BP, Dino i KGHM, a stawkę tej elity zamykają Orange oraz XTB. Nominalne kwoty robią wrażenie, ale prawdziwy obraz strategii funduszu wyłania się, gdy zerkniemy pod maskę i prześledzimy, jak grali w ostatnich miesiącach. Półroczne raportowanie pozwala wyłapać trendy, a te w zestawieniu ze stanem z połowy ubiegłego roku pokazują dość radykalne cięcia.

Z portfela bez większych sentymentów wyleciały popularne techy i gaming. Fundusz pozbył się do zera papierów 11 bit studios, Textu i Wirtualnej Polski, przy okazji mocno redukując pozycje na CCC oraz Atalu. Lista „spadkowiczów”, z którymi skandynawski kapitał pożegnał się w drugiej połowie roku, jest zresztą długa i widać na niej nazwy takie jak Altus, Cavatina, Enter Air, Forte, Ferro, Kino Polska, Mangata Holding, Poltreg, Selvita czy Toya. Z drugiej strony, zarządzający funduszem wciąż uprawiają rynkowe mikrozarządzanie, trzymając śladowe pozycje, nieprzekraczające 0,2 proc. kapitału, w tuzach pokroju Cyfrowego Polsatu, Asseco, Santandera czy Budimeksu. Widać tu ciągłą rekalibrację – w Aliorze i Budimeksie udziały lekko przycięto, za to w mBanku czy Millennium delikatnie dorzucono do pieca.

Zupełnie inna liga to to, co wydarzyło się wokół Orlenu. Po chudszych latach i ostatecznym wyrzuceniu płockiego giganta z listy ostrzegawczej, Norwegowie znów uwierzyli w multienergetyczny model. Przez ledwie sześć miesięcy ponad dwukrotnie zwiększyli swoje udziały, systematycznie skupując akcje na fali hossy. Jeszcze na koniec 2024 roku mieli zaledwie 0,04 proc. kapitału spółki, a teraz wrócili do gry na poważnie. Na radarach pojawił się też stalowy Cognor. W tym przypadku wejście było poniekąd wymuszone potężną emisją akcji, w której fundusz musiał wziąć udział, zgarniając ostatecznie 1,56 proc. biznesu. Błyszczy też Żabka, gdzie zaangażowanie podskoczyło aż o 0,95 punktu procentowego. To pokłosie ostrego brania udziału w jesiennym procesie ABB, w którym Norwegowie, ramię w ramię z polskimi OFE, chętnie pompowali kapitał. Do koszyka systematycznie dobierano również miedziowego KGHM-u.

Żeby jednak w pełni zrozumieć te rynkowe roszady, trzeba wyjść poza ramy Książęcej i spojrzeć na to, jak krąży dziś globalny smart money. Podczas gdy europejskie wehikuły państwowe doważają publiczne spółki w Europie Środkowej, giganci z branży private equity szykują amunicję na zupełnie innych frontach. Azjatycki Boyu Capital Investment Management, który dosłownie przed chwilą zapiął głośną transakcję przejęcia większościowego pakietu w chińskim biznesie Starbucksa, już zakulisowo sonduje inwestorów. Cel jest potężny – zebranie 3 miliardów dolarów na zupełnie nowy fundusz skoncentrowany na chińskim rynku. I choć są to na razie plany na wczesnym etapie, które mogą jeszcze ulec zmianie, świetnie pokazują one rynkową dychotomię. Konserwatywny kapitał szuka płynności i dywidend na giełdach takich jak polska, podczas gdy agresywne fundusze PE lewarują się pod gigantyczne, prywatne deale w Azji, tworząc własne reguły z dala od otwartych parkietów. Giełdowy kapitał ewidentnie nie znosi próżni, po prostu zmienia szerokość geograficzną i formę, w jakiej wchodzi do gry.